Pamiętamy o przeszłości, ale cały czas patrzymy w przód

Warszawska Spółdzielnia Handlowa „Fala” to firma z długimi tradycjami. Działa w wielu branżach, dostosowuje się do zmiennej sytuacji rynkowej i dzięki temu nadal się rozwija. Sprawne zarządzanie przynosi efekty i „Fala” jest jedną z najprężniej działających spółdzielni w Polsce

O historii falenickiej spółdzielczości, obecnych wyzwaniach i planach na przyszłość rozmawiamy z prezesem zarządu WSH „Fala” mgr. inż. JERZYM WOSZCZYKIEM

W przyszłym roku będziecie świętować 75 lat istnienia. Proszę przypomnieć, jak wyglądały początki spółdzielni.

– Początki Warszawskiej Spółdzielni Handlowej „Fala” sięgają trudnych lat powojennych. W 1946 roku założony w Lublinie Związek Samopomocy Chłopskiej podjął się zorganizowania życia społeczno-gospodarczego na polskiej wsi. Ta nowa idea szybko trafiła na podatny grunt w Falenicy, gdzie już w marcu 1946 roku 26-osobowa grupa założycielska powołała Gminną Spółdzielnię „Samopomoc Chłopska”, naszą poprzedniczkę. Najważniejszym zadaniem spółdzielni było oczywiście zaradzenie ogromnym kłopotom aprowizacyjnym. Po wojnie większość placówek handlowych nie istniała. Dla powracających masowo do stolicy mieszkańców jednym z największych problemów była kwestia zaopatrzenia, a kłopoty z kupnem żywności okazały się szalenie dotkliwe.

Warszawiacy wykazali się ogromną zaradnością, w czym swój znaczący udział miała falenicka spółdzielnia. Pierwszy sklep powstał w miejscowości Błota, drugi otwarto kilka miesięcy później w Miedzeszynie Wsi. Rozwój nastąpił w bardzo szybkim tempie. Już w 1950 roku liczba członków przekroczyła tysiąc osób. Powstawały kolejne sklepy, potem piekarnia i masarnia. Potencjał gospodarczy i zasięg działania zwiększyły się po połączeniu ze spółdzielnią w Wawrze. Spółdzielnia miała aż 32 placówki handlowe i była wiodącym przedsiębiorstwem handlowym na swoim terenie. Niewiele było dziedzin życia, w których spółdzielcy nie byli aktywni.

Od tamtej pory wiele się zmieniło, ale ostatnie lata to chyba też dość dobry czas dla Warszawskiej Spółdzielni Handlowej „Fala”. nie baliście się podejmowania działań w nowych branżach i realizowania dużych projektów.

– Wraz ze zmianami ustrojowymi i gospodarczymi sytuacja na rynku radykalnie się zmieniła i wzrosła konkurencyjność we wszystkich branżach. Nie mogliśmy już działać z takim rozmachem. Postawiliśmy więc na te dziedziny, w których jesteśmy najlepsi. Dziś WSH „Fala” to przede wszystkim dobrze znany dom handlowy w centrum Falenicy, supermarket Mrówka przy ul. Ochoczej i znajdująca się w sąsiedztwie hurtownia instalacyjno-sanitarna, a także sklep ogólnobudowlany przy ul. Lucerny w Zastowie. Mamy też sklep spożywczy na osiedlu Las, warsztaty samochodowe i – to jest ta najważniejsza innowacja – dwie stacje paliw prowadzone pod szyldem Circle K: jedną u zbiegu ulic Ochoczej i Patriotów, a drugą przy ul. Lucerny.

Decyzja o przebranżowieniu była kluczowa, bo dzięki temu przetrwaliśmy i całkiem dobrze sobie radzimy. A jest wiele spółdzielni w kraju, które nie potrafiły dostosować się do realiów gospodarki wolnorynkowej. My idziemy konsekwentnie do przodu, czego przykładem jest chociażby to, że trzy lata temu weszliśmy do sieci PSB Mrówka. Prowadząc samodzielnie taki market, nie moglibyśmy korzystać z tych wszystkich przywilejów, które zapewnia duża sieć. Inaczej negocjuje ona u producentów ceny towarów, bo zamawia je w ogromnych ilościach, i dzięki temu jesteśmy bardzo konkurencyjni. Równocześnie mamy pełną swobodę w opracowywaniu swojej oferty. Wbrew pozorom sklepy sieci Mrówka nie są identyczne. Zależnie od terenu popyt jest nieco inny i trzeba dostosować się do oczekiwań klientów. U nas znaczna część oferty jest skierowana do kobiet, bo to one najczęściej kupują.

Jednak nie tylko umiejętność dostosowania się zdecydowała o powodzeniu spółdzielni.

– Zawsze powtarzam, że ważny jest nie tylko zysk, lecz także ludzie. Na szczęście daleko nam do korporacyjnych metod działania. W spółdzielni jest zatrudnionych 146 osób. To dla firmy powód do dumy, ale i odpowiedzialność. Nasi pracownicy mają zapewnioną opiekę socjalną i medyczną, tzw. wczasy pod gruszą, bony świąteczne, dofinansowanie wyjazdów do sanatoriów. Nie stawiamy tylko na młodych pracowników, ci starsi także mogą mieć pewność, że będą u nas pracować do emerytury. To sprawia, że ludzie przywiązują się do firmy, rodzi wzajemny szacunek i lojalność. A zadowolony pracownik to większa szansa na to, że klient też będzie zadowolony.

Co do klientów, oni również doceniają wiele naszych inicjatyw. Jedną z tych bardziej udanych było i jest kreowanie mody na zdrowe odżywianie. Stawiamy przede wszystkim na produkty świeże i pod tym względem jesteśmy konkurencyjni. Mamy wędliny i mięso bardzo dobrej jakości, bez chemii, naturalne. Trzy lata zajęło nam ich promowanie, robiliśmy darmowe degustacje, prezentacje. To kosztowało, ale przyniosło efekt i dziś przy stoisku z wędlinami zawsze jest kolejka. Mamy też duży wybór pieczywa na wagę, swojskiego, staropolskiego, naturalnego, robionego na zakwasach. Nasi klienci mogą też korzystać z darmowych porad dietetyka. To buduje zaufanie do nas.

Skoro patrzycie w przyszłość, wypada zapytać o dalsze plany.

– Jedną z wizytówek spółdzielni jest charakterystyczny Dom Handlowy „Fala” w centrum Falenicy. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że ten budynek najlepsze czasy ma już za sobą i nie jest tak reprezentacyjny jak kiedyś. Słyszałem nieraz, że wygląda jak żywa pamiątka PRL-u. To nie do końca prawda, bo oddaliśmy go do użytku na przełomie 1989 i 1990 roku, a więc jego rozkwit przypadł na czasy wolnej Polski. Jest jednak faktem, że należy mu się remont, a właściwie gruntowna modernizacja i właśnie ją szykujemy. Budynek czeka nie tylko przebudowa wnętrza, lecz także zmiana bryły.

Chcemy, by „Fala” stała się nowoczesna i była wizytówką nie tylko spółdzielni, lecz także całego centrum Falenicy, które będzie się teraz bardzo zmieniać. Planowana jest przecież modernizacja pobliskiego bazaru i budowa tunelu, co całkowicie zmieni charakter centrum. Swoją drogą nie jest to najlepszy pomysł, co pokazuje przykład Międzylesia, gdzie tunel całkowicie zdominował centrum, przez co lokalny handel został wyparty. O wiele lepsze byłoby zlikwidowanie przejazdu w Falenicy i budowa przejścia podziemnego dla pieszych i rowerów. Ruch samochodowy odbywałby się wiaduktem w Miedzeszynie, który jest raptem kilometr stąd. Na to jednak nie mamy wpływu.

Realizujecie jednak własne inwestycje. Wspominał pan kiedyś o trzeciej stacji paliw.

– Z pewnymi sprawami się wstrzymujemy. Mieliśmy budować trzecią stację, ale się nie spieszymy, bo sytuacja jest trudna. Zaczęliśmy jednak przygotowania do tej inwestycji, szykujemy teren, rozbieramy stare budynki. To pierwszy etap. Rząd ogłasza, że niebawem będzie szczepionka na COVID-19, więc mamy nadzieję, że wszystko znów ruszy. Pandemia każdemu daje w kość, ale udaje się nam utrzymać na powierzchni. Przyznam, że kilkumiesięczna kampania promocyjna realizowana z „Linią Otwocką” przyniosła spodziewane efekty i pomaga nam przetrwać ten trudny czas.

2 myśli na temat “Pamiętamy o przeszłości, ale cały czas patrzymy w przód

  • 8 grudnia 2020 o 18:44
    Permalink

    Drogi autorze. Od kiedy po skrócie „mgr” – magister stawiamy kropkę? Oj, chyba spało się na polskiej ortografii 🙂

    Odpowiedz
    • 8 grudnia 2020 o 21:49
      Permalink

      W tym wypadku mgr. to skrót od magistrem. Oj, chyba spało się na polskiej ortografii 🙂

      Odpowiedz

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.