Jak uporządkować otwocki chaos architektoniczny?

Stwórzmy wizję, wspólnie ze specjalistami i mieszkańcami określmy, czego trzeba miastu, a potem ten plan konsekwentnie realizujmy. Nawet jeśli chwilami będzie trudno i pojawią się głosy sprzeciwu. To jedyny sposób – przekonuje dr inż. arch. Justyna Zdunek-Wielgołaska z Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej. Sama jest otwocczanką i problemy miasta zna bardzo dobrze

 

Justyna Zdunek-Wielgołaska jest adiunktem w Katedrze Urbanistyki i Gospodarki Przestrzennej Wydziału Architektury na Politechnice Warszawskiej. Jest otwocczanką, ale przez wiele lat mieszkała w Warszawie. Gdy została mamą, postanowiła wraz z rodziną przeprowadzić się do Otwocka, przede wszystkim w poszukiwaniu świeżego powietrza i kontaktu z naturą. Po części miało to też związek z jej pracą naukową. Zajmuje się m.in. wpływem rozrastania się wielkich aglomeracji na okoliczne miasta. A ten jest niebagatelny. Ze statystyk GUS dla Mazowsza i badań zespołu dr Zdunek-Wielgołaskiej wynika, że w ciągu kilkunastu lat powierzchnia obszarów zurbanizowanych wokół Warszawy zwiększyła się o ponad 30 proc., a granica urbanizacyjna aglomeracji przesunęła się o 10-15 km. Kolejne podwarszawskie gminy stają się sypialniami dla osób pracujących w stolicy.

 

Z dr inż. arch. JUSTYNĄ ZDUNEK-WIELGOŁASKĄ rozmawia Przemek Skoczek.

Czy te zmiany to proces nieunikniony? Można z tym coś robić?

– W swojej pracy zawsze chciałam łączyć historię ze współczesnością. Te dwa światy się nie wykluczają. Otwock jest przykładem przenikania się tych światów, ale trzeba zachować równowagę. Moja przeprowadzka tu sprawiła, że zaczęłam bardziej interesować się tematem przedmieść. Celowo używam tego nieco historycznego określenia, zamiast oficjalnej „strefy podmiejskiej”, ponieważ moim zdaniem lepiej oddaje charakter tych miejsc. Procesy towarzyszące ich rozwojowi poznałam już dość dawno, gdy w 2004 roku byłam na kilkumiesięcznym stypendium Fulbrighta na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley. Tam już od dawna były prowadzone badania na temat tego, jak rozprzestrzenia się miasto główne i jakie to powoduje zniszczenia krajobrazu wokół oraz jakie działania można podejmować, żeby temu zapobiec.

W odniesieniu do Warszawy najbardziej intensywnie procesy suburbanizacyjne występują w gminach ościennych. To są naturalne etapy, obserwowane od zawsze. Mogą jednak wyglądać różnie i te mniejsze od Warszawy ośrodki, jak Otwock, mogą bronić się przed negatywnymi skutkami tych procesów, ale potrzebują do tego narzędzi. Niektóre miasta chronią swój potencjał i wartości, a inne ulegają „większemu”, poddając się bez walki i zamieniając w kolejne sypialnie wypełnione samymi osiedlami. Nie musi to tak wyglądać. Mamy duży potencjał, nadal niewykorzystany – tradycje uzdrowiskowe i letniskowe, walory turystyczne.

Trudno oprzeć się pokusie. Za deweloperami idą duże pieniądze.

– Oczywiście, to jest zazwyczaj taka prosta kalkulacja: inwestor stawia osiedle, buduje centrum handlowe, supermarket, to się przekłada na podatki, więc w budżecie jest więcej pieniędzy. Przybywa też miejsc pracy. OK, to wszystko jest ważne, ale pod warunkiem że się tym świadomie steruje, a nie bierze wszystko, co popadnie – mówiąc kolokwialnie. Osiedle może być pięknie zakomponowane, zielone, z niskimi budynkami, ale może też składać się z klocków postawionych tak, że ludzie zaglądają sobie w okna. Nie pozwalajmy na budowanie wszystkiego. To patrzenie bardzo krótkowzroczne, niewybiegające w przyszłość, ignorujące konsekwencje.

 Czy w ogóle jest możliwy zrównoważony rozwój? Pogodzenie nieuniknionego rozrastania się miast z poszanowaniem dla tradycji, także tych architektonicznych, i zachowaniem dawnej tkanki miejskiej, niegubieniem dawnego charakteru miasta?

– Oczywiście, pod warunkiem że robi się to z głową. Przypomnę, że przecież te procesy w mniejszej skali dotyczą też Otwocka, który na przestrzeni lat wchłaniał okoliczne wsie, zamieniał w swoje, inkorporowane później, dzielnice i przekształcał. Były rolnicze, leśne, a teraz są w dużej mierze zabudowywane. To wszystko działo się jednak bez większego planu, bez jakichś odgórnych założeń. Stąd wziął się ten nasz chaos. Wiele terenów, które funkcjonowały jako krajobraz otwarty, po prostu oddajemy, zabudowując je w sposób chaotyczny. To z kolei wynika z konstrukcji prawnej i lokalnego oporu przed wprowadzaniem regulacji, bo to wiąże się przecież z tym, że będzie mniej sterowalne, nie będzie można swobodnie dysponować terenem. Pojawią się ograniczenia, choćby te wydawane przez konserwatora zabytków, albo regulacje miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Władze często boją się takich rozwiązań. Tymczasem to plany miejscowe są aktualnie najlepszym narzędziem kontroli zagospodarowania przestrzeni, niestety, niedocenianym przez władze miasta.

W Otwocku nadal wiele ważnych terenów nie zostało objętych miejscowymi planami, a jedynym odniesieniem do zamierzeń w większej skali jest Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego, które – choć określa politykę – nie stanowi prawa. W tym kontekście łatwiej jest wydać decyzję o warunkach zabudowy, niż tworzyć regulacje dla obszaru większego niż jedna działka. Choć trzeba zaznaczyć, że nie każdy miejscowy plan jest gwarancją dobrej zabudowy – zależy to bowiem od jego jakości i przyjętych założeń. Właśnie zapisy miejscowego planu powinny nie dopuścić do jednej z ostatnich inwestycji w Otwocku – budowy galerii handlowej – w takim kształcie, w jakim powstała. Jej zwarta, dominująca w masie bryła nie budzi mojego entuzjazmu. Mogłaby być bardziej zróżnicowana i lepiej wpisana w otaczający krajobraz. Przepisy w tej sytuacji nie pomogły w uzyskaniu lepszej architektury.

Otwock jest od lat ofiarą realizacji partykularnych interesów oraz rozdrobnienia inicjatyw społecznych, które nie znajdują jakościowego przełożenia na miasto. Nie mogę na przykład pojąć, dlaczego przed kilku laty rada miasta odrzuciła realizację projektu „Restaura”, polegającego na rewitalizacji dziedzictwa kulturalnego poprzez mechanizmy partnerstwa publiczno-prywatnego. Miasto ma ograniczone środki, a tu otrzymałoby wsparcie dla swoich działań. Nie znam oczywiście szczegółów, ale samo zamierzenie wyglądało obiecująco. Były także inne wartościowe pomysły, takie jak park kulturowy. Okazało się jednak, że jest to bardzo wymagające i skomplikowane zagadnienie, a w całym województwie mazowieckim udało się powołać jedynie kilka takich parków. Była też inicjatywa Mazowieckiego Wojewódzkiego Konserwatora podjęta w 2010 roku w celu wpisania do rejestru układu urbanistycznego Otwocka powstałego w latach 1877-1939. To przedsięwzięcie natrafiło na opór lokalny, który wynikał w dużej mierze z obawy przed ograniczeniami i dodatkowymi procedurami dla inwestorów. To samo odnosi się do wpisów pojedynczych obiektów do rejestru zabytków, choć to pozwala na ubieganie się o dofinansowanie. W trudniejszej sytuacji znajdują się ci, których własność jest wpisana do gminnej ewidencji zabytków, bo nie mogą liczyć na takie wsparcie.

Rozumiem obawy właścicieli, ponieważ stan tych najcenniejszych historycznie obiektów jest często fatalny, a to oznacza konieczność ponoszenia dużych nakładów. Zwłaszcza sytuacja świdermajerów jest trudna, bo to często obiekty komunalne, zaniedbane i niszczejące. Wymogi narzucone przez konserwatora byłyby z pewnością trudne do zrealizowania. Ale jeśli chce się dbać o zabytki i wartościowy układ urbanistyczny, to można coś z tym zrobić, czego przykładem są choćby Konstancin-Jeziorna czy Podkowa Leśna.

Zatem wygrywają partykularne interesy, a nie dobro miasta. Czy rozwiązaniem problemów są odpowiednie plany?

– Otóż to! Obecnie ruch inwestycyjny w Otwocku nie jest powiązany z działaniami w sferze planistycznej. Nie ma jednej, spójnej urbanistycznej wizji, pomysłu, nikt nie trzyma tego mocną ręką. Jest chaos. Tu trzeba konkretnych, przemyślanych decyzji. Powinniśmy zdefiniować, co mamy cennego, a potem realizować strategię, która pozwoli to ochronić i wykorzystać potencjał miejsca. Współczesne miasto powinno się rozwijać i to jest jasne. Dlatego na ten rozwój powinno się przeznaczać tereny inne niż te stanowiące o wartościach historycznych, takie jak: Soplicowo, Śródborów czy tereny nadświdrzańskie. Tu powinniśmy być szczególnie uważni i dopuszczać inwestycje, które nie szkodzą, ale przede wszystkim pomagają w przywróceniu ich zatartych walorów.

Prowadząc badania na temat przedmieść, zastanawialiśmy się z moim zespołem, jak stworzyć strefę buforową wokół Warszawy, która byłaby bronią przeciw zmianom klimatu, żeby być przygotowanym na różne katastrofy. Teraz tego nie ma, bo tereny zielone się wycina, tereny zalewowe się zabudowuje. Przecież to musi się źle skończyć. Rozumiem, że właściciel mający tereny rolnicze, które może podzielić na działki budowlane i dobrze sprzedać, nie będzie zadowolony, jak nagle władze miasta mu na to nie pozwolą. Jeśli jednak w takim rejonie ma zostać zachowany charakter krajobrazu otwartego, dla dobra ogółu trzeba umieć powiedzieć „nie”. Zwłaszcza że potem ten sam właściciel będzie oczekiwał od władz miasta zapewnienia dostępu do zieleni i terenów rekreacyjnych. Podstawą jest edukacja społeczności i zbudowanie poczucia współodpowiedzialności za przestrzeń. Pokazanie, że jedynym celem nie może być zysk.

Jak tworzyć dobre plany rozwojowe miast?

– Są narzędzia, które mogą w tym pomóc. Trzeba mieć tylko wizję i przekonanie, by wypracować wspólne stanowisko. W Otwocku jest problem związany z przepływem informacji i edukacją przestrzenną. Brakuje włączania do dyskusji różnych środowisk i ekspertów. Przecież są dostępni fachowcy. Istnieją TUP i SARP, czyli stowarzyszenia zrzeszające urbanistów i architektów, istnieją też inne organizacje, są mieszkający w Otwocku dziennikarze, artyści, osoby, które chciałyby zaangażować się w utrzymanie naszej otwockiej tożsamości. Mogłyby one stworzyć organ doradczy i brać czynny udział w lokalnych przedsięwzięciach, którym patronowałby urząd. Niezwykle istotne jest zaangażowanie jak największej liczby mieszkańców, tak by pozwolić im wyrazić swoją opinię, np. podczas uczestnictwa w warsztatach. Taka partycypacja społeczna ma także ogromny walor edukacyjny.

My, jako Wydział Architektury Politechniki Warszawskiej, także jesteśmy otwarci na takie współdziałanie z miastami. Studenci chętnie angażują się we współpracę z gminami, podejmując tematy dyplomowe, opracowując projekty podczas zajęć czy uczestnicząc w warsztatach. Na uczelniach pracują specjaliści gotowi do kooperacji, powstają badania, które mogą być wsparciem dla miast. Nie tak dawno zorganizowaliśmy z gminą Wiązowna studenckie warsztaty, a ich wyniki zaprezentowaliśmy radnym. Przyglądaliśmy się problemom i atutom gminy oraz możliwościom jej rozwoju. To dobra droga i warto nią iść.

Wspólnie, w takim dużym gronie, należałoby się zastanowić, jak na przykład zagospodarować centrum Otwocka. Gdzie chcemy mieć wizytówkę miasta? Albo jeszcze lepiej – wizytówki poszczególnych dzielnic, takie centra lokalne? Obecnie centrum Otwocka na pewno nie możemy nazwać przestrzenią reprezentacyjną. Brak regulacji dla całości tego obszaru doprowadził do chaosu. Nie mówię o tzw. wielkiej dziurze, bo to już zupełna patologia. Nie mamy w zasadzie reprezentacyjnych przestrzeni publicznych z towarzyszącą im infrastrukturą usługową sprzyjającą integracji społecznej. Taką funkcję pełnią w innych miastach między innymi rynki albo starówki. Otwock tego nie ma.

Miasto jednak się zmienia. Są nowe inwestycje, tereny rekreacyjne.

– Oczywiście, wiele zmienia się na korzyść, tego nie kwestionuję. Cieszą mnie ścieżki rowerowe, skwery, zieleń i kwiaty. Bardzo dobrze oceniam rewitalizację parku miejskiego. Wiele osób narzeka na mineralną nawierzchnię alejek, bo tworzy się błoto, ale to znakomite rozwiązanie, bo mamy dobrą retencję wody i tak się teraz buduje. To lepsze niż wszechobecna betonowa kostka. Obecnie trwają prace w tzw. małpim gaju. To też cieszy. Tyle że są to dosyć spóźnione działania, inne gminy mają to dawno za sobą. Te tereny były zielone, teraz je poprawimy, zmienimy, ale ich funkcja pozostanie z grubsza ta sama. Nie powstają rzeczy nowe na taką skalę, jak byśmy chcieli.

Należy zacząć od opracowania master planu, czyli strategii rozwoju dla jakiegoś obszaru miasta, a potem konsekwentnie go realizować. Co ważne, powtarzam – te plany powinny zostać wypracowane na zasadzie dialogu społecznego, wspartego wiedzą ekspercką. Cały czas nie ma wizji nowego zagospodarowania bazarku w centrum. Można przecież rozpocząć dyskusję, która ma za zadanie oswoić społeczność z tym tematem. Zebrać interesy różnych grup i pokazać różne wizje rozwoju. To samo z „wielką dziurą”. Ciekawym rozwiązaniem są warsztaty Charette prowadzone z różnymi grupami społecznymi – to świetnie się sprawdza, zwłaszcza przy bardzo konfliktogennych miejscach, i pozwala wypracować kompromis. Dobrym sposobem na świadome kształtowanie obrazu miasta jest także organizowanie ogólnopolskich konkursów architektonicznych, które umożliwiają wybranie najlepszych rozwiązań.

Dialog i edukacja – to kluczowe elementy. I pamiętanie o strukturze urbanistycznej. Myślenie o mieście jako całości, bo w tej dziedzinie błędy pozostają z nami na bardzo długo. Zły obraz można przemalować, rzeźbę poprawić, pojedynczy dom też da się przebudować, gdy coś sknocimy. Gdy jednak bezmyślnie zabudujemy kawałek miasta, sprawa będzie na wiele lat pogrzebana.

9 komentarzy do “Jak uporządkować otwocki chaos architektoniczny?

  • 3 maja 2021 o 10:37
    Permalink

    Bardzo ciekawa rozmowa, wiele inspirujących wniosków. Niestety obawiam się, że w Otwocku w dalszym ciągu nie mamy włodarzy, którzy byliby otwarci na współpracę ze specjalistami i na odważne budowanie strategii rozwoju miasta. Obecna władza jest omnipotentna i w dalszym ciągu mocno polityczna. To niestety bardzo ograniczający zestaw cech. Zamiast konkretnej koncepcji rozwoju mamy politykę rabatkową. Oczywiście estetyczna zieleń, odnowione skwery, równe chodniki to są szalenie ważne kwestie tyle, że oprócz tego nie słychać nic na temat koniecznej w Otwocku rewitalizacji całych kwartałów czy wręcz dzielnic, nic o mądrym zagospodarowaniu przestrzennym, rozwoju komunikacji, nie mówiąc o takich „drobiazgach”, jak realna poprawa jakości powietrza. Włodarze zajęci sadzeniem tulipanów nie dostrzegają wycinanych w pień hektarów lasów ochronnych znajdujących się w granicy miasta i mających niepomiernie większy wpływ na jakość życia od tych wszystkich wypielęgnowanych zieleńców. Kibicuję Pani archiektce mając nadzieję, że może jednak władza przestanie być najmądrzejsza.

    Odpowiedz
    • 5 maja 2021 o 19:39
      Permalink

      Skąd ta wiedza, że władze miasta nie dostrzegają wycinanych w pień hektarów lasów ochronnych znajdujących się w granicy miasta i mających niepomiernie większy wpływ na jakość życia od tych wszystkich wypielęgnowanych zieleńców oraz, że władza uważa, że jest najmądrzejsza?

      Odpowiedz
  • 4 maja 2021 o 00:12
    Permalink

    Moim skromnym zdaniem „system estetyki” to czesc socjologicznego systemu (kultury).
    Czyli tego co ludzie maja w glowach. A to jak wiemy w Otwocku jest raczej mocno orientalne.

    A wiec trzeba by uporzadkowac w glowach, Robota na kilkadziesiat lat.
    A szanse na sukce tylko w optymalnych warunkach i przy pelnej swiadomosci problemów w wiekszsoci mieszkanców i decydentów. Nie, ukazem skoku cywilizacyjnego nie da sie, a debata i organizacja – osiagalny postep tylko minimalny.
    Ciezko byc optymista. Sloma, zloty zab i mudlmysiem. Do Europy daleko.

    Niemniej inicjatywe popieram. Gdzies trzeba zaczac.
    Tylko ze nie dla naszych dzieci, a dla… wnuków. Bo to tu jeszcze dluuugo potrwa.

    Odpowiedz
  • 4 maja 2021 o 00:18
    Permalink

    „W Otwocku jest problem związany z ” A jakich problemów tu nie ma ?

    Ostatnio bylem w Wielkopolsce. Jezu, jak kontrast, jaka tzw. przepasc !
    Caloksztalt, szczególy, ludzkie myslenie, dzialanie, zachowanie.

    Odpowiedz
  • 4 maja 2021 o 22:39
    Permalink

    No właśnie, do kogo jest skierowany ten Apel / Propozycja? Chyba nie do Włodarzy miasta.
    Wystarczy popatrzeć jak miasto jest rozbudowywane i jak zalewa je tandetna architektura. Nie ma w tej kwestii żadnych kryteriów i ograniczeń, deweloperzy rządzą i mają zielone światło ze strony Ratusza. Otwock mógłby być jeszcze miastem wyjątkowym, przyjaznym mieszkańcom i przyciągającym turystów. Ale teraz tożsamość Otwocka niszczona jest z premedytacją. Miasto nie remontuje zabytkowych budynków, których jest właścicielem, eksploatując je do końca. Nie stawia też takich wymogów deweloperom a mogłyby tam powstawać wspaniałe lokale mieszkalne. Priorytetem jest odlesianie i wycinanie lasów sosnowych. Co się stanie z “dobrym klimatem”? Nadleśnictwo “czuwa”, planując przebudowę sosnowego drzewostanu poprzez wprowadzenie, jako materiału odnowieniowego, gatunków liściastych w ilości 30%. Co zostało zrobione w celu poprawy jakości powietrza w mieście?
    To mieszkańcy w dużej mierze powinni decydować o tym, w jakim chcieliby żyć mieście i jak powinno ono wyglądać. Może jakaś grupa lobbystyczna?

    Odpowiedz
  • 5 maja 2021 o 08:16
    Permalink

    Drukarnia planów miejscowym pod deweloperkę, kuźnia przestępstw, miasto kiepskich naczelników wydziału Architektury i miernych projektantów. Pikutków podwarszawski.

    Odpowiedz
  • 5 maja 2021 o 17:26
    Permalink

    Ponieważ wielu osobom zależy na tym by Otwock był miastem wyjątkowym, w pełni wykorzystującym swoje atuty, prosimy Linię Otwocką o komentarz pana Prezydenta i Rady Miasta do propozycji pani Justyny Zdunek-Wielgolaskiej.

    Odpowiedz
  • 5 maja 2021 o 22:34
    Permalink

    To jest wyłacznie zdanie tej Pani . Proszę się pochwalić swoimi osìagnieciami w projektowaniu przestrzeni miejskich jak i skutecznośc ich wprowadzanie w życie . Papier wszystko przyjmie .

    Odpowiedz

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.