Artystka kulturystka

Julia Kubica jest skrzypaczką, filmowcem, scenarzystką, animatorką kultury, ale od kilku lat przede wszystkim malarką. Przyznaje, że intymny czas przy sztalugach, z muzyką w tle, odpowiada jej introwertycznej naturze i jest idealnym „lekiem na całe zło” w czasie pandemii. Artystka od pięciu lat mieszka w Józefowie

PRZEMEK SKOCZEK

Ma wszechstronne wykształcenie i bogate doświadczenia na wielu polach. Ukończyła Akademię Muzyczną w Warszawie oraz łódzką filmówkę. Była skrzypaczką warszawskiej Filharmonii Narodowej, stypendystką Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Grała z Marcinem Świetlickim i Komuną Warszawa. 17 lat temu organizowała pierwszą Noc Muzeów w Warszawie. Pisała scenariusze do seriali telewizyjnych i zarządzała domem kultury w Bieszczadach. Teraz odpowiada za promocję w Miejskim Ośrodku Kultury w Józefowie, a wolny czas najchętniej poświęca na malowanie.

Muzyka – klasyka vs. awangarda

Pierwsze – i przez długi czas najważniejsze – były skrzypce. Julia uczyła się gry od dziecka. Ukończyła Akademię Muzyczną w Warszawie w 1996 roku, potem doskonaliła grę na kursach mistrzowskich i warsztatach u słynnych profesorów i grup, takich jak: Cleveland Quartett, Michael Frischenschlager, Marina Jaszwili czy Petru Munteanu. Dużo koncertowała i dokonała licznych nagrań solowych, kameralnych i orkiestrowych.

– Współpracowałam jako muzyk orkiestrowy z Filharmonią Narodową, hamburską Philharmonie der Nationen i Międzynarodową Młodzieżową Orkiestrą Schleswig-Holstein – opowiada artystka. – W tej ostatniej poznałam dobrze tu znanego Bolka Błaszczyka, wiolonczelistę z Otwocka, bo na uczelni tylko się mijaliśmy. To dla mnie ważna znajomość, bo wtedy zaczęłam wraz z nim eksplorować nieco inne muzyczne światy. Zawsze pociągała mnie muzyka współczesna, bardziej awangardowa, ale nie wiedziałam jeszcze, jak się do tego zabrać. Na zaproszenie Bolka miałam przyjemność grać raz czy dwa w nieistniejącej już otwockiej Biuro/Galerii z Piotrem Czernym. Występowaliśmy podczas Nocy Poetów w Staromiejskim Domu Kultury. Poznałam wielu wspaniałych muzyków alternatywnych i zaczęły pojawiać się ciekawe propozycje współpracy – wspomina.

Od tego czasu skrzypaczka związała się mocniej ze sceną punkową i alternatywną. Występowała i nagrywała m.in. z Seanem Palmerem, Marcinem Świetlickim, Maćkiem Cieślakiem z zespołu Ścianka, Rafaelem Rogińskim, Patrykiem Zakrockim, Olgą Mysłowską, Maciejem Góralskim „Magurą” z Kryzysu czy Robertem Materą z Dezertera. Zaczęła tworzyć muzykę do spektakli i performance’ów. Długo współpracowała z wywodzącą się z Otwocka Komuną Warszawa. – Czasem zastanawiam się, jak ja mogłam przez lata występować na scenie, będąc totalnym introwertykiem? Teraz jestem od tego daleko, zamiast występować, słucham dużo muzyki. Przy sztalugach nadrabiam zaległości – wyznaje ze śmiechem Julia Kubica.

Film – pisanie kryminałów

Ponieważ próbowała też dziennikarstwa i ciągnęło ją do filmu, postanowiła spróbować scenopisarstwa. – Dostałam się na dwuletnie studia podyplomowe do Szkoły Filmowej w Łodzi. Teoretycznie w Łodzi, bo filia znajdowała się wtedy w Warszawie. Wadą tego było to, że nie mogliśmy zbyt dobrze zintegrować się z resztą uczelnianego środowiska, co niewątpliwie pomogłoby we współpracy przy tworzeniu filmów. Teraz wszystkie zajęcia odbywają się już w Łodzi. Mimo wszystko uważam, że to były najmilsze studia świata, bo dzień nauki rozpoczynał się od oglądania filmów (śmiech). Potem o nich dyskutowaliśmy, analizowaliśmy je. Mieliśmy zajęcia m.in. z Filipem Bajonem i Piotrem Szulkinem, bardzo interesującymi, mądrymi ludźmi – podkreśla.

Po studiach trafiła do producenta seriali telewizyjnych. Pracowała przy serialach: „Agentki”, „Na dobre i na złe”, „Powiedz tak”, ale przede wszystkim przez wiele lat była współautorką scenariusza bardzo popularnego serialu „Kryminalni”. – To była świetna praca i bardzo ciekawe doświadczenie. Głównym scenarzystą był Piotr Wereśniak, a my stanowiliśmy jego kilkuosobowy zespół. Mieliśmy fajną obsadę, w rolach trzech głównych komisarzy występowali: Magda Schejbal, Marek Włodarczyk i zaczynający wtedy swoją karierę Maciej Zakościelny. Pisanie sprawiało mi dużo przyjemności, bo sama mogłam wymyślać kryminalne historie trochę w stylu Agathy Christie. Bardzo kreatywne zajęcie – wspomina Julia Kubica. – Zawsze zależało mi na tym, by nie przedstawiać ludzi w czarno-białych barwach. Moi bohaterowie błądzili, robili złe rzeczy, krzywdzili i zabijali, ale nigdy nie byli to psychopaci, zawsze było w nich coś ludzkiego, dobrego. Wydaje mi się, że tacy byli ciekawsi – przyznaje.

Praca przy serialu trwała od 2004 do 2008 roku. Była ciekawa, ale wycieńczająca, ponieważ poza pisaniem przybywało nowych obowiązków. Julia robiła jeszcze kilka etiud dokumentalnych, ale wkrótce pracę przy filmie odłożyła na półkę.

Animatorka kultury

W tak zwanym międzyczasie Julia Kubica zajmowała się również organizacją życia kulturalnego. To ona w 2005 roku zainicjowała pierwszą warszawską Noc Muzeów. Była wtedy pracownikiem Biura Promocji Miasta Stołecznego Warszawy. Pomysł podpatrzyła w Berlinie, zachwyciła się nim i zaszczepiła na stołeczny grunt, jak się okazało, z sukcesem. W ubiegły weekend odbyła się już 17. edycja tego wydarzenia.

– Praca animatora kultury bardzo mi odpowiada. Przez trzy lata zarządzałam domem kultury w Cisnej w Bieszczadach. Udało mi się tam ożywić galerię sztuki, organizowałam koncerty, zapraszałam ciekawych artystów, stworzyłam festiwal poświęcony kobietom, które pomagały w karierze znanym mężczyznom. Była tam Zosia Komedowa, która mieszkała w późniejszych latach w Bieszczadach, Zofia Beksińska, Julia Warhola – matka Andy’ego Warhola, która żyła niegdyś kilkanaście kilometrów od Cisnej, po słowackiej stronie. Bardzo mnie ta praca wkręciła, pokochałam Bieszczady i serce mi krwawiło, gdy musiałam je opuścić z powodów rodzinnych.

Działania Julii Kubicy w Cisnej odbiły się szerokim echem. Za tę pracę była nawet nominowana w plebiscycie radiowej Trójki – Kulturysta Roku.

Malarstwo – bez ograniczeń

To właśnie w Bieszczadach zainteresowała się malarstwem. W tej dziedzinie zaczęła niemal od zera, ale w tworzenie wkłada serce i pasję. Jak chyba we wszystko, co robi. – Życie w Bieszczadach było niezwykle inspirujące. Tam niemal każdy coś tworzy, na czymś gra, maluje, rzeźbi, pisze poezję. Mieliśmy pracownię plastyczną i któregoś dnia postanowiłam pójść na te zajęcia. Wciągnęło mnie na całego. Może mam coś w genach, bo mój ojciec jest architektem, a siostra skończyła studia plastyczne – mówi.

 Malarstwa i rysunku uczyła się pod okiem Przemysława Zawadzkiego, Agnieszki Słowik-Kwiatkowskiej i Jarka Lustycha. Chętnie bierze udział w plenerach malarskich, m.in. w nadświdrzańskim Dłużewie, gdzie znajduje się Dom Plenerowy warszawskiej ASP. W swoich pracach dotyka codzienności, bo interesują ją zwykłe sytuacje i bohaterowie, ale nie tworzy wyłącznie realistycznie. W jej pracach odnajdziemy też abstrakcję i symbolizm. Sięga po różne tematy i techniki. Bez ograniczeń. W czerwcu w Bieszczadach szykuje się jej kolejna wystawa z najnowszymi pracami. Jeśli planujecie odwiedzić Cisną latem, warto ją zobaczyć.

– Nigdy nie sądziłam, że będę malować, i to jest w tym najfajniejsze. Ta dziedzina wyciszyła we mnie inne potrzeby artystycznej kreacji. Na tym się skupiam i to mnie napędza – wyznaje. Spokój potrzebny do pracy znalazła w Józefowie, gdzie zamieszkała pięć lat temu, po wyprowadzce z Bieszczadów. – Nie lubię gwaru wielkiego miasta i unikam tego, jeśli tylko mogę. To się zmienia z wiekiem. Gdy jest się młodym, wydaje się, że ominie cię wszystko, co najważniejsze, jeśli nie będziesz w centrum wydarzeń. Teraz wolę mniejsze społeczności. Dlatego wybraliśmy Józefów. Tu jest spokojnie. I mam pracę w MOK-u, która bardzo mi odpowiada. Robię to, co umiem i lubię, w otoczeniu świetnych ludzi. Myślę, że wspólnie zrobimy w Józefowie wiele ciekawych wydarzeń. Niech tylko pozwolą nam rozwinąć skrzydła! – zapowiada.

One thought on “Artystka kulturystka

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.