Gdzie jedziesz?!  40. rocznica katastrofy kolejowej w Osiecku

4 czerwca 2021 roku minęło 40 lat od wypadku kolejowego w Osiecku. To trzecia największa katastrofa, do jakiej doszło na polskich torach

BARBARA MICHAŁOWSKA

 

4 czerwca 1981 roku był upalny. Benedykt Osęka zamierzał pojechać do narzeczonej. Za kilka dni miał się odbyć ich ślub. Prawdopodobnie po godz. 15 dotarł na stację kolejową. Na peron odprowadziła go mama, która pracowała w  kiosku w Osiecku, wszyscy ją znali. Mężczyzna wsiadł do pociągu relacji Skierniewice – Łuków. Gwizdek. Skład ruszył w stronę Pilawy.

Tego dnia ruch odbywał się nietypowo, bo niedaleko był prowadzony remont torów. Pociągi jeździły jednym torem. Maszynista jednak nie zauważył, że ma czerwone światło.

„Jak ten osobowy ze Skierniewic do Łukowa wyjeżdżał, to usłyszałam tylko trąbkę dyżurnego z nastawni i jego krzyki: »Gdzie jedziesz?!« Potem to on wyskoczył z nastawni i biegł za osobowym, jakby go rękami chciał zatrzymać” – opowiadała w książce Jarosława Reszki „Cześć, giniemy! Największe katastrofy w powojennej Polsce” kobieta mieszkająca w domu obok nastawni. 

Dyżurny nie zdołał zatrzymać pociągu.

– Mieszkałam wtedy na Starym Mieście, niedaleko torów. Było popołudnie, miałyśmy z mamą zaraz wychodzić na pole do naszych warzyw. Piłyśmy właśnie herbatę w domu, gdy rozległ się ogromny huk. Zupełnie nie wiedziałyśmy, co się stało – opowiada Irena Kasprzak. Gdy wydarzył się wypadek, miała siedem lat.

Po tym samym torze co skład osobowy, który chwilę wcześniej opuścił stację w Osiecku, ale w przeciwną stronę, jechał pociąg towarowy wiozący rudę. Ponieważ tory idą w tym miejscu po łuku, w wykopie, maszyniści długo się nie widzieli. Gdy dostrzegli się nawzajem, nie można już było zapobiec wypadkowi. O 15.45 doszło do zderzenia. Oba pociągi jechały wówczas z prędkością ok. 50 km/h.

– Pół godziny później byłyśmy na polu, przy wieży, tuż obok miejsca wypadku. Widziałam te zgniecione maszyny. Było zamieszanie, jeździły karetki. Potem przyjechał tata i zabrał mnie, dziecko, z tego miejsca – wspomina pani Irena.

„Ci, co ocaleli, gramolili się po nasypie do góry i uciekali przez pola w obłąkanym strachu” – wspominała w książce Jarosława Reszki kobieta, która była świadkiem katastrofy.

Wiadomo było, że ofiar jest dużo. Akcję ratunkową utrudniała burza, która rozpętała się pod wieczór.

„Brałem udział w akcji ratowniczej przy Rotundzie PKO, później przy szczątkach samolotu IŁ-62 w Warszawie, ale tak potworne widoki zobaczyłem po raz pierwszy tutaj. To przechodzi ludzkie wyobrażenia” – mówił cytowany w tej samej książce chorąży, który podczas akcji ratunkowej dowodził pododdziałem milicji.

To, że widok był straszny, potwierdzają świadkowie tamtych zdarzeń. W katastrofie zginął m.in. dziadek pani Katarzyny Czernik, Zdzisław Wyszyński. – Rodzice wspominali, że dziadka było ciężko zidentyfikować. Ciała były w okropnym stanie – mówi.

Podobno zwłoki zabrano z miejsca katastrofy w nocy. Jak wspominają mieszkańcy Osiecka, w tych działaniach uczestniczyła specjalna jednostka.

Przez kilka następnych dni za pomocą ciężkiego sprzętu usuwano resztki składów.

Oficjalnie uznano, że katastrofę spowodował samowolny wyjazd pociągu osobowego ze stacji Osieck przy semaforze wyjazdowym z sygnałem „Stój” na zajęty szlak.

W katastrofie zginęło 25 osób. Osiem zostało rannych. Nie przeżyli ani maszynista, ani kierownik pociągu. Jedną z ofiar był Benedykt Osęka z Osiecka. Miał wówczas 23 lata.

Dziś niedaleko miejsca katastrofy stoi krzyż. 4 czerwca, w 40. rocznicę tamtych wydarzeń, przedstawiciele samorządu gminy i powiatu złożyli w tym miejscu kwiaty.

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.