Dogoterapia – przyjaźń, która leczy

Bliski kontakt z psem jako forma terapii zyskuje coraz większe uznanie, a tym samym staje się coraz bardziej popularny. Wiele lokalnych ośrodków terapeutycznych ma w swojej ofercie zajęcia z udziałem wyszkolonego zwierzaka, którego bezwarunkowa sympatia potrafi zdziałać cuda. Dlaczego warto z nich skorzystać?

AGATA LEGAN

Pomerda ogonem, poliże, szturchnie nosem, zachęcając do głaskania, nadstawi szyję albo położy się na plecach i będzie czekał, aż podrapiemy go po brzuchu. W wielu przypadkach pobudzająco czy pocieszająco działa już to, że pies po prostu z nami jest. Okazuje nam zainteresowanie i chce, żebyśmy zaangażowali się w zabawę lub inną formę wspólnej aktywności. Nie od dziś wiadomo, że kontakt ze zwierzętami wywiera korzystny wpływ na zdrowie zarówno fizyczne, jak i psychiczne.

Już w starożytnej Grecji, Rzymie i Mezopotamii psy, jako wiernych towarzyszy bogów, uznawano za uzdrowicieli. Trzymano je m.in. w szpitalu niedaleko Koryntu, tzw. Świątyni Asklepiosa. Ich zadaniem było lizanie ran chorych oraz dotrzymywanie towarzystwa pacjentom. Co więcej, bardzo szybko zaczęto szkolić psy do roli przewodników niewidomych, taką pomoc miał m.in. Homer, autor „Iliady” i „Odysei”.

Dobra relacja

Pierwsze opracowania naukowe dotyczące wykorzystywania psów w procesach terapeutycznych powstały dopiero w XVIII w., rzeczywisty rozwój tej metody nastąpił jednak w XX w. Słynny psychoanalityk Zygmunt Freud zalecał pacjentom kontakt ze zwierzętami, sam zaś przychodził na sesje ze swoją suczką rasy chow-chow – Jofi, po której zachowaniu, jak twierdził, trafniej oceniał stany emocjonalne osób, które leczył.

Głównym propagatorem metody był psycholog dziecięcy Boris Levinson, który odkrył ją przez przypadek: zostawił swojego labradora Jinglesa w gabinecie z autystycznym pacjentem, a kiedy wrócił, zastał chłopca mówiącego do psa. Z czasem zauważył, że inne dzieci, które nie nawiązywały kontaktu z dorosłymi, na psy reagowały zaciekawieniem i chętnie wchodziły z nimi w interakcje. Swoje wnioski zebrał w pracy „Pies jako terapeuta” opublikowanej w 1962 r. Uważał, że opieka nad zwierzęciem w dzieciństwie pomaga kształtować w czło-wieku wrażliwość i empatię, a także sprzyja radzeniu sobie z kryzysami emocjonalnymi.

W Polsce terapię z udziałem psów stosuje się od 1987 r. dzięki treserce Marii Czerwińskiej, która podczas szkolenia zwierząt do filmów zauważyła, jak doskonale współpracują one z niewidomymi dziećmi. To ona stworzyła termin „dogoterapia”, a jej fundacja CZE-NE-KA była pierwszą polską organizacją oferującą terapeutyczne spotkania dzieci oraz osób niepełnosprawnych z psami..

Ruch i akceptacja

W Polsce dogoterapię stosuje się m.in. u osób z upośledzeniem umysłowym i ruchowym, w tym u dzieci z porażeniem mózgowym, zespołem Downa, spektrum autyzmu, ADHD, zaburzeniami SI czy zaburzeniami ruchowymi oraz u chorych na schizofrenię, padaczkę, artretyzm, stwardnienie rozsiane, zanik mięśni, alzheimera, parkinsona, a także pomocniczo przy leczeniu depresji, stanów lękowych, zaburzeń emocjonalnych, nerwic
i zespołu stresu pourazowego. Ponadto coraz częściej jest polecana jako uzupełnienie rehabilitacji, szczególnie po udarach i zawałach.

Zajęcia z psem stymulują zmysły, ćwiczą koncentrację, aktywizują ruchowo, wspierają w nauce okazywania uczuć, rozwijają samodzielność, pomagają porozumiewać się z otoczeniem, również ludźmi, zarówno poprzez komunikację niewerbalną, jak i wzbogacone słownictwo, zaspokajają potrzebę bliskości i akceptacji, dodają pewności siebie, minimalizują lęki, relaksują, a to dopiero początek płynących z tego korzyści. Spotkania odbywają się zazwyczaj raz w tygodniu w kilkuosobowych grupach lub indywidualnie. Ich program jest dostosowywany do specyficznych potrzeb i możliwości danego pacjenta oraz konsultowany z innymi terapeutami, którzy się nim opiekują. Podczas zajęć pacjenci nawiązują kontakt z psem, dotykają go, tulą, uczą się wydawania komend, karmią, czeszą, bawią się i wyprowadzają na spacer. Trwa to nie dłużej niż dwie godziny.

Szacuje się, że pierwsze zauważalne efekty terapia przynosi po ok. dwóch miesiącach, ale to również jest kwestia indywidualna, zwłaszcza w przypadku dzieci.

Szczególną popularnością dogoterapia cieszy się w USA, gdzie wykorzystywana jest np. w domach opieki, hospicjach i szpitalach (wizyta psa skutkuje spadkiem ciśnienia i tętna), w rehabilitacji po wypadkach, leczeniu traum i urazów psychicznych, zajęciach resocjalizacyjnych, ośrodkach dla trudnej młodzieży, zakładach psychiatrycznych i ośrodkach leczenia uzależnień.

Korzyści zdrowotne z posiadania psa:

  • właściciele czworonogów mają niższy poziom cholesterolu i niższe ciśnienie krwi, a zatem maleje u nich ryzyko zawału,
  • przytulanie psa łagodzi skutki reumatyzmu,
  • regularne wychodzenie z psem na spacer sprzyja w walce z nadwagą, poprawia przemianę materii i reguluje krążenie,
  • dzięki możliwości przytulenia się do psa i jego gotowości do zabawy lepiej radzimy sobie ze stresem i złością, mamy przy tym doskonałą możliwość rozładowania napięcia,
  • w towarzystwie psów niemowlęta lepiej rozwijają się ruchowo,
  • system odpornościowy dzieci urodzonych i dorastających w domu, w którym są zwierzęta, wytwarza przeciwciała mogące zapobiegać astmie i infekcjom układu oddechowego.

Przeciwwskazania: silny strach przed psami, otwarte rany, alergia na sierść psa.

  • Trening na psa-terapeutę trwa ok. dwóch lat. Zazwyczaj są to labradory, goldeny, collie i spaniele. Muszą chętnie współpracować i być bardzo pogodne, bo ich zadaniem jest pozytywnie nastroić pacjenta. Przyzwyczaja się je do przebywania wśród różnych ludzi, oswaja z niespodziewanymi odruchami i zachowaniami, na które nie mogą gwałtownie reagować. Przed zajęciami mają zawsze myte zęby i obcinane pazury, by zminimalizować ilość bodźców. Uczone są także, żeby nie szczekać, bo zdarzają się pacjenci z nadwrażliwością słuchową.

Jedna myśl na temat “Dogoterapia – przyjaźń, która leczy

  • 4 września 2020 o 22:42
    Permalink

    Syn siostry jest bardzo zamknięty w sobie, ale od kiedy wzięli psa jest znacznie lepiej. Z sierścią nie ma problemów bo kupili sobie roombę, a na spacery z nim wychodzą na zmianę, albo wspólnie. Mały pies, a zmienił ich życie na lepsze 🙂

    Odpowiedz

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.