Lekarze z „Grucy” pomogli dziewczynce z Afryki

10-letniej Seraphine z Rwandy, która cierpiała na zapalenie kości piszczelowej, w ojczyźnie groziła amputacja nogi. Na szczęście trafiła w ręce najlepszego w Polsce specjalisty od przeszczepu kości, doktora Szymona Pietrzaka z Kliniki Ortopedii i Traumatologii Dziecięcej w szpitalu im. prof. A. Grucy w Otwocku. Dziewczynka wraca do zdrowia i marzy, by w przyszłości też zostać lekarzem

PRZEMEK SKOCZEK



Historia Seraphine Uwiduhaye ma szczęśliwe zakończenie. I nie chodzi tylko o to, że dziewczynka odzyskuje pełnosprawność. W afrykańskiej rzeczywistości ocalona noga to coś znacznie więcej. W chwili, gdy to czytacie, Seraphine prawdopodobnie siedzi w samolocie do domu, a być może już jest z rodziną, której nie widziała prawie pół roku.

100 tys. zł w jedną noc

Cztery lata temu mieszkająca na rwandyjskiej prowincji dziewczynka nabawiła się zapalenia kości prawej nogi. Lekarze pomogli jej na tyle, na ile było to możliwe w Rwandzie – usunęli jedną trzecią głównej kości piszczelowej. Seraphine stała się w zasadzie niepełnosprawna, poruszała się o kulach. Jej noga był w fatalnym stanie, dziecku groziła amputacja.
Na ratunek przyszła polska Fundacja Afriquia, która od lat pomaga szpitalom w Rwandzie. Pracownicy fundacji dostarczają sprzęt medyczny i leki, organizują szkolenia i leczenie dzieci.

– Wiele operacji przeprowadzamy tam, na miejscu. W tym przypadku nie było to jednak możliwe, konieczny był fachowy sprzęt, którego
w rwandyjskich szpitalach nie ma. I wybitny fachowiec, jakim jest doktor Szymon Pietrzak z otwockiego szpitala – podkreśla Bartłomiej Osadnik, pomysłodawca i założyciel Fundacji Afriquia, który sam jest lekarzem ortopedą. – Pieniądze na leczenie Seraphine w Polsce zebrał dominikanin Adam Szustak. Potrzeba było około 100 tys. zł. Reakcja w kraju była błyskawiczna, cała kwota pojawiła się na koncie fundacji w jedną noc! W sumie zebraliśmy ponad 200 tys. zł i to, co zostało, będzie przeznaczone na leczenie innej dziewczynki z Rwandy – dodaje Osadnik.

Mistrz z Otwocka

Seraphine przyleciała do Polski w marcu. To był ostatni moment przed zamknięciem granic z powodu pandemii. Jak widać, znów czuwały nad nią dobre duchy. Nie przypadkowo jej imię oznacza właśnie „Anioł”. Dziewczynka przyleciała z ojcem. Mama i dwoje rodzeństwa zostali w kraju. Czekała ich długa rozłąka, ale warto było potęsknić.

– To niewątpliwie nie była standardowa operacja. Taka deformacja, będąca skutkiem zapalenia, to coś, z czym na szczęście w naszej części świata nie mamy do czynienia. Pobraliśmy Seraphine około ośmiocentymetrowy fragment jej własnej kości strzałkowej i przeszczepiliśmy go do kości piszczelowej. Kość strzałkowa jest w zasadzie niepotrzebna człowiekowi i można bez niej normalnie funkcjonować, ale w tym przypadku ta kość się zregenerowała. U dorosłej osoby to raczej by się nie udało, jednak u dzieci takie rzeczy są możliwe – wyjaśnia doktor Szymon Pietrzak.

– Seraphine szybko wraca do formy, ale musi być ostrożna, bo ta nowa goleń jest bardziej wrażliwa i narażona na urazy. Przez pół roku 24 godziny na dobę dziewczynka musi nosić ochronną ortezę. Niedawno widziałem, że ona nawet już tańczy, co nieco mnie niepokoi – dodaje z uśmiechem otwocki chirurg.

Kolejne miesiące po operacji Seraphine spędziła w Konstancinie, w domu prowadzonym przez siostry zakonne. Tam przechodziła rehabilitację, do Otwocka przyjeżdżała na kontrole i badania. W tym czasie dość dobrze nauczyła się języka polskiego. Śpiewa stare przeboje i szeroko się uśmiecha. – Spotkało ją tu mnóstwo ciepła i miłości. Widzieliśmy, jak Seraphine rozkwita, nabiera pewności siebie, zamienia się ze skrytej i nieśmiałej dziewczynki w szczęśliwe i pełne życia dziecko. Biali nie mają zbyt dobrego wizerunku w Rwandzie i przy okazji naszych działań staramy się to poprawić. Polacy są tam coraz lepiej postrzegani – opowiada Bartłomiej Osadnik.

Szansa na nowe życie

Powrót do domu po niemal pół roku nie był łatwy. Z powodu pandemii dwukrotnie przekładano wylot. Najnowsza data powrotu to poniedziałek, 17 sierpnia. W Rwandzie sytuacja z koronawirusem jest, o dziwo, bardzo dobra. Świetnie sobie poradzono z problemem, zadbano o izolację wewnątrz kraju i na granicach. Są tam trzy, cztery przypadki zachorowań dziennie. Pod tym względem można brać z tego kraju przykład. Nie jest to jednak raj na ziemi.

– Bez nogi życie Seraphine w Rwandzie byłoby bardzo trudne. W Afryce kobiety są zdecydowanie na drugim miejscu i mogą w pełni funkcjonować tylko u boku mężczyzny. Tylko mając męża, mogą mieć dom, rodzić dzieci. Jako kobieta niepełnosprawna Seraphine nie miałaby na to żadnych szans. Byłaby jak wybrakowana. Nie miałaby męża, domu, miejsca, gdzie mogłaby żyć. Byłaby całkowicie zmarginalizowana, samotna, żyłaby gdzieś pod strzechą na końcu wsi… – wyjaśnia szef Fundacji Afriquia.

– Dlatego ten zabieg tak naprawdę ratuje jej życia. Nawet więcej. Otwierają się przed nią perspektywy, jakich nie miałaby, gdyby nie choroba. Już teraz zgłaszają się do nas ludzie, którzy chcą pomóc finansować jej edukację. Plan jest taki, by Seraphine trafiła do szkoły z internatem. Ma szansę na lepsze wykształcenie, dobry zawód, wyrwanie się z malutkiej rodzinnej wioski. Może zrobić w życiu zupełnie inne rzeczy, niż pół roku temu planowali jej rodzice. Teraz opowiada, że chciałaby zostać lekarzem – dodaje Bartłomiej Osadnik. 

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.