Trener Grzegorz Ankiewicz mówi dość!

Losy seniorskiego zespołu MKS Karczew w pierwszej lidze pewnie będą ważyć się do połowy czerwca, czyli do czasu, jaki Związek Piłki Ręcznej w Polsce wyznaczył klubom na zgłoszenie drużyny do rozgrywek. Jednak już teraz wiadomo, że bez względu na to, co się wydarzy, zespołu z Karczewa na pewno nie poprowadzi trener Grzegorz Ankiewicz

MARCIN SULIGA

Reklama

Dla szkoleniowca i twórcy sukcesów MKS Karczew Grzegorza Ankiewicza wyraźne zmniejszenie wsparcia finansowego z budżetu gminy (decyzję podjęli radni z koalicji Prawo i Sprawiedliwość oraz Wspólnoty Samorządowej) to cios wymierzony nie tylko w zespół występujący dotychczas w pierwszej lidze, lecz przede wszystkim w niego samego. Jak mówi, to wszystko po blisko 20 latach pełnej pasji, poświęcenia i wielkich sukcesów pracy na rzecz miasta. – Nie ukrywam, że to bardzo mnie dotknęło. Trudno mi to wszystko zrozumieć czy sobie wytłumaczyć, co takiego jako zespół i klub przez te wszystkie lata zrobiliśmy źle – zastanawia się Ankiewicz. – Dla mnie to ogromny cios. Czuję, że za to, co się dzieje, coraz bardziej płacę swoim zdrowiem – dodaje.

Dlaczego zatem doszło do takiej sytuacji? Dlaczego klub, który wcześniej był powodem do dumy, teraz stał się niepotrzebny? Jasna odpowiedź ze strony tych, którzy o tym zadecydowali, nie padła. Tego można się tylko domyślać. Decyzja większości karczewskich radnych zbiegła się w czasie z obywatelskim projektem przeprowadzenia referendum w sprawie wcześniejszego odwołania rady miejskiej. Jednym z jego inicjatorów był obecny prezes MKS Karczew Rafał Ziółkowski. – Wiele razy tłumaczyliśmy, że odcinamy się od tego referendum, że nie bierzemy odpowiedzialności za prywatną działalność naszego prezesa. Na żadnym meczu czy treningu nigdy nie pojawiła się u nas kwestia referendum – podkreśla trener Ankiewicz.

Jak w każdym mieście w Polsce, pieniądze otrzymywane z gminy są dla klubów dużą częścią ich budżetów. Stanowią także fundament, by zachęcić do współpracy prywatne podmioty. Teraz tych fundamentów praktycznie nie ma. – Staraliśmy się przez ten cały czas znaleźć jakieś zewnętrzne finansowanie, ale trudno zaczynać rozmowę, kiedy pojawia się pytanie, dlaczego gmina nam nie pomaga – wyjaśnia szkoleniowiec.

Szansa na przyszłoroczne występy MKS-u w pierwszej lidze zbliża się do granicy zera. Jeśli nawet  się uda, już wiadomo, że będzie to zupełnie inny MKS Karczew. – Jeszcze nie powiedziałem tego zawodniczkom, ale ta rozmowa wkrótce mnie czeka i wiem, że to będzie dla mnie bardzo trudny moment. Trudno mi będzie powiedzieć dziewczynom, z których większość znam od dziecka, że to już koniec naszej wspólnej przygody – mówi załamany szkoleniowiec. – Nawet jeśli do 15 czerwca zdarzy się jakiś cud i ktoś nam jednak pomoże, to ja już zdania nie zmienię. Odchodzę. Czuję się na tyle skrzywdzony całą sytuacją, że nie byłbym w stanie potem nadal uczestniczyć w projekcie „pierwsza liga”, jakby nic wcześniej się nie stało – dodaje Ankiewicz.

Jak przyznaje szkoleniowiec MKS-u, jeśli w najbliższych dniach znajdą się pieniądze, które pozwolą na dalsze funkcjonowanie drużyny seniorek w ramach pierwszej ligi, to zespół poprowadzi już ktoś inny. – Poszukamy nowego trenera, który będzie pasować do tego zespołu i będzie kontynuować to, co zaczęliśmy trzy sezony temu, tworząc tę drużynę – mówi trener Ankiewicz. – Myślę, że zespół zasługuje na to, by nadal grać, bo drzemie w nim potencjał. Jak ostatnio policzyłem, obecnie w składzie mamy aż 11 zawodniczek, które były lub są w kadrach narodowych. To ponad połowa naszej kadry, co chyba najlepiej świadczy o możliwościach – uważa szkoleniowiec.

Stojąca pod dużym znakiem zapytania przyszłość drużyny wpływa na same zawodniczki, ale także na inne kluby. Wiele z nich już czuje, że będzie mogła tanim kosztem wzmocnić swoje zespoły, dlatego liczne propozycje nie mogą dziwić. Cztery zawodniczki już teraz stwierdziły, że będą szukać nowego pracodawcy, inne czekają na rozwój sytuacji. – Problemem  jest to, że jeśli nie zgłosimy zespołu do rozgrywek, to mimo że nadal będziemy dysponować drużynami młodzieżowymi, będziemy traktowani jak klub, który nie istnieje. A to oznacza, że zawodniczki będą mogły odejść za darmo, a my nawet nie otrzymamy pieniędzy za ich wyszkolenie. Klub straci na tym podwójnie – podkreśla Ankiewicz.

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.