Terapeuta na czterech łapach

Bliski kontakt ze zwierzętami to sprawdzona forma terapii, w tym psychoterapii, rehabilitacji i resocjalizacji. Coraz więcej ośrodków ma w swojej ofercie zajęcia z udziałem wyszkolonego czworonoga, ich gromady, a nawet całego gospodarstwa. W czym tkwi tajemnica światowego sukcesu animaloterapii, w jakiej sytuacji warto z niej skorzystać i czego spodziewać się po interakcji ze zwierzęcym „lekarzem”?

AGATA LEGAN

Człowiek od zarania dziejów jest ściśle związany z naturą, niezależnie od tego, czy oddaje jej cześć, czy korzysta z jej dobrodziejstw. Zwierzęta dawno przestały stanowić jedynie obiekt polowań, źródło dochodu i rozrywki, a stały się wiernymi towarzyszami, z którymi można stworzyć głęboką więź. Co więcej, okazało się, że relacje te wywierają bardzo korzystny wpływ na nasze samopoczucie i stan zdrowia, stymulują rozwój, aktywność i tzw. kompetencje miękkie, w wielu sytuacjach dokonując wręcz niemożliwego. Już w starożytnej Grecji, Rzymie i Mezopotamii uznawano psy za uzdrowicieli i wiernych towarzyszy samych bogów. Mieszkały one w pobliżu szpitali (np. w świątyni Asklepiosa), a ich zadaniem było lizanie ran chorych oraz dotrzymywanie towarzystwa pacjentom. Bardzo szybko zaczęto także szkolić je do roli przewodników niewidomych – takiego przyjaciela miał np. Homer. Z kolei słynny grecki lekarz Hipokrates uważał jazdę konną za jedną z najbardziej wszechstronnych form gimnastyki, doskonale hartującą zarówno ciało, jak i umysł – ten ostatni właśnie na skutek integracji z wierzchowcem. W średniowiecznej Europie zaczęto wykorzystywać również inne zwierzęta gospodarskie do celów terapeutycznych, ale na pierwsze badania nad tymi zjawiskami trzeba było poczekać aż do XX wieku.

Kontakt, który leczy

Pierwsze formalne badania naukowe dotyczące efektów korzystania z pomocy czworonogów w procesach terapeutycznych zaczęto prowadzić dopiero w XVIII wieku, a rzeczywisty rozwój tej metody nastąpił w wieku XX, kiedy to sięgnął po nią słynny psychoanalityk Zygmunt Freud. Przychodził na sesje z suczką rasy chow-chow Jofi, po której zachowaniu oceniał stany emocjonalne swoich pacjentów. Przeprowadzony w latach 50. XX wieku test projekcyjny wykazał, że dzieci łatwiej identyfikują się z małymi zwierzętami niż z dorosłymi ludźmi. Odtąd coraz więcej psychologów dziecięcych próbowało tego sposobu. W 1958 r. Boris Levinson, amerykański psychiatra pracujący z osobami autystycznymi, odkrył, że jego labrador Jingles działa na nich stymulująco i nawet pacjenci, którzy nie nawiązywali kontaktu z ludźmi, chętnie wchodzili w interakcje ze zwierzakiem. Lata 60. przyniosły już prawdziwy rozkwit zooterapii, również w Europie, gdzie francuski lekarz weterynarii Ange Condoret prowadził stałą praktykę terapeutyczną z wykorzystaniem zwierząt domowych.

Rodzaje animaloterapii

Hipoterapia – opiera się na kontakcie z końmi. W Polsce oficjalnie od 1988 r. Stosowana jest w terapii autyzmu, stresu pourazowego, w rehabilitacji, m.in. przy wadach postawy, porażeniu dziecięcym, stwardnieniu rozsianym, wzmożonym napięciu mięśniowym, zaburzeniach SI oraz niedowładach motorycznych.

Co daje? Radość i relaks, zmniejszenie napięcia, poprawę równowagi i koordynacji, lepsze czucie własnego ciała, orientację przestrzenną, prawidłowy wzorzec chodu, stymulację czucia powierzchniowego i umiejętności społecznych, większe poczucie własnej wartości. Koń do hipoterapii musi być łagodny i posłuszny, specjalnie przygotowany, dobrany indywidualnie do pacjenta, a kontakt z nim przebiega pod okiem terapeuty nadzorującego. W Polsce w tym celu wykorzystuje się najczęściej konie huculskie – ze względu na ich inteligencję.

Dogoterapia – opiera się na kontakcie z psami. W Polsce oficjalnie od 1996 r. Zalecana jako wsparcie rehabilitacji np. u osób z upośledzeniem umysłowym i ruchowym, porażeniem mózgowym, zespołem Downa, spektrum autyzmu, ADHD, zaburzeniami SI, po udarach, u chorych na schizofrenię, padaczkę, artretyzm, zanik mięśni oraz pomocniczo przy leczeniu depresji, stanów lękowych, zaburzeń emocjonalnych, nerwic i zespołu stresu pourazowego.

Co daje? Stymuluje zmysły i koncentrację, aktywizuje ruchowo, uczy empatii i okazywania uczuć, rozwija samodzielność, pomaga porozumiewać się z otoczeniem, zaspokaja potrzebę bliskości i bezwarunkowej akceptacji, dodaje pewności siebie, minimalizuje lęki, odpręża. Pies do dogoterapii musi mieć ukończone dwa lata, być odpowiednio wyszkolony, łagodny, stabilny, odporny na stres, musi szybko się uczyć oraz dobrze czuć w towarzystwie obcych ludzi – są to głównie psy rasowe, najczęściej labradory, golden retrievery, nowofundlandy, owczarki collie, spaniele, beagle i berneńskie psy pasterskie.

Felinoterapia – opiera się na kontakcie z kotami. W Polsce oficjalnie od 2004 r. Polecana do stosowania m.in. u osób chorujących na artretyzm, nerwice, przewlekłe zmęczenie, stany lękowe, zaburzenia psychiczne i zaburzenia rytmu serca, a także dla mieszkańców domów spokojnej starości, dzieci autystycznych i wychowywanych w domach dziecka.

Co daje? Obniża ciśnienie krwi i poziom cholesterolu, normuje rytm serca, stymuluje sensorycznie poprzez dźwięki, pozy, zapach i dotyk, uspokaja (mruczenie), stabilizuje emocjonalnie, uczy cierpliwości, samokontroli i zaufania. Koci terapeuta nie odbywa szkolenia, ale powinien mieć co najmniej rok, chętnie nawiązywać kontakt z człowiekiem, lubić głaskanie i dotyk, nie bać się hałasu, tłumu, psów i zmian otoczenia. Często wykorzystywane rasy to: pers, ragdoll i kot norweski leśny.

Delfinoterapia – popularna w Stanach Zjednoczonych, coraz częściej jednak uznawana za kontrowersyjną ze względu na nadużycia wobec mimo wszystko dzikich stworzeń, jakimi są delfiny. Żeby nadawały się one do terapii, muszą odbyć trening, a praca dla niektórych bywa katorgą, ponadto trzymane są w niewielkich, zamkniętych zbiornikach z chlorowaną wodą, która nie służy ich zdrowiu. Metodą tą wspomaga się pracę z osobami ze spektrum autyzmu, zespołem Downa, zaburzeniami mowy i słuchu, zaburzeniami układu nerwowego, stresem pourazowym i depresją.

Co daje? Czynnikiem terapeutycznym są ultradźwięki wydawane przez delfiny – to one stymulują mózg i ciało, przechodząc przez tkanki i inne jego struktury i przywracając je do aktywności. Działają na połączenia nerwowe, uwalniają od napięć psychicznych, przywracają harmonię pracy układu. Dużym atutem jest środowisko wodne gwarantujące efektywność ćwiczeń i odprężenie dla ciała.              

Alpakoterapia – stosunkowo nowa, ale szybko zyskująca na popularności forma terapii, w której podstawą jest kontakt z alpakami. Zwierzaki te są z natury przyjaźnie nastawione, nie potrzebują treningu, są łagodne i inteligentne, szybko uczą się nowych rzeczy, pozwalają się prowadzić na smyczy i przytulać – ich futro jest wyjątkowo miękkie i hipoalergiczne.

Co daje? Stymuluje sensorycznie, obniża poziom hormonów stresu, a pobudza wydzielanie endorfin, relaksuje, uspokaja, poprawia nastrój, zwiększa samoocenę, ułatwia zasypianie, zachęca do aktywności na świeżym powietrzu. Alpaki coraz częściej wykorzystuje się też na tzw. farmach terapeutycznych.            

Farmy terapeutyczne to zorganizowana forma zajęć trwająca zwykle kilka dni (turnus), podczas których mały pacjent opiekuje się zwierzętami, aktywnie spędza czas na praktykach w gospodarstwie rolnym i pozostaje w stałym kontakcie ze środowiskiem naturalnym. Efekt terapeutyczny jest wynikiem wielopłaszczyznowej stymulacji: atmosfery relaksu, wolności i nieskrępowanej zabawy (można się brudzić i hałasować) oraz troski o zwierzęta, która sprawia, że dzieci czują się odpowiedzialne i ważne, a poprzez reagowanie na potrzeby podopiecznych uczą się codziennego rytmu – regularnych posiłków, pór snu itp. Taki codzienny intensywny kontakt ze zwierzętami redukuje lęk i poczucie samotności oraz ogólnie poprawia nastrój.           

CIEKAWOSTKA: Okazuje się, że również zwierzęta, z którymi nawiązanie jakiejkolwiek relacji wydaje się niemożliwe, mimo wszystko mogą mieć na nas wymierny pozytywny wpływ. Działa tak chociażby… obserwowanie rybek w akwarium. Czynność ta relaksuje, uspokaja, obniża ciśnienie i tętno, redukuje lęk, a nawet poprawia łaknienie u pacjentów z chorobą Alzheimera! Jeszcze bardziej zaskakuje fakt, że szczególnie korzystnie działają rybki czerwone. Dzięki tej wiedzy niektóre szpitale dziecięce we Francji zaczęły ustawiać akwaria w poczekalniach, co znacznie poprawiło samopoczucie pacjentów.

Komu jeszcze może pomóc zooterapia?

  • Pacjentom psychiatrycznym.
  • Pensjonariuszom domów opieki.  
  • Pacjentom hospicjów.
  • Osobom samotnym.
  • Byłym żołnierzom.
  • Osobom zagrożonym chorobami cywilizacyjnymi i neurologicznymi.
  • Młodzieży w poprawczakach.
  • Więźniom w trakcie resocjalizacji.

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.