Twórca niezależny

Mateusz Żegliński formalnie nie ma wykształcenia filmowego, nie ukończył szkoły filmowej, ale filmy, przede wszystkim dokumentalne, robi od lat. Najnowszy, zatytułowany „Nowa symfonia”, niedawno miał premierę na 15. Festiwalu Kina Niezależnego w Przemyślu i od razu dostał Nagrodę Publiczności

PRZEMEK SKOCZEK

34-latek pochodzi z Józefowa, ale od lat mieszka w Szczecinie. Tam ukończył Akademię Sztuki na kierunku grafika, specjalność multimedia, a także dziennikarstwo i komunikację społeczną na Uniwersytecie Szczecińskim. Wcześniej studiował też realizację filmową i telewizyjną w Warszawskiej Szkole Reklamy. – Wszystko zaczęło się od szkoły policealnej. Jak ogromna większość dzieciaków po maturze, nie miałem pojęcia, co dalej. Sylwia, moja sąsiadka, opowiedziała mi o Warszawskiej Szkole Reklamy, w której sama uczyła się fotografii. Poszedłem z ciekawości i trzeba było wypełnić ankietę, która sprawdzała nasze predyspozycje zawodowe. U mnie okazało się, że jest to właśnie realizacja filmowa. Oczywiście testy były tak skrojone, żeby wynik zawsze wskazywał na któryś z kierunków wykładanych w tej szkole, ale mimo wszystko mnie to zaintrygowało – wspomina ze śmiechem Mateusz Żegliński. – Nigdy wcześniej nie robiłem filmów ani nawet jakoś specjalnie nie interesowałem się kinem – dodaje.

Świat filmu wciągnął go, choć nie bez reszty. Nie poszedł do szkoły filmowej, zdobył inne wykształcenie, przez pewien czas pracował jako dziennikarz, m.in. ma na koncie krótką współpracę z „Linią Otwocką” i naszą telewizją internetową. Szybko jednak okazało się, że to właśnie filmy chce tworzyć, temu się poświęcić i z pasji uczynić sposób na życie.

Mateusz Żegliński tworzy autorskie kino na pograniczu dokumentu i fabuły. Zawodowo zajmuje się też produkowaniem filmów. Jest laureatem kilkunastu festiwali i konkursów filmowych, był wyróżniany stypendiami twórczymi przez władze miasta Szczecina i województwa zachodniopomorskiego oraz Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Gdy pytam go o liczbę nagród, nie potrafi od razu odpowiedzieć. Dotąd ich nie liczył, ale robi to teraz. Jest ich 24, w tym wiele pierwszych nagród i kilka Grand Prix. Ta najnowsza to Nagroda Publiczności na 15. Festiwalu Kina Niezależnego w Przemyślu. Widzowie uznali jego film za najlepszą produkcję festiwalu. Głównym bohaterem „Nowej symfonii” jest dyrygent ze Szczecina, Norbert Twórczyński, wykładowca w tamtejszej Akademii Sztuki. To portret perfekcjonisty, który mierzy się ze swoją traumą. – Dla mnie to jest najważniejsza nagroda, ponieważ pochodzi od samych widzów. Moim zdaniem na festiwalach filmowych nie ma ważniejszego wyróżnienia dla filmu niż Nagroda Publiczności. Tym bardziej cieszy, że przyznano mi ją na pierwszym publicznym pokazie podczas premiery festiwalowej. Dzięki widzom Kina Centrum w Przemyślu mam potwierdzenie, że warto było tyle pracować nad tym filmem. To już drugie takie wyróżnienie w mojej karierze, ale to jest ważniejsze, bo ten film sprawił mi największą prywatną satysfakcję, zarówno sama praca nad nim, jak i jego efekt – wyznaje filmowiec.

 Filmy Mateusza to przede wszystkim krótkie formy, rzadko przekraczające 30 minut. Ma też na koncie kilka miniseriali dokumentalnych. Portretuje ludzi, których historia albo osobowość go zafascynują. – Dla mnie zawsze najważniejsze jest bycie jak najbliżej z bohaterami filmów. Zbudowanie z nimi relacji, zdobycie ich zaufania. Łatwiej o to, gdy na planie nie ma ekipy i jesteśmy sam na sam. Wtedy mogę liczyć na ich otwarcie się, na szczerość i prawdę. Dlatego staram się być samowystarczalnym autorem, od etapu tworzenia scenariusza, poprzez realizację zdjęć i dźwięku, a na montażu skończywszy. Z tego też powodu nie używam kamery, tylko aparatu fotograficznego. To naprawdę działa, bo kamera uruchamia w nagrywanej osobie jakieś spięcie, budzi lęk albo zawstydzenie. Aparat jest „niegroźny” – opowiada filmowiec.

Od kilku lat jest także nauczycielem akademickim. Najpierw w szczecińskiej Akademii Sztuki, teraz w Wyższej Szkole Informatyki Stosowanej i Zarządzania w Warszawie, gdzie uczy studentów grafiki w pracowniach filmu, montażu i produkcji krótkich form wideo. – Obecnie film jest zupełnie czym innym niż kiedyś. Stracił swoją elitarność. Sprzęt konieczny do realizacji jest powszechnie dostępny, kamera w komórce albo aparacie, montaż na domowym komputerze. Każdy może robić filmy, trzeba tylko wiedzieć, jak to narzędzie wykorzystać, co chcemy powiedzieć, do kogo z tym przekazem dotrzeć. Ja wykładam dla studentów grafiki, więc skupiam się oczywiście na tym, co ze sztuki filmowej może być dla nich przydatne – zaznacza.

Dla samego Mateusza każdy kolejny film jest drogą do celu, zbieraniem doświadczeń, nauką patrzenia, operowania obrazami, wprawianiem się w technicznych aspektach produkcji filmowej. A celem jest oczywiście fabuła. O tym marzy chyba każdy, kto robi filmy. – Nie jestem zawodowym filmowcem po szkole, z formalnego punktu widzenia jestem po prostu amatorem, bo bez filmowego wykształcenia. Robiąc kolejne filmy, wchodzę do branży bocznymi drzwiami, ale odpowiada mi to. Zawsze lubiłem chodzić własnymi ścieżkami – podkreśla.

 

Twórczość mieszkańca Józefowa można śledzić na jego oficjalnym kanale filmowym na YouTubie: Mateusz Żegliński film – www.youtube.com/c/MZeglinski

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.