Gdzie otwockich lasów kraniec, tam młodzieży polskiej szaniec

Od września 1941 roku w Otwocku w willi „Capri” przy ul. Lelewela 5 działał internat, w którym w czasie wojny mieszkało ok. 150 chłopców – sierot wojennych z Warszawy. Wkrótce ich opiekunowie zaczęli werbować chłopców do służby w Szarych Szeregach i przygotowywać ich do walki w powstaniu.

BARBARA MICHAŁOWSKA

Tworzyliśmy w warunkach okupacyjnych, konspiracyjnych normalne życie” – wspominał Janusz Komorowski „Antek” przebywający w tym czasie w internacie. Młodsze dzieci uczyły się w Otwocku, młodzież pobierała naukę i pracowała w Warszawie. Kadrę internatu stanowili instruktorzy harcerscy. „Wychowawcza metoda harcerska dawała młodym ciepło i życzliwość, umożliwiając równocześnie utrzymanie wychowanków w karności i posłuszeństwie” – napisali Beata Chomicz
i Kazimierz Przybyszewski we wspomnieniu o kierowniku internatu Jerzym Gołońskim „Długim”. Wkrótce potem ks. Jan Raczkowski, wikary z parafii
św. Wincentego à Paulo, zaczął formować tu i szkolić kadry Szarych Szeregów. Powstał harcerski Rój – Proporzec „Sosny”. Jego komendantem został właśnie hm. Jerzy Gołoński „Długi”.

Zawiszacy z Harcerskiej Poczty Polowej podczas powstania warszawskiego

W lutym 1942 roku kierownik internatu „Długi” wtajemniczył kilku chłopców w plan utworzenia w internacie konspiracyjnej drużyny harcerskiej. „Chłopcy dobrali sobie po czterech-pięciu zaufanych kolegów, tworząc zastępy. „Długi” poddał ich próbie przydatności. Tak powstała pierwsza w Szarych Szeregach drużyna „Zawiszaków” podległa AK” – pisano we wspomnieniu o Gołońskim. Zajęcia odbywały się najczęściej w internacie lub w lesie. 3 maja 1942 r. na nocnej zbiórce 17 harcerzy złożyło przyrzeczenie, po którym stali się żołnierzami podziemia.

Jak wspominał Janusz Komorowski, rój realizował program „Dziś – Jutro – Pojutrze”. „Dziś” – mały sabotaż. „Jutro” – szkolenie wojskowe i przygotowanie do powstania. „Pojutrze” – nauka oraz przygotowanie do pracy w wolnej Polsce.

Przeprowadzano szkolenie wojskowe dla otwockich „Bojowych Szkół” i drużyny „Zawiszy”. Obejmowało ono m.in. musztrę, okopywanie się, rzut granatem, rozkładanie i składanie zamka karabinu mauser. Obeznania z bronią uczyły się także dziewczęta. Ekwipunek oraz sprzęt wojskowy dla siebie i na potrzeby oddziałów AK „zawiszacy” mieli zdobywać i kompletować sami.

Jak przekonywał Janusz Komorowski, w internacie łatwo było zintegrować i zorganizować młodzież, a także uczyć patriotyzmu polskiego. „Byliśmy skoszarowani normalnie tak jak wojsko. Musztra u nas była wojskowa. Jak szliśmy przez miasto do kościoła, to każdy miał różne buty, ale to tak jak wojsko by szło”. Mówił też, że wszyscy byli pełni zapału, a także wychowani tak, że cechowały ich odwaga i koleżeństwo. Ponadto byli przez instruktorów starannie badani w czasie rozmów pod względem przydatności dla konspiracji.

Janusz Komorowski wspominał, że harcerze otrzymywali rozmaite zadania. Chłopcy z internatu np. robili obstawę wokół budynku przy ul. Warszawskiej, w którym mieściła się tajna drukarnia. Rozprowadzali też wyprodukowane tam druki do punktów kontrolnych. Harcerze z Lelewela 5 uczestniczyli także w Oddziale Specjalnym zajmującym się rozprowadzaniem „Biuletynu Informacyjnego”. Jeździli także na akcje do Warszawy. „Pamiętam, że między innymi na ul. Wilczej wybijaliśmy w piwnicach otwory. Początkowo to było pomyślane, żeby ludzie, którzy chcą uciekać w czasie łapanki, mogli właśnie przemieszczać się z budynku do budynku. (…). Ale później jak się okazało, to było kapitalne dla działalności powstańczej. Znakomicie były wykorzystywane te otwory, żeby swobodnie można było przemieszczać się z budynku do budynku podziemiem”. Chłopcy przewozili też materiały propagandowe, malowali napisy. się Jeździliśmy z Otwocka tak zwaną ciuchcią karczewską, bo nią było bezpieczniej przewozić”.

Harcerze zajmowali się też pisaniem na murach i chodnikach w Otwocku, Warszawie i innych miejscowościach haseł patriotycznych, np. „Polska Zwycięży”, „Alles kaput”, „Wawer pomścimy”. Malowano też znaki Polski Walczącej i przyklejano w widocznym miejscu ulotki o charakterze patriotycznym.

Otwock był bazą szkoleniową. W tutejszych lasach można było względnie swobodnie przeprowadzać ćwiczenia, uczyć się zakazanych konspiracyjnych piosenek. „Jako ciekawostkę mogę podać, że druh Jerzy Dargiel, pseudonim „Henryk”, znany poeta i kompozytor, instruktor harcerski, jak tylko skomponował jakiś utwór, śpiewaliśmy tę pieśń w Otwocku. Czyli stanowiliśmy bazę doświadczalną dla wykonania tych właśnie piosenek i stamtąd to rozchodziło się w Polskę”. Śpiewano na przykład: „Więc kierunek Otwock, naprzód. Raźnym krokiem oddział marsz. Tam w otwockim internacie, serc życzliwych znajdziesz moc. Gdzie otwockich lasów kraniec, tam młodzieży polskiej szaniec”.

Do internatu przyjeżdżały grupy młodzieży harcerstwa konspiracyjnego z Warszawy i całego Mazowsza, bo tu można było swobodnie ćwiczyć. „Nasi chłopcy ustawiali czujki i obserwowaliśmy teren, czy jest spokojnie, czy niespokojnie, czy nie ma zagrożenia…” – wspominał „Antek”. W Otwocku szkoliły się też oddziały Armii Krajowej. „Jak było nabożeństwo w kościele świętego Wincentego à Paulo w Otwocku, które celebrował ksiądz kapelan Jan Raczkowski – on był harcmistrzem, to wyraźnie było widać, jak wychylała się broń spod płaszczy AK-owców. Te przemówienia, te homilie księdza Raczkowskiego były takie porywające, głęboko patriotyczne, że człowiek cały czas miał łzy w oczach, bo tak potrafił ująć i tak potrafił pięknie dodawać ducha do przetrwania, że do tej pory jak człowiek sobie wspomni, to łezka mu się w oku zakręci” – wspominał Janusz Komorowski.

W internacie schronienie znajdowała także młodzież żydowska. Uratowano tu wielu chłopców pochodzenia żydowskiego. Dawano im nowe, aryjskie dokumenty. Przekazywano ich w bezpieczne, jak na owe czasy, miejsca, m.in. do sióstr zakonnych w Otwocku.
„Przed okresem powstaniowym działalność nasiliła się na tyle, że już byliśmy przeszkoleni, zapoznawaliśmy się z działaniem broni. Już było po prostu to pełne przeszkolenie tak zwanego pojedynczego strzelca, że każdy już musiał umieć obchodzić się z bronią palną” – wspominał „Antek” i mówił, że zorganizowano punkty strzelnicze, nasiliły się też działania konspiracyjne i sabotażowe. Obserwowano ruch pociągów.

Przed powstaniem do Otwocka zaczęli masowo napływać żołnierze XXVII Dywizji Wołyńskiej Armii Krajowej. „Pomagaliśmy tych żołnierzy rozprowadzić na kwatery. Przyjęcie tych >>rozbitków<< było tak znakomicie zorganizowane, że dla każdego była jakaś kwatera w różnych domach prywatnych”. „Antek” wspominał, że ludzie byli wówczas bardzo uczynni, bardzo chętni i życzliwi. „Chyba że to był folksdojcz jakiś albo jakiś wyrzutek społeczeństwa, który odmawiał jakiejś pomocy”. I dodawał: „Na dwa dni przed powstaniem dostałem od komendanta polecenie, a dopiero później dowiedziałem się, że to są oficerowie XXVII Dywizji Wołyńskiej Armii Krajowej i żebym przyjechał z nimi do Warszawy. Przyjechałem z nimi i już zostałem w Warszawie”.

Z kolei dzień przed wybuchem powstania, 31 lipca 1944 r. Otwock został zajęty przez wojska radzieckie. 

***
Pisząc tekst korzystałam ze wspomnień Janusza Komorowskiego „Antka” spisanych w ramach „Archiwum Historii Mówionej”, wspomnień „Antka” opublikowanych
w „Gazecie Otwockiej” oraz wspomnieniu o Jerzym Gołońskim autorstwa Beaty Chomicz i Kazimierza Przybyszewskiego.

7 thoughts on “Gdzie otwockich lasów kraniec, tam młodzieży polskiej szaniec

  • 19 sierpnia 2021 o 14:58
    Permalink

    Bardzo ciekawe.
    Przypomnę szanownej redakcji, że dziś przypada 79 rocznica zagłady getta w Otwocku. W Linii na ten temat ani słowa. Wstyd.

    Odpowiedz
  • 19 sierpnia 2021 o 16:22
    Permalink

    „że ludzie byli wówczas bardzo uczynni, bardzo chętni i życzliwi. „Chyba że to był folksdojcz jakiś albo jakiś wyrzutek społeczeństwa, który odmawiał jakiejś pomocy”.” Aha, wszyscy aktywnie, dobrowolnie, bez oporów, zmartwien i watpliwosci, no i jakiejkolwiek krytyki. Legendomania, mitologizacja i simplifikacja. Ja nie wierze w komiksy. Bo znam i historie i tzw.zycie.

    Bo kto nie chcial, ten folksdojcz (a „niedobry folksdojcz” to ten, kto nie z nami), aha.

    Juz sama logika tego zdania tu szwankuje: folksdojcze w tym kontekscie nie mogli sie okazac niezyczliwymi i nieuczynnymi, bo ich napewno o to nie proszono/pytano – no bo przeciez by zdradzili.

    Odpowiedz
  • 19 sierpnia 2021 o 16:26
    Permalink

    Napiszcie prosze, jak Powstanie sie zaczelo, w Warszawie. Smiercia ok. 200 mlodocianych harcerzyków (na zbiórce wczesnym ranem na podwórku szkolnym – Niemcy sie dowiedzieli i bum! z grubej rury, dokladnie przez brame. Góry spalonego miesa i wyjacy z bólu rannni.)

    Jaki inny naród jeszcze „ofiaruje” swoje dzieci ??

    Odpowiedz
  • 19 sierpnia 2021 o 20:20
    Permalink

    Same lewactwo w komentarzach. Leczą kompleksy w artykule o młodzieży. Tatuś pewnie niedorajda.

    Odpowiedz
    • 21 sierpnia 2021 o 23:31
      Permalink

      To jest artykul o historii, prawdziwej, krwawej historii. I czy kazdy „rys na lakierze” tej Twojej „zikonizowanej”, wybiórczej, bezkrytycznej, naiwnej, pólslepej historiografii romantyczno-martyriologicznej (tu: zabawa w Indian) to juz zaraz musi byc jakisj „lewactwo” ? A moze to po prostu ktos, kto ma w rodzinnym albumie zdjecia az kilku takich dzieciaków, „poleglych” w tych „harcach” ? Bez sensu. Zarówno to wtedy, jak i Twój niemadry wpis.

      Odpowiedz
    • 22 sierpnia 2021 o 11:32
      Permalink

      „lewactwo”, „leczą kompleksy”, „tatuś pewnie niedorajda” A sam zdrowy, naprawdę ?

      Odpowiedz

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.