Nie będzie miejskiego lodowiska!

Ani w tzw. małpim gaju, ani na terenie dawnej Zieleni Miejskiej, ani w żadnym innym miejscu w Otwocku w tym roku nie powstanie miejskie lodowisko. Prezydent Jarosław Margielski zdecydował, że w czasie obostrzeń związanych z pandemią lodowisko nie zostanie otwarte. Pieniądze, które miały być przeznaczone na miejską ślizgawkę, zostaną przekazane na zakup niezbędnych środków ochrony indywidualnej dla pracowników służby zdrowia

SYLWIA WYSOCKA

W tym roku wiele samorządów nie zdecydowało się na uruchomienie lodowisk miejskich. Są jednak i takie, które wprawdzie z dużymi obostrzeniami i limitami osób, ale jednak decydują się otwierać lodowiska. Tak jest np. w Piasecznie czy warszawskiej dzielnicy Targówek. Otwock należy do tej pierwszej grupy. Zimą amatorzy jazdy na łyżwach nie skorzystają z miejskiej ślizgawki. – Sytuacja związana z pandemią jest dynamiczna, obostrzenia są nakładane i zdejmowane, trudno przewidzieć, czy obostrzenia będą się nasilały, czy może nastąpi proces ich rozluźniania. Reżim sanitarny, w którym przyszło nam wszystkim funkcjonować, nie stwarza warunków do uruchomienia lodowiska w tym roku, nad czym bardzo ubolewam. Równocześnie otrzymujemy sygnały o potrzebach personelu służby zdrowia w Otwocku, który jest na pierwszej linii frontu walki z COVID-em. Dlatego też zdecydowałem, że pieniądze, które przeznaczylibyśmy na uruchomienie lodowiska, przekażemy na zakup środków ochrony indywidualnej dla pracowników szpitala przy ul. Batorego w Otwocku – mówi w rozmowie z „Linią” prezydent Jarosław Margielski.

Pieniądze, o których mówi prezydent Otwocka, to na razie ok. 25 tys. zł. Tyle kosztowałoby samo przygotowanie ślizgawki. Przypomnijmy, że w ubiegłym roku miasto zdecydowało się kupić własne lodowisko. Wcześniej wynajmowało firmę, która stawiała swoje lodowisko i zapewniała jego obsługę. W sezonie miasto płaciło za to ok. 250 tys. zł. Własne lodowisko kosztowało 400 tys. zł, ale zakup miał zwrócić się w czasie dwóch lat. W zbliżającym się sezonie to już raczej nie nastąpi, ale brak ślizgawki to także minimalizacja strat. – Funkcjonowanie lodowiska pociąga za sobą koszty rozłożenia, złożenia, funkcjonowania, obsługi. Gdy mamy własny obiekt, koszty się bilansują, ale przy „normalnym” obłożeniu ślizgawki – tłumaczy prezydent Margielski. – W obecnej sytuacji musielibyśmy liczyć się nie tylko z ograniczoną frekwencją, lecz także z koniecznością zabezpieczenia obsługi lodowiska przez wykwalifikowaną kadrę. W każdej chwili z powodu np. kwarantanny jedna zmiana może „wypaść”. To wiąże się z dodatkowymi kosztami – trzeba zapewnić więcej osób, które należy przeszkolić. Nie możemy dopuścić do tego, że wchodzimy w koszty rzędu setek tysięcy złotych. Pamiętajmy, że koronawirus w znacznym stopniu obciążył budżet miasta – podkreśla prezydent.

Trzeba też pamiętać o względach bezpieczeństwa. – Na tego typu obiektach trudno jest zachować wymagany dystans. Chociaż zdaję sobie sprawę, że to niepopularna decyzja, i rozumiem, że młodzież może być zawiedziona, tym bardziej że przeniesienie lodowiska do centrum miasta w ubiegłym roku w połączeniu z montażem iluminacji świątecznych stworzyło klimat, jakiego w naszym mieście nie było od dawna. Życzyłbym wszystkim mieszkańcom i sobie powtórki sprzed roku, ale niestety okoliczności pandemiczne w tym roku skutecznie pokrzyżowały plany. Zdaję sobie sprawę, że nie wszystkim będzie to odpowiadało, ale to jest wyraz naszej odpowiedzialności i troski o bezpieczeństwo mieszkańców – tłumaczy prezydent.

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.