Sesja, której nie było…

KARCZEW: WOJEWODA UZNAŁ SKARGĘ BURMISTRZA NA PRZEWODNICZĄCEGO RADY.

Czegoś takiego jeszcze nie było! Przewodniczący Rady Miejskiej w Karczewie Piotr Żelazko nie zwołał sesji nadzwyczajnej, choć dostał w tej sprawie dwa wnioski od wiceburmistrza. – To paraliż działania urzędu i łamanie prawa – ocenia burmistrz Michał Rudzki.

SYLWIA WYSOCKA

W przedostatnim tygodniu lipca wiceburmistrz Karol Chróścik złożył do przewodniczącego rady miejskiej Piotra Żelazki wniosek o zwołanie sesji nadzwyczajnej. Dwa główne punkty, które miały być procedowane na sesji, dotyczyły zmiany w uchwale budżetowej i w wieloletniej prognozie finansowej (WPF).

Zgodnie z paragrafem 20 statutu gminy Karczew „na wniosek burmistrza lub co najmniej ¼ ustawowego składu rady, przewodniczący zwołuje sesję nadzwyczajną na dzień przypadający w ciągu czterech dni od daty złożenia pisemnego wniosku”. Ten zapis nieco różni się od aktu wyższego rzędu, czyli ustawy o samorządzie gminnym, w którym czytamy: „Na wniosek wójta lub co najmniej ¼ ustawowego składu rady gminy przewodniczący obowiązany jest zwołać sesję na dzień przypadający w ciągu siedmiu dni od dnia złożenia wniosku”.

– Swego czasu spieraliśmy się o to, ile dni ma przewodniczący na zwołanie sesji: siedem czy cztery. Przewodniczący uważał, że zgodnie z aktem wyższego rzędu ma siedem dni, ale i tak żaden z tych terminów w tej sytuacji nie został dochowany, ponieważ nie zwołał sesji nadzwyczajnej ani w ciągu czterech, ani siedmiu dni od złożenia wniosku – tłumaczy w rozmowie z „Linią” burmistrz Michał Rudzki. I podkreśla, że wniosek spełniał wymogi formalne, tzn. zawierał porządek obrad wraz z projektami uchwał.

– Statut daje burmistrzowi możliwość zwołania sesji w trybie nadzwyczajnym. Jest do tego określona procedura. Przewodniczący nie ma dowolności – jest zobowiązany do zwołania sesji, a jeśli tego nie robi, łamie prawo i, niestety, szkodzi mieszkańcom. W tym przypadku nie ma pola do dyskusji. Działa to także w przypadku, gdy grupa radnych zwraca się o zwołanie sesji nadzwyczajnej, co zresztą miało miejsce kilka miesięcy temu, gdy na wniosek radnych sesja w takim trybie została zwołana w ciągu dwóch dni – podkreśla burmistrz.

– Nie znajduję wytłumaczenia dla postawy przewodniczącego. Nie było żadnej informacji, że radni są np. nieobecni. Działanie przewodniczącego jest w mojej opinii działaniem destrukcyjnym, które może spowodować pewne perturbacje, a na pewno utrudni pracę urzędu. Łamane jest prawo i nie wiem, czemu to służy – odegraniu się na burmistrzu? Bycie radnym to nie zabawa i robienie sobie na złość, tylko ciężka praca. Mam nadzieję, że takie zachowanie nie będzie miało negatywnych skutków dla mieszkańców
w postaci np. straconej dotacji czy możliwości pozyskania pieniędzy. Przecież tu nie chodzi o mnie. Są w budżecie pewne zmiany, które mają na celu usprawnienie działania gminy – podkreśla Rudzki.

Zmiany, które wciąż czekają na wprowadzenie do budżetu, to m.in. budowa drogi w Glinkach, preferencyjna pożyczka z funduszu ochrony środowiska, dodatkowe remonty w szkołach.

– Wszystko jest wstrzymane przez nieodpowiedzialne zachowanie przewodniczącego rady. Żeby ubiegać się o pieniądze na doposażenie szkoły w Sobiekursku, budowa musi zostać zakończona. Dzieci wrócą do szkoły i nie będą mogły skorzystać z doposażenia na takim poziomie, na jakim planowaliśmy – tłumaczy Michał Rudzki.

31 lipca wiceburmistrz ponowił wniosek o zwołanie sesji, ale on także nie doczekał się realizacji w terminie, dlatego do wojewody wpłynęła skarga burmistrza na postępowanie przewodniczącego. Niewielką część zmian burmistrz zawarł już w zarządzeniu dotyczącym uchwały budżetowej, ale pozostałe istotne kwestie muszą zostać wprowadzone uchwałą rady.
Zapytaliśmy Piotra Żelazkę, dlaczego nie zwołał sesji na wniosek wiceburmistrza.

– Przede wszystkim poddanie propozycji zastępcy burmistrza pod obrady byłoby niezgodne z ustawą o samorządzie gminnym. Ustawa wyraźnie mówi, że przedstawienie zmian w budżecie to wyłączna kompetencja burmistrza. Wszystkie uchwały zawarte w tym wniosku dotyczyły zmian w budżecie – tłumaczy przewodniczący rady.

– Burmistrz Rudzki w zarządzeniu nr 28/2019 pozbawił swojego zastępcę (który składał wniosek o zwołanie sesji) możliwości reprezentowania go w sprawach dotyczących wyłącznych kompetencji burmistrza. Jest to wyraźnie napisane w zarządzeniu. Pan Karol Chróścik nie otrzymał od burmistrza upoważnienia do przedstawienia radzie miejskiej projektu zmian w uchwale bud-żetowej. Gdyby rada zajęła się propozycjami zastępcy i je przyjęła, takie uchwały można by podważyć – uważa Żelazko.

– Niepokoi mnie u burmistrza Rudzkiego brak znajomości własnych zarządzeń – dodaje. Sformułowanie „wyłączna kompetencja burmistrza” w przywołanej ustawie należy interpretować, używając wykładni funkcjonalnej, tzn. trzeba brać pod uwagę umiejscowienie przepisu w ustawie. W tym przypadku znajduje się on w gronie przepisów regulujących podział kompetencji między radę a burmistrza w zakresie budżetu. Przewodniczący błędnie próbuje zastosować wykładnię stricte literalną w odniesieniu do określenia „wyłączna kompetencja“, a ustawodawca w jasny sposób wyróżnia poprzez to określenie władzę uchwałodawczą od wykonawczej. I w tym właśnie rzecz – komentuje burmistrz.

Sesja w Karczewie odbędzie się jednak w tym tygodniu. Przewodniczący zwołał ją na wniosek czterech radnych. W piątek, 7 sierpnia, burmistrz Rudzki poinformował „Linię“, że wojewoda uznał jego skargę za zasadną.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.