Referendum to kwestia czasu

Inicjatorzy referendum w sprawie odwołania Rady Miejskiej w Karczewie deklarują, że mają już wymaganą liczbę ok. 1200 podpisów pod wnioskiem o jego zwołanie. Jednak żeby mieć silniejszy mandat społeczny, chcą aby swoje podpisy pod wnioskiem złożyło ok. dwóch tysięcy osób uprawnionych do głosowania

SYLWIA WYSOCKA

Wciągu trzech tygodni od pojawienia się inicjatywy zwołania referendum w sprawie odwołania Rady Miejskiej w Karczewie jej inicjatorom udało się zebrać wymaganą liczbę podpisów, które należy złożyć u komisarza wyborczego z wnioskiem o przeprowadzenie referendum. Podpis musi złożyć minimum 10 proc. mieszkańców uprawnionych do głosowania. W ostatnich wyborach prezydenckich uprawnionych do głosowania było 12 129 mieszkańców gminy, więc trzeba było zebrać nieco ponad 1200 podpisów. – Minimum wymagane do złożenia wniosku już mamy – mówi w rozmowie z „Linią” Rafał Ziółkowski, pełnomocnik inicjatorów referendum.

– Ludzie chcą jednak nadal składać podpisy. Ponieważ mamy jeszcze dużo czasu do terminu złożenia wniosku, planujemy zebrać ich jak najwięcej. Po pierwsze, dzięki temu będziemy mieć silniejszy mandat społeczny, a po drugie, chcemy już teraz dotrzeć do jak największej liczby mieszkańców z informacją o inicjatywie referendalnej. Pozwoli nam to później informować już właściwie tylko o dacie referendum, a nie o tym, po co jest ono organizowane. Myślę, że zakończymy zbieranie podpisów, gdy będziemy mieć ich blisko dwa tysiące. Potrzebujemy trochę więcej podpisów, niż jest to wymagane. Analizowaliśmy, jak to wyglądało w innych miejscowościach, i zawsze jakąś część podpisów komisarz może odrzucić, bo uzna, że zostały złożone nieprawidłowo – tłumaczy Ziółkowski.

Inicjatorzy referendum nie zakładają jeszcze konkretnej daty przeprowadzenia głosowania. Jeśli wniosek spełnia wymogi formalne, komisarz wyborczy obligatoryjnie wydaje postanowienie o przeprowadzeniu referendum nie później niż w ciągu 30 dni od dnia złożenia wniosku. Referendum przeprowadza się w dzień wolny od pracy najpóźniej w 50. dniu od opublikowania postanowienia w tej sprawie w Wojewódzkim Dzienniku Urzędowym.

Warto wspomnieć, że radni rady miejskiej podjęli próbę dialogu z inicjatorami referendum, organizując sesję, której głównym punktem była debata nad zarzutami podniesionymi przez inicjatorów referendum. Sesja odbyła się w poniedziałek (21 września), ale nie przyniosła przełomu. Przeciwnie, porozumienia nie było w żadnej kwestii, ani co do formy prowadzenia debaty, w której każda ze stron wygłaszała swoje tezy, przerywając sobie i dogadując, ani co do treści, czyli przyjęcia argumentacji strony przeciwnej. Dlatego tym bardziej znamienne mogą być słowa radnego Radosława Kociszewskiego, które padły podczas sesji, ale już po tym, gdy inicjatorzy referendum opuścili salę obrad: – Nie wydaje mi się, żeby argumenty podnoszone przez inicjatorów referendum były na tyle mocne, by zdeterminowały mieszkańców do odwołania obecnej rady i powołania nowej. Mimo że nie wszyscy to przyznają, prawda jest taka, że od początku tej kadencji nie ma takiego zgrania między radą a burmistrzem, jakie powinno być. Pokazało to już na początku kadencji np. „siłowanie się” pomiędzy burmistrzem a przewodniczącym rady dotyczące reprezentowania gminy na zewnątrz. Myślę, że to ciągłe „czepianie się”, osobiste ambicje, nieustępliwość po jednej i po drugiej stronie zaważyły na tym, że ludzie chcą tego referendum. Za dużo jest uszczypliwości, za mocno te dwa mury stoją w opozycji i nie chcą ustąpić – skomentował radny.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.