Mistrz aerografu

Przemek Drozd zaczynał w latach 90. jako uliczny „wojownik” z puszką spreju w ręce. To urodzony buntownik, który z pasji uczynił zawód i teraz jest jednym z najbardziej cenionych w kraju specjalistów w dziedzinie aerografu i malowania customowego, czyli związanego z motoryzacją, a przede wszystkim kulturą motocyklową.

PRZEMEK SKOCZEK

             

Zapowiadane przez nas otwarcie projektu Urzecze.Art w Otwocku Wielkim odbędzie się już w najbliższą sobotę, 19 września. Czas przedstawić jego pomysłodawcę, czyli Przemka Drozda. To otwocczanin, który związał swoje życie ze sztuką. Sam siebie uważa raczej za introwertyka, który woli działanie od gadania, ale gdy rozmowa schodzi na bliskie mu tematy, potrafi bardzo barwnie opowiadać.

Thorgal, ziny i graffiti

– Jak mówi pewnie większość artystów, ja też od zawsze uwielbiałem rysować. Rodzice to zauważyli i zapisali mnie na zajęcia plastyczne do Jerzego Nowosielskiego z Wiązowny – mówi Przemek. – To był fajny czas. Sporo się nauczyłem. Moją pierwszą wielką inspiracją były komiksy. „Thorgal”, „Szninkiel” i pierwsze polskie komiksy Marvela do dziś leżakują w regale w pracowni. Gdy podrosłem, zaczął się bardziej buntowniczy czas. Tworzyliśmy z kumplami ziny, takie awangardowe, niezależne gazetki. Zaczęliśmy biegać po mieście ze sprejami. Graffiti to było to! Niekoniecznie legalne, sporo adrenaliny, kilka razy trzeba było uciekać SOK-istom, gdy ozdabialiśmy po naszemu składy pociągów – dodaje, śmiejąc się.

Tę aktywność młodych zauważyły wtedy władze miasta, które chciały wykorzystać twórczą energię grafficiarzy i postanowiły oddać im do dyspozycji ścianę budynku Otwockiego Zakładu Energetyki Cieplnej przy ul. Lennona. To był rok 1997. Powstawały tam naprawdę ciekawe artystycznie prace. Swój charakter to miejsce zachowało do teraz, zdobią je portrety znanych postaci związanych z Otwockiem.

Przemek i grupa jego przyjaciół byli aktywni także w Warszawie. Zrobiło się o nich na tyle głośno, że on i Jacek Bajer, także otwocczanin, obecnie architekt, zostali zaproszeni do programu Kuby Wojewódzkiego. Na słynnej kanapie opowiadali o wolności tworzenia na miejskich ścianach.

Pyton na zbiorniku

– Graffiti to od początku miała być zabawa. Po jakimś czasie zauważyłem jednak, że stwarza różne możliwości. Okazało się, że to „mazanie” po ścianach można przekuć w biznes. Choć to może złe słowo. Raczej w sposób na życie, utrzymanie się ze swojej pasji. Wtedy był boom na ozdabianie graffiti klubów i dyskotek. Każde z tych miejsc chciało mieć pomysłowo wymalowane ściany. Jeździliśmy po okolicznych miasteczkach i wioskach
i malowaliśmy – wspomina Przemek. – Zleceń było sporo. Uczyłem się robić murale pod okiem krakowskiego malarza Tadeusza Bystrzaka
– dodaje.

– Nieco wcześniej, gdy miałem 16 lat, odkryłem aerograf i związany z nim nurt sztuki zakorzenionej w kulturze motocyklowej, zwłaszcza lat 60. i 70., oczywiście w USA. W przydomowym garażu kolegi wieczorami spotykała się ekipa dłubiąca przy jednośladach typu WFM, MZ. Właśnie wtedy powstawały pierwsze modyfikacje sprzętów. Pamiętam, jak kolega Darek wykonał pierwszy ogień na zbiorniku i napis „Pyton” – wspomina Przemek Drozd. – A wracając do dyskotek, ich właściciele, ludzie przy kasie, nie zawsze działający zgodnie z prawem, mieli motocykle, głównie ścigacze. Kilka razy zdarzyło się, że widzieli mnie z aerografem, popatrzyli, jak maluję. i mówili: „Ej, koleżko, to machnij mi tu jeszcze na motorku coś fajnego”. Takie były moje pierwsze zlecenia z branży motoryzacyjnej, chociaż miałem już pewne doświadczenia. Spodobało mi się, bo to robota, którą wykonuje się w domu, wygodnie, bez ludzi wokół. Bardzo mi to pasowało – przyznaje.

To były czasy początków internetu, rozwój sieci ułatwił promowanie swojej działalności. Zakładało się tzw. strony domowe, pisało o swoich działaniach na forach. Dobrą okazją do prezentowania prac były też różne zloty i imprezy motoryzacyjne. Przemek wspomina, że brał parę kasków, jechał tam, rozkładał polówkę i to było jego stoisko.

– Takie imprezy motoryzacyjne odwiedzało często środowisko związane z muzyką heavy-metalową, więc zamawiali u mnie malowanie motywów z kościotrupami, zombiakami itp. Popularnością cieszyły się też kobiety, niekoniecznie ubrane. Potem dotarła do nas moda na custom, która zrodziła się w Kalifornii. To barwne środowisko, ciekawi ludzie, a ich nieodzownym elementem jest zdobienie samochodów i motocykli oraz akcesoriów, więc ja i podobni mi artyści aerografu mieliśmy spore pole do popisu. Teraz rzadziej uczestniczę w podobnych imprezach. Odkąd pojawiły się media społecznościowe, można się promować, nie wychodząc z pracowni – przyznaje.

Dziewczynka-czaszka

Obecnie to, co tworzy Przemek Drozd, wpisuje się w nurt zwany lowbrow albo pop surrealizm. Jest dość mocno „odjechany”, szalony, nieco komiksowy, punkowy. Swoimi malunkami otwocczanin zdobi nie tylko motocykle, samochody i akcesoria, takie jak kaski, lecz także instrumenty (głównie gitary), buty, deski snowboardowe, deskorolki czy rowery. Tworzy plakaty i grafiki. Zdarzało mu się projektować znajomym tatuaże.

– Coraz częściej maluję też na płaskim, czyli po prostu na płótnach. To obrazy, ale wykonywane moją techniką, czyli aerografem, mające właśnie dość surrealistyczną tematykę, np. małpa na motorze. To taki zwariowany kicz z przymrużeniem oka. Prace, które bardziej pasują do powieszenia w garażu niż w salonie – wyjaśnia artysta. – Stworzyłem taką postać, dziewczynkę-czaszkę z bujną blond fryzurą upiętą w dwa wielkie kucyki. Nazwałem ją Helen Kopter. Przewija się w wielu moich pracach, mam nawet pomysł na cały komiks o niej. Mam już wykupioną domenę dla niej. Teraz trzeba tylko usiąść i zacząć rysować – mówi.

Ostatnie tygodnie Przemek poświęcił jednak przede wszystkim na uruchomienie galerii i projektu Urzecze.Art. Ze względu na jego perfekcjonizm i determinację będzie to zapewne ciekawe przedsięwzięcie. Nie przegapcie więc jego inauguracji, która odbędzie się w sobotę, 19 września w kawiarni pałacu Bielińskich.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.