Działamy ponad podziałami

Od ponad dwóch dekad sztab Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy organizuje Hufiec ZHP Otwock. Harcerze robią to z pasją i zaangażowaniem przy wsparciu wolontariuszy, którzy nigdy nie zawodzą. Przez te lata na otwockich ulicach zebrano do puszek kilkaset tysięcy złotych. Sprzęt z fundacji WOŚP, który trafił do otwockich szpitali, jest wart ponad 6 mln zł!

Otwocki Hufiec ZHP jest od lat obecny podczas finałów WOŚP

O pracy przy organizacji finałów WOŚP kiedyś i dziś w rozmowie z Przemkiem Skoczkiem opowiada komendant hufca i wieloletni szef otwockiego sztabu TOMASZ GRODZKI

W Otwocku pierwsze finały to chyba koniec lat 90. Co z tego pamiętasz?

– Jestem komendantem hufca od 1993 roku, właśnie wtedy odbyła się pierwsza edycja WOŚP. Nasi harcerze od początku indywidualnie angażowali się w akcję jako wolontariusze, kręcili się po Otwocku, żeby zbierać pieniądze, ale rzeczywiście było to na małą skalę i hufiec nie włączał się w to oficjalnie. Pierwsza większa akcja, którą pamiętam, to było wspólne liczenie pieniędzy w redakcji „Linii Otwockiej” mieszczącej się wtedy przy ul. Kołłątaja. Nie jestem pewien, czy zarejestrowaliście wtedy swój sztab, czy robiliście to podpięci pod jakiś inny. To był prawdopodobnie 1998 albo 1999 rok, a w kolejnym hufiec zarejestrował już własny sztab i od tej pory robimy to co roku. To znaczy, że działamy z WOŚP ponad 20 lat.

Od lat bazą jest Powiatowy Młodzieżowy Dom Kultury, ale kiedyś finały odbywały się w różnych miejscach na terenie miasta.

– Formalnie sztab zawsze był zarejestrowany pod adresem PMDK, a wcześniej MDK, przy ul. Poniatowskiego 10, bo tu była i jest siedziba hufca. Od lat mamy zresztą ogromne wsparcie tej placówki, za co dziękuję pani dyrektor i jej pracownikom oraz podopiecznym, którzy włączają się w akcję. Kiedyś jednak imprezy rzeczywiście wędrowały po mieście. Były lata, kiedy finały organizowaliśmy w „Gałczynie”, odbywały się też na OKS-ie i w parku miejskim. Zawsze jednak kończyliśmy w PMDK, tu trafiały pieniądze, tu je liczyliśmy i stąd woziliśmy do studia telewizyjnego – bo przez pierwsze lata tak to wyglądało. Teraz środki są wpłacane do banku, wszystko się sprofesjonalizowało, ale na początku pakowaliśmy je w kartonowe pudła i wieźliśmy osobiście na Woronicza, gdzie było telewizyjne studio Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Często mieliśmy asystę otwockich policjantów, zdarzało się, że jechał z nami wiceprezydent Otwocka.

To musiało być emocjonujące.

– Było, i to bardzo. Wielkie wydarzenie, mnóstwo pozytywnej energii i świetnych emocji. W studiu było głośno, kolorowo, radośnie, pieniądze przekazywaliśmy Jurkowi Owsiakowi na żywo, informując, ile Otwock zebrał podczas finału. On krzyczał radośnie i dziękował wprost do kamery. To było coś! Każdy chciał się tam znaleźć, ale wejść mogła tylko nieduża grupa, więc robiliśmy konkursy: kto z wolontariuszy zbierze najwięcej pieniędzy, w nagrodę jedzie do studia. Co prawda z takiej wyprawy wracało się o drugiej w nocy, po całym dniu pracy, ale było warto.

Wspomniałeś, że teraz akcja odbywa się w sposób bardziej profesjonalny. Co to dokładnie oznacza?

– Fundacja stara się, by wszystko było bardziej ułożone, lepiej zorganizowane, także marketingowo. To już nie jest spontaniczny zryw, ale sprawnie działająca maszyna. Nasze działania na pewno są bardziej sformalizowane, mamy więcej papierów do wypełnienia, a to związanych z RODO, a to z bezpieczeństwem i kontrolą.

Zmieniły się też nasze przygotowania finałów tu, na miejscu. Kiedyś na przykład wszystkie plakaty, tło sceny, materiały dekoracyjne malowaliśmy sami i spędzaliśmy na tym długie godziny, do późnej nocy, świetnie się przy tym bawiąc. Teraz przy dekoracji też jest fajna atmosfera, ale już nie malujemy sami, tylko zamawiamy banery w drukarni, bo tak jest szybciej i prościej, a ludzi można zaangażować do innych rzeczy.

Pamiętam również, jak na jednym z pierwszych finałów szykowaliśmy Światełko do Nieba. Przywieziono nam fajerwerki, pokazano co i jak, ale wieczorem musieliśmy odpalić je sami, ręcznie. To była spora bateria i mieliśmy stracha, na szczęście nie doszło do żadnego wypadku. Teraz nie odważyłbym się na to, zresztą przepisy nie pozwalają. Robią to profesjonalne firmy.

Przygotowań jest niewątpliwie dużo i na wielu polach, ale z punktu widzenia mieszkańców zawsze najważniejsze były koncerty. Przewinęło się tu sporo gwiazd.

 – Tak, koncerty zawsze przyciągają ludzi. Pierwszą prawdziwą gwiazdą była chyba Urszula, która wystąpiła w parku miejskim. Grali też u nas Oddział Zamknięty, Sławomir, jak nie był jeszcze tak znany, Kapitan Nemo. Przewinęło się mnóstwo lokalnych zespołów, tych znanych, jak np. Oranżada, ale i mniejszych, których nazw raczej sobie nie przypomnę. Jednego roku zaprosiliśmy nawet zespoły disco polo, co spotkało się z krytyką, także na łamach „Linii Otwockiej”. Mimo wszystko nadal będę bronił tamtej decyzji. Koncert się udał, przyciągnął mnóstwo ludzi, którzy dobrze się bawili. Wiem, że przywykliśmy do rockowej oprawy WOŚP, ale moim zdaniem odświeżenie formuły jest cenne. Można robić koncerty jazzowe, folkowe, bluesowe, pokazywać muzyczną różnorodność. Na orkiestrowej scenie powinno być miejsce dla każdego.

W pierwszych latach artyści, nawet ci z górnej półki, występowali dla sprawy, niekomercyjnie. W pewnym momencie to się jednak zmieniło i na koncertach WOŚP gwiazdy chciały zarabiać. Nasze możliwości budżetowe przestały być wtedy wystarczające. Burzliwa dyskusja na ten temat przewinęła się przez media i właściwie wraca co roku. Oczywiście często jest tak, że kwota za występ, dajmy na to 10 tys. zł, to nie jest zysk artysty, tylko koszty ekipy technicznej, której trzeba wypłacić wynagrodzenia, to jest zakwaterowanie, zwrot za paliwo. My to rozumiemy i w miarę możliwości budżetowych zapraszamy też uznanych muzyków. Poza tym sporo płaci się za scenę, nagłośnienie, ochronę, promocję.

Trzeba jednak podkreślić, że każdy grosz, który trafia do puszek, jest wpłacany na konto fundacji. Koszty organizacyjne takich imprez nigdy nie są pokrywane ze zbieranych pieniędzy. Na to mamy środki od sponsorów albo z miejskich i powiatowych dotacji. Zresztą organizacja tych orkiestrowych koncertów i tak jest o połowę tańsza niż podobnych wydarzeń w ciągu roku. Na hasło „WOŚP” wiele osób i firm reaguje pozytywnie i robi swoje po kosztach albo z dużymi zniżkami.

Orkiestrze nie brakuje czarnego PR-u, zdarzają się sytuacje, że ktoś proszony o wsparcie w niewybrednych słowach wyraża się o WOŚP i Jurku Owsiaku?

– Nie spotykamy się z żadnymi negatywnymi reakcjami. Zdarzają się odmowy pomocy, ale wtedy te osoby mówią spokojnie, że „sorry, my tej akcji nie wspieramy”. Zawsze grzecznie. Są jednak i tacy, którzy wyznają, że z WOŚP jako ideą im nie po drodze, ale traktują ją jako jedną z akcji charytatywnych i mimo wszystko pomagają nam jako sponsorzy. Myślę, że to dla wielu firm dobra forma promocji.

Trzon orkiestrowej rodziny to wolontariusze. Chętnych zawsze jest wielu. To nie zmienia się od lat?

– Ba, jest ich zazwyczaj więcej niż miejsc, ponieważ od pewnego czasu liczba wolontariuszy jest odgórnie limitowana (w Otwocku mamy ich 150), a zapisy są prowadzone tylko elektronicznie, pod ścisłą kontrolą. Nie można, tak jak kiedyś, jakimś spóźnialskim po terminie wyrobić identyfikatorów. Młodzi ludzie bardzo angażują się w zbiórki. Zawsze pojawiają się jacyś liderzy, którzy wyprzedzają „peleton” o kilka długości. Jeśli średnia z puszki wynosi np. 1 tys. zł, to ci najlepsi przynoszą ponad 4 tys. zł! Są tacy, którzy w ciągu dnia przychodzą po drugą puszkę, bo ta pierwsza jest już pełna. Rozliczają ją i znów idą w miasto. To jest niesamowite. Oczywiście jesteśmy wdzięczni każdemu, kto pomaga, nawet jeśli przynosi kilkanaście złotych albo pustą puszkę, bo nagle się rozchorował. Przykre są tylko te sytuacje, gdy ktoś się zapisał, zajął miejsce, a potem nie przychodzi i nawet o tym nie informuje.

Często słyszymy od naszych wolontariuszy albo ich rodziców, że podczas pobytu w szpitalu korzystali ze sprzętów oznaczonych czerwonym serduszkiem. Bo on jest widoczny i jest go dużo, we wszystkich placówkach, najwięcej w szpitalu Grucy. W tym roku zrobiliśmy podsumowanie i okazuje się, że Otwock dostał z WOŚP sprzęt za ponad 6 mln zł. To, co zbieramy, wraca do nas zwielokrotnione, bo ta kwota znacznie przekracza te, które uzbieraliśmy przez te wszystkie lata.

Zawsze staramy się utrzymywać kontakt z wolontariuszami, dbamy o ich bezpieczeństwo. Staramy się przewidywać zagrożenia, wyprzedzać ryzyko. Tłumaczymy, że nie chodzi się samemu, najlepiej kwestować w grupkach, a nieletni pod opieką dorosłych. Uprzedzamy wolontariuszy o miejscach potencjalnie niebezpiecznych. O tym, jak się zachować w razie jakiejś napaści czy próby kradzieży, komu to zgłosić. Przez te wszystkie lata tylko kilka razy doszło do takich sytuacji. Kilku wolontariuszy okradziono z puszek, raz to sam zbierający okazał się nieuczciwy i wyciągał pieniądze z puszki jakimś drutem. Miał pecha, bo robił to na ulicy i przyłapała go policja.

À propos, od zawsze mamy od naszych lokalnych funkcjonariuszy wielkie wsparcie, podobnie jak od strażaków. Można na nich polegać. Od kilku lat pojawiają się obawy, że „góra” może zakazać służbom włączania się w działania WOŚP, ale jak dotąd wszystko układa się dobrze. Mamy też wsparcie samorządów. Zarówno pan prezydent, jak i pan starosta patronują naszym finałom. Jak widać, w szczytnym celu potrafimy w Otwocku wznieść się ponad pewne podziały polityczne i ideowe. To budujące.

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.