Tropiąc króla puszczy

Wojciech Sobociński pochodzi z Otwocka, ale od 10 lat mieszka i pracuje w Białowieży i otaczającej ją puszczy. Jest z wykształcenia leśnikiem, zajmuje się propagowaniem przyrody. Od lat największym obiektem fascynacji przyrodnika są żubry i właśnie ukazała się jego książka poświęcona tym wspaniałym zwierzętom pt. „Czy żubry ziewają?”

Jesień roku 1929 w Puszczy Białowieskiej była niezwykła. Po 10 latach nieobecności do swojego ostatniego nizinnego matecznika powróciły żubry – zwierzęta owiane legendą królewskich i carskich łowów. Było to wielkie wydarzenie. Polacy, pierwsi na świecie, podjęli się odtwarzania gatunku, który w swoich naturalnych ostojach całkowicie wyginął” – tak zaczyna się niezwykła książka otwocczanina opowiadająca nie tylko o udanej próbie odnowienia gatunku, lecz także dostarczająca solidnej wiedzy o tych majestatycznych zwierzętach.

O żubrach, ich historii i przyszłości oraz związkach z bizonami WOJCIECH SOBOCIŃSKI opowiada w rozmowie z Przemkiem Skoczkiem

Twoja książka to owoc miłości trwającej od bardzo dawna. Gratulacje! Długo nad nią pracowałeś?

– Dziękuję! Nie potrafię jednoznacznie powiedzieć, ile czasu zajęła mi praca nad książką, ponieważ żubrami interesuję się od bardzo dawna i to jest takie nieustanne drążenie tematu. Chodzenie za żubrami, obserwowanie i fotografowanie ich, wyszukiwanie różnych materiałów, dokumentów, czytanie prac naukowych – to wszystko trwało latami. Pisanie zajęło mi trzy tygodnie.

Jak chłopak z Otwocka znalazł się w Białowieży i zaczął badać żubry?

– Dokładnie pamiętam moment, gdy wszystko się zaczęło. To był rok 1987, byłem jeszcze w podstawówce, miałem 13 lat. Rodzice pokazali mi w gazecie informację o zjeździe ornitologów odbywającym się w Białowieży. Już wtedy interesowałem się ptakami, lubiłem je obserwować i oczywiście bardzo chciałem się na tym zjeździe znaleźć. Męczyłem rodziców tak długo, aż mi ulegli i skontaktowali się z prezesem Północnopodlaskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków. Chcieli wiedzieć, czy jak taki szczyl do nich pojedzie, to ktoś tam się nim zaopiekuje. Okazało się, że tak. Pojechałem, spotkałem wspaniałych ludzi i od tego czasu zacząłem „wsiąkać” w puszczę. To był inny świat, cały czas jest, ale jeszcze w latach 90. ta różnica była niesamowita, choćby ekonomiczna. Mnie, jako studenta niepracującego na stałe, ale dorywczo, było stać na wynajęcie domu w Białowieży. Tak było tanio. Przyjeżdżałem tu coraz częściej na zdjęcia, pomieszkiwałem i w końcu 10 lat temu przeprowadziliśmy się całą rodziną na stałe.

Fascynacja królem puszczy pojawiła się od razu?

– Na początku to były dla mnie takie zwierzęta nieco mityczne. Wbrew pozorom w tamtym czasie spotkanie z żubrem w puszczy nie było łatwe. To ogromne zwierzęta, ale potrafią dobrze się kamuflować. Poza tym było ich znacznie mniej niż dzisiaj. Kilka lat temu zaczęły wychodzić z lasu i pojawiać się przy naszym domu. Błyskawicznie stały się wielką atrakcją nie tylko dla turystów, lecz także dla nas, mieszkańców. To mnie bardzo zachęciło do poszukiwania informacji na temat żubrów i samej obserwacji tych zwierząt. Z tych przydomowych przygód powstała moja pierwsza książka „Żubry z Kamiennego Bagna”, ona miała formę bardziej reportażową, pamiętnikową. Taki luźny zapis tych spotkań. Teraz pogłębiam temat żubrów bardzo mocno, przeczesuję archiwa w poszukiwaniu starych dokumentów. Moja praca nad nimi przyjęła poważniejszy wymiar.

Niewiele brakowało, a żubr podzieliłby los tura, który całkowicie wyginął w XVII wieku. Jak do tego doszło?

– Było blisko, to prawda. Przyjmuje się, że w kwietniu 1919 roku został zabity ostatni żubr żyjący na wolności. Właśnie tutaj, w Puszczy Białowieskiej. W dokumentach jest mowa o tym, że to była robota kłusowników, ale jest też teoria – i ja się ku niej skłaniam – że nie byli to kłusownicy w takim sensie, jak rozumiemy to dzisiaj, tylko okoliczni mieszkańcy, głodni i biedni ludzie, którzy po prostu polowali dla jedzenia, nie zysku. W 1915 roku car wysiedlił stąd mieszkańców w głąb Rosji i po I wojnie wracali oni do zgliszczy. Nie czekało tu na nich nic, ale wracali i tylko puszcza mogła zapewnić im budulec na nowe domy i wyżywienie. Jeśli kogoś winić za wybicie ostatnich dzikich żubrów, to historię, która nie dała im szans tu przetrwać.

Przetrwały jednak te nieżyjące dziko.

– Na szczęście było trochę żubrów w ogrodach zoologicznych i zwierzyńcach, popularnych niegdyś w arystokratycznych posiadłościach. Żyły m.in. w Niemczech, Szwecji, Wielkiej Brytanii. Polska po 1918 roku żadnych żubrów nie miała, pojawiły się dopiero po przejęciu Śląska, ponieważ wraz z nim w nasze granice trafiła hodowla w Pszczynie. To ona miała decydujące znaczenie dla odtworzenia populacji białowieskiej. Zresztą te pszczyńskie żubry pochodziły właśnie z Puszczy Białowieskiej, zostały podarowane tamtejszemu księciu przez cara. Po latach ich potomstwo dało początek obecnie żyjącym tu zwierzętom. Plany restytucji, czyli odtworzenia populacji żubrów, pojawiły się już na początku lat 20., ale ostatecznie przeprowadzono ją pod koniec tej dekady, w roku 1929.

Słyszałem kiedyś, że przy tej restytucji korzystano z genów amerykańskich kuzynów żubra, ale widzę, że to tylko barwna legenda.

– Żubr i bizon są oczywiście spokrewnione i mają sporo cech wspólnych. I rzeczywiście wśród niektórych polityków i społeczników był pomysł, aby zrobić domieszkę krwi bizona, jak to się wtedy mówiło. Genetyka była w tamtym czasie słabo rozwinięta, jednak naukowcy zdawali sobie sprawę, że to dwa odrębne gatunki i nie należy ich mieszać, jeśli chce się odtworzyć czystego żubra. Polonia amerykańska, chcąc wspomóc przedsięwzięcie, ofiarowała nawet prezydentowi Mościckiemu kilka bizonów. Na szczęście wszystkie zwierzęta, które były mieszańcami bizona i żubra albo czystymi bizonami, były izolowane, a potem wywożone z Białowieży do innych ośrodków. Obecne żubry są czyste genetycznie.

Ten „udomowiony” żubr przyjął się w puszczy bez problemu?

– Wypuszczenie ich na wolność niosło ryzyko, ponieważ były to zwierzęta hodowlane i zależne od człowieka. Istniały obawy, że mogą sobie nie poradzić, że wykończy je zima albo drapieżniki. A przecież liczba zwierząt była ograniczona i bano się, że szansa może zostać zaprzepaszczona. Naukowcy i przyrodnicy blokowali dość długo wypuszczenie żubrów na wolność. Restytucję rozpoczęto w 1929 roku, ale nadal odbywała się ona pod pełną kontrolą człowieka. Pierwsze zwierzęta wypuszczono do puszczy dopiero w 1952 roku, i to tylko na próbę. To były dwa samce, które sobie poradziły, przetrwały zimę, a w kolejnym roku wypuszczono też samice. Pierwszy żubr urodził się na wolności w 1957 roku.

W rozdziale „Rozłąka z łąką” sugerujesz, że puszcza nie jest naturalnym środowiskiem żubra.

– Kiedyś żubry żyły przede wszystkim na otwartej przestrzeni, tak jak amerykańskie bizony. Tam jednak kraj jest ogromny, a w Europie setki lat temu żubry zostały prawdopodobnie zepchnięte do lasów przez człowieka, który zagarniał coraz większe przestrzenie. Istnieje koncepcja, że żubr jest po prostu uciekinierem, ucieka przed człowiekiem i cywilizacją. Z powodu mięsa i skór był łakomym kąskiem. Puszcze dawały mu schronienie i nadzieję na przeżycie. Dostosował się do lasu i obecnie czuje się tam dość dobrze. Niektórzy uważają, że należałoby przywrócić żubrom otwarte przestrzenie, tylko gdzie je znaleźć?

Jaka jest obecna sytuacja tych zwierząt?

– XXI wiek to bardzo szybki przyrost populacji żubrów. Po polskiej stronie Puszczy Białowieskiej jest ich około 700, w latach 90. było ich 300. W ogóle w Polsce jest najwięcej dziko żyjących żubrów, prawie dwa tysiące. Niewiele mniej jest na Białorusi. One też pochodzą z hodowli białowieskiej. Tu dodam, że tak naprawdę mamy dwa podgatunki żubrów: nizinne, czyli te z Białowieży, oraz górskie, które żyły na Kaukazie i były nieco mniejsze. Dopuszczane były krzyżówki tych podgatunków i dziś żyją one na przykład w Bieszczadach. Przy rosnącej populacji żubrów coraz trudniej będzie kontrolować niemieszanie się tych górskich i nizinnych, ponieważ te zwierzęta lubią wędrować. Najdłuższa znana nam wędrówka dotyczy żubra, który przeszedł z Bieszczad pod Mińsk Mazowiecki.

Wspomniałeś, że po żubrach przyszedł czas na książkę o innych fascynujących zwierzętach. Co planujesz?

– Teraz czas na wilki. Nie mają dobrej opinii w naszej kulturze, przez całe wieki straszono nimi dzieci. To zwierzęta fascynujące ze względu na swoją inteligencję, ale też tragiczną historię. Były prześladowane przez ludzi, ale przetrwały. Dziś jest ich coraz więcej, budzą nadal kontrowersje. Warto o nich napisać więcej, tym bardziej że mam wiele własnych doświadczeń z tymi zwierzętami.

 

Książka „Czy żubry ziewają?” powstała na zamówienie Lasów Państwowych. Wersja drukowana jest trudno dostępna, ale cała publikacja w wersji elektronicznej znajduje się na stronie www.lasy.gov.pl

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.