Bułgar śpiewa, nawet kiedy płacze

– Bułgarzy są żywiołowi, spontaniczni, kochają muzykę i śpiew, bycie razem. To wynika z ich południowego charakteru – opowiada Sylwia Siedlecka, pisarka, reporterka i badaczka słowiańskiego Południa, która od kilku lat mieszka w Otwocku

fot. Magdalena Chotkowska-Czerwińska

Debiutowała w 2010 roku zbiorem opowiadań „Szczeniaki”, kilka lat później ukazała się jej powieść „Fosa”. Jednak najbardziej entuzjastycznie zostały przyjęte reportaże o Bułgarii i jej komunistycznym dziedzictwie, zebrane w książce „Złote piachy”. Sylwia Siedlecka od lat pisarstwo łączy z działalnością naukową. Doktorat z kulturoznawstwa obroniła na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Pracuje w Instytucie Slawistyki Zachodniej i Południowej UW. Jest autorką i współautorką wielu ciekawych publikacji naukowych, m.in. „Leksykonu tradycji bułgarskiej”.

O bułgarskiej współczesności, historii i kulturze z SYLWIĄ SIEDLECKĄ rozmawia Przemek Skoczek

 

Bułgaria jest dość blisko, niby swojska, ale tak naprawdę wiemy o niej bardzo niewiele. Jest wręcz nieco egzotyczna. Skąd twoje zainteresowanie tym krajem?

– Jeszcze w liceum interesowałam się Europą Wschodnią, lubiłam literaturę rosyjską. Potem pojawiła się Bułgaria, trochę intuicyjnie wybrałam ją jako kierunek studiów na Uniwersytecie Warszawskim, nauczyłam się języka i zaczęłam jeździć na Bałkany. Dzięki tym wyjazdom nawiązałam wiele kontaktów, trwałych przyjaźni, coraz lepiej poznawałam kraj i Bułgaria stała się moim sposobem na życie. Jeździłam tam kilka razy w roku, Bałkany są takim moim drugim domem.

I postanowiłaś podzielić się z innymi swoją fascynacją, pisząc kapitalne reportaże.

– Bardzo mnie cieszy, że w Polsce książka została dobrze przyjęta, zwłaszcza przez czytelników. Dostałam wiele listów od nieznajomych, którzy po prostu chcieli podzielić się ze mną wrażeniami z lektury, część tych znajomości przerodziła się potem w realne spotkania i projekty. Parę dni temu pan Bogdan, mój sąsiad ze Świdra, przeczytał tę książkę i powiedział, że był świadkiem „procesu odrodzeniowego” przy granicy turecko-bułgarskiej pod koniec lat 90., o którym piszę. Chodzi o wielką migrację bułgarskich Turków z Bułgarii w wyniku antytureckiej polityki komunistycznych władz. Widział te wydarzenia, gdy był na wakacjach w Bułgarii.

Ważne jest chyba to, że opisałam Bułgarię przez pryzmat ludzi i ich historii. To pozwala lepiej poznać kraj, który my, Polacy, kojarzymy zwłaszcza z turystycznym krajobrazem: plażami, morzem, olejkiem różanym. Tymczasem Bułgaria ma fascynującą historię, bardzo burzliwą i skomplikowaną. To państwo powstało w 681 roku, miało wspaniałą kulturę w średniowieczu. Trudnym czasem było pięć wieków panowania osmańskiego, co siłą rzeczy musiało odbić się na całym krajobrazie kulturowym, gdy Bułgaria stała się częścią imperium. Bułgaria leży na granicy z Turcją, to położenie ją warunkuje do dziś, na przykład uchodźcy często dostają się przez nią do Europy. W czasach komunizmu Bułgaria była pod silnym wpływem Związku Radzieckiego.

 

Komunizm odcisnął tam piętno silniej niż w Jugosławii, Polsce czy Czechach?

– Relacje władz bułgarskich z Rosją były bardzo bliskie, zacieśniali je kolejni przywódcy. Nie istniały tam środowiska, które proponowałyby coś innego, nie było opozycji. Od samego początku, po wojnie, po prostu brutalnie rozprawiono się z opozycją, nowe rządy były w stylu radzieckim, wprowadzał je zresztą były szef międzynarodówki Georgi Dimitrow, przed wojną zaufany człowiek Stalina. Ślady komunizmu dobrze widać też w architekturze Sofii. Jasne, w Warszawie też mamy Pałac Kultury czy plac Konstytucji, ale to punkty na mapie miasta. W Sofii skala jest nieporównywalnie większa. W centrum miasta stało mauzoleum, w którym była wystawiona mumia Dimitrowa, składano tam kwiaty, odwiedzały ją wycieczki szkolne i zagraniczne delegacje. Akurat mauzoleum zburzono w 1999 roku.

Jeden z reportaży w twojej książce jest poświęcony Buzłudży – architektonicznemu dziwadłu wybudowanemu w górach, które przypomina UFO.

– To rzeczywiście niesamowita budowla, która jest w samym sercu Bułgarii. Buzłudża przypomina latający spodek, przez kilka lat była miejscem spotkań komunistów. Gmach oddano do użytku w 1981 roku, ale już w 1989 roku, po obaleniu rządów Todora Żiwkowa, został opuszczony i popadł w ruinę. Teraz są pomysły na jego renowację, stara się o to architektka z Berlina, Bułgarka z pochodzenia, i chce to zrealizować za pieniądze europejskie. Bułgarzy nie za bardzo chcą odnawiać komunistyczną spuściznę – w tym samym czasie podupada mnóstwo innych pięknych budowli, na przykład przedwojennej secesji. Nie ma państwowych pieniędzy na ich renowację i ludziom nie jest bliska idea przywracania świetności takich miejsc jak Buzłudża.

Ten komunistyczny balast hamuje rozwój Bułgarii? Jaka tam jest teraz sytuacja społeczno-gospodarcza?

– Bułgaria jest krajem paradoksów. Z jednej strony jest prozachodnia, w 2007 roku weszła do Unii Europejskiej, czyli spełnia warunki bycia w tej organizacji, co przecież różnym innym krajom bałkańskim jeszcze się nie udało. Pod wieloma względami funkcjonuje tak samo jak inne państwa środkowoeuropejskie, ale zmaga się z licznymi problemami, takimi jak korupcja czy rządy populistów potrafiących grać na emocjach społecznych. Problemem przez lata było to, że politycy wchodzili w niejasne układy z różnymi oligarchami o równie niejasnych źródłach dochodu, oni też mieli wpływ na bułgarskie media. Parę dni temu odbyły się wybory, wygrały partie, które za główny cel stawiają sobie walkę z korupcją – główną bolączką od lat.

W Bułgarii panują duże nierówności ekonomiczne. Masz pieniądze, możesz wszystko. Jeśli jednak nie należysz do żadnej grupy uprzywilejowanych, nie jest łatwo. Teraz tego nie widać na pierwszy rzut oka, bo to się wyrównuje, ale pamiętam, że gdy pierwszy raz przyjechałam do Bułgarii, uderzyło mnie, że jeżdżą tam albo auta tak drogie, że w Polsce rzadko je spotykamy, albo stare graty. Zawsze mówię studentom, że jeśli chcą poznać prawdę o kraju, muszą patrzeć na to, jak mają grupy nieuprzywilejowane, jakie ludzie dostają emerytury, jaka jest najniższa płaca. To prawdziwy obraz. Pod tym względem w Bułgarii jest jeszcze naprawdę dużo do zrobienia, ale czy tylko tam?

Odłóżmy na bok ekonomię i politykę. Opowiedz proszę o tamtejszej kulturze, bułgarskim folklorze.

– W Bułgarii często podkreśla się, że jest kolebką słowiańskości, bo to tam święci Cyryl i Metody, a potem ich uczniowie, stworzyli słowiański alfabet i stamtąd ta kultura promieniowała na słowiański świat. Co jakiś czas pojawiają się odkrycia archeologiczne, nawet przy rutynowych pracach budowlanych, jak na przykład w Płowdiwie, gdzie w latach 80. przy budowie przejścia podziemnego odkryto ślady bazyliki z IV wieku. Prace trwały przez wiele lat i od niedawna można oglądać wspaniałe mozaiki i rekonstrukcję tego imponującego budynku.

W czasie panowania osmańskiego dziejowe burze przetrwała ludowa kultura. Na przykład bułgarska muzyka jest wyjątkowa. Wydaje mi się, że obok flamenco jest najciekawszą muzyką tradycyjną w Europie. I wciąż pozostaje żywa, nowoczesność nie zepchnęła jej na margines. Tam są bardzo piękne, głębokie kobiece głosy. Kiedy pierwszy raz usłyszałam je na żywo, przeszły mnie ciarki. O tym też piszę w „Złotych piachach”. W latach 70. badacze etnografii podróżowali po bułgarskich wsiach, słuchali tych kobiecych głosów i byli nimi zafascynowani. Ten śpiew jest niezwykle archaiczny, pozostał niezmieniony od średniowiecza i zachował swoją pierwotną siłę. Zaczęto to wtedy utrwalać i dzięki temu w Bułgarii nadal działają fantastyczne zespoły, które śpiewają folklor.

Żeby tego doświadczyć, nie trzeba jechać do małej wioski. Ta muzyka jest żywa także w miastach, gdzie działają kluby tańca. Ludzie nawet w blokowiskach skrzykują się, by grać i tańczyć, choćby na ulicy, chodzi o bycie ze sobą. Jest takie powiedzenie: „Bułgar śpiewa, nawet kiedy płacze”. Można powiedzieć, że to wynik życia w bardziej pogodnej części świata, gdzie jest więcej słońca. Pod względem ekspresji i relacji międzyludzkich bliżej im do Greków czy Włochów niż chłodnych mieszkańców północnej Europy. Bułgarzy są żywiołowi, spontaniczni, kochają muzykę i śpiew, wspólną zabawę, taniec, bliskość. I ta muzyka jest grana zawsze na żywo, stąd bierze się jej energia i witalność. Zawsze zazdroszczę Bułgarom tej umiejętności zabawy i bycia razem.

 Byłaś w Bułgarii w ostatnim czasie? Jak na życie kraju wpływa pandemia?

– Kilka tygodni temu wróciłam z Bułgarii i Macedonii Północnej. W górskim miasteczku, które było przystankiem mojej podróży, z dnia na dzień obserwowałam wzrost zakażeń i wysłuchałam wielu opowieści o szkodliwości szczepień. Macedonia jest jednym z krajów o najmniejszym stopniu zaszczepienia w Europie. Już będąc w Bułgarii, w jednym z nadmorskich kurortów spotkałam znajomych, którzy od kilku miesięcy mieszkali nad Morzem Czarnym w swoich letnich domach, mimo że było już po sezonie, i nie zamierzali wracać do stolicy, bo śmiertelność jest wysoka, a wydolność służby zdrowia – niska. Niedawno jeden dalszy znajomy zmarł. Świetny, inteligentny 40-latek, który nie chciał się zaszczepić.

Ty też masz tu, w Otwocku, taką swoją enklawę, z dala od wielkomiejskiego zgiełku. Czy na okolicę, w której żyjesz, też patrzysz reporterskim okiem?

– Czasem tak, jest we mnie ten nawyk (śmiech). Mieszkam w Świdrze od kilku lat i jestem pod nieustającym wrażeniem tego miejsca: przyrody, architektury, ludzi i ich historii. Bardzo często w przerwach w pisaniu idę na spacer nad rzekę Świder, którą mam tuż obok. Poznałam w Otwocku dużo osób, nawiązałam przyjaźnie. Rzadziej wyjeżdżam, bo pandemia, ale i dlatego, że chcę towarzyszyć w dorastaniu moim dzieciom. Choć lubię pisać reportaże, to za najwyższą formę pisarską uważam jednak beletrystykę – powieści, opowiadania. Chciałabym opowiadać historie, które tworzę samodzielnie od początku do końca – to już robiłam i do takiego pisania ciągnie mnie najbardziej. Jeden z pomysłów na książkę jest też taki, żeby napisać o Świdrze, ale nie o świdermajerach, tylko właśnie przez pryzmat konkretnych ludzi i biografii – głębsze poznanie czyjegoś świata zawsze najbardziej mnie fascynuje. Jeśli ktoś chce dzielić się tym ze mną, jestem mu bardzo wdzięczna. Ten otwocki świat obserwuję na co dzień, rozmawiam z ludźmi – nosi w sobie wiele fascynujących opowieści.

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.