Pół dnia z piłką

Teqball to bardzo młoda dyscyplina sportu, która zdobywa coraz większą popularność na świecie. Niewykluczone, że w Polsce jedną z osób, które przyczynią się do jej rozwoju, będzie ALICJA BARTNICKA. Mieszkanka Glinianki, zawodniczka Warszawskiego TEQ Club i studentka AWF trenuje ten sport od niedawna, ale już należy do krajowej czołówki

fot. archiwum Polskiej Fundacji Sportu i Kultury

Zacznijmy od tego, co działo się u ciebie po tym, jak kobieca drużyna piłkarska OKS Otwock przestała istnieć.

– Ponieważ piłka nożna zawsze była dla mnie ważna, zaczęłam szukać dla siebie nowego klubu. Trafiłam do Warszawskiej Akademii Piłkarskiej. Niestety, dość szybko przytrafiła mi się kontuzja, która wykluczyła mnie z gry. Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić, aż pojawiła się propozycja Bartłomieja Frańczuka, który zasugerował, żebym spróbowała swoich sił w teqballu. I tak już zostało.

A jak wspominasz okres gry w Otwocku?

– To były piękne czasy. To był mój pierwszy klub i pierwsze poważne mecze. Bardzo miło wspominam pracę z trener Anetą Gójską. Może czasem wyniki odbiegały od naszych oczekiwań, ale zawsze starałyśmy się wypaść jak najlepiej. Szkoda, że tak szybko to się rozpadło, bo drużyna była ze sobą naprawdę bardzo zżyta i myślę, że mogłyśmy nadal grać. Niestety, wyszło jak wyszło.

Rozdział pod tytułem „piłka na dużym boisku” uważasz za zamknięty i stawiasz już tylko na teqball czy jeszcze masz ochotę wrócić do gry i próbować łączyć jedno i drugie?

– Chciałabym jeszcze wrócić do gry na dużym boisku, ale myślę, że teraz to piłka w normalnym wydaniu byłaby dodatkiem do teqballa, a nie na odwrót. Zakochałam się w tym sporcie, to dyscyplina, w której dość szybko się odnalazłam, i teraz nie wyobrażam sobie, że miałabym z tego zrezygnować.

Miałaś już jakieś propozycje?

– Vulcan Wólka Mlądzka i trener Adrian Krogul pytali, czy nie chciałabym do nich dołączyć. Propozycja jest kusząca, bo miałabym blisko z domu, zespół się rozwija, więc na pewno to rozważę.

Jak zaczęła się twoja przygoda z teqballem? To dyscyplina, która powstała dość niedawno i w Polsce jest uprawiana dopiero od jakiegoś czasu.

– Pierwsze treningi rozpoczęłam w październiku. Bartek Frańczuk, z którym obecnie występuję w mikście, zaproponował mi wspólny trening. Trochę się obawiałam, że sobie nie poradzę, ale ostatecznie uznałam, że nic nie tracę i mogę spróbować. Poszłam, Bartek wytłumaczył mi wszystkie zasady i okazało się, że nieźle mi to wychodzi…

Jak pamiętam mecze OKS, to od początku wyróżniałaś się na boisku niezłą techniką.

– Zawsze lubiłam mieć piłkę przy nodze. Mogłam pół dnia spędzić na boisku i tylko żonglować, tak że piłka jakoś mnie słuchała, a teraz mogę to wykorzystać.

A teqball nie był dla ciebie egzotyczną dyscypliną? Znałaś ten sport wcześniej?

– Dla mnie to była kompletna nowość. Zupełnie nie wiedziałam, o co w tym chodzi, nawet nie wierzyłam, że taki sport istnieje. Musiałam sobie wpisać w wyszukiwarce internetowej hasło, żeby sprawdzić, co to jest i na czym dokładnie ten sport polega.

A więc na czym to polega? Powiedz w kilku zdaniach, czym jest teqball i jakie są podstawowe zasady.

– Można powiedzieć, że trochę przypomina tenis stołowy, ale tu gramy inną piłką, a zamiast rakiet używamy – jak w piłce – nogi, głowy, klatki piersiowej, żeby przebić piłkę na stronę przeciwnika. Stół jest podobnej wielkości jak w tenisie stołowym, ale specjalnie wyprofilowany. Po odbiciu piłki od stołu zawodnik może ją podbić maksymalnie trzy razy. Tyle że nie może tego zrobić dwa razy z rzędu tą samą częścią ciała, czyli jeśli przyjmie lewą nogą, to potem musi zagrać głową lub prawą nogą i dopiero za trzecim razem może znów zaatakować lewą nogą.

Co z kontuzjami?

– To nie jest sport kontuzjogenny i z tego powodu też przypadł mi do gustu…

Widziałem jednak twoje zdjęcia z niedawnego turnieju w Ząbkach i tam miałaś nieźle poobijane kolana…

– (śmiech) Podczas treningu podniosłam wysoko nogę i opuszczając ją, zawadziłam o stół. To się czasem zdarza, ale ogólnie ten sport jest naprawdę bardzo bezpieczny.

Mówiłaś, że w teqballu bardzo ważna jest technika i opanowanie piłki, ale istotne jest też dobre rozciągnięcie.

– To prawda. Bardzo dużo nad tym pracujemy, bo przy przyjęciu, a przede wszystkim przy ścięciu, trzeba bardzo często zadrzeć nogę wysoko do góry. Jeśli zawodnik tego nie potrafi, staje się mniej efektywny. Dobre rozciągnięcie to podstawa u zawodnika grającego w teqball.

Ty teraz więcej uwagi poświęcasz technice czy ćwiczeniom gimnastycznym?

– Myślę, że doszłam już do niezłego poziomu, jeśli chodzi o rozciągnięcie, dlatego teraz staram się więcej czasu poświęcać na udoskonalenie techniki i ćwiczenie różnego rodzaju schematów. Do tego dochodzi też trening siłowy, bo bez tego ani rusz. Teqball jest bardzo wyczerpującym i niezwykle intensywnym sportem.

Trenujesz dopiero od października, ale wygląda na to, że przebojem wdarłaś się do czołówki tej dyscypliny, bo już masz na koncie sporo sukcesów.

– W poprzednim roku wzięłam udział w pięciu turniejach i w czterech z nich w parze z Bartkiem Frańczukiem udało mi się zająć drugie miejsce. Wśród nich były też mistrzostwa Polski, tak że możemy pochwalić się srebrnym medalem. Ostatnio mieliśmy duży międzynarodowy turniej w Ząbkach, w którym udało mi się dwa razy stanąć na najniższym stopniu podium, zdobywając brąz w deblu i singlu.

Łatwiej ci się gra w singlu czy w parach, gdzie może jest nieco trudniej taktycznie, ale z drugiej strony odpowiedzialność za wynik spada na dwóch zawodników?

– Bardziej pasuje mi gra w deblu czy mikście. Przede wszystkim nie są one tak wyczerpujące jak gry singlowe. Myślę, że to wynika też z mojego mniejszego doświadczenia w grze i tego, że właśnie mogłam liczyć na drugiego zawodnika. Jednak od kiedy należę do Warszawskiego TEQ Clubu i trenujemy nawet sześć razy w tygodniu, to w singlu idzie mi coraz lepiej i być może wkrótce to będzie moja równie mocna strona. Dużo nad tym pracuję, żeby tak się stało.

Jak wygląda rywalizacja w Polsce?

– Nie mamy jeszcze ligi, bo na razie jest zbyt mało klubów, ale wielu zawodników trenuje ten sport na własną rękę i gdy dochodzi do turniejów, jest spora frekwencja. Dziewczyn na razie jest około 10, ale myślę, że ta dyscyplina będzie szybko się rozwijać i konkurencja będzie rosła. Bardzo na to liczę.

W Europie na razie prym wiodą zawodnicy i zawodniczki z Węgier, co było widać w turnieju w Ząbkach, ale to chyba nie jest zaskoczenie, bo to właśnie Madziarzy są ojcami tej dyscypliny.

– Zgadza się. Poziom ich gry jest naprawdę wysoki i przyznam, że trochę się obawiałam konfrontacji z nimi. W głowie pojawiała się myśl, że może się nie udać, ale ostatecznie potraktowałam tę rywalizację jako kolejny etap nauki i zdobywania doświadczenia. To chyba było dobre rozwiązanie i klucz do sukcesu.

Warszawski TEQ Club jest dość młody, ale widać, że działa na profesjonalnych fundamentach, które stworzyły osoby dobrze znane w świecie polskiej piłki, takie jak Jacek Bednarz czy Piotr Dziewicki.

– Klub faktycznie działa bardzo prężnie i się rozwija. Dzięki zaangażowaniu działaczy obecnie mamy do dyspozycji sześć razy w tygodniu halę w Ząbkach, gdzie spokojnie możemy doskonalić swoje umiejętności. Dodatkowo są treningi mentalne i motoryczne. Wszystko odbywa się na wysokim poziomie.

Jesteś jedną z pierwszych dziewczyn uprawiających teqball w naszym kraju i zapewne wkrótce inne zawodniczki będą porównywane do ciebie i twoich koleżanek, bo to wy przecieracie szlaki. Jakie masz marzenia związane z teqballem?

– Teraz skupiam się przede wszystkim na najbliższym turnieju i tym, aby wypaść w nim jak najlepiej. Jeśli chodzi o nieco odleglejsze marzenie, jest nim udział w mistrzostwach świata. Na pewno będę ciężko pracowała, żeby się tam znaleźć.

Rozmawiał Marcin Suliga

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.