Referencje od Krychowiaka

Antek Poncyliusz to 10-latek, który od kilku lat trenuje piłkę nożną pod okiem trenera Michała Zapaśnika w Championie Otwock. Futbol jest jego wielką pasją nie tylko na boisku, lecz także poza nim, bo marzeniem Antka jest zostanie dziennikarzem sportowym. Już teraz robi świetną robotę, prowadząc na YouTubie kanał „Gramy w Piłkę

Utarło się, że każdy chłopiec w przyszłości chce być albo policjantem, albo strażakiem. A ty?

– A ja nie. Chciałbym iść w kierunku piłki nożnej i zostać albo piłkarzem, albo dziennikarzem sportowym. Na razie trudno mi powiedzieć, co jest na pierwszym miejscu. Staram się robić obie te rzeczy.

Skąd pomysł, żeby zostać dziennikarzem? To dość niecodzienne marzenie jak na 10-letniego chłopca.

– Kiedyś udało mi się razem z tatą trafić do radia Weszło.fm oraz do programu „Kanał sportowy” i bardzo mi się spodobało, jak to wszystko wygląda. Pomyślałem sobie, że może też mógłbym zajmować się czymś takim. Kocham piłkę nożną, lubię o niej rozmawiać, więc taki zawód by mi pasował.

A widzisz siebie bardziej jako dziennikarza piszącego do gazety, komentatora sportowego w telewizji czy może wolałbyś pozostać przy takiej formie, jaką teraz prowadzisz, czyli internetowego wideobloga?

– Lubię to, co teraz robię, więc mógłbym przy tym zostać, ale komentowanie wydarzeń sportowych też mi się podoba i chyba nie miałbym nic przeciwko, by spróbować w tym swoich sił.

Na razie z powodzeniem działasz jednak w internecie, prowadząc kanał „Gramy w Piłkę”. Kiedy pojawił się pomysł, żeby go założyć?

– Było to właśnie po wizycie w Weszło.fm. Powiedziałem tacie, że chciałbym czegoś takiego spróbować. Tata stwierdził, że nie ma sprawy, ale przez pierwsze pół roku robiłem wszystkie filmiki i materiały tylko dla siebie, żeby zobaczyć, jak to wygląda, co wychodzi lepiej, a co gorzej, co się sprawdza, a co nie i nad czym muszę popracować. Po tych kilku miesiącach uznaliśmy z tatą, że jest nieźle, i założyliśmy kanał na YouTubie.

Miałeś obawy, że ten projekt może się nie udać?

– Było trochę obaw. Najbardziej bałem się tego, że jak dojdzie do wywiadów z piłkarzami, coś może mi nie wyjść, coś źle powiem albo się przejęzyczę… Zwłaszcza na początku to było stresujące.

Nie bałeś się reakcji innych? Hejtu w internecie?

– Nie. Zupełnie się tym nie przejmowałem.

Twój kanał obserwuje blisko 1500 osób. To chyba niezły wynik jak na pół roku od założenia programu?

– W sumie to minęło już chyba siedem miesięcy od pierwszego odcinka, ale faktycznie jestem zaskoczony taką liczbą obserwujących mój kanał. To grono cały czas się powiększa. Wielu piłkarzy udostępnia odcinki ze swoim udziałem w mediach społecznościowych i po każdym z nich pojawiają się nowi widzowie.

Jakie komentarze pojawiają się najczęściej pod twoimi materiałami?

– Raczej pozytywne. Wiele osób pisze, że fajnie wyszło, że to był ciekawy wywiad, życzą powodzenia przy kolejnych materiałach. Dla mnie to bardzo budujące i stanowi zachętę do tworzenia kolejnych materiałów.

Na koncie masz już ponad 30 wywiadów. Jak na 10-letniego dziennikarza to świetny wynik. Przyszły pracodawca raczej nie będzie już pytał cię o doświadczenie zawodowe…

– Trochę udało się zrobić przez tych kilka miesięcy, ale to jeszcze nie koniec, bo w zanadrzu mam następne materiały, kolejni piłkarze już są umówieni na wywiady, więc nadal robię swoje.

Długo przygotowujesz się do rozmów?

– Zazwyczaj zajmuje mi to dwa-trzy dni. Oglądam mecze, w których grał dany piłkarz, co w nich osiągnął. Do tego śledzę, w jakich klubach wcześniej występował, szukam różnych wiadomości, wywiadów i artykułów na jego temat, a także jakichś ciekawostek, o które można zapytać w trakcie rozmowy.

Miałeś tremę przed pierwszym wywiadem?

– Tak, sporą. Moim pierwszym gościem był dziennikarz Marek Wawrzynowski – zresztą też rozmawialiśmy właśnie w tym miejscu, gdzie spotkaliśmy się dziś, czyli na trybunach boiska w Otwocku – i trochę się stresowałem. Po tej rozmowie doszedłem jednak do wniosku, że to nie jest takie straszne, jak mi się wcześniej wydawało, i przed kolejnymi wywiadami trema była coraz mniejsza.

Tych wywiadów masz już za sobą sporo. Twoimi rozmówcami są dziennikarze, działacze, sędziowie, ale przede wszystkim piłkarze – i to nie tylko ci z Ekstraklasy czy z niższych lig, lecz także tacy, którzy mają za sobą karierę w reprezentacji. Czy któryś z tych rozmówców jakoś cię zaskoczył, okazał się bardziej sympatyczny, niż przypuszczałeś?

– Ze wszystkimi rozmawiało mi się bardzo dobrze, ale osobami, które jak dotąd zaskoczyły mnie najbardziej, są chyba Jakub Rzeźniczak z Wisły Płock, Rafał Grodzicki z Motoru Lublin i Flavio Paixao z Lechii Gdańsk.

A Gerard Badia z Piasta Gliwice? On zawsze wydawał mi się takim graczem w Ekstraklasie, którego nie da się nie lubić.

– O tak, Gerard też był bardzo fajny. To naprawdę sympatyczny i bardzo otwarty piłkarz.

Czy był ktoś, kto odmówił ci rozmowy?

– Razem z tatą kontaktowaliśmy się z Arturem Wichniarkiem i początkowo powiedział, że nie do końca podoba mu się ten pomysł. Potem obejrzał kilka odcinków „Gramy w Piłkę”, oddzwonił i powiedział, że jednak jest chętny na wywiad. Było też kilku piłkarzy, którzy powiedzieli, że teraz nie mają czasu, ale nie mówią nie. Można więc powiedzieć, że raczej nikt ostatecznie nie odmówił. Lista kolejnych gości wciąż się powiększa.

Część wywiadów przeprowadziłeś przez internet, ale było też kilka na żywo, kiedy spotkałeś się ze swoim rozmówcą twarzą w twarz. To było dla ciebie większe wyzwanie?

– Chyba mniej stresujące są rozmowy prowadzone z domu, sprzed komputera, ale z drugiej strony nie dają one możliwości spotkania się twarzą w twarz, uściśnięcia ręki czy przybicia piątki z bohaterem wywiadu, a to też jest przecież fajna część tej pracy, że widzisz na żywo kogoś, kogo dotychczas oglądałeś tylko w telewizji.

Które z tych spotkań zapamiętałeś najbardziej?

– Chyba z Wojciechem Kowalczykiem.

Trochę mnie zaskoczyłeś, bo to raczej nie jest piłkarz twojego pokolenia. Jego grę i dokonania możecie wyszperać w zasobach internetu, a nie zobaczyć na żywo, choć to nie zmienia faktu, że to wyjątkowo barwna postać w polskim futbolu.

– Wojciech Kowalczyk zakończył karierę, zanim się urodziłem, ale internet jest pełen ciekawych informacji na jego temat, więc nie było problemu, żeby przygotować się do tej rozmowy. Bardzo fajnie mi się z nim rozmawiało.

Jak na twój kanał reagują koledzy ze szkoły? Komentują to, co robisz?

– Sporo kolegów już wie, że poza lekcjami robię jeszcze coś takiego. Zazwyczaj mówią, że przeprowadziłem fajną rozmowę, że była ciekawa… 

Nie stałeś się w szkole bardziej popularny choćby po tym, jak Grzegorz Krychowiak udostępnił

odcinek, w którym wystąpił?– Nie odczułem jakiegoś wzrostu popularności. Nadal jest tak, jak było, i mnie to odpowiada.

Powoli wkraczamy w gorący okres dla piłki nożnej. Za moment poznamy triumfatorów Ligi Europy, Ligi Mistrzów, a potem czekają nas mistrzostwa Europy. Pokusisz się o jakieś typy i ocenisz szanse reprezentacji Polski na Euro?

– Myślę, że reprezentację Polski czeka trudne zadanie. Ze Słowacją powinniśmy wygrać, ale ze Szwecją i z Hiszpanią będzie trudniej. Hiszpanie są chyba poza naszym zasięgiem i wszystko zależy od tego, jaki wynik padnie ze Szwedami. Gdyby udało się nam dojść do ćwierćfinału, jak we Francji, byłby to naprawdę niezły wynik.

A co do finałów, przede wszystkim cieszę się, że Villarreal ograł w półfinale Arsenal Londyn, bo dwa angielskie finały to byłoby za dużo. Myślę jednak, że Hiszpanie nie zdołają ograć Manchesteru United. W Lidze Mistrzów będę trzymał kciuki za Manchester City. Jestem kibicem Realu Madryt, dlatego chciałbym, żeby City wzięło na Chelsea rewanż za pokonanie Realu.

Brakuje ci w składzie reprezentacji Polski Kamila Grosickiego?

– Tak, bo bardzo go lubię, ale myślę, że trener Paulo Sousa widział, że ostatnio nie grał w lidze angielskiej, i uznał, że może nie być w odpowiedniej formie na mistrzostwa Europy.

Na szczęście mamy Roberta Lewandowskiego. Byłeś pewny, że pobije rekord strzelonych bramek w jednym sezonie Bundesligi?

– Tak, choć bardzo się denerwowałem, czy jednak mu się to uda. Ostatnie minuty Bayernu, mimo że wolę Red Bull Lipsk, były bardzo stresujące, ale najważniejsze, że „Lewy” zrobił swoje. Oby teraz był tak skuteczny w reprezentacji.

To na zakończenie zapytam, jak się czułeś po drugiej stronie? Lepiej być pytającym czy odpowiadać na pytania?

– Po jednej i drugiej stronie jest fajnie, ale po tej, po której zasiadłem dziś, trzeba na pewno więcej mówić (śmiech).

Rozmawiał Marcin Suliga

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.