Agresywny owczarek zaatakował naszą Lunę

Powiat otwocki od dawna znajduje się w obszarze zagrożonym wścieklizną. W ostatnim czasie tego śmiertelnego wirusa potwierdzono nie tylko u lisów, ale także u sarny. Służby weterynaryjne podkreślają, że kwestią czasu jest potwierdzenie wścieklizny u psa lub kota. Kilka dni temu nad Świdrem doszło do niebezpiecznego incydentu. – Byliśmy nad rzeką z naszą suczką Luną, gdy w naszą stronę rzucił się duży owczarek niemiecki. Jego właściciel był pijany i nie panował nad psem, który na szczęście miał założony kaganiec. Pies jednak mnie lekko zranił i jeśli nie odnajdę właściciela owczarka to prawdopodobnie czeka mnie szczepienie przeciwko wściekliźnie – podkreśla pani Agata, która opublikowała w mediach społecznościowych komunikat dotyczący poszukiwań owczarka i jego właściciela

AGNIESZKA JASKULSKA

Kilka dni temu pani Agata z narzeczonym i suczką Luną pojechali na małą dziką plażę nad Świdrem na wysokości ul. Słonecznej w Otwocku. – Byliśmy zaskoczeni, że w niedzielę nikogo na plaży nie ma, bo najczęściej jest tu sporo plażowiczów – podkreśla w rozmowie z „Linią” pani Agata. – Bawiliśmy się z Luną w płytkiej wodzie, kiedy w oddali zauważyliśmy około 60-letniego mężczyznę z dużym owczarkiem niemieckim. Mężczyzna przewrócił się, bo był pijany. Z ręki wypadła mu smycz i jego pies ruszył biegiem w naszą stronę – wspomina z trwogą pani Agata. I dodaje, że na szczęście owczarek miał kaganiec. – Mimo to próbował atakować moją suczkę, którą razem z narzeczonym broniłam. Próbowaliśmy zapanować nad sytuacją. Krzyczałam do właściciela owczarka, aby zabrał psa. Mężczyzna był tak pijany, że przewrócił się w wodzie, ale w ostateczności zabrał czworonoga i od razu odszedł z plaży zanim zdążyliśmy o cokolwiek zapytać – tłumaczy pani Agata. I dodaje: – Byliśmy tak zestresowani i zszokowani całą sytuacją, że w pierwszej chwili skupiliśmy się na tym, czy Luna nie doznała jakiś obrażeń. Dopiero po chwili okazało się, że to ja mam siniaki i drobne zadrapania. Przestraszyliśmy się, bo w powiecie otwockim rozprzestrzenia się wścieklizna, a właściciel owczarka nawet nie wspomniał, czy pies był szczepiony przeciwko wściekliźnie, tylko znikł z plaży. Bałam się o swoje zdrowie i życie – mówi kobieta. I dodaje, że od razu skontaktowała się ze Szpitalem Zakaźnym w Warszawie. – Lekarz zasugerował, że zanim skieruje mnie na szczepienie przeciwko wściekliźnie to powinnam spróbować odnaleźć właściciela owczarka, aby sprawdzić czy pies był zaszczepiony. Dlatego z narzeczonym opublikowaliśmy w mediach społecznościowych komunikat o tym, że poszukujemy tego człowieka. Dzięki pomocy internautów udało się zlokalizować okolicę, gdzie ten pan mieszka – wyjaśnia pani Agata. I dodaje, że w najbliższych dniach okaże się, czy będzie musiała poddać się szczepieniu przeciwko wściekliźnie czy nie.

Większość przypadków wścieklizny na Mazowszu jest w powiecie otwockim

Jak podkreśla Grzegorz Kurkowski, powiatowy lekarz weterynarii w Otwocku nie każda drobna rana czy zadrapanie może być zaleceniem do zaszczepienia się przeciwko wściekliźnie. – Jednak trzeba pamiętać, że jest to śmiertelny wirus. Kiedy wystąpią objawy nie ma ratunku. Wścieklizna zabija w okrutny sposób przez długi czas. Dlatego ludzie powinni zachować wyjątkowe środki ostrożności, a przede wszystkim zaszczepić psy i koty przeciwko wściekliźnie. Przypominam, że to jest obowiązkowe szczepienie – zaznacza powiatowy lekarz weterynarii Grzegorz Kurkowski. I podkreśla, że wirus wścieklizny zbiera śmiertelne żniwo i szybko się rozprzestrzenia – o tym „Linia” informowała wiele razy. – Od początku roku na Mazowszu potwierdzono 38 przypadków chorych zwierząt, z czego aż 22 przypadki wścieklizny potwierdzono w powiecie otwockim – podkreśla Grzegorz Kurkowski. I dodaje, że obecnie dwa przypadki są badane w laboratorium, a od początku roku aż 80 padłych zwierząt było sprawdzanych pod kątem wścieklizny. – Dotychczas nie potwierdzono w powiecie otwockim żadnego przypadku tego wirusa u psa lub kota. To jednak tylko kwestia czasu – mówi wprost powiatowy lekarz weterynarii. – Niedawno mieliśmy podejrzenie wścieklizny u bezdomnego kota, który wykazywał wiele objawów zarażenia się tym wirusem. Zwierzę poddano eutanazji. Okazało się, że zwierzę nie zaraziło się wścieklizną, ale chorowało na inną ciężką śmiertelną chorobę. Agresywne zachowanie kota było wynikiem dużego cierpienia – tłumaczy Kurkowski. W Radomiu służby weterynaryjne potwierdziły wściekliznę u dwóch kotów. – Ten wirus atakuje nie tylko lisy. W powiecie otwockim potwierdziliśmy przypadki wścieklizny m.in. u sarny, ale też u innych mniejszych zwierząt np. u borsuków – podkreśla powiatowy lekarz weterynarii. I tłumaczy, że wirusem może zarazić się także kuna czy tchórz, których jest dużo w miastach i na wsiach. – Najwięcej przypadków wirusa potwierdziliśmy w Otwocku i Józefowie, a także pomiędzy Otwockiem a Celestynowem. Zarażone zwierzę nie boi się człowieka, jest zdezorientowane i atakuje wszystko co się rusza – wyjaśnia Grzegorz Kurkowski.

Służby weterynaryjne łapią zarażone zwierzęta

Powiatowy Inspektorat Weterynarii w Otwocku stara się walczyć z rozprzestrzeniającym się wirusem. W marcu i kwietniu szczepionki przeciwko wściekliźnie były „ręcznie” roznoszone m.in. w gm. Wiązowna, a także zrzucane z samolotów. Jednak nie jest to możliwe w miastach. Dlatego w obszarach zabudowanych ludzie muszą zachować nadzwyczajne środki ostrożności i zgłaszać służbom weterynaryjnym każde niepokojące zachowanie zwierząt. – Jeśli właściciel psa wie, że jego pupil zaatakował inne zwierzę lub człowieka od razu powinien się do nas zgłosić. Obserwacja zwierzęcia jest bezpłatna. Chodzi o to, aby właściciel zadbał o swoje i swoich bliskich bezpieczeństwo i był odpowiedzialnym opiekunem zwierzęcia – tłumaczy powiatowy lekarz weterynarii. I dodaje, że służby weterynaryjne starają się zwalczać wściekliznę w powiecie otwockim nawet po godzinach pracy. – Sprawdzamy każdy sygnał od mieszkańców, którzy zgłaszają nam miejsca, gdzie widziano chore zwierzę. Osoby z którymi współpracujemy weryfikują każde miejsce nawet w nocy, mimo, że nie otrzymują za to żadnego wynagrodzenia. To jest naszą misją społeczną, bo nie możemy dopuścić do tego, aby wścieklizna pojawiła się wśród domowych zwierząt lub u ludzi. To jest naprawdę poważna sytuacja, mimo, że wiele osób ją bagatelizuje – podkreśla Grzegorz Kurkowski. I dodaje: – Ostatnio interweniowaliśmy m.in. w Soplicowie i w okolicach ul. Chrobrego w Otwocku, gdzie znaleziono kilka żywych i chorych lisów. Udało się je złapać. Po eutanazji badania u wszystkich zwierząt potwierdziły, że były zarażone wścieklizną – zaznacza powiatowy lekarz weterynarii. I podkreśla, że osoby, które zajmują się łapaniem chorych zwierząt są nie tylko doświadczone, ale także odważne. – Oni ryzykują swoim życiem. Złapanie chorego zwierzęcia jest trudne z uwagi na to, że zwierzę jest agresywne i ma nieprzewidywalne zachowania. Do tego pracują za darmo. Dzięki tym osobom udało się zmniejszyć ilość kolejnych przypadków wścieklizny, ale sytuacja w powiecie otwockim nadal jest bardzo poważna – tłumaczy Grzegorz Kurkowski powiatowy lekarz weterynarii.

 

Służby apelują

  • Właściciele psów i kotów powinni szczepić czworonogi przeciwko wściekliźnie. Na obszarze zagrożonym wirusem obowiązuje m.in. nakaz trzymania psów na smyczy, a kotów w zamknięciu.
  • Jeśli zauważymy zwierzę, które zachowuje się podejrzanie, od razu powinniśmy to zgłosić do Powiatowego Inspektoratu Weterynarii przy ul. Andriollego 80 w Otwocku (tel. 779 25 26, pon.-pt. w godz. 8-16).

One thought on “Agresywny owczarek zaatakował naszą Lunę

  • 2 sierpnia 2021 o 23:17
    Permalink

    Przeciez Swider to miejsce na wczasy dla patologii. Nie raz widze Sebiksow z pitbullami a alkohol leje sie strumieniami. Kwestia czasu az dojdzie do tragedii. Policji brak wiec hulaj dusza…

    Odpowiedz

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.