Jeźdźcy mocy

Zespół QuadroSteron gra ostro. To metalowa jazda z dobrze dobranymi, często humorystycznymi tekstami. Czterech z pięciu tworzących go muzyków to otwocczanie. Razem grają od niespełna dwóch lat, ale mają wieloletnie doświadczenia z innych składów i sprawnie wykorzystują je w tym projekcie 

PRZEMEK SKOCZEK

Mawia się czasem, że rock i pochodne gatunki już się kończą, że to ich zmierzch. Muzyka dla dinozaurów. Nieprawda. Owszem zniknęły z czołowych miejsc na listach przebojów i ramówek popularnych rozgłośni radiowych, ale to wciąż fundament, opoka. Taka muzyka zawsze będzie miała swoich zwolenników.

Darwin

Pierwsze wrażenia po spotkaniu z członkami QuadroSteron? Ekipa szurniętych trolli, tubalnych, głośnych, rechoczących. Duże chłopiska, w większości brodate, długie włosy – normalnie załoga z Jomsborga. Gdyby ich ubrać w skóry i dać po toporze, mogliby bez charakteryzacji wystąpić w kolejnym sezonie „Wikingów”. Myliłby się jednak ten, kto wziąłby taki wizerunek za dowód prostoty i nieokrzesania. Muzycy to w rzeczywistości łebskie i wrażliwe chłopaki o błyskotliwej inteligencji, ciętym języku i ogromnym poczuciu humoru. Można się z nimi hucznie bawić, ale i podyskutować o poważnych sprawach.

Są bystrymi obserwatorami otaczającej rzeczywistości, a w swoich tekstach chętnie punktują zakłamany i cyniczny świat polityki, wciąż rządzące nami stereotypy, zacofanie, obłudę i głupotę społeczeństwa. Zazwyczaj robią to jednak z humorem, w stylu takich grup, jak Nocny Kochanek czy Łydka Grubasa. Jak choćby w tekście o przewracającym się w grobie Darwinie, który załamuje ręce nad tym, gdzie doprowadziła człowieka ewolucja…

Dinozaury

Poznajmy bliżej QuadroSteron. To ekipa 30-latków. Kamil Więsik jest wokalistą. Na gitarze gra Michał Wypych. Sekcję rytmiczną tworzą basista Jakub Bałdyga i zasiadający za perkusją Andrzej Keler. Ta czwórka jest z Otwocka lub okolic. W czasie minionej dekady przewinęli się przez wiele lokalnych składów. Nazwy Delitor albo Show More Tits prawdopodobnie zna wielu czytelników.

Piątym (nie kołem u wozu!) jest Krzysztof Rychlewski z Otrębus – gitarzysta i drugi wokalista. To także doświadczony muzyk, na co dzień związany z warszawską grupą Bloody Mess. Do tej grupy przez jakiś czas również należeli Jakub i Andrzej. Do niedawna oba zespoły korzystały ze wspólnej sali prób i są bardzo zaprzyjaźnione.

– Wtedy, gdy tworzyliśmy pierwsze kapele, byliśmy dzieciakami, a granie było dla nas dobrą zabawą. Teraz podrośliśmy, wszyscy pracujemy, niektórzy z nas mają żony i dzieci, ale w pewnej chwili zatęskniliśmy za graniem. I znów dobrze się bawimy – opowiada z szerokim uśmiechem Jakub Bałdyga. – Skład wyłonił się ze znajomych z różnych starych projektów. Sporo nas różni, ale połączenie tych gustów i temperamentów daje fajny efekt – przyznaje.

– Zastrzyk świeżej krwi wniósł Michał, z którym wcześniej nie mieliśmy okazji grać. Nasza muzyka szła najpierw w stronę ostrego stoner metalu, a on pchnął ją w nieco innym kierunku, więcej tu bluesa i melodii – dodaje Kamil Więsik. – Pomysły hardrockowe i bluesowe Michała gramy troszkę mocniej i to wychodzi bardzo fajnie – dodaje.

Zmora udręczonego

Gdy zaczynali w styczniu 2019 roku, to miała być zabawa, okazja do wyjścia z domu, spotkania się z kumplami, wypicia piwa. – Pierwotnie planowaliśmy nawet, że gramy tylko dla siebie i znajomych, coś zarejestrujemy, wrzucimy na YouTube i tyle. Bez żadnych koncertów. Jednak apetyt rośnie w miarę jedzenia – wspomina Andrzej Keler. – Zaczęliśmy trochę inwestować w sprzęt, mamy już możliwość fajnej rejestracji dźwięku i staranniej szlifujemy materiał. Zagraliśmy też parę koncertów i ta energia tworzona z publicznością uzależnia. Teraz wręcz brakuje nam występów na żywo – przyznaje.

Panowie grają własne utwory i repertuaru szybko przybywa. To niemal gotowy materiał na debiutancki album. – Tworzymy wspólnie. Nasze numery powstają na tej zasadzie, że ktoś przynosi jakiś pomysł, pozostali dorzucają swoje, potem to gramy raz, drugi, trzeci. Zmieniamy, mieszamy, szukamy, często, przy tym improwizujemy, aż w końcu przychodzi ten moment, że mówimy: to jest to! – zdradza Michał Wypych.

– Te nasze kawałki są… nasze. Dobrze je czujemy. Próbowaliśmy w pewnej chwili grać jakieś covery, ale to nie wychodziło. Albo nie umiemy, albo nie chciało nam się iść porządnie nauczyć – wyjaśnia ze śmiechem Krzysztof Rychlewski. – Porywanie się na ikoniczne utwory jest ryzykowne. Gdy kiedyś z Bloody Mess zrobiliśmy „Ace of Spades” Motörhead, ale z polskim tekstem, wrzucono nas na jakąś stronę z bekami, wyśmiewano i porównywano do Budki Suflera – wspomina.

Najbliższe plany Quadro- Steron to praca nad pierwszą płytą. Na początku będzie dostępna w sieci, w formie ścieżek do pobrania. To obecnie najskuteczniejszy sposób na dotarcie do słuchaczy. Czy powstanie też tradycyjne wydanie CD? – To zapewne dobra opcja, gdy zostanie przywrócona możliwość koncertowania, ponieważ tam płyty sprzedają się najlepiej. Działają pokoncertowe emocje. Kiedy to jednak nastąpi? Tego nie wie nikt. Występów online raczej nie planujemy – mówi Andrzej Keler. Na razie szukajcie więc ich muzyki w serwisie YouTube.

Jedna myśl na temat “Jeźdźcy mocy

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.