Nie będzie nas, zostanie las?

10 października obchodzony był Światowy Dzień Drzewa. To dobra okazja, by porozmawiać o tych cudownych dziełach Matki Natury, które zasługują na szacunek i troskę. Naszym gościem jest dr inż. nauk leśnych PIOTR LUTYK, wieloletni dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Warszawie, teraz już emerytowany, mieszkaniec Józefowa

Leśnicy nie mają w ostatnim czasie zbyt dobrej prasy. Wycina się coraz więcej drzew. To budzi w wielu miejscach społeczny protest.

– Rozumiem emocjonalny stosunek ludzi, jednak zapewniam, że Lasy Państwowe to instytucja, która moim zdaniem zagwarantowała w Polsce istnienie całego ekosystemu leśnego. Ma już niemal sto lat, bo początki to rok 1922, wtedy powstały pierwsze dyrekcje regionalne a dwa lata później powołano ogólnopolską organizację na czele z dyrektorem Adamem Loretem. Przed wojną większość lasów była w rękach prywatnych i Lasy Państwowe stworzyły wzorzec dobrej gospodarki leśnej, który starano się narzucać właścicielom prywatnym. Z marnym skutkiem. Wówczas dla właścicieli ziemskich las nie miał wielkiej wartości, nie gospodarzyło się nim. Były wyjątki, jednym z nich był hrabia Zamoyski, który w swojej ordynacji miał najlepsze lasy w kraju.

Dla większości jednak lasy stanowił raczej taką rezerwę na czarną godzinę. Gdy nie było innego ratunku to się sprzedawało las. W wielu sytuacjach był on po prostu wycinany przez nowego właściciela, ale na szczęście wiele wykupywały Lasy Państwowe, albo przechodziły na skarb państwa za długi i też trafiały pod zarząd Lasów Państwowych. Dzięki ich działaniom udało się też powiększyć lesistość Polski. Po pierwszej wojnie światowej wynosiła ona 22 procent kraju. Dziś, po stu latach, mimo niszczących działań wojennych po drodze, lasy zajmują ponad 30 procent kraju.

Wrócę jeszcze na chwilę do Zamoyskiego. Gdy po 1989 roku hrabia wyraził zamiar odzyskiwania swojego majątku, zaznaczył, że interesują go dawne dobra i nieruchomości, z wyjątkiem lasów. Stwierdził, że nie stać go na to, by je dobrze prowadzić, bo koszty są zbyt duże i tym samym lasy są nierentowne.

Jakie koszty są związane z utrzymaniem lasu? Wydaje się, że on po prostu sobie rośnie.

– No tak, można powiedzieć, że las po prostu sobie rośnie, ale pamiętajmy, że robi to teraz w warunkach niekorzystnie przekształconych przez człowieka. To kwestia jakości powietrza, dostępu do wody, a te gruntowe wszędzie właściwie opadły, słowem cała tak zwana antropopresja, czyli ogół działań człowieka mających wpływ na środowisko przyrodnicze.

Poza tym należy pamiętać, że Polska leży w strefie klimatu przejściowego, między kontynentalnym i morskim. Powoduje to, że nasze lasy są znacznie bardziej podatne na szkodniki. To występuje u nas i we wschodnich Niemczech. Tam, gdzie klimat jest bardziej zdecydowany w jedną albo drugą stronę lasy są do niego lepiej przystosowane i bardziej odporne. U nas jest taka huśtawka i drzewom to nie służy. Leśnicy zapewniają im opiekę.

Kolejna sprawa, po wojnie przejęliśmy lasy poniemieckie na terenach odzyskanych. Oni słyną z porządku, ale ten pruski dryl wcale lasom nie służył. Tworzyli monokultury, sadząc na określonych obszarach jeden gatunek drzew. Nie było różnorodności gatunkowej ani wiekowej. Ponadto działała tak zwana renta leśna, polegała na tym, że właściciele lasów sadzili i pielęgnowali te drzewa, na które był największy popyt i dostawali za to stosowne opłaty. Tam się po prostu hodowało drzewa na deski. W górach świerka, na nizinach sosnę.

Teraz chyba robi się podobnie.

– O, nie. Wręcz przeciwnie. Współczesna gospodarka leśna jest mądra i wyważona. To jest główna zasługa Lasów Państwowych i oczywiście naukowców leśników, którzy studiują temat od około 200 lat. W tym czasie popełniono chyba wszystkie możliwe błędy, ale uczono się wyciągać z nich wnioski i teraz to procentuje. Na początku lat 90. wdrożona została zrównoważona gospodarka leśna oparta na podstawach naturalnych, czyli wiemy jak to przebiegało w lasach naturalnych i staramy się dostosować do tego maksymalnie obecne zarządzanie lasami, oczywiście pamiętając o tym, że jest to również gałąź gospodarki. Ktoś tego drewna musi dostarczać.

Wycinek jest jednak coraz więcej. Nie ma ryzyka, że obecny stan ponad 30 procent lesistości może się znów zmniejszyć?

– Tego bym się nie obawiał. W Lasach Państwowych są ustalane dziesięcioletnie plany pozyskania drewna. Jest dokładnie mierzone ile w tym czasie drewna przyrasta. Drzewa rosną wszerz, rosną wzwyż i całkowita masa drewna na hektarze stale wzrasta. Otóż od prawie 40 lat obowiązuje zasada, że nadleśniczy na swoim terenie może w ciągu 10 lat wyciąć 60 procent przyrostu drewna, czyli 40 procent zostaje. Zaznaczam – 60 procent przyrostu, nie całości. Lasów więc stale przybywa a wraz z tym, proporcjonalnie, rośnie pozyskanie drewna. Gdy zaczynałem pracę w latach 70. roczne pozyskanie drewna wynosiło w Polsce 22 miliony metrów sześciennych. Dzisiaj, bez najmniejszej szkody dla lasów, można pozyskiwać 40-42 miliony metrów. To jest właśnie efekt obowiązującej w Lasach Państwowych zasady. Dzięki temu rośnie też średni wiek lasów. Po wojnie wynosił 40 lat, teraz około 60 lat. Nad wszystkim czuwa plan urządzania lasu, poza który nadleśnictwa nie mają prawa wyjść. To jest ściśle przestrzegane.

Jednak te plany można zmieniać. O ile w interesie leśników jest stała troska o lasy, o tyle decyzje polityków mogą mieć katastrofalne skutki. Wystarczy wspomnieć ministra Szyszko.

– To prawda. Politycy patrzą w perspektywie jednej, góra dwóch kadencji. My mamy perspektywę stuletnią.  Ministra Szyszkę dobrze znałem. On robił pewne błędy, ale akurat ustawa znana jako lex Szyszko nie była jego pomysłem. To był projekt poselski, który przeszedł w sejmie. Jego błędem było to, że nie sprzeciwił się jej dostatecznie szybko i rzeczywiście za bardzo zliberalizowano możliwość wycinania drzew. Jednak to wszystko działo się poza lasami, w miastach.

Jesteśmy jednak zgodni co to tego, że politycy mogą lasom zaszkodzić bardziej niż szkodniki biologiczne, bo na nie mamy opracowane sposoby. Niewiele osób być może wie, że na przestrzeni ostatnich dwudziestu paru lat były bardzo poważne ataki na lasy. Ja sam uczestniczyłem w trzech takich bataliach, pierwsza była za rządów AWS, kiedy chciano lasy oddać jako rekompensaty a także  były pomysły reprywatyzacji lasów, wielkim zwolennikiem tego pomysłu był ówczesny poseł Komorowski. To się na szczęście nie udało. Następne batalie miały miejsce w latach 2010 – 12.

Trudno się dziwić, że Lasy Państwowe nie chcą wypuścić z rąk zarządzania tak ogromnym majątkiem.

– Tak to może wyglądać, ale powiem panu, w czym rzecz. O ile w gospodarce zazwyczaj prywatne jest lepsze od państwowego, o tyle lasy stanowią wyjątek. Są mało rentowne, tu zyski sięgają raptem dwóch procent. To norma światowa. Właścicielom prywatnym nie opłacałoby się ich utrzymywać. Bardziej opłacalne byłoby wycięcie i sprzedaż drewna a potem i samego terenu, na przykład pod budownictwo albo wciśnięcie go z powrotem państwu. Tak było na Słowacji. W Polsce 90 procent pozyskanego drewna trafia do przemysłu, do stałych klientów i w ramach ograniczonych przetargów. Dzięki temu mamy zapewniony zbyt. Tylko 10 procent idzie na wolny rynek. Przemysł oczywiście zawsze chciałby więcej, My pilnujemy, aby ciąć tyle, ile można, bez szkody dla lasu. Czy myśli pan, że gdyby lasy były prywatne, ktoś zawracałby sobie tym głowę?

Wyjdźmy z lasów i zajrzyjmy do miast, gdzie sytuacja drzew jest często fatalna. Pojęcie „betonoza” staje się coraz powszechniejsze. Niestety.

 – Tutaj jest poważny problem, ponieważ rzadko się zdarza, by gospodarze miast mieli odpowiedni stosunek do przyrody. Najczęściej jest dla nich kłopotem i przeszkodą. Są wyjątki, jak Leśna Podkowa. Ale już Józefów czy Otwock nie uniknęły błędów. Tutejsze sosnowe lasy stworzyły przed laty specyficzny klimat powstających tu miejscowości. Zabudowa powstawała na dużych działkach ponieważ grunty nie były tu drogie, dzięki czemu oba miasta wyrosły właściwie w lesie, gdyż pod budowę wycięto tylko niewielką część drzew. Ten stan rzeczy był przez długi czas chroniony w planach przestrzennych zapisami określającymi minimalną powierzchnię działek leśnych, na których można się budować. Zachowaniu drzewostanu sprzyjały też dość restrykcyjne przepisy dotyczące wycinki drzew. Niestety na początku lat dwutysięcznych w Józefowie burmistrz Kruszewski wykorzystał bardzo zgrabnie pewien kruczek prawny. Skorzystał z ustawy o zagospodarowaniu przestrzennym, która dopuszcza możliwość, aby na terenie miasta samorząd mógł wszystkie działki odlesić i zamienić je na budowlane.

Jak przedstawia się zatem przyszłość tej symbiozy lasu z miastem?

– Przede wszystkim trzeba sobie zdać sprawę, że rosnące wśród domów wysokopienne sosny, w wieku zwykle między około 70 i 130 lat są jedynym takim pokoleniem i nie będą miały następców. Wynika to z wymagań sosny w stosunku do światła. Jest to drzewo wyjątkowo światłożądne. Kiełkujące siewki, jeśli nie będą miały pełnego oświetlenia, zginą, lub – w najlepszym razie – wyrosną na drzewa cienkie, rachityczne i nie przetrwają do późnego wieku. Ale światło to nie wszystko. Jeśli nawet zapewnimy jego dostęp, ale posadzimy luźno pojedyncze drzewka to pozostaną one niskie, z rozłożystymi, szerokimi koronami. Takie sosny można obserwować na osiedlu Słoneczna Polana w Józefowie. Smukłe pnie i małe, wysoko osadzone korony mają tylko sosny, które wyrosły w zwarciu. Dlatego lasy sosnowe odnawia się na dużych, odsłoniętych powierzchniach. Takich warunków nie da się uzyskać na zabudowanych działkach. Bez sosen zmieni się diametralnie charakter tych okolic. Nie musi to jednak nastąpić zaraz. Sosny rosnące na piaskach spokojnie mogą dożyć 180 a nawet 200 lat. Niemniej jednak już teraz warto je otoczyć specjalną opieką, pamiętając, że na nowe raczej nie można liczyć.

Czy to naturalna kolej rzeczy? Słyszałem gdzieś określenie, że sosna jest gatunkiem pionierskim, toruje drogę innym gatunkom.

– Dokładnie. Jest taka prawidłowość w lesie, że najpierw wchodzą gatunki pionierskie, które mają małe wymagania glebowe, potrzebują za to dużo światła. Takim skrajnie ubogim siedliskiem jest bór suchy, gdzie urośnie tylko sosna i to bardzo marna, a jedyne runo stanowi porost chrobotek reniferowy. Z czasem jednak siedlisko zaczyna się poprawiać, jest opad igieł, które użyźniają piach. Potem na ogół pod okapem pojawiają się  jakieś krzewy, borówka. To jest już bór świeży, który dalej ewoluuje w bór mieszany świeży. Bo ściółka z mieszaniny igieł i liści szybciej się rozkłada, siedlisko stopniowo staje się coraz lepsze, ponieważ rośnie ilość próchnicy w glebie. Wtedy pojawiają się już bardziej wymagające gatunki w górnym piętrze, jak choćby dęby, lipy, klony. Tak powstaje las mieszany, w którym dominują drzewa liściaste i to się dzieje powoli tutaj, na linii otwockiej. W ciągu kilkudziesięciu lat drzewostan zmieni się tu na bardziej liściasty.

Mamy wiedzę na temat przeszłości naszych lasów? Tej naprawdę głębokiej?

– Oczywiście, jest dość dobrze zbadana. Mówimy tu przede wszystkim o okresie około 10 tysięcy lat wstecz, bo wcześniej przez kilkadziesiąt tysięcy lat trwało zlodowacenie. Oczywiście lasy były i przed lodowcem, coś tam o nich wiemy, ale potem nastąpił solidny reset. Gdy lód zaczął się cofać wszystko zaczęło się od zera. Od tego czasu możemy mówić o ciągłości naszych lasów na północy Europy.

Ten las polodowcowy był taki sam jak wcześniejszy?

 – Niekoniecznie. Mamy na przykład ślady tego, że przed epoką lodowcową na naszych terenach występowała naturalnie daglezja, która teraz jest traktowana jako gatunek obcy. Klimat był tu wtedy cieplejszy. Jednak większość, to są te same gatunki, co dziś. Lasy na południu przetrwały, lód tam nie dotarł i gdy lodowiec zaczął się cofać lasy za nim postępowały. Największą ekspansję przejawiały drzewa lekkonasienne: sosna, brzoza. Ich nasiona z wiatrem mogą pokonywać wielkie odległości. Takim gatunkom jak dąb czy buk jest trudniej, bo ich nasiona są duże i przemieszczają się wolniej, za sprawa zwierząt.

A jak na naszych terenach radziłyby sobie różne egzotyczne gatunki drzew, jak sekwoje albo baobaby?

– Baobaby nie miałyby szans, ze względu na to, że są gatunkiem tropikalnym. U nas jest dla nich za zimno. Natomiast sekwoje jak najbardziej. Ba, nawet rosną w Polsce w arboretach, czyli ogrodach dendrologicznych, w których kolekcjonuje się drzewa i krzewy oraz prowadzi się badania nad nimi. Można je oglądać choćby w Warszawskim Ogrodzie Botanicznym. Tyle tylko, że nasze sekwoje nie osiągają takich rozmiarów, ponieważ warunki są inne, niż w ich ojczyźnie. To zresztą taka prawidłowość, że wszelkie gatunki drzew sprowadzane z innych warunków geograficznych z reguły nie rosną tak dobrze jak na swoim terenie.

W Polsce mamy jednak sporo gatunków obcych, które  świetnie sobie radzą i wydają się nam swojskie, takie jak dąb czerwony czy akacje a właściwie robinie akacjowe, bo to prawidłowa nazwa. To samo czeremcha amerykańska a z bylin rdest i nawłoć, które się rozpanoszyły niesamowicie i zdominowały w wielu miejscach rodzime gatunki. Dlatego od pewnego czasu te obce gatunki inwazyjne są tępione.

Podsumowując, człowiek cały czas majstruje przy przyrodzie zamiast dać jej się samodzielnie rozwijać.

– Cóż, wydaje się, że ingerencja człowieka poszła tak daleko, że teraz już nie może zostawić lasów samym sobie. Przekształcił je, zmienił warunki bytowania na gorsze i by przetrwały z niezmienionej formie, z rodzimymi gatunkami, trzeba tego pilnować. Z uwagą i troską.

Rozmawiał Przemek Skoczek

 

2 komentarze do “Nie będzie nas, zostanie las?

  • 22 października 2021 o 16:17
    Permalink

    Niestety leśnicy traktują lasy jako hodowle desek.

    Nie mamy w Polsce prawie lasów, które byłyby lasami. To są zwykłe uprawy drzew a nie lasy.

    Jedyne, o co dbają leśnicy, to budowa dróg w lasach, by łatwiej było z lasu wywozić drewno.

    Odpowiedz
  • 4 listopada 2021 o 10:22
    Permalink

    Z przykrością stwierdzam, że Pan Lutyk mija się z prawdą. Na siedliskach boru suchego nie wyrośnie z czasem las mieszany. To nie jest możliwe. Być może Pan Lutyk użył jakiegoś skrótu myślowego, bo jeśli nie, to tego rodzaju „rewelacje” dyskredytują go jako specjalistę. Podobnie niemądre jest stwierdzenie, że lasu nie można zostawić samemu sobie. Powinniśmy to zrobić w stosunku do 15-20% lasów, a na chwilę obecną wyłączone z gospodarki leśnej jest mniej niż 2% powierzchni lasów w Polsce. Nadleśnictwo Celestynów wykonuje coraz więcej rębni w lasach ochronnych na terenie Otwocka. Za chwilę Otwock stanie się liderem młodnikowych klimatów. Przepraszam, zapomniałem, że za 80 lat będziemy mieli super lasy.

    Odpowiedz

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.