Skrzypce wyzwalają moje emocje

Maja Dzierżawska ma prawie 20 lat i połowę życia poświęciła grze na skrzypcach. W tym roku zdaje maturę i szykuje się do egzaminów na Akademię Muzyczną w Warszawie. Zapamiętajcie jej nazwisko, bo na pewno jeszcze o niej usłyszycie

Zespół Skaldowie śpiewa w swoim przeboju o prześlicznej wiolonczelistce, na której występy w filharmonii wciąż każdy gna. Idę o zakład, że Maja też będzie działała na słuchaczy jak magnes. Jest ambitna, pracowita i ma to „coś”, co sprawia, że odniesie sukces. Jej rozwój obserwuję od ponad dekady. Kilkuletnia skrzypaczka zwracała uwagę na lokalnych występach i konkursach. W 2013 roku zwyciężyła w pierwszej edycji festiwalu Sacrosong i udzieliła mi wtedy krótkiego wywiadu. Dziś wspomina, że miała wtedy przed kamerą ogromną tremę. Przez te lata zrobiła ogromne postępy i jest na drodze do profesjonalnej kariery.

O swojej pasji MAJA DZIERŻAWSKA opowiada w rozmowie z Przemkiem Skoczkiem

Miło cię widzieć, Maju, i wiedzieć, że konsekwentnie rozwijasz się muzycznie.

– Dziękuję i wzajemnie. Rzeczywiście, skrzypce cały czas mi towarzyszą. Teraz sporo ćwiczę, bo przede mną egzaminy wstępne na studia muzyczne. Mam do opanowania trzy wymagające wielomiesięcznych przygotowań utwory. Zaczęłam w grudniu, więc przede mną sporo pracy. Chcę dostać się na Akademię Muzyczną. Innej opcji nie ma (śmiech).

 Zuch dziewczyna. Pewność siebie to ważna cecha. Kiedy pierwszy raz sięgnęłaś po skrzypce?

– To było około 10 lat temu. Któregoś dnia, tuż przed świętami, wspólnie z tatą oglądaliśmy telewizję. Skacząc po kanałach, trafiliśmy na koncert orkiestry symfonicznej i zachwyciłam się brzmieniem skrzypiec. Powiedziałam tacie, że pod choinkę chciałabym dostać skrzypce. I tak się stało. Nie był to zbyt dobry instrument, ale wystarczający dla osoby początkującej. Tata zapisał mnie do Prywatnej Szkoły Muzycznej w Otwocku na zajęcia u pani Agnieszki Michalczyk. Od początku sama się nakręcałam, rodzice nigdy nie musieli zmuszać mnie do ćwiczeń. Chciałam grać, doskonalić się, a jak doszły konkursy i pierwsze sukcesy, ten głód grania i motywacja były jeszcze większe. Po pierwszym debiucie odkryłam w sobie ducha rywalizacji, to dawało mi kopa.

Oczywiście musiałam nauczyć się cierpliwości, bo początki gry na skrzypcach są trudne, a ja chciałam od razu grać jak najlepsi i denerwowałam się, gdy mi nie wychodziło (śmiech). Byłam na tyle ciekawa i żądna wiedzy, że szukałam różnych nagrań w internecie i uczyłam się w domu. Tak opanowałam na przykład wibrację i kilka innych technicznych sztuczek. Na szczęście mam w sobie sporo samodyscypliny.

Czyli mimo trudności nie zwątpiłaś w słuszność obranej drogi? Kiedy w ogóle poczułaś, że skrzypce to twój sposób na życie?

– Bardzo wcześnie. Właściwie od festiwalu Sacrosong, na którym zdobyłam pierwszą nagrodę. Poczułam tam po raz pierwszy, jaka to frajda. To połączenie stresu i radości z sukcesu było niesamowite. Chciałam grać coraz więcej i startować w kolejnych konkursach. Do tej pory mi to zostało (śmiech). W ciągu ostatnich kilku lat zdarzyło się, że miałam kilka konkursów w miesiącu, zarówno ogólnopolskich, jak i międzynarodowych. Prawie z każdego wróciłam z jakąś nagrodą albo wyróżnieniem.

Pierwszy poważny spadek motywacji pojawił się u mnie dopiero wraz z nadejściem pandemii. Nie było koncertów ani konkursów, a jeśli już były organizowane, to tylko online. Wysyłało się wtedy nagrania swoich występów. Mi taka forma nie do końca odpowiada. Ważna jest dla mnie bezpośrednia rywalizacja w konkursie. Jak gram na żywo przed komisją, to pojawia się stres, a wraz z nim adrenalina. Lubię te emocje. Lekcje też mieliśmy zdalnie, a nauka przed ekranem telefonu nijak ma się do normalnej. Była wręcz frustrująca, zresztą nie tylko dla mnie. Większość kolegów i koleżanek ze szkoły źle znosiła te pandemiczne zawirowania. Na pewien czas straciliśmy z oczu cel. Na szczęście wszystko już się normuje.

Zaczynałaś w Otwocku, a później gdzie się kształciłaś?

– Po dwóch latach w Otwocku, gdy opanowałam podstawy, rodzice zapisali mnie do Państwowej Szkoły Muzycznej I stopnia w Warszawie przy ul. Grochowskiej. Tam chodziłam od trzeciej klasy do końca, a teraz uczę się w Zespole Państwowych Szkół Muzycznych nr 1 w Warszawie przy ul. Rakowieckiej. Jestem w piątej klasie, teoretycznie została mi jeszcze szósta, ale ją omijam. W maju zdaję maturę i mam zamiar iść w tym roku na studia, a szkołę II stopnia będę kończyć równolegle z pierwszym rokiem studiów.

Zdaję sobie sprawę, że to ambitny plan, ale przywykłam do takiego trybu pracy. Od lat musiałam godzić naukę w podstawówce, a potem w liceum ze szkołą muzyczną. Bywało trudno. Chodziłam do otwockiej „Dwunastki”. Zdarzało się, że lekcje kończyłam o godz. 15, a potem jechałam do Warszawy na zajęcia, które zaczynały się o godz. 15.30. Wiadomo, że musiałam wyjść wcześniej tu albo spóźnić się tam. Trzeba było się namęczyć, aby utrzymać odpowiednią frekwencję w obu szkołach, ale się udawało. Gorzej było w szkole średniej. Uczyłam się w liceum w Warszawie, więc żeby dojechać na godz. 8, wstawałam o godz. 5. Po lekcjach pędziłam do szkoły muzycznej, gdzie siedziałam do późna. Do domu wracałam nawet o godz. 23. Ten etap mam jednak za sobą. Uczyłam się w trochę innej szkole niż moi rówieśnicy, a dokładnie w Centrum Kształcenia Ustawicznego dla ludzi pracujących. Skończyłam je w zeszłym roku, ale nie przystąpiłam do matury. Skorzystałam z możliwości zrobienia rocznej przerwy i egzaminy będę zdawać teraz.

Masz idoli wśród skrzypków?

– Naturalnie, największym jest Maxim Vengerov. Uważam, że to jeden z najlepszych skrzypków na świecie. Mam kilka wzorów do naśladowania. W czasie nauki gry dość wcześnie obrałam taką metodę, że znajdowałam w otoczeniu koleżankę, która była lepsza ode mnie i intensywnie ćwicząc, starałam się ją dogonić i grać jak ona. Mam na myśli poziom umiejętności, nigdy nie chodziło mi o naśladowanie czy kopiowanie czyjejś gry. Zawsze staram się to robić po swojemu, twórczo, a nie odtwórczo. Teraz, gdy sama jestem na wyższym poziomie, takim punktem odniesienia nie są już koleżanki ze szkoły, tylko profesjonalni muzycy i to na nich się wzoruję.

Trzy lata temu miałam okazję być na kursie mistrzowskim we Włoszech u rosyjskiego skrzypka Siergieja Krawczenki. To było wspaniałe doświadczenie. Przez pewien czas rozważałam naukę pod jego okiem. Otrzymałam też propozycję zagrania koncertu w Moskiewskiej Filharmonii. Wszystkie te plany przekreśliła pandemia.

Co jest według ciebie najważniejsze w grze na skrzypcach? Dlaczego pokochałaś ten instrument?

–  Grając na skrzypcach, wyzwalają się we mnie emocje, które zwykle są  głęboko ukryte. Po prostu pozwalają mi lepiej wyrazić siebie. To zawsze opowiadanie jakiejś historii, w którą wkłada się mnóstwo serca i emocji. Takie granie można nazywać sztuką. Dlatego gdy jeżdżę na kursy muzyczne, często spotykam się ze zdziwieniem ze strony nowo poznanego pedagoga, że tak spokojna dziewczyna potrafi zagrać z temperamentem.

Jak widzisz swoją muzyczną przyszłość?

– Przede wszystkim studia, z nimi wiążę spore nadzieje. Myślę, że to będzie bardzo ciekawy i inspirujący czas. A także okazja do próbowania różnych nowych rzeczy. W przyszłości chciałabym sprawdzić się w profesjonalnej, dobrej orkiestrze, ale jak dotąd miałam tylko kilka okazji, aby zagrać w zespole.

Czuję też w sobie powołanie do nauczania. Mam pewność, że byłabym w tym dobra i chciałabym uczyć. Nawet jak sama ćwiczę, to lubię wyobrażać sobie, że prowadzę kurs. W tej zabawie jestem oczywiście raz uczniem, a raz nauczycielem. Daję rady, sugestie, potem gram, a gdy coś mi nie wyjdzie, mówię „uczniowi”, co zrobił źle i jak to poprawić (śmiech). To może wydawać się dziecinne, ale pomaga, bo służy analizie mojej gry. Dzięki temu sama dostrzegam, co muszę jeszcze poprawić, nad czym bardziej popracować. W mojej muzycznej przyszłości z pewnością znajdzie się też miejsce na uczenie innych. Na początku pewnie będą to jakieś prywatne lekcje dla dzieci, ale docelowo widziałabym też siebie na uczelni. Oczywiście mam zamiar łączyć to z graniem. Z rozwoju własnej kariery muzycznej nie zamierzam rezygnować. Trudno mi powiedzieć, czy to będzie kariera w orkiestrze czy jako solistka. Czas pokaże.

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.