Ona, on i ta trzecia… sztuka

Anna Ługowska jest skrzypaczką i aktorką związaną z teatrem ruchu, przede wszystkim z Fundacją Sztuka Ciała. Jej mąż, Bartosz, to znakomity gitarzysta i kompozytor. Mieszkają w Miedzeszynie. Czasem ściśle współpracują w swoich artystycznych przedsięwzięciach, a nieraz tylko dają sobie wzajemnie wsparcie. W ich małżeństwie cały czas wrze i kipi sztuka, co niewątpliwie pomaga utrzymać wysoką temperaturę samego związku

 PRZEMEK SKOCZEK

Gdy dwoje ludzi żyje sztuką i ze sztuki, a paliwem staje się dla nich tworzenie, jest trudniej i łatwiej zarazem. Paradoks? Niekoniecznie. Sztuka to niełatwy kawałek chleba, kapryśna dziedzina życia. Zwłaszcza teraz, w czasie pandemii. Jednocześnie jest fascynująca i czyni życie bogatszym: duchowo, w przeżycia, doświadczenia i spotkania. A jeśli sztuką żyją oboje, łatwo im wzajemnie się rozumieć.

Mama z dwoma głowami

 Anna już w dzieciństwie była aktywną uczestniczką szkolnych akademii, chętnie występowała na rodzinnych imprezach. W liceum uczęszczała na zajęcia teatralne. Nieco wcześniej wymyśliła sobie, że zacznie uczyć się grać na skrzypcach. Miała już 13 lat, późno jak na ten instrument, ale z drugiej strony była bardziej zdeterminowana. Chciała udowodnić rodzicom i sobie, że da radę i to nie jest słomiany zapał.

 – Ukończyłam szkołę muzyczną pierwszego stopnia, potem studiowałam muzykologię na Uniwersytecie Warszawskim. Była jednak we mnie jakaś tęsknota za teatrem, a skrystalizowało się to pewnego dnia po wzięciu udziału w pewnych warsztatach w Teatrze Wagajty. Pomyślałam sobie, że to jest takie piękne i ja chcę to robić. Poznałam tam pierwszego w życiu mima i byłam oczarowana. To on zaraził mnie etosem artysty ulicznego, który w metafizyczny sposób potrafi kształtować miejską przestrzeń. Zawsze mnie to fascynowało, ale wtedy doznałam objawienia – wspomina artystka. – Zaczęłyśmy jeździć z przyjaciółkami po Europie i robić na ulicach rzeczy z pogranicza muzyki i teatru. To było cudowne. Potem trafiłam na warsztaty pantomimy i do reszty zawróciła mi ona w głowie. Uczyłam się wszystkiego naraz, chłonęłam tę sztukę, jej różne oblicza – dodaje Anna.

Dziś przyznaje, że bardziej czuje się związana z teatrem niż muzyką, ale uważa, że najlepiej opisuje ją słowo „performer”, bo zawiera w sobie wszystko. W takich performatywnych działaniach wykorzystuje pantomimę, taniec, śpiew, grę aktorską, skrzypce – zależnie od potrzeb. Jest związana z Fundacją Sztuka Ciała, z którą zrealizowała m.in. autorskie przedstawienie „Między owadami”. Ciąża i narodziny syna, Kazika, który teraz ma prawie dwa lata, nie wyhamowały jej twórczych działań.

– Byłam aktywna w teatrze do siódmego miesiąca ciąży, zagrałam ponad 40 spektakli. Potem, gdy Kazik miał chyba trzy tygodnie, wziął ze mną udział w pierwszym działaniu teatralnym. To był taki plenerowy performance inspirowany postapokaliptycznymi wizjami. Miałam go zawiniętego w chuście i stworzyliśmy jedną postać, popromiennego stwora z dwoma głowami, ogonem i łapami pterodaktyla – śmieje się.

Tata Kazika

Druga połowa artystycznego duetu do Bartosz Ługowski – muzyk, producent, kompozytor związany ze sceną alternatywną, twórca muzyki teatralnej. Gra na gitarach i innych instrumentach szarpanych, takich jak ukulele czy banjo. Jest jednak jak człowiek orkiestra. Bierze udział w licznych projektach, przede wszystkim improwizowanych. Jednym z najważniejszych dla niego był nieistniejący już niestety zespół Rafineria. Nie boi się „skoków w bok” na obszary piosenki aktorskiej, warszawskiego folkloru, a nawet rapu.

Z Anną połączyła ich właśnie muzyka, a stało się to jeszcze w szkole średniej. Wspólnie tworzą duet Tulipaństwo, który wystąpił nawet w 2019 roku w Otwocku. Wtedy zresztą miałem okazję poznać ich oboje oraz kilkutygodniowego wówczas Kazika. – Tulipaństwo to projekt dla nas ważny, bo jest tylko nasz. Tworzymy go we dwoje, jest bardzo osobisty, choć ostatnio mamy dla niego mniej czasu. Tak dużo się dzieje – mówi Anna. Duet ma nagrane dwa albumy, które są dostępne w sieci.

Bartosz w ogóle sporo komponuje i udostępnia muzykę w internecie. Naprawdę warto zanurzyć się w tej rzece dźwięków, bardzo niebanalnych, nie zawsze łatwych, ale fascynujących. Polecam odwiedziny na jego stronie www.bartoszlugowski.bandcamp.com, a na niej m.in. album „Okolica”. Powstał w 2018 roku w ramach projektu stypendialnego Muzyczne pejzaże Wawra, finansowanego przez dzielnicę Wawer. Składa się na niego dziewięć kompozycji poświęconych miejscom i ludziom ważnym dla tej lokalnej społeczności. Znajdziemy tam ślad Gałczyńskiego, Willi pod Kogutkiem, fabryki Szpotańskiego czy letniskowej przeszłości. Jak określa sam autor, jest to „muzyka do nieistniejącego filmu”. W podobnym, choć już nie lokalnym duchu utrzymany jest ostatni, ambientowy album „Mir”.

– Został wydany w przeddzień pandemii, 7 marca. Opisałem go słowami: „Kilka niemych pieśni o minionym. Świat, którego nie ma, a jednak go brakuje.” To było pod koniec lutego i nie spodziewałem się, że te słowa tak szybko nabiorą dodatkowego znaczenia. Płyta jest stonowaną, nostalgiczną podróżą w lata 80. i 90. Tymczasem treść i muzyka dosyć trafnie splotły się z obecną sytuacją. Ostatni rok stał się czasem przewartościowań, w dziedzinie kultury wielu strat, ale (mam taką nadzieję) dla wielu był również próbą odnalezienia harmonii i głębszych sensów niż bezrefleksyjna konsumpcja. Mimo technologii, internetu itp. ludzie łakną sztuki na żywo, prawdziwego teatru, koncertów twarzą w twarz, celebry, energii, ale przede wszystkim realnego spotkania – ocenia Bartosz Ługowski. – Ten rok pokazał, że zarówno twórcom, jak i odbiorcom doskwiera ten brak. Jesteśmy sobie potrzebni – podkreśla.

Robią swoje

Oboje żyją ze sztuki. Bartosz poza projektami artystycznymi uczy gry na gitarze. Robi to, o czym zawsze marzył, jest muzykiem i zarabia tym na chleb. Do kariery ma dystans. Pamięta zawsze słowa Jana Pawła II, który mówił, że artysta ma „piękno podarować światu” i Herberta, który rzekł kiedyś do aktorów PWST: „Życzę wam trudnego życia, tylko takie godne jest artysty”.

– Nie zawsze było łatwo, ale zawsze było warto. Mając za sobą rozmaite muzyczne zakręty, zauważyłem, że jakkolwiek by lawirować, wzbraniać się i uciekać, najlepsze, co mogę zrobić za pomocą dźwięków, to zagrać autoportret. Własną, szczerą opowieść – podsumowuje poetycko muzyk.

Anna pisze kolejne projekty, stara się o granty i dofinansowania, dzięki czemu może realizować nowe spektakle. Nie tak dawno w Stacji Falenica prezentowała widowisko „Pstryk” przeznaczone dla dzieci w wieku do trzech lat. Inspiracją były dla niej oczywiście syn i rodzicielstwo. Muzykę do sztuki stworzył, jakżeby inaczej, Bartosz. Rok 2020 kończy kolejnym spektaklem dla maluchów, poświęconym czarnym płytom i upamiętniającym legendarną wytwórnię Syrena Record.

– Odpukać, nie narzekamy na brak działań. Jako Fundacja Sztuka Ciała zrobiliśmy w tym roku trzy premiery, w tym mój najnowszy „Ananke” przygotowany we współpracy z Markiem Kowalskim z Teatru Akt. Jest to spektakl zrobiony pod scenę, jednak sytuacja wymusiła na nas, żeby premiera odbyła się online. To było pod koniec listopada, a nie chcieliśmy zmieniać terminu ze względu na datę. To opowieść inspirowana „Warszawianką” Stanisława Wyspiańskiego, a więc dotyka tematu powstania listopadowego, tylko nie w wymiarze narodowym czy patriotycznym, lecz bardziej osobistym, ludzkim – opowiada artystka. – Szczęściem w nieszczęściu było to, że realizacją zajęli się zawodowcy. To nie jest spektakl zarejestrowany przez kamerę na statywie, ale niemal teatr telewizji, grany w zbliżeniach i szerszych planach, zmontowany. Dzięki temu powstała jakaś nowa jakość. Jednak jest trudno, gdy wielotygodniowa praca, w którą wkłada się tyle serca, nie zostaje zwieńczona spotkaniem na żywo z publicznością – dodaje Anna Ługowska.

Mimo wszystko dziś wiadomo, że publiczność gdzieś tam po drugiej stronie jest. Ten wyjątkowy spektakl odbił się dość szerokim echem. Nadal jest dostępny na kanale Teatru Akt w serwisie YouTube. Warto go obejrzeć, bo wciąż nie wiadomo, kiedy będzie szansa zobaczyć go na scenie.

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.