Jazz uszlachetnia

Konrad Zemler jest gitarzystą jazzowym i fotografem. W Otwocku mieszka od trzech lat, choć zna to miasto od dziecka. Nie ukrywa, że jest złakniony grania i kontaktu z publicznością, jak wszyscy artyści, którzy niemal od roku są odcięci od sceny. Chciałby, aby w Otwocku powstało miejsce do spotkań przy jazzie, i liczy, że to się uda przy wsparciu innych pasjonatów i lokalnych instytucji kultury

PRZEMEK SKOCZEK

Grywał w wielu zespołach i projektach, m.in. z Tomaszem Szukalskim, Adamem Pierończykiem, Januszem Muniakiem, Urszulą Dudziak, Michałem Urbaniakiem, Jerzym Małkiem, Michałem Miśkiewiczem. Z kwintetem Mateusza Smoczyńskiego nagrał trzy płyty: „Inspirations”, „Expressions” i „Berek”. Promował polski jazz na Bliskim Wschodzie, gdy z formacją Mukatam Quartet dwukrotnie odbył trasy koncertowe w Syrii, Jordanii, Egipcie i Libanie. Wiele lat był też pedagogiem, ucząc gry na gitarze na rodzimej uczelni w Katowicach, a także na Uniwersytecie Zielonogórskim oraz w Akademii Muzycznej w Poznaniu.

Jak trafiłeś do Otwocka?

– Jestem warszawianinem, ale w Otwocku bywałem od dziecka. To rodzinne miasto mojej mamy i mieszkali tu moi dziadkowie. Spędzałem u nich mnóstwo czasu. Od trzech lat to moje miejsce na ziemi. W Świdrze zbudowałem dom, mieszkam tu z żoną i dwójką dzieci. W Otwocku chcę zapuszczać korzenie i mam pomysły na lokalne działania artystyczne. Podjąłem już nawet pierwszą, choć niezbyt szczęśliwą próbę ich realizacji. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że otwocka kultura jest w trudnej sytuacji. W zeszłym roku pojawiłem się ze swoimi pomysłami w Miejskim Ośrodku Kultury, Turystyki i Sportu. Zostałem przyjęty bardzo miło, wręcz entuzjastycznie, usłyszałem wiele deklaracji, zostałem nawet na chwilę zatrudniony w Klubie Smok, miałem między innymi pracować z młodymi muzykami. Z planów nic nie wyszło. A potem przyszła pandemia i zamknęła mnie w domu.

 Ten czas spędzasz jednak aktywnie.

– Muzyka nie jest moją jedyną pasją. Jestem też fotografem. Uparłem się, że tylko analog i samodzielna praca nad całym procesem powstawania zdjęcia. Zrobiłem w domu ciemnię i konsekwentnie realizuję swój plan. Mam nadzieję, że pojawi się okazja, by pokazać te fotografie publicznie. Zamierzam zrobić jakąś wystawę, choć jeszcze nie wiem gdzie i kiedy.

Poza tym dłubię w drewnie. Mój pradziadek był stolarzem i został mi tu po nim mały warsztat. Mam teraz sporo wolnego czasu, a dom wciąż nie jest wykończony, więc robię to i owo. Znalazłem na strychu w domu dziadków dębowe bele i mam świetny materiał do pracy. Tęsknię jednak za graniem, za spotkaniami z publicznością. Do tworzenia trzeba dobrego środowiska, i to szeroko pojętego. Nie tylko innych twórców, lecz także właśnie publiczności. Jestem pewny, że w Otwocku i okolicy jest mnóstwo osób, które słuchają jazzu. Tylko trzeba do nich dotrzeć.

Dlaczego warto słuchać jazzu?

– Kształtowanie muzycznej wrażliwości to praca u podstaw. Wbijam to wszystkim do głowy przy każdej okazji. Żyjmy i wychowujmy dzieci przy muzyce. Dobrej muzyce, ale tej granej na instrumentach. Młodzi ludzie się przy niej niesamowicie rozwijają, widzę to po swoich dzieciach. Inaczej rozwijają się ich mózgi. Muzyka wpływa na ich poczucie estetyki, wrażliwość, emocjonalność. Przesiąkają nią. To szczególnie ważne, jeśli chcemy, by nasze dzieci uczyły się grać na instrumentach, choć nie tylko wtedy. Znam wiele przykładów dzieci muzyków, które idą w ślady rodziców. Im jest po prostu łatwiej. Gdybym ja był wychowywany na jazzie, to pewnie dziś mieszkałbym i grał w Nowym Jorku i tęsknił za Polską (śmiech).

Na marginesie dodam, że jeśli chodzi o naukę w szkołach muzycznych, to system w Polsce jest moim zdaniem pomyłką. Przeszedłem przez to jako uczeń, a także wieloletni pedagog. To często bardziej tresura niż nauka, narzucanie pewnych wyzwań, form i środków, które są dla wrażliwych dzieci źródłem ogromnych stresów i napięcia. Poza tym kilkanaście lat nauki gry na instrumencie to moim zdaniem przesada. Muzyk musi kochać to, co robi. Pracowita i szczerze zaangażowana osoba nie potrzebuje aż tyle czasu, by opanować instrument, poznać teorię i praktykę. Istnieje nawet pewna ciekawa teoria. Ktoś wyliczył, że 10 tysięcy godzin sumiennej pracy – w każdej dziedzinie – jest gwarancją osiągnięcia w niej sukcesu.

Nie kalasz aby własnego gniazda?

– Trochę tak, ale taka jest prawda. Widzę to teraz, z perspektywy czasu. To jednak dygresja. Nie mówimy o edukacji. Publiczności nie trzeba edukować muzycznie. Raczej oswajać ją z tematem, pokazywać alternatywę, rzeczy piękne i wartościowe. Bo tego nie znajdą w mediach, nie puszcza tego radio, telewizja, nawet w internecie nie „wyskakuje” na pierwszej stronie YouTuba. Trzeba poszukać, podrążyć. Spotykam czasem kogoś, rozmawiamy, wspominam, że gram jazz. I w odpowiedzi słyszę: „A, grasz to łiuu, łiuu”. Ręce opadają! Takie jest zazwyczaj pojęcie przeciętnego odbiorcy o jazzie. Że to jakieś hałaśliwe i męczące. Tymczasem jazz, choć pozornie trudny, wcale taki nie jest. To bardzo dobrze przyswajalna muzyka, także dla osób nieosłuchanych, tylko trzeba ją umiejętnie serwować. Nie zaczynać od free jazzu w jego ekstremalnych formach, bo to może zniechęcić. Jazz ma wiele barw i odcieni, naprawdę pięknych i porywających.

Tylko trzeba umieć i chcieć tę paletę dostrzec.

– Otóż to. Tu wracamy do meritum. Czasem każdemu zdarzają się przypadkowe odkrycia muzyczne. Najczęściej jednak dobre rzeczy zawdzięczamy innym ludziom, którzy mogą coś polecić, zaproponować, pokazać. Stworzenie takiego środowiska w Otwocku wokół miejsca, gdzie słucha się jazzu, to moje marzenie. Sprowadzając się do Otwocka, myślałem, że jest tu miejsce, gdzie będę mógł czasem wpaść i sobie pograć, jakiś klub, pub muzyczny, w którym odbywają się kameralne koncerty i jam session. Okazuje się, że nic takiego nie ma. Wiem od mojej sąsiadki i przyszywanej cioci moich dzieci, Uli Kałuszko, że było takie miejsce w Otwocku – Klub Hefajstos w Domu Rzemiosł. Grano tam głównie bluesa, ale to nie problem. Jestem pewien, że na jazz też byłoby tam miejsce. Jednak ten klub już nie istnieje. Stwórzmy więc nowy, będący miejscem cyklicznych spotkań przy muzyce. Może w teatrze, jakimś klubie, a może we wnętrzach Muzeum Ziemi Otwockiej? Ja znam środowisko, mam wiele kontaktów, myślę, że muzyków chętnych do grania nie zabraknie. Liczę na odzew lokalnych artystów i instytucji, ja sam zresztą zapukam niebawem do ich drzwi. Pierwsze odmrożenia w kulturze już za nami, co prawda ta jaskółka wiosny jeszcze nie czyni, ale mam wielką nadzieję, że ten rok w kulturze będzie lepszy niż poprzedni i coś wartościowego wspólnie w Otwocku zrobimy.

 

Konrad Zemler (rocznik 1977) najpierw ukończył szkołę muzyczną I i II stopnia w klasie fortepianu. Pokochał jednak gitarę i jazz, więc zamiast studiów klasycznych wybrał Wydział Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach. Swój talent objawił szybko, wygrywając Konkurs Mistrzowski im. Marka Blizińskiego – Guitar City 99. Na Festiwalu Bielska Zadymka Jazzowa w 2002 roku wraz z zespołem Blue Mind Quartet otrzymał statuetkę Aniołka Jazzowego.

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.