Józef Cichecki (1934-2021). Sędzia jak żaden inny

W tym tygodniu dotarła do nas smutna wiadomość. Przed kilkoma dniami w wieku 86 lat zmarł Józef Cichecki, postać wyjątkowa nie tylko dla lokalnego sportu. Pan Józef był doskonale znanym na Mazowszu sędzią. Wesoły, uśmiechnięty, próbujący złagodzić wszystkie waśnie na boisku dobrym słowem, a dopiero w ostateczności kartką. W Polskim Związku Piłki Nożnej figuruje jako sędzia z największą liczbą przepracowanych meczów. 

Zawsze rowerem

Po raz pierwszy z gwizdkiem wybiegł na boisko w 1964 roku, gdy sędziował mecz Wilgi Garwolin z Cukrownią Sokołów. Od tego czasu jako arbiter wziął udział w 3411 meczach. Trzeba dodać, że na większość z nich pan Józef Cichecki dojeżdżał rowerem, który był jego nieodłącznym atrybutem. – Nie przypominam sobie osoby, która by nie lubiła Józia. Jemu nigdy uśmiech nie schodził z twarzy. Zawsze starał się powiedzieć coś zabawnego, zagaić jakąś anegdotą, których znał bardzo dużo. Był zawsze pozytywnie nastawiony do ludzi i tak też starał się prowadzić swoją przygodę z sędziowaniem – wspomina były arbiter Wit Żelazko. – Nigdy nie gonił za karierą. Choć miał świetne wyczucie na boisku, nigdy nie zależało mu na awansach. Najbardziej kochał sędziować zawody młodzieżowe. To do niego pasowało, bo wykazywał się niesamowitym zmysłem pedagogicznym – dodaje Żelazko.

Był też osobą o wielkim sercu. Po swoim 1000. meczu w Karczewie postanowił cały ryczałt sędziowski przekazać na fundację „Gloria Victis”. – To był mój mały jubileusz i chciałem go uczcić w jakiś szczególny sposób, dlatego moje skromne wynagrodzenie postanowiłem dołożyć jako cegiełkę do szczytnej idei – mówił na łamach „Przeglądu Sportowego” Józef Cichecki.

Pięć kółek i Lubański

Sport, nie tylko piłka nożna, był – jak na absolwenta Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie przystało – od zawsze jego wielką pasją. O tym, gdzie w Michalinie mieszkał pan Józef, wiedzieli wszyscy, bo skonstruowana na jego prośbę brama do posesji została ozdobiona dekoracją przedstawiającą pięć kół olimpijskich. – To było jego oczko w głowie. Kiedy wpadałem do niego, by podziękować za sędziowanie meczu, zawsze opowiadał jakąś historię o olimpiadzie i o tym, że brama powstała specjalnie na Igrzyska Olimpijskie w Montrealu – mówi były prowadzący rozgrywki OLSP Marcin Chobot.

– Uwielbiał rozmawiać o sporcie. Jego wiedza na temat różnych dyscyplin i sportowców była naprawdę ogromna. Sport nie był tylko jego hobby, on tym żył – mówi Żelazko. Najbardziej jednak kochał futbol, a jego idolem niemal od zawsze był Włodzimierz Lubański. – Uwielbiał go. Śledził każdy jego mecz czy zagranie. Wtedy nie było internetu, a on wiedział o nim praktycznie wszystko, a jak nie wiedział, to starał się dowiedzieć – mówi były sędzia z Karczewa. – Pamiętam, że jak przeniosłem się na Śląsk i miałem okazję poznać Lubańskiego, to Józio często do mnie przyjeżdżał i podpytywał, jaki on jest – dodaje z uśmiechem Żelazko.

Ojcowska piecza

Przez ostatnie lata pana Józefa można było spotkać na boiskach Otwockiej Ligi Szóstek Piłkarskich, gdzie sędziował mecze pierwszej ligi. – Kiedy przejmowałem ligę, przy okazji meczu o Puchar OLSP pojawił się mały problem z sędziami. Udało mi się złapać kontakt do pana Józefa. Przedstawiłem mu sytuację i zapytałem, czy nie chciałby nam sędziować. Zgodził się w sumie jednorazowo, a został na długo – mówi były prowadzący OLSP Marcin Chobot. – Szybko poczuł klimat ligi i błyskawicznie się w nim odnalazł. Pewnie nie będę jedyny, który to o nim powie, ale jego wyjątkowo ciepły, pełen szacunku dla innych sposób bycia błyskawicznie przypadł wszystkim do gustu – przyznaje Chobot.

Jak wielokrotnie podkreślał pan Józef Cichecki, przebywanie z młodszymi zawsze dodawało mu energii do działania. A tej mu nigdy nie brakowało. Otwartością i poczuciem humoru szybko zjednywał sobie wiele osób, przez co stał się ikoną rozgrywek. – To był sędzia nietuzinkowy. Czując narastające emocje na boisku, zawsze starał się je tonować humorem czy życzliwą uwagą, z której jasno wynikało, że dla niego najważniejsze jest poszanowanie drugiego człowieka na boisku. Myślę, że swoją osobą, swoim podejściem stwarzał wyjątkową atmosferę i nawet kiedy przytrafiały mu się błędy – do których nie bał się przyznać i za które potrafił przeprosić – przechodziło to bez większego echa – mówi Wojciech Laszuk, kapitan Michotni, najstarszego zespołu w OLSP. – Był znany z tego, że szybko przyswajał imiona zawodników. Podczas meczu nigdy jednak nie używał wobec gracza pełnego imienia, zawsze je zdrabniał. Nigdy nie powiedział „Wojtek” czy „Darek”, tylko „Wojtuś” albo „Dareczku”. To było takie ojcowskie podejście i w dużym stopniu przełamywało pewne bariery. Myślę, że jego sposób sędziowania był unikalny i trudny do podrobienia czy skopiowania – przyznaje Laszuk. 

Piłkarzyki, trampkarzyki

W 2014 roku organizatorzy rozgrywek Otwockiej Ligi Szóstek Piłkarskich uczcili Józefa Cicheckiego, organizując piłkarski turniej z okazji 50-lecia jego pracy sędziowskiej. – To była osoba, na którą zawsze można było liczyć. Jeśli powiedział, że będzie na jakimś wydarzeniu, to na nim był i nieważne, jaka była pora roku czy pogoda. On kochał to, co robił, i pewnie gdybyśmy nie szanowali jego wieku, to jeszcze do tej pory przyjeżdżałby na mecze, żeby posędziować – zauważa Piotr Bąk z zarządu OLSP. – Był naprawdę wyjątkowym człowiekiem. Pełnym radości i ciepła, otwartym na innych. Myślę, że tą pogodą ducha potrafił się dzielić i często łagodzić sporne sytuacje na boisku. Mimo że o arbitrach mówi się różne rzeczy, często mało przychylne, to o panu Józefie wszyscy wypowiadali się zawsze pozytywnie. Nie miał wrogów, cieszył się za to ogromnym szacunkiem piłkarzy, co nie wynikało wyłącznie z racji jego wieku. Po prostu był kimś, kogo nie dało się nie lubić. Jego słynne określenia: „zieloniaczki”, „czerwoniaczki”, „piłkarzyki”, „trampkarzyki” to już historia OLSP, tak jak sam pan Józef, który zapracował na miano ikony tych rozgrywek – przyznaje Piotr Bąk.

Józef Cichecki podczas turnieju z okazji 50-lecia pracy sędziowskiej.

W celu upamiętnienia pana Józefa Cicheckiego, władze ligi chcą, aby od najbliższego sezonu rozgrywki o Puchar OLSP nosiły imię legendarnego sędziego.  

Pogrzeb Józefa Cicheckiego odbył się w kościele pw. św. Jana Chrzciciela w Michalinie, a jego ciało spoczęło na cmentarzu w Józefowie.

Rodzinie i najbliższym śp. Józefa Cicheckiego składamy najszczersze wyrazy współczucia.

Marcin Suliga

 

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.