38-latek z Józefowa przegrał walkę z koronawirusem

Po długiej walce z koronawirusem 38-letni Marcin Wasążnik z Józefowa zmarł w szpitalu w Poznaniu. – Mój brat był silnym mężczyzną, zawsze dbał o swoje zdrowie, a teraz go nie ma. Nie możemy pogodzić się z tym, że przegrał walkę z wirusem. Jest ofiarą nie tylko epidemii, lecz także nieudolnego systemu. Nawet nie mogliśmy się z nim pożegnać. Najgorsze jest to, że kilka dni czekaliśmy na kremację. Dopiero w tym tygodniu mogę odebrać urnę z prochami brata, aby pochować go na cmentarzu w Józefowie – żali się ze łzami w oczach pan Wojciech, brat nieżyjącego 38-latka

AGNIESZKA JASKULSKA

Marcin Wasążnik, 38-letni mieszkaniec Józefowa, żył pełnią życia, dużo podróżował po kraju i świecie. Od lat działał w branży szkoleniowej związanej z bezpieczeństwem, był głównym specjalistą ds. BHP, współpracował z wieloma osobami, firmami i szkołami. – Nie mogę uwierzyć w to, że Marcina już nie ma. Był ciepłym, sympatycznym i przyjacielskim człowiekiem, który miał ogromne serce dla innych, zawsze coś doradził i pomógł – mówi Jowita, jego znajoma.

W połowie października pan Marcin wyjechał w podróż służbową. Zatrzymał się w jednym z hoteli w Poznaniu. Zaczął się źle czuć i miał problemy z oddychaniem. – Marcin dbał o siebie, bo był astmatykiem i miał cukrzycę, dlatego zaniepokoił się, bo jego stan gwałtownie się pogorszył. Zasłabł w pokoju hotelowym – wspomina jego brat Wojciech. Obsługa wezwała karetkę pogotowia. –Marcin trafił najpierw do lokalnego szpitala, a potem do specjalistycznego, gdzie leczono pacjentów chorych na COVID-19. Brat często do nas dzwonił i skarżył się na opiekę medyczną, uważał, że lekarze źle go leczą, że jest pozostawiony sam sobie, bo medycy przychodzą do sali tylko od czasu do czasu. Marcin, jak większość takich pacjentów, źle znosił izolację, bo to przypominało celę więzienną, gdzie czeka się na wyrok śmierci – tłumaczy pan Wojciech. – Gdybym mógł, zabrałbym go ze szpitala, w domu na pewno by wyzdrowiał – mówi rozgoryczony.

Po kilku dniach hospitalizacji stan zdrowia mężczyzny zaczął się pogarszać. – Marcin był podpięty do urządzenia z tlenem, miał problemy z oddychaniem, z dnia na dzień słabł i tracił wiarę… Nie mogliśmy mu ulżyć ani w żaden sposób pomóc. Marcin umierał w samotności – żali się rodzina mężczyzny.

W końcu z jego bratem było już bardzo źle, jego stan gwałtownie się pogorszył. – Jednego dnia rozmawialiśmy z Marcinem, a już następnego był podłączony do respiratora i walczył o życie. Rozmowa z lekarzami zawsze była krótka i kończyła się informacją, że stan brata jest ciężki, ale stabilny. Niestety, po 13 dniach mój brat przegrał z koronawirusem… W piątek, 30 października, po godz. 19 lekarz poinformował nas, że Marcin zmarł, bo –jak to nazwał –„skończyły mu się płuca”. Mój brat przegrał nie tylko z wirusem, lecz także z systemem, procedurami i służbą zdrowia, dla której pacjent jest tylko kolejnym przypadkiem – mówi rozgoryczony brat Marcina Wasążnika.

– Nie możemy pogodzić się z tym, co spotkało Marcina. Silnego i aktywnego mężczyznę, który miał przed sobą całe życie, pokonał koronawirus i system. Nawet nie mogliśmy się z nim pożegnać – żali się pan Wojciech. I dodaje, że przez kilkanaście dni rodzina musiała czekać na pogrzeb. – Ciało mojego brata przez kilka dni czekało w kostnicy na kremację. Dopiero w tym tygodniu mogę pojechać do Poznania po urnę z prochami brata i zorganizować pogrzeb na cmentarzu w Józefowie – tłumaczy rozgoryczony pan Wojciech. Msza żałobna odbyła się we wtorek, 10 listopada o godz. 11 w kościele przy ul. ks. Piotra Skargi 24 w Józefowie. –Zapamiętamy Marcina jako uśmiechniętego, zadowolonego z życia młodego człowieka, który nie zasłużył na tak szybki koniec – mówi pogrążona w żałobie rodzina. l

7 myśli na temat “38-latek z Józefowa przegrał walkę z koronawirusem

  • 12 listopada 2020 o 14:16
    Permalink

    Przykro mi, ale nie można o OTYŁYM mężczyźnie powiedzieć, ze dbał o swoje zdrowie. Niestety nadwaga i otyłość przy koronawirusie to praktycznie wyrok. Człowieka szkoda.

    Odpowiedz
    • 14 listopada 2020 o 09:07
      Permalink

      U mnie w bloku też 2 osoby przegrały walkę z koroną.Umarły na zawał bo nie było opieki lekarskiej.Hipokryzja Linii sięga granic.Czy uczciwe dziennikarstwo wymarło już?

      Odpowiedz
  • 14 listopada 2020 o 09:38
    Permalink

    Czy na pewno umarł na koronowirusa ?

    Odpowiedz
    • 15 listopada 2020 o 11:09
      Permalink

      Niestety takie są realia służby zdrowia, nigdy nie działała tak jak należy. Najgorsze jest to, że w tych ciężkich czasach jest jeszcze bardziej nieudolna niż wcześniej lekarze tłumaczą to ilością pacjentów ale tak naprawdę to jest nie pierwsza opowieść osób, które są leczone w szpitalach… Najgorsze jest to, że do szpitala teraz bardzo ciężko się dostać, osoby z zawałami czy udarami nie otrzymują pomocy na czas bo jest koronawirus, który sam w sobie nie uśmierci aż tyle ludzi co brak pomocy lekarskiej w przypadku innych chorób…. Dla rodziny Pana Marcina składam kondolencje, bardzo przykre jest to, że nie otrzymał pomocy takiej jak się należy 🙁

      Odpowiedz
    • 15 listopada 2020 o 11:11
      Permalink

      Najprawdopodobniej zmarł w wyniku powikłań związanych z chorobą

      Odpowiedz
  • 15 listopada 2020 o 23:26
    Permalink

    Został ZABITY przez lekarzy !>
    taka jest prawda !!!!! czy podawali mu Amantadyne ????? (amnatix lub Viregyt)
    NIE !!!!!!

    RODZINO PODAJCIE SPRAWE DO SADU !!!!
    lUDZIE – ZABIERAJCIE SIŁA CHRYCH NA cOVID DO DOMU !!!
    w DOMU MA SZANSE PRZEZYC – wsytarczy podac amatadyne !!!!!!!!
    A w szptalu umrze nA SEPSE ALBO inne szpoitalne zakarzenie ~~~!!!!!!

    Odpowiedz
    • 16 listopada 2020 o 20:13
      Permalink

      Nie, nie zabili go lekarze. Zaniedbali – być może tak. Jest mi bardzo, bardzo przykro, że zmarł młody człowiek. Ale nie dajmy umrzeć zdrowemu rozsądkowi: 1) otyłość (tak, ten pan był wyraźnie otyły), 2) cukrzyca, 3) astma. To niestety bardzo istotne czynniki znacznie zwiększające ryzyko komplikacji – i śmierci – przy COVID-19. Otyłość mogła wynikać z cukrzycy, ale jak ktoś celnie przede mną zauważył – człowiek, który faktycznie jest „zdrowy” i „dba o siebie” powinien mieć świadomość, że zwłaszcza przy cukrzycy musi uważać na swoją wagę. Absolutnie nie mówię „sam sobie winien”, bo to nie tak działa. Ale – też nie są winni lekarze. Nawet jeśli nie podawali mu Amantadyny, Remdisiviru, Forsycji czy Domestosa. Oczywiście w żaden sposób nie jest to w stanie ukoić rodziny, ale nie można pozwolić by żal całkowicie przesłonił fakty i zdrowy rozsądek.

      Odpowiedz

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.