Czyste konto to pewny punkt

PATRYK PRZYBYSZ, bramkarz Józefovii Józefów, wierzy, że on i jego koledzy wiosną rozegrają wiele udanych meczów i zapewnią klubowi znad Świdra utrzymanie w czwartej lidze

Jako jedni z nielicznych nie musieliście przerywać przygotowań do rundy wiosennej. Myślisz, że gdybyście jednak musieli zawiesić treningi na dwa tygodnie, forma, którą budowaliście od stycznia, by przepadła?

– Patrząc na to, co dzieje się w szatni od czasu zakończenia poprzedniej rundy, wydaje mi się, że taka przymusowa przerwa nie zrobiłaby nam zbyt dużej krzywdy. Wszyscy są tak zdeterminowani i zaangażowani, że każdy indywidualnie zrobiłby wszystko, by nie stracić tego, co wypracowaliśmy przez ostatnie tygodnie. Nie jesteśmy profesjonalistami, bo oprócz grania w piłkę musimy jeszcze normalnie pracować, ale nie sądzę, by ktoś z drużyny wykorzystał ten moment przerwy, żeby zasiąść na kanapie i odpoczywać. Każdy by pracował, żeby być gotowym do gry.

A jakie nastroje panują w szatni po tym, jak wstrzymano rozpoczęcie rundy wiosennej? Jest optymizm, że przerwa zaraz się skończy i wrócicie do gry, czy może obawiacie się powtórki sprzed roku i przedwczesnego zakończenia rozgrywek?

– Po tym, jak w ubiegłym roku dwa tygodnie przed rozpoczęciem rozgrywek przytłoczyła nas informacja o lockdownie, który ostatecznie wpłynął na koniec rozgrywek, trochę obaw jest. Jednak większość z nas liczy, że do tego nie dojdzie. Ciężko trenowaliśmy przez całą zimę, graliśmy dużo sparingów i teraz chcielibyśmy zaprezentować w lidze efekty tej ciężkiej pracy. Chcemy pokazać wszystkim, że stać nas na dużo i że uda się nam utrzymać w lidze.

Dla was przedwczesne zakończenie sezonu może oznaczać spadek, bo w tym roku – w przeciwieństwie do poprzedniego – zasady zostały ustalone już wcześniej. Nikt nie może liczyć na taryfę ulgową ze strony MZPN.

– To byłby dla nas najgorszy scenariusz. Nie mielibyśmy szansy na udowodnienie sobie, a przede wszystkim najwierniejszym kibicom, którzy często jeździli na nasze mecze, że nie tracili czasu, tylko oglądali ambitną drużynę, którą stać na naprawdę niezłą grę i wyniki. Chcielibyśmy pokazać, że też coś znaczymy w lokalnej rywalizacji, że potrafimy dorównać Mazurowi Karczew, który od kilku lat jest poukładanym zespołem i ma pewną pozycję w czwartej lidze.

Jeśli jednak spadniemy, to – jeżeli udałoby się utrzymać obecną kadrę na przyszły sezon – jestem przekonany, że szybko wrócimy do czwartej ligi.

Zimowe przygotowania wyglądały bardzo obiecująco choćby z perspektywy meczów kontrolnych. Graliście co prawda z zespołami na różnym poziomie sportowym, ale przegrać zaledwie jeden mecz z kilkunastu rozegranych to duże osiągnięcie. Te wyniki podniosły morale w drużynie?

– To miłe, gdy nie przegrywasz, ale po wielu z tych meczów mieliśmy sporo zastrzeżeń do naszej gry, bo nie układała się tak, jak sobie wcześniej zakładaliśmy. Traciliśmy szybko bramkę i potem musieliśmy gonić. To w większości przypadków się udawało, co tylko pokazuje nasz charakter, ale nie możemy sobie na takie akcje pozwalać zbyt często. Wiemy, nad jakimi elementami musimy popracować i co poprawić, by nasza gra była jeszcze lepsza.

Strata do bezpiecznego miejsca w tabeli nie jest zbyt duża, ale trzeba pamiętać, że wiosną rozegracie o dwa mecze mniej, bo odbyły się one jesienią.

– Jest ich mniej i trzeba też pamiętać, że każdy będzie trudny, bo każda drużyna jest w stanie zaskoczyć inną. Po analizie tabeli doszedłem jednak do wniosku, że wszystkie zespoły do czołowej piątki są w naszym zasięgu.

Czujesz, że jesienią zrobiliście trochę za mało w stosunku do potencjału, jakim dysponował zespół, przez co margines błędów wiosną jest mniejszy?

– Gdybyśmy rozebrali wszystkie przegrane mecze na czynniki, to w każdym z nich znalazłby się jeden element, który przechylił szalę zwycięstwa na korzyść rywali. Myślę, że w dwóch-trzech spotkaniach mogliśmy zrobić trochę więcej, żeby cieszyć się z dodatkowych punktów i lepszej pozycji w tabeli. To dla nas nauka na przyszłość i myślę, że teraz będziemy bardziej wyczuleni na pewne sytuacje, które wtedy pozbawiły nas możliwości powiększenia dorobku punktowego.

W poprzedniej rundzie pięć razy zachowałeś czyste konto w meczach ligowych. To dobry wynik czy liczyłeś na lepsze statystyki?

– Wiadomo, że najlepiej mieć czyste konto, bo to w praktyce oznacza, że mamy przynajmniej jeden punkt. Wychodząc na boisko, zawsze staram się robić wszystko, by zagrać na zero z tyłu, ale nie robię tego z myślą o indywidualnych statystykach, bardziej myślę wtedy o całym zespole. Wierzę, że wiosną jeszcze lepiej będziemy się uzupełniać, a to przyniesie wymierne efekty całej drużynie.

Podczas meczów kontrolnych trener Damian Politański stawiał zarówno na ciebie, jak i na Patryka Piekarskiego. Czujesz, że nie do końca możesz być pewny miejsca w wyjściowej jedenastce?

– W pewnym momencie mieliśmy w klubie problem z bramkarzami, bo byliśmy tylko ja i Hubert Herdzik, który przede wszystkim strzegł bramki drugiego zespołu. Potrzebowaliśmy jeszcze kogoś, kto poprawi rywalizację i zapewni większy komfort trenerowi. Trafił do nas Patryk Piekarski, który jest młodym, ale perspektywicznym bramkarzem, mającym predyspozycje, by grać w czwartej lidze. Patrząc na poprzednią rundę, na razie wygrywam naszą rywalizację, ale wiem, że nie mogę być pewny wyjściowej jedenastki…

Wasza rywalizacja o miejsce w składzie nie zaczęła się w Józefovii. Rywalizowaliście już podczas gry dla OKS Otwock.

– To prawda. Znamy się z Patrykiem od wielu lat i już wcześniej mieliśmy okazję ze sobą rywalizować. Tyle że to nie jest taka ostra rywalizacja, że jeden drugiemu stara się podstawiać nogę, by wywalczyć sobie miejsce w składzie. Ustaliliśmy, że to będzie zdrowa rywalizacja. Dużo rozmawiamy podczas treningów, pomagamy sobie, podpowiadamy, a ostateczną decyzję, kto zagra, zostawiamy trenerowi. To na nim spoczywa ten ciężar.

Czy fakt, że Damian Politański był bramkarzem, jest pomocny czy stresujący? Pewne błędy trudniej przed nim ukryć…

– Dla mnie jest to korzystne, zwłaszcza gdy chcesz się rozwijać. Podczas meczu na pewne rzeczy można nie zwrócić uwagi, ale trener Politański szybko to wyłapuje. Wcześniej podobną sytuację miałem zresztą w OKS Otwock, gdy trenerem był Dawid Bułka. Dzięki temu wiem, jak poprawić ustawienie, jak się przesunąć, jaki i kiedy wydać komunikat swoim obrońcom. To dla mnie bardzo ważne. Dużo się uczę i staram się z tego korzystać, bo moim marzeniem jest grać – tak jak moi trenerzy – w wyższych ligach. Takie mam ambicje, a zobaczymy, czy moje umiejętności wystarczą do ich spełnienia. Na razie skupiam się na Józefovii, która jest moją rodziną i drugim – po OKS Otwock – domem. 

Rozmawiał Marcin Suliga

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.