Uczeń na medal

Olimpijskie złoto w Otwocku! Co prawda nie z olimpiady w Tokio, ale z nie tak daleko położonej stolicy Łotwy – Rygi. Właśnie po taki laur i tytuł Best in Economics sięgnął niedawno 17-letni Szymon Florek, członek reprezentacji Polski na International Economics Olympiad. Jednak to dopiero początek jego przygód na międzynarodowej arenie. We wrześniu nastolatek, szczęśliwy stypendysta Towarzystwa Szkół Zjednoczonego Świata, przeprowadza się do Wielkiej Brytanii, gdzie będzie kontynuował naukę w szkole średniej.

MARCIN SULIGA

Podczas gdy większość osób przez ostatnie tygodnie emocjonowała się igrzyskami w Tokio, w jednym z domów w Otwocku uwaga koncentrowała się na zupełnie innej olimpiadzie. Praktycznie w tym samym czasie na Łotwie odbywała się międzynarodowa olimpiada ekonomiczna. W konkursie organizowanym przez Uniwersytet HSE w Moskwie wzięły udział 44 reprezentacje z różnych zakątków świata. Wśród nich była także pięcioosobowa drużyna z Polski, której członkiem był mieszkający w Otwocku 17-letni Szymon Florek, dotychczas uczeń VIII Liceum Ogólnokształcącego im. Władysława IV w Warszawie.

Stopnie do celu

Żeby dostać się do reprezentacji, młody otwocczanin musiał najpierw osiągnąć wysoki wynik w krajowych eliminacjach – Olimpiadzie Wiedzy Ekonomicznej. Uczeń warszawskiego liceum spisał się rewelacyjnie, uzyskując taki sam wynik jak zwyciężczyni Kinga Gruszka z Torunia. W takiej sytuacji o zwycięstwie musiała zadecydować punktacja z testu. Tu o punkt lepsza okazała się reprezentantka z miasta Kopernika. Oboje mieli jednak zapewniony udział w International Economics Olympiad. – Można powiedzieć, że był remis – mówi z uśmiechem Szymon.

– Dla mnie jednak najważniejsze było to, że otrzymałem szansę wzięcia udziału w międzynarodowych zawodach. To był mój cel na ten rok. Wszystko to, co osiągnąłem wcześniej, to stopnie prowadzące do jego realizacji – dodaje 17-latek.

Skład polskiej reprezentacji uzupełnili Dawid Krzykawski, Wiktor Sobiecki i Oliwer Wirkus. – Wcześniej nie mieliśmy ze sobą kontaktu. Poznaliśmy się w momencie ogłoszenia wyników krajowych zawodów, krótko potem wyłoniono skład naszej kadry. Wówczas mieliśmy chwilę, by nieco się poznać. Przed samym startem
w olimpiadzie Polskie Towarzystwo Ekonomiczne we współpracy z Fundacją GPW zorganizowało dla nas warsztaty, podczas których mogliśmy zintegrować się i opracować olimpijską strategię choćby na business case’a – dodaje Florek.

Impreza na Łotwie trwała tydzień. Jednak ze względu na liczne obostrzenia i ewentualne ryzyko zakażenia uczestników całe wydarzenie odbyło się online, co nie oznacza, że było to ułatwienie. Rywalizacja toczyła się pod ścisłą kontrolą organizatorów. – Konkurs był prowadzony na specjalnie przygotowanej platformie. Podczas kolejnych etapów byliśmy cały czas zarówno obserwowani przez kamery, jak i… podsłuchiwani! Wszystko po to, by wykluczyć jakąkolwiek pomoc z zewnątrz czy manipulację – mówi Szymon.

Droga po tytuł

Choć konkurs trwał cały tydzień, to właściwa rywalizacja zajęła łącznie trzy dni i była podzielona na etapy. W pierwszym sprawdzano umiejętność obeznania finansowego. Uczestnicy mieli do czynienia ze specjalnym symulatorem, który pozwalał im – lub nie – pomnożyć wyjściowy majątek. – Poszło mi tu raczej średnio. Wcześniej – ćwicząc na innym symulatorze – opracowałem jakąś strategię, jednak fluktuacje rynkowe we właściwej grze były znacznie większe, niż zakładałem. Trzeba było mieć dużo szczęścia, by to przewidzieć, albo mniej ryzykować. Ja z tym ryzykiem chyba ciut przesadziłem – przyznaje mieszkaniec Otwocka.
Drugie zadanie to test ekonomiczny składający się z 20 pytań zamkniętych, w których poruszone zostały tematy od teorii ekonomii po znanych ekonomistów.
Po krótkiej przerwie uczestnicy mieli za zadanie rozwiązać pięć zadań otwartych o różnym poziomie trudności. Jak zauważa Szymon, trzeba było wykazać się w nich nie tylko wiedzą, lecz także umiejętnością analizowania i rozwiązywania problemów, z którymi ekonomiści muszą mierzyć się na co dzień. Na tym etapie kluczowa okazała się też biegłość matematyczna. W trzech zadaniach z pięciu niezbędne było dokonywanie potężnych obliczeń, które pozwoliły udzielić prawidłowych odpowiedzi.

Ostatnim przystankiem młodych olimpijczyków było opracowanie dość wymagającego business case’a. – Zadanie polegało na postawieniu na nogi upadłej fabryki łotewskich autobusów. Należało dostosować ją do warunków rynkowych, czyli wziąć pod uwagę nie tylko koszty produkcji, lecz także czynniki środowiskowe. – To była praca zespołowa. Mieliśmy dobę, aby przygotować własny plan. Myślę, że nasz pomysł był bardzo dobry, ale niestety, trochę zabrakło nam do ścisłego finału. Ten etap zakończyliśmy z drugim wynikiem w grupie – mówi nastolatek.

Ostatecznie ekipa uczniów z Polski uplasowała się na piątym miejscu. Organizatorzy oprócz klasyfikacji drużynowej prowadzili też zestawienie indywidualne
i tu w gronie pięciu szczęśliwców ze złotym medalem i tytułem Best in Economics znalazł się 17-latek z Otwocka. Identyczne laury zdobyła Kinga Gruszka. Pozostali członkowie polskiej reprezentacji otrzymali srebrne krążki. – Myślę, że wykonaliśmy kawał dobrej roboty – mówi skromnie młody otwocczanin.

Ogromna satysfakcja

Sukces Szymona największą radość wywołał przede wszystkim w rodzinnym domu nastolatka. Rodzice Agnieszka i Mariusz z radością i wzruszeniem przyjęli wiadomość o spektakularnym sukcesie syna, choć nie było to jego pierwsze osiągnięcie.

– Wierzyliśmy w Szymka, ale wiadomo, że różnie mogło się to wszystko ułożyć. Zarówno on, jak i Kinga byli jednymi z najmłodszych uczestników olimpiady, podczas gdy najstarsi zawodnicy mieli po 20 lat. Trochę obawialiśmy się, że doświadczenie życiowe, nie mówiąc już o różnicach mentalnych, może okazać się nie do przeskoczenia. Jak się okazuje, zupełnie niepotrzebnie – przyznaje Agnieszka Florek.

Z udanego startu swojego ucznia cieszą się również nauczyciele z obecnej i poprzedniej szkoły, do której uczęszczał, czyli LO im. Władysława IV w Warszawie oraz Szkoły Podstawowej nr 1 w Otwocku.

W obu placówkach sukces Szymona przyjęto z entuzjazmem. – Szymek od czwartej klasy dał się poznać jako uzdolniony uczeń, szczególnie jeśli chodzi o matematykę, której uczyłam. Stąd wziął się pomysł, żeby wprowadzić do jego zajęć dodatkowe, pozaprogramowe zadania. Nie protestował, bo widać było, że taka nauka, poznawanie czegoś innego, sprawiało mu dużą frajdę. Nigdy to nie były zajęcia na siłę – mówi Inga Santorek, wychowawczyni Szymona Florka z SP nr 1 w Otwocku. – Jego kolejne nagrody nie są dla mnie wielkim zaskoczeniem, bo przez kilka lat wspólnej pracy dał się poznać jako wszechstronnie utalentowany chłopak, który swój talent popierał sumienną pracą. Myślę, że jego kolejne nagrody były i są – bo spodziewam się, że to, co osiągnął w Rydze, nie jest jego ostatnim słowem – kwestią czasu i jeszcze o nim usłyszymy. Ja mogę się tylko cieszyć, że my i nasza szkoła towarzyszyliśmy mu w pierwszych latach jego edukacji – dodaje Inga Santorek.

– Cały czas wierzyliśmy w sukces Szymona i bardzo mu kibicowaliśmy. Już samo dostanie się na międzynarodową olimpiadę było wielkim osiągnięciem, dlatego nikt
z nas nawet nie starał się wywierać na nim niepotrzebnej presji. Po prostu mieliśmy nadzieję, że wszystko podczas tej olimpiady pójdzie po jego myśli. Udało się i bardzo cieszymy się z jego osiągnięcia – mówi Mariusz Włodarczyk, wicedyrektor VIII Liceum Ogólnokształcącego im. Władysława IV w Warszawie. – To dla nas bardzo dobry okres, bo w odstępie kilku dni nasi uczniowie dwa razy stawali na podium międzynarodowej olimpiady. Dwa tygodnie wcześniej również w Rydze nasz podopieczny wywalczył brąz w Olimpiadzie Lingwistyki Matematycznej – dodaje.

Futbol, kredki i języki

Niewątpliwie za sukcesem Szymona – jak za osiągnięciami każdego dziecka – stoją jego rodzice. Oboje starali się od początku zapewnić swojemu jedynakowi różne ścieżki rozwoju, do żadnej go nie przymuszając. – Ktoś mógłby pomyśleć, że to wszystko, co się teraz dzieje, to nasza sprawka, bo przecież żadne dziecko świadomie nie wybierze wieczoru w towarzystwie książki, jeśli na drugiej szali jest granie na konsoli… Jednak żeby nie było: nasz syn też na niej gra. Natomiast jeśli chodzi o zdobywanie wiedzy na wszelkie możliwe sposoby, jest to po prostu silniejsze od niego! On najzwyczajniej w świecie czerpie z tego ogromną radość! Mało tego, tym swoim głodem wiedzy zaraża wszystkich wokół! Dość powiedzieć, że zarówno w szkole podstawowej, jak i w liceum nauczyciele wielokrotnie zwracali uwagę na jego pozytywny wpływ na koleżanki i kolegów z klasy, którzy obserwując Szymka, z czasem też zaczynali mieć fun z nauki – podkreśla mama nastolatka.

Jak przyznają rodzice Szymona, nie od razu zdawali sobie sprawę, że ich syn wykazuje ponadprzeciętne zdolności.

– Szymek jest jedynakiem, przez co nie mieliśmy porównania z innymi dziećmi. Właściwie to w pewnym momencie znajomi i obcy ludzie zaczęli zwracać uwagę na to, co dla nas było normalnym zachowaniem dziecka w jego wieku – przyznaje Agnieszka Florek. – Poza tym był nawet moment, gdy baliśmy się, że Szymek może mieć spore kłopoty w szkole. Gdy był w przedszkolu, kredki i farby uważał za zło konieczne. Do tego stopnia, że na tablicy z pracami dzieci nigdy nie mieliśmy problemu, by z daleka znaleźć tę Szymkową. W najlepszym wypadku na kartce straszył wielki gryzmoł, w najgorszym – była ona całkiem pusta… A sam Szymek nie robił sobie z tego dokładnie nic.

W przedszkolnej zerówce panie coraz bardziej zaczęły zwracać uwagę, że jeśli tak dalej pójdzie, w szkole będzie miał gigantyczne kłopoty z pisaniem. Na szczęście emocje skutecznie wyciszyła doświadczona pani Joasia, na którą mieliśmy szczęście trafić w „Grymusiu”. Po rozmowie z nią utwierdziliśmy się w przekonaniu, że nasz syn wcale nie musi lubić rysowania, podobnie jak inne dzieci nie przepadały za nauką czytania, podczas gdy Szymon pochłaniał już samodzielnie trzeci tom „Harry’ego Pottera” – dodaje mama.

Jak niemal każdy chłopiec Szymon chciał zostać piłkarzem. Zaczynał od szkółki Zwaru Międzylesie, a po stworzeniu odpowiedniego rocznika w Otwocku trafił do
OKS-u. W jego głowie kiełkowała myśl o grze dla wielkich klubów, stąd też niespodziewanie wziął się pomysł o nauce języka. – Kiedyś wrócił z treningu i stwierdził, że musi zapisać się na angielski. Początkowo nie bardzo wiedzieliśmy, co dokładnie ma na myśli, ale zaraz nam wyjaśnił, że musi znać język, bo gdy będzie podpisywał kontrakt z FC Barceloną, chciałby wiedzieć, co dokładnie jest w nim zawarte – wspomina z uśmiechem Mariusz Florek. – W ten sposób w wieku sześciu lat zaczął naukę angielskiego. Po pewnym czasie stwierdził, że hiszpański też by mu się przydał… Jednak w Otwocku nie było podobnej grupy wiekowej, zatem padło na niemiecki. Potem jeszcze tylko dorzucił do tego francuski, a w szkole średniej rosyjski. Myślę, że tak wczesna nauka języków obcych przyczyniła się do tego, że teraz wiedzę przyswaja w mgnieniu oka – dodaje tata Szymona.

A piłka? Miłość do futbolu została, jednak Szymon zarzucił treningi. – Jego zapał do piłki osłabł, gdy dowiedział się, że ze względu na liczbę chętnych utworzono dwie grupy i tylko jedna zostanie zgłoszona do rozgrywek, a druga będzie trenowała i ewentualnie rozgrywała sparingi. Nasz syn nie widział sensu w samym trenowaniu. On chciał grać, bo przecież nie trenuje się dla samego trenowania, przez co odpuścił sobie wówczas piłkę – mówi Mariusz Florek.

Trafiony prezent

Ostatnie osiągnięcie Szymona jest jego największym, jednak młody otwocczanin ma za sobą sporo innych sukcesów, którymi również może się pochwalić. Na stronie szkoły podstawowej jego nazwisko wielokrotnie przewija się w zakładce „Nasze osiągnięcia”. Kolejne sukcesy przyszły już w pierwszej klasie szkoły średniej. Uczeń warszawskiego LO im. Władysława IV ma na koncie tytuły laureata i finalisty Olimpiady Wiedzy Ekonomicznej, podwójnego finalisty Olimpiady Przedsiębiorczości oraz laureata Olimpiady Przedsiębiorczości i Zarządzania.

A w „pakiecie” indeks na większość polskich uczelni, w tym SGH. Skąd wzięło się to zainteresowanie przedmiotami, których próżno szukać w programie szkoły podstawowej? Jak się okazuje, o wszystkim zadecydował przypadek i… trafiony prezent. – Gdybyśmy wtedy mogli przewidzieć moc drzemiącą w książce „Moje pieniądze”, wykupilibyśmy w księgarni cały nakład – żartuje mama złotego medalisty.

– Decyzja o zakupie była spontaniczna: przypadkiem natrafiliśmy na książkę, po czym uznaliśmy, że Szymek jest już w takim wieku, że powinien zacząć interesować się szeroko pojętym tematem finansów, dzięki czemu być może łatwiej będzie mu gospodarować chociażby swoim kieszonkowym – dodaje.

– Pamiętam, że w tej książce był link do symulatora giełdowego. Uruchomiłem go i powoli zacząłem się nim bawić. Nie było łatwo, bo całość była po angielsku, a ja nie znałem jeszcze wszystkich branżowych słów i zwrotów. Po jakimś czasie odłożyłem go na bok i wróciłem do zabawy po chyba dwóch latach. Wtedy odkryłem, że mój portfel odnotował ponad 180-procentowy zysk! Uznałem to za dobrą wróżbę i zacząłem interesować się działaniem rynków finansowych oraz szeroko pojętą ekonomią, aż w końcu doszedłem do wniosku, że to może być coś dla mnie nie tylko na teraz, ale warto spróbować związać z tym swoją przyszłość – przyznaje Szymon.

Wielki plan

Teraz przed 17-latkiem z Otwocka nowy etap w życiu. Dzięki stypendium Towarzystwa Szkół Zjednoczonego Świata po wakacjach rozpocznie naukę w brytyjskim liceum. Szymon dokończy edukację na poziomie szkoły średniej w jednej z prestiżowych szkół – podlondyńskiej Worth School. Dla chłopca wychowanego na powieściach o Harrym Potterze to jak spełnienie marzeń, bo brytyjska szkoła wygląda jak książkowy Hogwart. – To będzie dla mnie skok na głęboką wodę, ale czuję, że będzie dobrze! Poznałem kilka osób z Polski, które uczyły się tam przede mną i przyznały, że początkowo może to być szok, ale aklimatyzacja następuje dość szybko i pozwala skutecznie przełamać wszelkie bariery – mówi Szymon, który w Wielkiej Brytanii planuje zdanie matury, a w międzyczasie zamierza poszukać perspektyw na dalszą edukację. Nastolatek ma już mocno sprecyzowane plany odnośnie do studiów – interesują go najbardziej prestiżowe uczelnie w Anglii i Stanach Zjednoczonych, takie jak London School of Economics, Oxford, Cambridge, Stanford lub Harvard. – Bliższa sercu jest mi Anglia, ale po brexicie jest tam dużo trudniej o dofinansowanie studiów, które nie są tanie. Jeśli się nie uda, w odwodzie mam jeszcze wyjazd za ocean – przyznaje nastolatek.

– Z jednej strony jesteśmy bardzo szczęśliwi, z drugiej w rodzinnym gnieździe zrobi się lada moment cicho i bardzo pusto. Jednak wychowaliśmy naszego syna nie dla siebie, ale dla świata. On musi iść własną drogą, a my ewentualnie możemy truchcikiem starać się dotrzymywać mu kroku… – mówi tata Szymona, Mariusz Florek. – Podczas jednej z rozmów rekrutacyjnych z komisją Towarzystwa Szkół Zjednoczonego Świata zapytano Szymka o to, czy rodzice nie będą mieli nic przeciwko temu, że jeśli otrzyma stypendium, tak wcześnie opuści dom rodzinny.

Z odpowiedzi, która wówczas padła, jesteśmy najbardziej dumni: „Moi rodzice zgadzają się na to w pełni, bo zawsze chcą dla mnie tego, co najlepsze”. I to jest chyba najlepsze podsumowanie jego przenosin – dodaje. 

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.