Pies pogryzł urzędnika podczas kontroli

Mieszaniec amstaffa rzucił się na pracownika Zarządu Gospodarki Mieszkaniowej w Otwocku podczas kontroli w jednym z mieszkań komunalnych. Sebastian K., opiekun psa, próbował odciągnąć rozwścieczone zwierzę, ale bezskutecznie. Pies zacisnął szczęki najpierw na udzie urzędnika, a potem znowu rzucił się na mężczyznę i zaczął szarpać go za przedramię. – Z całych sił starałem się rozewrzeć szczęki psa. Dopiero po kilku chwilach uwolniłem się i uciekłem z mieszkania. Niewiele brakowało, a zwierzę pobiegłoby za mną, bo właściciel miał trudności, by zapanować nad rozjuszonym psem – wspomina w rozmowie z „Linią” pan Mateusz, pracownik ZGM-u. Okazało się, że zwierzę nie było szczepione przeciwko wściekliźnie

AGNIESZKA JASKULSKA

Praca w urzędzie nie zawsze jest związana tylko z siedzeniem za biurkiem. Wielu urzędników, ale także listonoszy, gazowników, ratowników, mundurowych czy pracowników socjalnych, którzy pracują w terenie, przeprowadzają kontrole, interwencje czy wywiady środowiskowe, jest narażonych na różne niebezpieczne sytuacje, np. na pogryzienia przez psy. W lutym „Linia” pisała o trudnej interwencji służb na jednej z posesji w Wiązownie, gdzie agresywny pies nie pozwalał wejść ratownikom, którzy mieli udzielić pomocy starszemu mężczyźnie. Niedawno jeden z pracowników Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej na własnej skórze przekonał się, jak niebezpieczna może być jego praca.

We wtorek pan Mateusz miał przeprowadzić kontrolę instalacji w jednym z mieszkań w wielorodzinnym budynku komunalnym przy ul. Jagiellońskiej w Otwocku, gdzie nastąpiła awaria. Lokator i opiekun dwóch psów wiedział, że będzie kontrola. – Poprosiłem, aby na ten czas mężczyzna dobrze zabezpieczył zwierzęta, które są w mieszkaniu, m.in. psa w typie amstaffa – mówi w rozmowie z „Linią” pan Mateusz, który przyszedł na kontrolę razem z innym pracownikiem ZGM-u. Jego kolega bał się psów i został przed budynkiem. Pan Mateusz rozumiał jego obawy, dlatego nie miał nic przeciwko temu, by przeprowadzić kontrolę samemu. – Zanim wszedłem do mieszkania, zapytałem właściciela psów, czy odpowiednio je zabezpieczył. Zapewnił, że amstaff jest zamknięty w pokoju, a mniejszy pies kręci się po klatce schodowej. Mimo wszystko zanim przekroczyłem próg lokalu, rozejrzałem się, czy faktycznie nie ma tego dużego psa – wspomina pan Mateusz.

Pracownik ZGM-u przeprowadzał kontrolę instalacji, gdy nagle do pomieszczenia wpadł mieszaniec amstaffa i rzucił się na pana Mateusza. – Wbił się zębami w udo, próbował szarpać, ale w tych dramatycznych chwilach nie miałem zbyt wiele czasu na reakcję. Nie pozwoliłem psu, by mnie przewrócił, bo mogło to skończyć się dla mnie tragicznie. Za wszelką cenę próbowałem rozewrzeć szczęki psa, aby uchronić się przed poważniejszymi kąsanymi ranami – wspomina z trwogą pan Mateusz.

Sebastian K. próbował odciągnąć psa od mężczyzny, ale zwierzę nie miało nawet obroży i wyślizgiwało się z rąk swojego opiekuna. – W pewnym momencie udało mi się uwolnić, ale gdy próbowałem wyjść z mieszkania, pies ponownie rzucił się na mnie i złapał zębami za przedramię. Za wszelką cenę próbowałem uwolnić się od agresywnego psa i wyjść z lokalu. To nie była walka ze zwierzęciem, tylko ucieczka, aby ratować swoje zdrowie i życie – tłumaczy pan Mateusz. I dodaje, że nawet kiedy wyszedł z lokalu, niewiele brakowało, by pies prześlizgnął się obok właściciela i pobiegł za nim. – Na szczęście udało mi się uciec. Koledzy z pracy próbowali mi pomóc, opatrzyć rany. To oni powiadomili pogotowie, policję i dyrektora ZGM-u Bartłomieja Kozłowskiego, który przyjechał na miejsce – mówi pan Mateusz. I dodaje, że z powodu braku wolnej karetki został przewieziony do szpitala samochodem służbowym.

– Byłem w szoku, zakrwawiony i obolały. Na szczęście okazało się, że obrażenia nie były aż tak głębokie i rozległe, jak wyglądało to na początku. Chirurg powiedział, że miałem mnóstwo szczęścia, bo pogryzienia przez mieszańca amstaffa często kończą się głębokimi, szarpanymi obrażeniami – podkreśla pan Mateusz. – Zwierzę nie jest winne temu, co zrobiło, odpowiada za to właściciel psa, jego głupota, brak właściwego wychowania zwierzęcia i to, że mężczyzna nie dopilnował, by pies nie wyszedł z pomieszczenia, gdy byłem na kontroli w lokalu. Uważam, że nie każdy powinien mieć dużego psa, zwłaszcza takiej rasy jak amstaff – podkreśla pan Mateusz.

Właściciel zwierzęcia przepraszał za to, co się stało, i tłumaczył, że zamknął psa w pokoju, ale zwierzę potrafi samo otworzyć drzwi. – Skoro o tym wiedział, powinien założyć psu kaganiec lub zamknąć zamek w drzwiach na klucz – zaznacza pan Mateusz. Mężczyzna na razie z trudem porusza się o lasce, ale powoli wraca do zdrowia. – Mimo tego, co się stało, nie czuję lęku przed psami, bo sam mam psa – mówi.

Podczas interwencji policji okazało się, że mieszaniec amstaffa prawdopodobnie nie był zaszczepiony przeciwko wściekliźnie. Sprawą zajął się powiatowy lekarz weterynarii, który objął półtorarocznego psa obserwacją. – We wtorek, 23 marca zakończyliśmy obserwację zwierzęcia. Pies nie był wychudzony ani nie miał śladów, które mogły świadczyć np. o tym, że właściciel się nad nim znęca. Obserwacja związana z tym, czy zwierzę ma wściekliznę, potwierdziła, że jest ono zdrowe. Zobowiązaliśmy właściciela do obowiązkowego zaszczepienia psa przeciwko wściekliźnie – podkreśla Grzegorz Kurkowski, powiatowy lekarz weterynarii.

Policja nie prowadzi postępowania w tej sprawie, bo nie było oficjalnego zgłoszenia. – Interwencja funkcjonariuszy zakończyła się w dniu zdarzenia. Właściciel psa został ukarany mandatem karnym w wysokości 500 zł – mówi sierż. sztab. Paulina Harabin, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Otwocku.

3 thoughts on “Pies pogryzł urzędnika podczas kontroli

  • 2 kwietnia 2021 o 12:59
    Permalink

    Jaki jest cel pixelowania zdjęcia ugryzionej nogi? Czy jest aż tak drastyczne? Po co w ogóle umieszczać w artykule skoro nic nie widać? Media mają głupią manię zasłaniania wszystkiego. Kto nie chce i ma słabe nerwy niech nie patrzy.

    Odpowiedz
    • 5 kwietnia 2021 o 20:54
      Permalink

      To twarz jest pikselowana noga do obejrzenia 😁

      Odpowiedz
  • 2 kwietnia 2021 o 23:16
    Permalink

    „Policja nie prowadzi postępowania w tej sprawie, bo nie było oficjalnego zgłoszenia.– Interwencja funkcjonariuszy zakończyła się w dniu zdarzenia. Właściciel psa został ukarany mandatem”

    I nic ? Nic wiecej ? Ani ze strony urzedów, anio ze strony spóldzieni mieszkaniowej i/albo zarzadu itp. ?

    OBLED ! Jak musza sie czuc np. sasiedzi ? Istny terror.

    Nie jestem specem, ale mysle, ze sluzby takie jak policja powinne dzialal dalej.
    Niezaleznie od zgloszenia czy niezgloszenia, to w koncu uszkodzenie ciala/zdrowia,
    a niebezpieczenstwo bylo – i nadal jest, w kazdej chwilii ! – smiertelne.

    Facet jest nieodpowiedzialny, a przynajmniej nie panuje nad ta maszyna, sic.
    I w ogóle: co taki pies robi w bloku ?? Dla otoczenia wiecej niz nieprzyjemne,
    a dla samego zwierzecia takze niedobre i niezdrowe.

    Kiedy zagryzie listonosza, inne pieski, dziecko, babcie ?

    500 zl i jedziemy dalej. Sie odczeka. Sie zobaczy. SKANDAL!

    Odpowiedz

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.