Przytulisko nie zastąpi prawdziwego domu

Wydaje się, że o Schronisku dla Bezdomnych Zwierząt w Celestynowie każdy z nas słyszał chociaż raz. Czy jednak wiemy, jak funkcjonuje takie przytulisko? 

Kacper Waliszewski

Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt przy ul. Prostej w Celestynowie działa już blisko pół wieku. Wcześniej swoją siedzibę placówka miała w Pruszkowie, skąd w 1971 roku została przeniesiona właśnie do Celestynowa. W Polsce podobnych zarejestrowanych ośrodków jest blisko 230. Dyrektor schroniska Łukasz Balcer swoją funkcję pełni od siedmiu lat, choć wcześniej pracował w tym miejscu. Już na pierwszy rzut oka widać, że placówka intensywnie się rozwija. Powstają nowe miejsca dla psów, schronisko jest zadbane, zbudowano także nową kociarnię (o której pisaliśmy na łamach „Linii” w grudniu 2020 roku). Trwa budowa Kliniki Zapobiegania Bezdomności Zwierząt – pierwszej takiej placówki w Polsce. Obecnie w głównym budynku schroniska poza biurami i pomieszczeniami dla pracowników znajduje się gabinet lekarski oraz sale operacyjna i pooperacyjna. Co warto zaznaczyć, niewiele schronisk w kraju może pochwalić się takimi salami. Dzięki temu lekarze codziennie mogą wykonywać proste zabiegi sterylizacji lub kastracji psów i są w stanie lepiej ocenić stan zdrowia zwierząt.

Schronisko zatrudnia na stałe 11 pracowników. Poza nimi kierownictwo placówki może liczyć na pomoc rzeszy wolontariuszy – w 2021 roku z przytuliskiem współpracowało ok. 340 osób. Poza tym w schronisku kilka osób wykonuje… prace społeczne.

Jak wygląda praca w schronisku?

Oczywiście każda z zatrudnionych osób ma inne obowiązki. Codziennie rano trzeba wyczyścić miski na pokarm i wodę oraz sprawdzić, w jakim stanie jest zarówno buda dla psa, jak i cały boks (czyli ogrodzone miejsce, w którym przebywa zwierzę). Każdemu czworonogowi trzeba poświęcić uwagę, a w przypadku podejrzenia pogorszenia się stanu zdrowia zwierzę można na miejscu przebadać. Codziennie o godz. 12 rozpoczyna się pora karmienia. Każdy pies dostaje odpowiednią porcję karmy, której dzięki darczyńcom nie brakuje.

– Karma pochodzi ze zbiórek i od indywidualnych darczyńców. Dzięki temu nie musimy jej kupować, a za zaoszczędzone pieniądze możemy sfinansować kosztowne operacje zwierząt. Jeśli mamy nadwyżki karmy, zazwyczaj dzielimy się nią z biednymi właścicielami czworonogów w okolicy lub z innymi potrzebującymi schroniskami – mówi Łukasz Balcer, dyrektor celestynowskiego przytuliska.

Po karmieniu (a czasami także przed nim) do części psów przychodzą wolontariusze, którzy pracują nad ich resocjalizacją. Dniem, na który wszystkie psy czekają z wytęsknieniem, jest sobota. To właśnie wtedy schronisko najbardziej tętni życiem. Wolontariusze stale współpracujący z placówką i osoby indywidualnie przyjeżdżające do schroniska w godz. 10-12 zabierają psiaki na spacery do pobliskiego lasu.

– Często jest tak, że wolontariusze i ludzie przyjeżdżający w soboty potrafią bardzo się zżyć z tymi zwierzętami i nierzadko spacery się przedłużają. W wielu przypadkach osoby, które przez dłuższy czas przyjeżdżają, by wyprowadzić konkretnego psa, decydują się na adopcję zwierzęcia – mówi Władysława Masna, która pracuje w schronisku od ponad 25 lat.

Praca w przytulisku to nie tylko obowiązki od poniedziałku do piątku czy w soboty – by zapewnić zwierzętom pokarm i opiekę, pracownicy przyjeżdżają także w niedziele.

Pierwsze dni zwierzęcia w schronisku

Do przytuliska trafiają najczęściej psy. Zazwyczaj są w złym stanie, zarówno fizycznym, jak i psychicznym. Jak relacjonują pracownicy schroniska, ludzie potrafią przywiązać zwierzę do drzewa i zostawić je na pastwę losu. Zdarzały się także sytuacje, że właściciel, przejeżdżając obok schroniska, wyrzucał psiaka z samochodu przez otwarte okno lub przerzucał małego kota za ogrodzenie schroniska.

Gdy takie zwierzę zostanie znalezione przez pracowników lub odebrane z interwencji, trafia na 14-15-dniową kwarantannę. Jest wtedy dokładnie badane, sterylizowane, kastrowane i szczepione przeciwko wściekliźnie. Pies, który doświadczył przemocy lub przez jakiś czas się błąkał, nie może od razu być wyprowadzany na sobotnie spacery. Najpierw musi przejść resocjalizację – doświadczeni wolontariusze pracują z takim psem, by zmienić jego zachowanie i nastawienie do ludzi. Każdy pies jest inny i potrzebuje innego czasu na przyzwyczajenie się do nowej sytuacji. Niektóre adaptują się szybko, inne potrzebują więcej uwagi. Trudno się dziwić – do schroniska trafiają nawet psy postrzelone lub takie, nad którymi się znęcano.

Do przytuliska trafiają także psy, które zostały odebrane osobom umierającym lub których właściciel już nie żyje. Takie zwierzęta często przeżywają ogromną traumę. To właśnie im pracownicy starają się jak najszybciej znaleźć nowy dom i kochającego właściciela.

Wolontariat siłą schroniska

W ubiegłym roku podpisano około 340 umów pozwalających na pracę ze zwierzętami, w tym roku jest ich ponad 100. Praca w ramach wolontariatu może mieć różny charakter. Początkowo jest to przede wszystkim sobotnie wyprowadzanie psów, które przebywają w schronisku od dłuższego czasu. Z kolei doświadczeni wolontariusze współpracujący ze schroniskiem od kilku lat mogą pracować w ciągu tygodnia z psami, np. przy resocjalizacji.

Wbrew pozorom nie jest trudno zostać wolontariuszem. Przede wszystkim takiej osobie powinno zależeć na dobru zwierząt i musi mieć czas, by przyjechać do schroniska w sobotę.

Edukacja to też dbanie o zwierzęta

Pracownicy schroniska bardzo duży nacisk kładą na edukację. Starają się przekazywać ludziom wiedzę dotyczącą tego, jak dbać o psy i koty, zwracają uwagę na problem bezdomności czy zaniedbywania zwierzaków. Ich priorytetem jest ogólny dobrostan zwierząt – nie tylko tych będących pod ich opieką. – Chcemy, by trafiało do nas jak najmniej psów i kotów. Niestety, choćby schronisko miało najlepszą karmę i fachowców, zawsze będzie schroniskiem i nie zastąpi prawdziwego domu. Dlatego chcemy przede wszystkim edukować ludzi i zapobiegać bezdomności zwierząt – tłumaczy Łukasz Balcer. Przytulisko współpracuje w tym zakresie z różnymi placówkami, m.in. pobliskimi szkołami.

Poza edukacją schronisko organizuje np. wyjazdy z kastrobusem, czyli naczepą, w której można wykonać zabieg sterylizacji, kastracji czy podstawowe badania psa lub kota. – Podczas takich akcji staramy się uświadamiać ludzi, w jaki sposób dbać o zwierzęta i jak zapobiegać ich bezdomności – podkreślają osoby pracujące w schronisku. Podczas trzydniowej akcji pracownicy przytuliska i Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami są w stanie przebadać od 120 do 150 zwierząt. Takich przedsięwzięć jest w ciągu roku kilka. Kastrobus jest dostosowany do przewozu zwierząt, a w kilkudniowej akcji bierze udział kilkunastu lekarzy na co dzień zajmujących się psami i kotami. Najbliższy wyjazd jest planowany w marcu.

Zaadoptuj czworonoga

Proces adopcji rozpoczyna się na profilu schroniska na Facebooku (Celestyniaki – Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Celestynowie), tam możemy obejrzeć zdjęcia psów gotowych do adopcji i uzyskać podstawowe informacje na ich temat. Po pierwszym kontakcie osoba chcąca adoptować zwierzę wypełnia ankietę, a później jest zapraszana na rozmowę z pracownikami schroniska. Podczas takiego spotkania pracownicy chcą się upewnić że zwierzak trafi w dobre ręce. Podczas rozmowy przekazują wszystkie informacje o czworonogu, udzielają rad i podpowiedzi, które mogą okazać się bezcenne dla osób, które chcą adoptować psa, a wcześniej nie miały żadnych zwierząt. W końcu przychodzi moment na zapoznanie z psem. Nowy właściciel czworonoga dostaje specjalne pakiety i poradnik przygotowany przez międzynarodowych specjalistów, z których dowie się m.in. tego, jak traktować psiaka  i o niego dbać, kiedy iść z nim do lekarza. Cały proces adopcji zazwyczaj kończy się szczęśliwie – zwierzę dostaje nowy dom, a osoba adoptująca wiernego przyjaciela.

Każda pomoc mile widziana

Nie trzeba być wolontariuszem, by móc pomagać. Jest naprawdę wiele sposobów, jak pomóc schronisku – od przekazania jednego procenta podatku w okresie rozliczeniowym, poprzez przekazanie karmy lub darowizn, po wyjście z psem na spacer. Poza tym schronisko organizuje zbiórki – to dzięki nim powstała nowa kociarnia, a władze schroniska płacą za wspomniany wcześniej kastrobus. Trzeba też wspomnieć o pierwszej w Polsce Klinice Zapobiegania Bezdomności Zwierząt w Starej Wsi, która jest obecnie w budowie. W dużej mierze to właśnie dzięki ludziom te inicjatywy były możliwe, a warunki, w jakich przebywają zwierzęta, w ostatnich latach znacznie się polepszyły.

4 komentarze do “Przytulisko nie zastąpi prawdziwego domu

  • 11 lutego 2022 o 19:31
    Permalink

    Chyba ktoś napisał tendencyjny artykuł na życzenie… Wystarczy bardziej sie sprawie przyjrzeć i porozmawiać z ludzmi, którzy są bliżej schroniska lub kiedyś sporo czasu temu współpracowali ze schroniskiem oraz Panem Łukaszem Balcerem i okazuje sie niestety, że wcale nie jest tak kolorowo. Mało kto wie, że Łukasz Balcer ma zarzuty prokuratorskie za zaniedbanie kota/kotów i dlatego powstała piekna kociarnia by ratować jakoś nadszarpnięte już nie raz zresztą dobre imię..

    Odpowiedz
  • 12 lutego 2022 o 12:17
    Permalink

    Co do adopcji to mam wrażenie że bardziej chodzi o wyrwanie pieniędzy niż o znalezienie dla psa domu ( wymagania adopcyjne z kosmosu )

    Odpowiedz
  • 14 lutego 2022 o 08:49
    Permalink

    A ja mieszkam w Celestynowie obok schroniska od 30 lat, i mogę powiedzieć że jest OGROMNA różnica w tym jak jest schronisko zarządzane, jak wyglądają zwierzęta, nie ma smrodu, bałaganu i nie wyją psy. Teraz to jest nowoczesna placówka. Wymagania i zapisy w umowach adopcyjnych nie odbiegają od normy, podobne są w wielu innych placówkach. A Panie zatrwożone nad losem psów i kotków, opieka nad zwierzęciem to nie tylko głaskanie i przytulanie.

    Odpowiedz

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.