Autostrada pozbawi nas domów i zniszczy przyrodę 

Wielka inwestycja planowana przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad, która ma przeorać szerokim pasem kilka miejscowości powiatu otwockiego, zmieni życie wielu ludzi. Zapytaliśmy niektórych z nich o ich obawy, o to, co stracą i jak wyobrażają sobie przyszłość w sąsiedztwie autostrady

PRZEMEK SKOCZEK

Rodzina Poszwaldów mieszka w Kącku ponad 30 lat i przeraża ją perspektywa budowy autostrady

Obwodnica Aglomeracji Warszawskiej. W skrócie OAW. Te trzy litery od kilku tygodni spędzają sen z powiek wielu mieszkańców. Planowana trasa ma prowadzić nie tylko przez najcenniejsze przyrodniczo tereny Mazowieckiego Parku Krajobrazowego i okoliczne lasy, lecz także przez wiele wsi, przede wszystkim z terenu gminy Wiązowna. W wyniku inwestycji poszkodowane będą m.in. Kopki, Malcanów, Lipowo, Kąck. Zapytaliśmy ich mieszkańców, co czują i jak przyjęli fakt, że mają mieszkać w pobliżu autostrady.

To katastrofa

Bogumiła Kulikowska-Poszwald pochodzi z Warszawy. Gospodarstwo rolne w Kącku kupiła z mężem w 1989 roku. – Mieliśmy uprawnienia, gdyż nasi rodzice i my skończyliśmy SGGW. Od dziecka marzyliśmy o przeprowadzce na wieś, mimo że nie mieliśmy żadnych wiejskich korzeni. Musieliśmy nauczyć się tutejszej tradycji, panujących tu zwyczajów, życia w lokalnej, zżytej społeczności. Zachwyciły nas setki hektarów łąk, lasów i ponad 30 lat temu stwierdziliśmy, że to jest nasze miejsce na ziemi – opowiada.

Obie jej córki także pozostały w Kącku i założyły tu rodziny. Starsza, Karolina Poszwald-Smolińska, jest malarką i swoją pracę twórczą opiera na wieloletniej inspiracji tutejszą naturą i życiem lokalnym. Młodsza, Matylda Poszwald-Gajewska, ukończyła SGGW i od dziecka obserwuje przyrodę, gdyż jest tu wiele ciekawych gatunków dzikich zwierząt. Wnuki są pierwszym pokoleniem tu urodzonym i chodzą do miejscowych szkół.

– Mieszkamy w zachodniej granicy korytarza, więc może nam grozić utrata domu. Byłoby to dla nas tragedią, ponieważ darzymy wielkim sentymentem zarówno nasze gospodarstwo, jak i całą wieś, okoliczne lasy i łąki. Grożą nam hałas, zanieczyszczenie powietrza, trudności w lokalnym poruszaniu się między wsiami, wycięcie lasu, do którego chodzimy, i odcięcie nas od reszty gminy, gdzie mamy szkołę i lekarzy. Obwodnica całkowicie zniszczy okoliczne krajobrazy i wprowadzi widok industrialny, od którego uciekliśmy z Warszawy. Zmieni wszystko na gorsze – podkreśla pani Bogumiła i dodaje: – Już teraz w pobliżu znajdują się droga S17 i A2, a w odległości kilku kilometrów planują kolejną drogę, która nas przetnie. To dla nas osobista i lokalna katastrofa.

W polu rażenia

Dolina Świdra i Mieni oraz wspaniałe okoliczne lasy były magnesem dla wielu osób, które uciekły tu przed gwarem i pędem wielkiego miasta. Wśród nich jest też rodzina Sylwii Piwowar.

Sylwia Piwowar

– Nasza przygoda z gminą Wiązowna zaczęła się bez mała 20 lat temu wraz z decyzją o zakupie działki w Malcanowie. Mieszkaliśmy w Warszawie i byliśmy zmęczeni życiem w mokotowskim bloku. Kiedy tylko nadarzała się okazja, z dwójką dzieci uciekaliśmy za miasto, aby znaleźć spokój na łonie natury. Początkowo do Malcanowa przyjeżdżaliśmy, aby spędzić parę godzin na działce, odpocząć w lesie, pospacerować. Wówczas po sąsiedzku pasły się krowy, nie było jeszcze tak wielu nowych domostw. Po kilku latach rozpoczęliśmy budowę domu. To był długi proces, właściwie to jeszcze go kontynuujemy, ale z miastowych zaczęliśmy się już zmieniać w mieszkańców wsi, mimo że zawodowo jesteśmy nadal związani z Warszawą – mówi pani Sylwia.

Teraz okazuje się, że zaproponowana przez GDDKiA nitka trasy przebiega tuż za ogrodzeniem jej domu. – Może to oznaczać, że budynek zostanie wyburzony lub będziemy mieszkać tuż przy planowanej trasie. Oczywiście, nitka wyznacza środek korytarza, który ma kilka kilometrów szerokości, ale w każdym przypadku jesteśmy w polu rażenia. Jeżeli projekt będzie kontynuowany w wariancie preferowanym przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad, grozi nam utrata domu i przymusowa wyprowadzka. To byłoby traumatyczne doświadczenie, bo ten dom, ogród są bardzo ważną częścią naszego życia, to nasz azyl i miejsce rodzinnych spotkań. Możliwa jest również opcja, że nasz dom pozostanie, ale będzie usytuowany tuż przy nowej drodze. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji – przyznaje.

Okrucieństwo nie do przyjęcia

Kacha Sajewicz wychowała się na wsi i choć od ósmego roku życia mieszkała w mieście, zawsze ciągnęło ją do lasu, gdzie amatorsko fotografowała zwierzęta.

Kacha Sajewicz

– Tuż przed 40. urodzinami odeszłam z pracy, która nie dawała mi już żadnej satysfakcji, a wiązała się tylko ze stresem i brakiem wpływu na cokolwiek. Udało mi się poznać wspaniałego człowieka, zostawiłam za sobą rodzinne góry i prawie „z jedną walizką” wylądowałam w otwockim bloku, zaczynając wszystko od nowa. Początki były trudne, wpadłam w pracoholizm. Pilnie potrzebna była odskocznia. Gdy tylko się poznaliśmy, mój partner kupił działkę w Kopkach. Niedawno postawiliśmy na niej dom. Z kredytu, spadku i oszczędności życia, ale nasz! Drewniany, wykonany przez tutejszą, najlepszą ekipę na świecie! Otoczeni lasem, z osobistym łosiem i borowikami tuż przy ogrodzeniu, obydwoje znaleźliśmy tu spokój i idealną bazę do ładowania akumulatorów, czerpania z bogactwa przyrody. Zielone otoczenie sprawiło, że poczuliśmy się tu jak w sanatorium, na wiecznym urlopie z biurem na tarasie i pracownią, w której mogę swobodnie malować i młotkować miedź – opowiada Kacha Sajewicz.

Mają na terenie dwie sosny, obie są pochylone. Kacha z Michałem lubią żartować, że wyglądają, jakby szły pod wiatr, zupełnie jak oni. Mimo różnych przeciwności znaleźli swoje miejsce na ziemi. I zaraz potem skutecznie zakłócono tę sielankę. – Jestem załamana bezmyślnością, ale i okrucieństwem instytucji publicznej, która na mocy specustawy z reguły robi, co chce. Myślę, że jedynie głośny protest mieszkańców może coś zmienić. Wielu jest w podobnej sytuacji.To miejsce będące zieloną otuliną Warszawy, o charakterze mieszkaniowym, pełne terenów chronionych. Jest tu pięknie, cicho, mamy zintegrowaną społeczność, wspaniałych sąsiadów. Nie wyobrażam sobie buldożerów, które rozbierają nasz dom, nie wyobrażam sobie także drogi szybkiego ruchu tuż za siatką, degradacji Rezerwatu Świdra i Mieni, Mazowieckiego Parku Krajobrazowego. Znaleźliśmy tu spokój, ukojenie dla naszej delikatnej psychiki, a teraz mamy kolejny stres i niepewność, które rozciągną się na kilka najbliższych lat. Jestem załamana, ale i wściekła, więc łatwo się nie poddamy. Będziemy jak te sosny, pochylone, ale do przodu – zapewnia.

Z deszczu pod rynnę

Podobnych historii jest wiele. Ariadna Otocka i Maciej Izdebski są z Warszawy. Po ślubie uciekli z blokowiska do mieszkania w Wawrze, zamieszkali na przytulnym osiedlu przy ul. Ogórkowej. – To było świetne miejsce i nawet perspektywa budowy gdzieś w sąsiedztwie Południowej Obwodnicy Warszawy nie była katastrofalna, ale gdy okazało się, że powstanie tam też potężny węzeł, który niemal otoczy osiedle, uznaliśmy, że czas uciekać. Ciszę i spokój odnaleźliśmy w Kopkach. I teraz okazuje się, że prawdopodobnie 100 metrów od naszego domu ma być budowana autostrada. To się nazywa wpaść z deszczu pod rynnę – ocenia smutno pan Maciej.

Obwodnica zniweczy szanse na rozwój okolicznych wsi i wpłynie na spadek cen nieruchomości – twierdzą Ariadna Otocka i jej mąż Maciej Izdebski. Oni i ich córki cenią sobie idylliczny charakter tych terenów

 – Co ważne, my byliśmy bardzo zapobiegliwymi inwestorami i przed podjęciem decyzji o kupnie działki wszystko sprawdziliśmy. Po to, by wykluczyć jakieś niemiłe niespodzianki w przyszłości. Tej trasy w żadnych planach nie było – dodaje Ariadna Otocka. – Czujemy się oszukani. Teoretycznie moglibyśmy znów uciekać, ale ile można. Poza tym już teraz rynek zaczyna odczuwać skutki planów naszych drogowców. Ceny nieruchomości spadają i obawiam się, że za kwotę, którą moglibyśmy otrzymać za dom, nie zbudowalibyśmy nowego w tym samym standardzie i podobnej odległości od Warszawy. To samo dotyczy ewentualnego odszkodowania za domy przeznaczone do wyburzenia. Słyszałem, że to są kwoty rzędu 70 proc. wartości. Dla mnie schemat wygląda w ten sposób, że GDDKiA zapowiada jakiś wariant, to powoduje spadek cen i późniejsze wyceny są niższe – mówi.

Od 11 lat w Malcanowie mieszka Maciej Tryburcy z rodziną. – Nasz dom jest prawie w lesie, przez który ma przebiegać autostrada. Czy będzie bliżej Malcanowa, czy Lipowa, tego nie wiem, ale z logiki wynika, że będzie to jednak bliżej nas, bo trasa musi wpasować się w bardzo konkretne miejsce w gminie Dębe Wielkie. Jeżdżę Południową Obwodnicą Warszawy i widzę, jak wygląda taka trasa budowana w lesie. To bariera nie do przejścia. Gdy powstanie u nas, odetnie nas od lasów, w których spacerujemy, odpoczywamy, zbieramy grzyby i jagody. Odetnie nas od płuc tej okolicy, zastępując je trasą, którą będzie pędzić kilka tysięcy samochodów na godzinę. Pozbawi Malcanów szans rozwoju. To jak przecięcie tępym nożem żywej tkanki społecznej – podkreśla pan Maciej.

Zagrożona wspólnota

Autostrada to nie tylko hałas, zanieczyszczenie powietrza, zmiana charakteru okolicy czy likwidacja wielu terenów zielonych. To także kolejny podział gminy i rozbicie jej integralności. – Teraz do ulubionego sklepu mamy 500 metrów, ale gdy oddzieli nas autostrada, będę musiał jechać do niego 10-kilometrową pętlą. Zostaniemy też odcięci od szkoły w Malcanowie, do której chodzą nasze dzieci, i innej infrastruktury, która w ostatnich latach rozrosła się i bardzo ułatwia życie. Do paczkomatu robimy sobie 20-minutowy spacer z psami, po budowie obwodnicy, chcąc odebrać przesyłkę, będę musiał wsiadać w samochód. To, co jest pod ręką, znów się oddali. Dla mnie to jak cofnięcie się w rozwoju – ocenia Maciej Izdebski.

O tym samym mówi też dr hab. Grzegorz Niwiński, profesor warszawskiej ASP. Jego rodzice kupili dom w nadświdrzańkich Kopkach w 1971 roku. On sam mieszka tam, z przerwami, od wielu lat, tu wychowali się jego dorośli już synowie. – 50 lat temu Kopki nie różniły się wiele od głębokiej prowincji na wschodzie Polski. Blisko Warszawy znajdował się inny świat, oddalony mentalnie i infrastrukturalnie. Od tego czasu okolica bardzo się rozwinęła, przybyło mieszkańców i domów, ale przestrzennie niewiele się zmieniło i sielski klimat tego miejsca udało się utrzymać. Istotną zmianę przyniosła już rozbudowa trasy S17, ponieważ stała się ona barierą nie do pokonania podczas spaceru czy przejażdżki rowerowej. Nasz świat był wcześniej pełny, a ona przecięła go na pół. Planowana obwodnica sprawi, że zostanie nam ćwiartka. Boli też fakt, że w obecnej sytuacji ekologicznej podejmuje się decyzje, które skutkują wycinaniem kolejnych połaci lasów w parku krajobrazowym i rezerwatach. W świecie podzielonym wielkimi betonowymi szosami wymusza się korzystanie z samochodów, co zwiększa zanieczyszczenie powietrza. Co z tego, że jadę tu z Warszawy 15 minut krócej. To nie jest warte dewastacji przyrody – ocenia profesor.

OAW wpłynie negatywnie także na życie społeczno-kulturalne. Zwraca na to uwagę Sylwia Piwowar, która zajmuje się tą dziedziną z wykształcenia i zamiłowania. – Kilka lat temu założyłam profil Malcanowa na Facebooku, który w tej chwili skupia około 800 mieszkańców. Angażuję lokalną społeczność w różne inicjatywy. Pomogli mi zorganizować kilka lokalnych wydarzeń. Niektóre z nich już na trwałe wpisały się w kalendarz gminnych imprez, na przykład „Malcanowskie mikołajki” czy letnia impreza „Szanty nad Laguną”. Teraz planuję nowy projekt, który pomógłby zachować informację o tradycjach związanych z naszą okolicą. Te wszystkie inicjatywy są jednak zagrożone – opowiada pani Sylwia.

Ludzie boją się utraty bliskich relacji z sąsiadami, braku stałych spotkań, lokalnych wydarzeń. – Niestety, muszę przyznać, że zmiany już zachodzą. Odkąd w lutym ubiegłego roku zostaliśmy zaalarmowani pierwszymi planami dotyczącymi budowy obwodnicy, nasza sielankowa wizja „wsi spokojnej, wsi wesołej” runęła w gruzach. Czujemy niepewność, zagrożenie i jakiś rodzaj pretensji, bo nie tak się umawialiśmy – wyznaje Sylwia Piwowar. – Kupowaliśmy działkę w gminie, która szczyciła się swoim klimatem, zielonymi terenami. Plany zagospodarowania nie przewidywały budowy autostrady. Okropna jest świadomość tego, że to wszystko, co tutaj stworzyliśmy – począwszy od domu, najbliższego otoczenia, a kończąc na naszych sąsiedzkich relacjach, wspólnocie, tradycjach, za chwilę możemy stracić. To nas zmobilizowało do działania. Założyliśmy stowarzyszenie „Nie tędy droga”. To jest chyba jedyny pozytywny aspekt tego trzęsienia ziemi. Mam nadzieję, że nasza wspólnota wyjdzie z tego jeszcze bardziej wzmocniona – dodaje.

 

6 thoughts on “Autostrada pozbawi nas domów i zniszczy przyrodę 

  • 26 lutego 2021 o 04:30
    Permalink

    Za takie podejście zaorał bym im drogi dojazdowe, nie ma nic bez poświęceń niech jada ja Ukrainę tam dróg uczciwych nie ma za wiele nic im grozić tam nie będzie będą mogli dalej bujać się furmankami po polnych drogach co za prymitywni ludzie wielcy obrońcy przyrody dno i 10 metrów mułu

    Odpowiedz
    • 26 lutego 2021 o 11:32
      Permalink

      Idiotyzm, debilizm to pewien stopien uposledzenia umyslowego z puntu widzenia medycznego. Panie Rutek, zgadza sie Pan z tymi stwierdzeniami?

      Odpowiedz
    • 28 lutego 2021 o 21:12
      Permalink

      Pewnie! Wybetonuj sobie wszystko. Betonu w głowie na pewno nie zabraknie!

      Odpowiedz
  • 26 lutego 2021 o 04:41
    Permalink

    Co za prymitywni ludzie nie ma nic bez poświęceń jak im źle to niech wsiadają na swe furmanki i lecą do naszych sąsiadów na wschód tam będą mogli bezgranicznie jeździć po polnych drogach

    Odpowiedz
  • 26 lutego 2021 o 11:48
    Permalink

    Pewnie a Poniatowskiego niedługo będzie nosiło nazwę ulicy śmierci bo władze powiatu jak i sam Margielski gówno robią by poprawić bezpieczeństwo wolą budować parki i place powiększać armię urzędników i mieć w dupie społeczeństwo.

    Odpowiedz
  • 2 marca 2021 o 17:20
    Permalink

    Czy choć niektórzy z komentujących byli w Kącku, Malcanowie, gminie Wiązowna wogóle? Widzieli jak S17 już zmieniła gminę? Rozwój tak, inrastruktura tak ale z głową! Za dużo mamy lasów? Nie. Dwie drogi szybkiego ruchu w odległości 2km od siebie? Nie. Prawo do głosu i wyrażenia zdania przez mieszkańców? Tak. Korytarz dk 50 gotowy do poszerzenia i modernizacji ale nie, mądre głowy przeorają powiat… nietedydroga.pl

    Odpowiedz

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.