Porwali Anetę z domu w środku nocy

Aneta Dymiszkiewicz, matka trzech małych synków, miała 24 lata, gdy jesienią 1995 roku w nocy została niemal siłą wyciągnięta przez przyjaciółkę z domu w Pogorzeli i na oczach męża wciągnięta przez kilku jej znajomych do samochodu. Ostatni raz była widziana o świcie na warszawskim Bródnie. Od tamtego czasu ślad po niej zaginął. Rodzina kobiety podejrzewa, że została zamordowana, ale dotychczas nie znaleziono ciała Anety. Nie pomógł ani pies tropiący, ani różdżkarz. Ta sprawa od 26 lat spędza sen z powiek otwockim kryminalnym, którzy teraz wracają do śledztwa. Policjanci mają nadzieję, że nowe metody badawcze pozwolą im rozwiązać zagadkę tajemniczego zniknięcia Anety

AGNIESZKA JASKULSKA

W nocy z 28 na 29 października 1995 roku Aneta Dymiszkiewicz już spała, gdy do domu jej rodziny w Pogorzeli przyjechała samochodem jej przyjaciółka Monika S. z konkubentem i kolegami. – Obudzili ich, wywabili Anetę na podwórko, po czym na oczach męża wciągnęli ją do samochodu. Odjechali. Od tego czasu ślad po mojej córce zaginął – mówiła dwa lata po tych tragicznych zdarzeniach Irena O., mama Anety, w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”. Zaginięcie 24-latki zgłosili jej mąż i matka, która próbowała odnaleźć córkę także na własną rękę, ale wszystkie tropy prowadziły w ślepy zaułek. Irena O. od początku przekonywała śledczych, że jej córkę porwała i skrzywdziła przyjaciółka, Monika S., którą potem media nazwały „królową zbrodni”.

Co stało się z Anetą?

Głośną sprawę porwania i zaginięcia Anety Dymiszkiewicz, która odbiła się szerokim echem w mediach, pamięta prokurator Jacek Gałązka, który w latach 90. pracował w Prokuraturze Rejonowej w Otwocku (potem był prokuratorem rejonowym). – Ostatni raz 24-letnia kobieta była widziana około godz. 4 na warszawskim Bródnie – mówi w rozmowie z „Linią” prokurator Gałązka. – Od początku było wiadomo, że Aneta D. dobrze znała sprawców, którzy pod koniec października siłą i ze szczególnym udręczeniem uprowadzili ją z domu. W tej sprawie przesłuchano nie tylko podejrzanych, lecz także dużą liczbę świadków – podkreśla prokurator Gałązka.

W sprawie przesłuchano przyjaciółkę Anety, Monikę S., ale ta wykręciła się opowieścią, że odwiozła Anetę do matki. – Śledczy weryfikowali każdy szczegół w śledztwie, biorąc pod uwagę różne scenariusze, także ten najgorszy. Śledczy nie wykluczali, że 24-latka mogła paść ofiarą zbrodni. Prokuratura dążyła do tego, aby ustalić sprawców i oskarżyć ich o zabójstwo Anety D. Jednak mimo poszukiwań ciała kobiety do dziś nie odnaleziono, nie udało się też ustalić, co dokładnie stało się z 24-latką – przyznaje w rozmowie z „Linią” prokurator Jacek Gałązka.

Matka Anety Dymiszkiewicz od początku była przekonana, że to Monika S. z konkubentem i znajomymi porwali i skrzywdzili jej córkę, ale wtedy nie było na to dowodów, więc sprawa utknęła w mar-twym punkcie…

Przyjaciółka skazana za porwanie

Kilkanaście miesięcy po porwaniu Anety okrutnie zamordowano Tomka Jaworskiego, który w czerwcu 1997 roku świętował ze znajomymi zdanie matury. Wtedy napadli na nich bandyci, wśród których była Monika S., dawna przyjaciółka Anety Dymiszkiewicz. Monika S. i jej kompani uprowadzili Tomka i przez wiele godzin torturowali – na głowie chłopaka oprawcy złamali kij bejsbolowy, klapą od bagażnika przytrzasnęli mu głowę. Zakrwawionego zawlekli do mieszkania na warszawskim Bródnie. Przywiązali go przedłużaczem do kaloryfera i nadal bili. Jak później ustalili śledczy, Monika S., która była hersztem bandy, wydała rozkaz, by jeden z kompanów zabił Tomka. Jego zwłoki oblano benzyną i podpalono, a potem zakopano.

Ciało chłopaka odnaleziono prawdopodobnie dzięki mamie Anety, która po tym, jak dowiedziała się, że w zabójstwo maturzysty jest zamieszana dawna przyjaciółka jej córki, pojechała na warszawski Żoliborz, gdzie policjanci prowadzili dochodzenie w sprawie. Pani Irena powiedziała śledczym, że Monika S. wcześniej uprowadziła i na pewno zamordowała jej córkę. Wtedy Warszawa przejęła od otwockiej prokuratury sprawę zaginionej Anety Dymiszkiewicz. Okazało się, że podejrzani o zabójstwo Tomka Jaworskiego zaczęli sypać i wskazali miejsce, gdzie zakopali jego zwłoki. Wyrok na Monikę S. i jej wspólników zapadł w listopadzie 1998 roku. Monika S. – którą media okrzyknęły „królową zbrodni” – za zabójstwo Tomka Jaworskiego została skazana na dożywocie.

Po zabójstwie chłopaka kryminalni wrócili do sprawy porwania i zaginięcia młodej matki z Pogorzeli. Podczas śledztwa w sprawie śmierci maturzysty współoskarżeni wyjawili, że to Monika S. i jej konkubent stoją także za zabójstwem Anety. Akt oskarżenia trafił do sądu w 2001 roku i dotyczył jedynie uprowadzenia, ponieważ nie znaleziono ciała kobiety. Monika S. została skazana po raz drugi, tym razem za porwanie swojej przyjaciółki sprzed lat Anety Dymiszkiewicz. Ofiary nie odnaleziono, dlatego Sąd Rejonowy w Otwocku skazał „królową zbrodni” i jej konkubenta Grzegorza Ł. na dwa lata więzienia za porwanie. Podczas ogłaszania wyroku na sali była matka Anety Dymiszkiewicz, która głośno rozpaczała, bo zabrakło dowodów na to, że Monika S. stoi za śmiercią jej córki.

Nowe metody pozwolą odkryć prawdę?

Teraz, po 26 latach od zaginięcia matki trzech synów z Pogorzeli, otwoccy kryminalni i Archiwum X wracają do sprawy. – Od tamtego czasu minęło wiele lat, ale nadal szukamy świadków, którzy pomogą nam wyjaśnić zagadkę tajemniczego zaginięcia 24-latki – podkreśla mł. asp. Paulina Harabin, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Ot-wocku. I dodaje, że pojawiły się nowe metody badawcze, dlatego policja wraca do sprawy.

 

Apel otwockich policjantów

Policja prosi o pomoc i kontakt osoby, które mogą mieć jakiekolwiek informacje na temat miejsca pobytu Anety Dymiszkiewicz lub miejsca pochowania jej szczątków. Informacje na ten temat można przekazywać mailowo na adres: oficer.prasowy.otwock@ksp.policja.gov.pl lub pod numerami telefonów: 47 72 41 236, 47 72 41 272 lub 47 72 41 271.

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.