Chcemy być zdani na samych siebie

Błażej Cymerman (tegoroczny maturzysta), Grzegorz Kołodziejczyk i Piotr Małek, niepełnosprawni sportowcy, podopieczni fundacji Drużyna Błażeja, w sobotę, 12 czerwca wyruszą w rowerową podróż pod hasłem „Leżakiem nad morze”. Przed nimi 776 kilometrów z Zakopanego do Gdańska. „Linia Otwocka” jest patronem medialnym tego projektu

 

Takiego przedsięwzięcia do tej pory nikt w Polsce nie realizował. Trzej cykliści startują z Krupówek, przed nimi dziewięć dni w trasie, na gdańską plażę zamierzają dotrzeć 20 czerwca. Pojadą rowerami poziomymi, zwanymi leżakami, które są dostosowane dla osób niepełnosprawnych. Są one napędzane siłą rąk, a ich prowadzenie wymaga znacznie więcej wysiłku i koncentracji. Na co dzień zawodnicy trenują w klubie VeloAktiv i biorą udział w wyścigach krajowych dla osób niepełnosprawnych. Przed nimi jednak największe wyzwanie.

Kiedy narodził się ten śmiały pomysł? I w czyjej głowie?

Piotr Małek: – Grzesiek od pewnego czasu wspominał o jakiejś kilkudniowej wyprawie. Różne jednodniowe mamy za sobą, ale z gór nad morze? To musiało wejść w sferę realizacji.

Grzegorz Kołodziejczyk: – Pomysł kiełkował już od jakiegoś czasu, gdy wyświetlił mi się kiedyś tekst o wyścigu pod nazwą „Wisła 1200” ze źródeł Wisły, wzdłuż koryta rzeki, do jej ujścia. Wtedy napomknąłem Piotrkowi, że może też pojedziemy, ale tylko rekreacyjnie i trochę inną trasą, bo po wałach wiślanych na naszych „leżakach” raczej nie dalibyśmy rady, a jeśli nawet, na pewno byłoby trudno. Piotrek rzucił pomysł Tomkowi (Cymermanowi, prezesowi fundacji – przyp. red.), a on bez wahania powiedział: „Robimy to!”

Jak wyglądają przygotowania?

PM: – Przygotowania są prowadzone na różnych płaszczyznach, od samych treningów, po zakup niezbędnych rzeczy, rezerwację hoteli, umawianie spotkań z lokalnymi fundacjami tam, gdzie będziemy dojeżdżać. Taka wyprawa to logistycznie ogromne przedsięwzięcie i dużo osób jest w nie zaangażowanych.

Błażej Cymerman: – Poza tym sporo trenujemy. Jeździmy we trzech, budujemy kondycję. Ja dodatkowo trenuję boks.

GK: – Czyli krok po kroku realizujemy punkty ustalone podczas spotkań.

Czego boicie się najbardziej? To ryzykowne przedsięwzięcie?

BC: – Jest lęk przede wszystkim wobec samego dystansu, trzeba będzie wytrwać na każdym etapie.

PM: – Nie boimy się, choć zawsze jest jakieś ryzyko, zresztą tak samo jak na zwykłych treningach. Trzeba po prostu uważać.

GK: – Jak to mówią: „Jest ryzyko, jest zabawa”. Nie zastanawiam się, co może się nie udać, choć wiem, że lekko nie będzie. Wolę myśleć, jak przyjemnie będzie cieszyć oczy tymi widokami po drodze.

Jakimi drogami będziecie się poruszać? Głównymi czy pobocznymi, które są spokojniejsze, ale pewnie gorszej jakości? Robiliście rekonesans na całej trasie?

BC: – Trasa jest tak wytyczona, żeby omijać główne drogi, ale nie zawsze tak się da.

PM: – Będziemy poruszać się zwykłymi drogami, na których jest dopuszczony ruch rowerowy. Chcemy, żeby było jak najmniej tzw. krajówek, ale całkiem ich nie unikniemy, a czasami pewnie trzeba będzie przejechać jakiś odcinek drogą gruntową, co też ostatnio trenowaliśmy.

GK: – Nie robiliśmy rekonesansu, bo to ma być również fajna przygoda. My lubimy czasem zboczyć na utwardzoną polną drogę, żeby podziwiać widoki.

Co stanowi największe wyzwanie? Odcinek górski?

GK: – Trasa jest tak podzielona, że nie powinno być większych problemów z pokonaniem poszczególnych odcinków.

BC: – Jednak odcinek górski to z pewnością najtrudniejszy z etapów.

PM: – Główne wyzwanie to długi dystans i choć jest podzielony na etapy, to pewnie zmęczenie będzie narastać, ale wierzę, że damy radę.

Ile godzin dziennie będziecie „w siodle”? Zawsze gdy patrzę na wasze pozycje, wydaje mi się, że boli od nich kark i słabo widać to, co jest z przodu

PM: – Dziennie będziemy jechać co najmniej trzy godziny, a najwięcej około siedmiu. Pozycja na takim rowerze jest specyficzna, ale głowa leży na podgłówku i już po kilku dniach kark nie boli. Natomiast patrzenia trzeba się nauczyć, ale widać całkiem dobrze.

Domyślam się, że będziecie mieli zaplecze, jakiś wóz serwisowy obok?

BC: – Tata będzie naszym supportem i w razie czego będzie nam pomagał.

GK: – Bez takiego wsparcia nie dałoby się tego zorganizować.

PM: – To prawda, ale samochód nie będzie cały czas na trasie, chcemy być zdani na samych siebie. Auto każdego dnia będzie wyruszać zaraz za nami, pojedzie szybko do kolejnego etapowego miasta, aby przed naszym dojazdem wszystko było ogarnięte. Oczywiście w razie poważnych problemów, które mam nadzieję się nie pojawią, zawsze będziemy mogli wezwać wsparcie.

Macie dokładną marszrutę, ale może ją pokrzyżować choćby pogoda. Plan to uwzględnia?

PM: – Pogoda tego roku jest rzeczywiście kapryśna, ale my na czas od 12 do 20 czerwca mamy zamówione słoneczko. Jeśli popada, to trudno, już nieraz jeździliśmy w deszczu i jakoś nic się nie stało (śmiech).

BC: – Dokładnie, niczego się nie boimy.

GK: – Bo każda pogoda jest dobra na rower!

Wasz cel to dojechać nad morze, ale chyba chcecie też osiągnąć coś więcej. Coś udowodnić, prawda?

GK: – Udowodnić nie, raczej sprawdzić się, zobaczyć coś nowego i zebrać pieniądze dla podopiecznych fundacji.

BC: – Chcemy pokazać, że nawet bez nóg warto zdobywać świat.

PM: – Ta wyprawa to wielka przygoda i już nie możemy się doczekać. Równie ważne jest dla nas przesłanie, ten aspekt społeczny. Podczas całej trasy zobaczy nas bardzo dużo ludzi z różnych grup społeczny i w różnej formie fizycznej. Wiem z doświadczenia, że widok człowieka bez nóg na specjalnym rowerze, który jest napędzany siłą rąk, robi ogromne wrażenie i wyzwala bardzo pozytywne emocje. Osobom całkiem sprawnym nagle przechodzą drobne dolegliwości i problemy dnia codziennego, a niepełnosprawni chcą się aktywizować. Najlepszym przykładem na to jest Grzesio, którego trzy lata temu zabrałem na obóz dla ręcznych kolarzy i… mam teraz superkompana do treningów.

Rozmawiał Przemek Skoczek

 

Możesz pomóc

  • Niepełnosprawni sportowcy przy okazji projektu chcą zdobyć pieniądze na leczenie i rehabilitację 42 podopiecznych Fundacji #DrużynaBłażeja. Wpłat można dokonywać na indywidualny numer rachunku bankowego: Santander Bank Polska SA: 03 1090 2590 0000 0001 4736 2052. Fundacja Drużyna Błażeja, ul. Ejsmonda 48a, 05-420 Józefów, w tytule należy wpisać: „Darowizna – leżakiem nad morze”. http://www.druzynablazeja.pl

 

  • Organizacja projektu jest możliwa dzięki wsparciu finansowemu: powiatu otwockiego, miasta Otwocka i miasta Józefowa. Partner strategiczny: Polargos Group. Patronat medialny: tygodnik „Linia Otwocka”. Partnerzy: Toyota Radość, Sisu Sport, Kancelaria Prawnicza Siwek Gałczyński & Partners, Gtm Mobil VeloAktiv, Mazki Reklamy, Avocado, Ubezpieczenia iDEALER, MobilnyNet.

 

One thought on “Chcemy być zdani na samych siebie

  • 29 czerwca 2021 o 12:29
    Permalink

    Brawo Chłopaki !!! Życzę Wam z całego serca sukcesów 🙂

    Odpowiedz

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.