Mały Biskupin w lesie

Kilka poziomów, schodki, platformy, wieżyczka, zadaszone pomieszczenia wewnątrz, minidziedziniec z ogródkiem, ławkami, paleniskiem. Wszystko z sosnowych belek i patyków, ściany obsypane igliwiem – budowla w lesie robi ogromne wrażenie, wywołuje uśmiech i podziw. Stoi za nią pewna historia i idea.  

PRZEMEK SKOCZEK

Od kilku tygodni w mediach społecznościowych krążyły fotografie tego „Małego Biskupina”, jak szybko ochrzczono drewnianą budowlę. Rzeczywiście przypomina ona wczesnosłowiańskie konstrukcje. Nikt nie chciał jednak opowiadać dokładnie, gdzie to cudeńko się znajduje, argumentując, że zbyt duże zainteresowanie tym miejscem może okazać się dla niego niebezpieczne. Nam udało się jednak nie tylko je odnaleźć, lecz także dotrzeć do budowniczych.

To jest jak terapia

Byłem pewien, że drewniana budowla została stworzona wiosną przez paru kumpli jako alternatywa dla siedzenia w domu podczas pandemii. Ot, wymarzony „domek na drzewie” w wersji XXL. Myliłem się…

 – Nasze dzieło nie ma nic wspólnego z koronawirusem, stoi już niemal dwa lata, ale dotąd mało kto o nim wiedział. Pandemia i wzrost liczby spacerowiczów w lesie przyczyniły się jedynie do tego, że o tym miejscu zrobiło się głośno – opowiadają Paulina i Paweł.

– Zaczęło się od małego szałasu, który potem zaczęliśmy stopniowo rozbudowywać. Często robiliśmy to pod wpływem sugestii znajomych albo przypadkowych ludzi, którzy natknęli się na nas. Ta praca sprawia przyjemność, spędzamy aktywnie czas na świeżym powietrzu, coś tworzymy. Jest też dla nas rodzajem terapii i ucieczki od nałogu, ponieważ mieliśmy kiedyś problemy z alkoholem. Teraz jesteśmy osobami niepijącymi i tu możemy w jakiś sposób się realizować – wyznają.

Ten patyk wygląda znajomo

Paweł jest buddystą, jego dziewczyna nie praktykuje, ale też ma wielki szacunek dla przyrody i wszystkich stworzeń. Nie zabijają nawet komarów, wolą je odganiać. Żartują, że przy budowie „nie ucierpiało żadne drzewo”.

 – Każdy element wykorzystany do budowy został znaleziony w lesie. To tak zwane odpady po wycinkach prowadzonych przez leśników. Nie ścięliśmy ani jednej gałązki z żywego drzewa. Budowla, choć znajduje się wśród drzew, nie wykorzystuje ich jako elementu konstrukcyjnego. Wszystko trzyma się na wkopanych w ziemię solidnych palach. Oczywiście dla wzmocnienia całości, by była bezpieczna i stabilna, muszę używać wkrętów, ale nie wszędzie. W wielu miejscach patyki są wiązane sznurkami albo przeplatane ze sobą jak w wiklinowym koszu – opowiadają.

– Kiedyś szliśmy tutaj, nagle zatrzymałem się i zacząłem przyglądać leżącemu przy ścieżce kijkowi. Paulina zapytała, o co chodzi. „Ten patyk wygląda znajomo…” – stwierdziłem. I rzeczywiście, okazało się, że pochodził z naszego domku, pewnie jakieś dziecko wyjęło go ze ściany – mówi Paweł. Stworzyli to miejsce bez planu, spontanicznie. Zdarzyło się, że wśród trafiających tam gości był architekt, który nie mógł się nadziwić, że to wszystko tak zmyślnie funkcjonuje bez projektu i koncepcji.

Ekoedukacja

Pytam, jak jest z legalnością tego dzieła. Na ich ustach pojawia się uśmiech. – Zastanawialiśmy się, czy to podpada pod samowolę budowlaną, ale wydaje się, że nie. Odwiedzali nas policjanci, strażacy, żaden z nich nie miał zastrzeżeń. Korzystamy z drewna należącego do lasów, ale nie kradniemy go, bo ono wciąż tu pozostaje, w lesie – opowiadają. Bardzo dbają też o bezpieczeństwo i ekoedukację młodzieży, która często się tu pojawia. Bo choć oboje są ze swoją budowlą bardzo związani, nie traktują jej egoistycznie.

– Chcemy się tym miejscem dzielić. Każdy może tu wejść i spędzić czas, ale obowiązują pewne zasady. Przede wszystkim korzystajmy z niej odpowiedzialnie. Palenisko ma pod spodem betonową płytę, zostało obłożone cegłami i kamieniami, więc jest dość bezpieczne, ale lepiej pilnować ognia i nie robić dużego ogniska. Szanujmy to miejsce i przyrodę wokół. Na ognisko zbierajmy suche patyki w okolicy, nie łammy małych drzewek i nie wyjmujmy elementów konstrukcji, bo to się zdarzało. Zabierajmy ze sobą swoje śmieci – wymieniają Paweł i Paulina.

Twórcy wolą pozostać anonimowi. Rozumiemy to. Zgodnie z ich prośbą nie podamy też dokładnej lokalizacji miejsca, choć jest ono otwarte dla każdego. – Jesteśmy blisko, żeby nas znaleźć, wystarczy zejść z utartych ścieżek. Poszukiwanie „Małego Biskupina” też może być dobrą zabawą – stwierdza z uśmiechem Paweł.

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.