Wspólnie pokonywać przeciwności

Trener TOMASZ SOKOŁOWSKI w ubiegłym tygodniu rozpoczął pracę w Mazurze Karczew. Z byłym reprezentantem Polski i graczem warszawskiej Legii wiąże się w Karczewie spore nadzieje, tym bardziej że najbliższy sezon może być wyjątkowo trudny

Kiedy było już pewne, że trafi pan do Mazura Karczew, działacze mówili, że od dawna obserwowali pańską pracę w poprzednich klubach i byli pod wrażeniem tego, jak pan je prowadzi. Natomiast pański poprzednik Mirosław Jabłoński stwierdził, że jest pan świetnym wyborem. Chyba lepszych opinii na starcie nie można sobie wyobrazić?

– Cieszę się, że swoją dotychczasową pracą udało mi się zwrócić na siebie uwagę. Słowa trenera Jabłońskiego też bardzo doceniam, bo znamy się od kilkunastu lat, praktycznie od początku mojej przygody z Legią Warszawa…

Wasze ścieżki dość często się przecinają.

– To prawda. Niemniej Mazur jest dla mnie zupełnie nowym rozdziałem. Mam nadzieję, że drużyna nie tylko jako całość, lecz także jej poszczególne elementy, zrobi pod moją opieką postępy. To będzie dla mnie taki kapitał, z którego będę mógł się cieszyć. Liczę na to, że za tym pójdą również punkty w lidze. Mam nadzieję, że będę w stanie trafić do chłopaków, przekazać im swoją wiedzę i pomysł na zespół. Mamy co prawda krótki okres przygotowawczy, ale wierzę, że uda się nam to dopracować.

Pomysł na zespół Mazura ma pan już w głowie, czy czeka pan na pierwsze sparingi, by zobaczyć, jak dobrać styl gry do możliwości zawodników?

– Zawsze trzeba poznać zespół, dokładnie przyjrzeć się piłkarzom, których mamy już w kadrze, i tym, którzy są testowani. Poznać ich mocne i słabsze strony. Na początek mamy grę wewnętrzną, a potem kilka sparingów, w trakcie których będziemy starali się sprawdzić kilka pomysłów. Zobaczymy, jak zawodnicy na nie reagują i jak sobie z nimi radzą, a później ewentualnie można je doszlifowywać. Sparingi będą dla nas sprawdzianem, ale to liga będzie naszym weryfikatorem. Wierzę jednak, że będzie to dobrze funkcjonowało, bo chęci do pracy w drużynie są duże.

A rozmawiał pan z trenerem Jabłońskim o zawodnikach Mazura czy raczej bazował pan na wiedzy, którą zdobył podczas bezpośrednich spotkań w lidze czy w przedsezonowych sparingach Mazura z Drukarzem?

– Mam w pamięci zarówno ten ostatni mecz w lidze, jak i poprzedni.  Do tego posiadam nagrania z naszych meczów sparingowych, więc trochę informacji o zespole Mazura i poszczególnych zawodnikach już miałem. Myślę jednak, że codzienna praca z drużyną i kolejne mecze sparingowe dadzą mi najwięcej informacji.

Początek przygotowań rozpoczął się od informacji o rezygnacji z gry Mateusza Pielaka. Pod względem obycia piłkarskiego w wyższych ligach był to najbardziej doświadczony zawodnik w kadrze Mazura.

– To nie jest dobra wiadomość, ale trzeba będzie się z nią zmierzyć. Z tego, co wiem, w poprzednich sezonach Mateusz starał się godzić grę i treningi z obowiązkami zawodowymi i nie było mu łatwo, dlatego pewnie podjął taką decyzję.

Próbował pan namówić go do jej zmiany?

– To jest dorosły i świadomy facet. Myślę, że dokładnie przeanalizował to wszystko i doszedł do takiego momentu, że musiał podjąć decyzję najlepszą dla siebie i swojej rodziny. Jak sam mówił, nie była to dla niego łatwy wybór, ale niektóre rzeczy okazały się ważniejsze. Ja to rozumiem, wiem, jaka jest rzeczywistość w niższych ligach. Zawodnicy muszą być gotowi na wiele wyrzeczeń, by łączyć pracę zawodową z grą w klubie.

Długo musiał trener zastanawiać się nad propozycją Mazura, bo prowadzony przez pana Drukarz Warszawa był w tabeli minionego sezonu wyżej niż zespół z Karczewa.

– Nie było to łatwe. Przez te dwa lata pracy w Drukarzu człowiek zdążył zżyć się z tamtym miejscem, zawodnikami… Działacze Mazura bardzo zabiegali jednak o to, bym trafił do Karczewa. Spotkaliśmy się gdzieś w połowie drogi i oto od kilku dni pracuję dla Mazura. Mam nadzieję, że nie zawiodę oczekiwań.

Trafił pan do Karczewa w dość trudnym momencie dla wszystkich klubów grających w czwartej lidze. Mam na myśli zapowiadaną reorganizację rozgrywek.

– Nie wiem dokładnie, na jakim etapie są plany reorganizacji czwartej ligi, bo nie było jeszcze żadnego oficjalnego komunikatu w tej sprawie. Mimo wszystko nie możemy na to patrzeć, musimy przede wszystkim skupić się na sobie i robić swoje, by na koniec sezonu być jak najwyżej w tabeli. Razem z Drukarzem graliśmy przez te dwa sezony w różnych grupach czwartej ligi, więc mam spore rozeznanie w tym, jak wygląda poziom i rzeczywistość w tych rozgrywkach. Nie znam przyszłości, by już teraz powiedzieć, jak będziemy w niej funkcjonować, ale wierzę, że razem zrobimy wszystko, by zakończyć sezon w dobrych humorach.

Być może będzie potrzebna taka seria, jaką miał pan swego czasu w Drukarzu, gdy nie przegraliście 27 meczów z rzędu. Awansowaliście wtedy z dołu tabeli na jej szczyt. Kiedyś podobnym osiągnięciem mógł pochwalić się w Karczewie trener Mariusz Sobczyk, który do dziś jest tu postacią kultową i mimo upływu wielu lat od zakończenia jego pracy sporo nowych szkoleniowców jest do niego porównywanych.

– Wiadomo, że oczekiwania kibiców wobec nowego trenera zawsze są duże. Trzeba jednak pamiętać, że każdy zespół jest inny. Z jednym uda się zrobić świetny wynik, a z drugim jest to trudne do powtórzenia. Są inni zawodnicy, inne charaktery… Sam jestem ciekaw, jak będzie rozwijać się moja praca tutaj, jak będzie rozwijał się zespół. Staram się jednak patrzeć optymistycznie w przyszłość. Chciałbym, żebyśmy tworzyli zwartą grupę bez względu na to, co będzie się działo, a chłopcy walczyli jeden za drugiego. Jeśli będziemy skonsolidowani, możemy wspólnie pokonywać przeciwności.

Rozmawiał Marcin Suliga

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.