Lokalny biznes w czasie pandemii

Pandemia i strach przed rozprzestrzenianiem się koronawirusa zmusiły rząd do podjęcia kroków, których skutki odczuwa wielu przedsiębiorców. Kryzys dotknął m.in. branże: odzieżową, rozrywkową, szkoleniową czy gastronomiczną. „Linia” zapytała lokalnych przedsiębiorców, jak radzą sobie podczas pandemii. – Gdy musieliśmy odwołać organizację wesel, byliśmy załamani. Po usłyszeniu tej decyzji jedna z panien młodych zemdlała – przyznaje pani Krystyna, właścicielka jednego z domów weselnych w powiecie otwockim. Kryzys nie dotyka jednak wszystkich. – Niedawno otworzyliśmy pizzerię i biznes się kręci – cieszy się przedsiębiorca z Józefowa 

AGNIESZKA JASKULSKA

Epidemia i związane z nią obostrzenia uderzyły zwłaszcza w małe firmy lub wybrane branże. Jak radzą sobie przedsiębiorcy w powiecie otwockim? Ci, którzy od lat mają dobrą pozycję na rynku, szukają oszczędności i nowych rozwiązań marketingowych, aby przystosować się do trudnej rzeczywistości. – Latem zaczęliśmy stawać na nogi, było wielu klientów. Jednak odkąd powiat otwocki trafił do czerwonej strefy, zaczęły się poważne problemy – mówią w rozmowie z „Linią”.

Panna młoda zemdlała po odwołaniu wesela

Jedni musieli wprowadzić zmiany w zatrudnieniu i wynagrodzeniu pracowników, inni dokładają do biznesu z zaoszczędzonych pieniędzy. – Od kilku tygodni nie mamy obrotów, bo klienci nie przychodzą do sklepów. Branża odzieżowa przeżywa kryzys. Gdybyśmy nie mieli wypracowanego przez lata kapitału, musielibyśmy zamknąć wszystkie nasze punkty handlowe – podkreśla właścicielka sieci sklepów z odzieżą. – Latem mieliśmy sporo klientów, bo wiele osób kupowało garnitury, sukienki i inne eleganckie ubrania, np. na wesela czy pozostałe rodzinne lub służbowe uroczystości. Dlatego zaczęliśmy analizować naszą sytuację i zastanawiamy się nad uruchomieniem sprzedaży internetowej. Jednak trudno jest kupić garnitur czy sukienkę bez mierzenia w sklepie. Nie wiem, jak przetrwam ten trudny czas. Na razie dokładam do biznesu i żyję z oszczędności – podkreśla inny lokalny przedsiębiorca, z którym rozmawialiśmy.

– Do września biznes się kręcił, organizowaliśmy wiele wesel, szkoleń, różnych uroczystości, ale gdy wprowadzono ostatnie obostrzenia związane z czerwoną strefą, załamałam się – przyznaje pani Krystyna, właścicielka domu weselnego w gmnie Kołbiel. – Wszystkie wesela, zarezerwowane nawet rok temu, musiałam odwołać i oddać wpłacone zaliczki. Pary szykujące się na wesela były zdruzgotane. Jedna z przyszłych panien młodych zemdlała, gdy usłyszała, że trzeba odwołać przyjęcie – wspomina nasza rozmówczyni. – Przez epidemię i obostrzenia musiałam pożyczyć sporo pieniędzy, aby oddać wpłacone zaliczki, bo zainwestowałam m.in. w organizację przyszłych wesel. Moi kucharze i kelnerzy zostali bez pracy. Dosłownie płakali, gdy poinformowałam ich, że musiałam odwołać wesela, szkolenia firmowe i inne uroczystości. Na dodatek zbliża się termin płacenia podatku do urzędu gminy. Rocznie płacę 30 tys. zł i mimo pandemii urząd nie chce umorzyć mi nawet części należności. Epidemia niszczy mój biznes, który budowałam ponad dekadę – mówi przez łzy pani Krystyna. I dodaje, że jej córka dwa lata temu rzuciła pracę, aby pomóc w prowadzeniu działalności. Teraz także ona jest w dramatycznej sytuacji.

Dokładamy, ale przetrwamy

Piotr Pietrzak prowadzi sieć sklepów z używaną odzieżą. Ma punkty nie tylko w Otwocku, lecz także w Garwolinie i Mińsku Mazowieckim. – Próbowałem otworzyć nowy sklep, ale okazało się, że przez koronawirusa nie ma zainteresowania. Pozostałych siedem punktów cieszy się popularnością, ale ze względu na obostrzenia do sklepu może wejść określona liczba osób, a przed budynkiem często ustawia się kolejka. Nasz personel musi pilnować klientów, aby przestrzegali zasad bezpieczeństwa, bo jednak wiele osób nie boi się koronawirusa i wręcz ma pretensje do sprzedawców, że nie może wejść do sklepu jak kilka tygodni temu, gdy jeszcze funkcjonowały one normalnie. Deszczowa pogoda nie sprzyja czekaniu w kolejce przed sklepem i wielu klientów rezygnuje, a to oznacza, że znacznie mniej osób wydaje u nas pieniądze. Obroty spadły o około 50 proc. Zacząłem dokładać do interesu, choć od dawna oszczędzam i ograniczyłem różne koszty – tłumaczy pan Piotr. I dodaje, że biorcy, którzy mają dobrą pozycję na rynku, przetrwają pandemię, a nawet na niej zarobią.

Z pewnością trochę łatwiej jest w branżach, w których panuje mniejsza konkurencja. – Jest niewielu kaletników, dlatego jest mi łatwiej utrzymać się na rynku, bo mimo epidemii wiele osób kupuje dobrej jakości galanterię skórzaną. Od wielu lat mam stałych klientów, którzy robią zakupy nie tylko w sklepie stacjonarnym, lecz także w internecie. Nasze skórzane towary sprzedają się w całym kraju – podkreśla pan Marek z Otwocka. – Latem sprzedaż była niemal na normalnym poziomie, ale teraz jest trochę gorzej. Mam nadzieję, że nie powtórzy się sytuacja z marca i kwietnia, gdy bardzo spadła sprzedaż, a w mojej pracowni niewiele było do roboty. Niezależnie od tego, co się wydarzy w najbliższych tygodniach, wyciągnąłem wnioski z poprzedniej sytuacji związanej z epidemią i przygotowałem dla swoich klientów różne promocje, a także unikatowe towary – podkreśla pan Marek. I dodaje, że teraz są trudne i niepewne czasy na otwieranie nowego biznesu, ale na niektóre branże, np. budowlaną, motoryzacyjną czy meblową, epidemia nie ma aż tak dużego wpływu.

Tę opinię potwierdza Leszek Czajkowski z Józefowa, który prowadzi stację kontroli pojazdów i warsztat samochodowy. – Dopóki ludzie jeżdżą autami, dopóty kryzys związany z epidemią nie dotknie mojej branży – podkreśla pan Leszek. – Kierowcy nie mogą jeździć samochodem bez przeglądu, dlatego stacja kontroli pojazdów działa na pełnych obrotach. Trochę gorzej jest w warsztacie. Przez epidemię mam mniejsze zyski, bo mniej osób naprawia samochody. Widać, że wiele osób oszczędza i część napraw odkłada na później lub wykonuje je dopiero, gdy są pilne – tłumaczy nasz rozmówca.

Agnieszka Filipowicz z Józefowa od niedawna prowadzi sklep ze zdrową i wegańską żywnością. – W wakacje sklep funkcjonował bez przeszkód. Od października jest trochę gorzej, bo wprowadzono wiele obostrzeń. Musieliśmy skrócić godziny pracy i nie sprzedajemy już w niedzielę, tak jak było wcześniej – mówi pani Agnieszka. – Klienci nadal do nas przychodzą, ale robią większe zapasy. Popularnością cieszą się produkty bezglutenowe i wegańskie, które trudno jest dostać w zwykłych sklepach. Koronawirus utrudnia prowadzenie biznesu, ale staramy się wyjść naszym klientom naprzeciw. Dlatego można u nas zrobić zakupy z dowozem do domu. Zaczynamy także sprzedaż internetową, bo nasze produkty cieszą się coraz większą popularnością – podkreśla pani Agnieszka.

Branża turystyczna ma problemy

Turystyka bardzo ucierpiała, ale jak mówi Tomasz Borysiuk, który od ponad roku prowadzi w Otwocku biuro podróży, jakoś trzeba sobie radzić w tych trudnych czasach. – Obecnie ludzie bardziej obawiają się niestabilnej sytuacji związanej z ciągle zmieniającymi się przepisami, kolejnymi obostrzeniami czy zakazami. Klienci często mają obawy, czy będą mogli wrócić do kraju albo czy na granicy nie utkną na kwarantannie – mówi pan Tomasz. – Latem dużo osób wybierało zagraniczne wczasy, przede wszystkim w Grecji, Tunezji, czyli w krajach, gdzie na lotnisku nie trzeba było robić testów na koronawirusa. Nasi klienci latali także do Egiptu – przyznaje Tomasz Borysiuk. I przyznaje, że od połowy października branża turystyczna ponownie przeżywa kryzys. – Prawdopodobnie potrwa to nawet kilka miesięcy. Nie ma zakazu podróżowania za granicę i bez problemu można polecieć na wczasy do ciepłych krajów, ale ciągle zmieniające się przepisy związane z czerwoną strefą zdecydowanie nie sprzyjają planowaniu zagranicznego wyjazdu – dodaje.

Dobra pizza nie obawia się koronawirusa

Otwieranie biznesu w ostatnim czasie wymagało odwagi. Mariusz Kuśmider zaryzykował i wspólnie ze szwagrem otworzył włoską pizzerię w Józefowie. Zbiegło się to w czasie z objęciem powiatu otwockiego czerwoną strefą. – Mamy dwa lokale w innych miastach, a ten w Józefowie jest trzeci. Żałuję, że nie mogłem zrobić otwarcia z prawdziwego zdarzenia. Zrezygnowałem nawet z rozdawania ulotek, ale przedsiębiorca musi sobie radzić w tych trudnych czasach – podkreśla pan Mariusz. – Obawiałem się, że przez epidemię piec będzie stał zimny, ale zostałem pozytywnie zaskoczony, bo choć nasza pizzeria jest nowa, z każdym dniem mamy coraz więcej zamówień. Okazuje się, że pizzy nigdy nie jest za wiele. Nasza jest bardzo smaczna, bo jest na rzymskim cieście. W czasie pandemii najlepszą reklamą okazał się zadowolony klient, który polecił naszą pizzerię znajomym. Wiele osób zamawia pizzę w lokalu, a potem zabiera ją do domu, ale najwięcej mamy zamówień z dostawą – przyznaje pan Mariusz.

 

Coraz więcej przedsiębiorców obawia się o przyszłość swoich firm w związku z trwającą pandemią koronawirusa. W powiecie otwockim sytuacja nie jest jednak najgorsza. Mimo trudności na rynku nowych firm ciągle przybywa
Jak pokazują dane z urzędowych rejestrów działalności gospodarczych, koronawirus nie przestraszył lokalnych przedsiębiorców. Być może zmienił sposób ich spojrzenia na rynek, bo trzeba umieć dostosować się do nowej rzeczywistości, w której handel w dużej mierze przeniósł się do internetu.
– Od 1 marca w Józefowie 34 przedsiębiorców zamknęło, a 54 zawiesiło swoją działalność. Jednocześnie zarejestrowano 101 nowych podmiotów. Nie zaobserwowaliśmy szczególnych wahnięć w tym zakresie, tendencja jest porównywalna do tej sprzed pandemii – informuje Krystyna Olesińska, rzecznik Urzędu Miasta Józefowa. Dominujące branże to handel hurtowy i detaliczny, naprawa pojazdów oraz działalność profesjonalna, naukowa i techniczna.
Nieco inaczej sytuacja z rejestrowaniem działalności gospodarczej wygląda w Urzędzie Miasta w Otwocku. Od 1 marca do 30 września przedsiębiorcy złożyli 118 wniosków o założenie działalności gospodarczej, wpłynęło 170 wniosków o zawieszenie działalności i 72 wnioski o zakończenie działalności gospodarczej. Aleks

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.