Dzieci chcą się bawić, a właściciel zabrania

W bloku przy ul. Maczka na Ługach jest prywatne przedszkole, a tuż obok znajduje się zacieniony, ogrodzony teren, na którym „od zawsze” był plac zabaw. Kilka lat temu został jednak zdemontowany, a przedszkolaki nie mają prawa korzystać z terenu. Dyrektor placówki przekonuje, że dla dzieci plac zabaw w tym miejscu byłby wybawieniem, szczególnie podczas upałów. Na korzystanie z niego nie zgadza się jednak OSM

BARBARA MICHAŁOWSKA

Przedszkole „Zielona Kraina” funkcjonuje w wynajętym lokalu w bloku przy ul. Maczka 2 w Karczewie. Właścicielka placówki chciałaby korzystać z przynależącego do bloku terenu, na którym kiedyś znajdował się nawet plac zabaw. Było to w czasach, gdy mieściło się tu państwowe przedszkole. Teren jest zacieniony i ogrodzony, dzięki czemu dzieciaki mogłyby bezpiecznie bawić się na świeżym powietrzu. Niestety, mimo wielu pism kierowanych do Otwockiej Spółdzielni Mieszkaniowej, poparcia pomysłu przez rodziców dzieci uczęszczających do przedszkola i żłobka oraz większości lokatorów bloku, w którym znajduje się placówka, przedszkolaki z placu korzystać nie mogą. – Teraz całymi dniami muszą siedzieć w czterech ścianach – martwi się dyrektor przedszkola Anna Semik.

„Zielona Kraina” nieraz zwracała się do OSM z prośbą o możliwość korzystania z tego terenu chociaż przez godzinę w ciągu dnia. Niestety, nie otrzymała na to zgody. OSM pisała w odpowiedzi na jedno z pism: „Ww. teren wchodzi w część nieruchomości budynkowej, w której większość mieszkań posiada tytuł odrębnej własności prawa do lokalu. Mieszkańcom tym przysługuje możliwość decydowania m.in. w sprawie przeznaczenia gruntu, na którym usytuowany jest budynek. W związku z powyższym Otwocka Spółdzielnia Mieszkaniowa, uwzględniając zdanie właścicieli ww. lokali, nie może pozytywnie rozpatrzeć Państwa prośby”.

– Niektóre mieszkania w bloku przy ul. Maczka 2 mają tytuł odrębnej własności prawa do lokalu prywatnych osób. Aby przedszkole mogło korzystać z terenu przynależącego do tej nieruchomości, muszą na to wyrazić zgodę wszyscy właściciele. A my mamy protesty jednego z nich przeciwko użytkowaniu terenu przez dzieci – mówi prezes OSM Józef Smorąg.

Chodzi o lokatorkę, która niejednokrotnie zgłaszała już skargi na to, że dzieci są głośno w przedszkolu i gdy przebywają w jego okolicy. Niestety, mimo prób nie udało się nam z nią skontaktować. „Nie rozumiem, dlaczego przez jedną osobę, która skutecznie utrudnia pracę przedszkola, nagabuje pracowników i ciągle składa skargi na placówkę, mają cierpieć dzieci, które do niej chodzą” – pisze w jednym z pism do OSM dyrektor przedszkola.

Anna Semik podkreśla, że wiosną, gdy było chłodno, dzieci korzystały z położonego niedaleko ogólnodostępnego osiedlowego placu zabaw znajdującego się między ulicami Maczka i Andersa. Jednak latem, przy temperaturach sięgających ponad 30 stopni, trudno tam wytrzymać. – Obiekt nie jest w żaden sposób zacieniony. To po prostu patelnia. Nie możemy w takim upale trzymać dzieci – mówi dyrektor przedszkola. – Kupiliśmy nawet parasole przeciwsłoneczne, żeby przedszkolaki mogły pójść na plac zabaw i nie siedziały cały czas na palącym słońcu, ale na niewiele się to zdało – mówi. Ponadto, gdy jest ciepło, na ogólnodostępnym placu zabaw pojawia się dużo dzieci z osiedla. A wtedy, ze względu na przepisy COVID-owe, przedszkolaki powinny opuścić obiekt. „Z drugiej strony zalecenia są takie, żeby jak najwięcej czasu spędzać z dziećmi na dworze. Nie jesteśmy w stanie spełnić tych wymagań, dopóki nie będziemy posiadać własnego miejsca do zabawy na świeżym powietrzu” – podkreśla dyrektor Semik w piśmie do OSM. Argumentuje także, że przedszkole było w tym miejscu przez wiele lat i kupując mieszkania, lokatorzy musieli liczyć się z tym, że bawią się na nim dzieci. Poza tym tuż obok znajduje się drugie przedszkole mające swój plac, na którym przebywają dzieci.

– Z powodu protestów tej pani wyłożyliśmy podłogi dywanami (co w pandemii nie było powszechną praktyką) i ograniczyliśmy przebywanie w naszej małej sali, która znajduje się najbliższej mieszkania tej pani – mówi Anna Semik. – Staramy się nie być uciążliwymi sąsiadami. Co jeszcze możemy zrobić? – pyta. A w piśmie do OSM przekonuje: „Czy nie byłoby sprawiedliwe, aby teraz zrobić krok w drugą stronę i pójść na ustępstwo?”

Dyrektor przedszkola przekonuje, że jest w stanie w swoim zakresie odgrodzić miejsce, gdzie będą bawiły się dzieci, wykonać furtkę tak, by przedszkolaki niemal prosto z sali mogły przejść na teren placu, a także postawić tam plastikowe zabawki mające wszystkie certyfikaty. „Na utworzeniu placu zabaw skorzystałaby również sąsiadka, która ma zastrzeżenia do placówki, gdyż dzieci, które codziennie korzystałyby z własnego placu zabaw, mniej hałasowałyby w środku budynku” – podkreśla w piśmie do OSM.

– Staramy się o udostępnienie nam tego terenu już od roku. Same zebrałyśmy podpisy pod petycją o utworzenie placu zabaw od mieszkańców bloku i rodziców dzieci uczęszczających do naszego przedszkola. Te przedszkolaki przecież w większości też mieszkają w tym i w okolicznych blokach – mówi dyrektor Semik i rozkłada ręce.

3 thoughts on “Dzieci chcą się bawić, a właściciel zabrania

  • 30 czerwca 2021 o 11:39
    Permalink

    Niestety wolnoć Tomku w swoim domku. Jeżeli teren też jest jej to tutaj nie działa prawo większości a Liberum Veto. Za to jest jedna szansa, spróbować podzielić teren i przypisać poszczególne kawałki do lokali i wystarczy wtedy nie korzystać z kawałka danej sąsiadki. Można też spróbować odkupić ten teren od mieszkańców i postawić ten plac zabaw. Pani Dyrektor zakładając prywatne przedszkole wiedziała iż nie ma ono placu zabaw i nie powinna się teraz dziwić że ktoś może mieć odmienne zdanie od niej.

    Odpowiedz
    • 30 czerwca 2021 o 16:58
      Permalink

      To każdy ze współwłaścicieli może zabronić wstępu na wspólny teren pozostałym współwłaścicielom?

      Odpowiedz
  • 1 lipca 2021 o 09:50
    Permalink

    Aspołeczna jednostka terroryzuje wszystkich?Albo należy wyodrębnić przypadającą na nią część gruntu albo nikt nie może po terenie poruszać się bo w każdym ziarnku piasku tkwi ułamkowa część właścicieli.Ona też nie może bo korzysta z cudzego.Może niech przedszkole wydzierżawi od spółdzielni część gruntu a ilość metrów gruntu ,przypadającą na lokatorkę ,wydzieli po za terenem wydzierżawionym za symboliczną złotówkę bo przecież w przedszkolu pewno są dzieci lokatorów członków spółdzielni i majá one prawo do gruntu .Wystarczy chcieć i myśleć.

    Odpowiedz

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.