Jak pączek w maśle

Z okazji Tłustego Czwartku pozwalamy sobie na odstępstwo od wszelkich diet i kulinarnych wyrzutów sumienia. Choć zjadamy średnio po dwa pączki, co wydaje się raczej niedużą liczbą, to kwota, jaką na nie wydajemy – ok. 150 mln zł! – robi imponujące wrażenie. Jak dobrze wybrać pączki, żeby można było uznać, że nie były to zmarnowane pieniądze? Na co zwrócić uwagę? A także jak przechować i wykorzystać te, których jednak nie damy rady zjeść?

AGATA LEGAN

Tłusty Czwartek to święto ruchome, obchodzone na tydzień przed rozpoczęciem Wielkiego Postu. Związane z nim tradycje zmieniały się na przestrzeni wieków, a ich obecna forma to wypadkowa połączenia zwyczajów religijnych i świeckich: pożegnania karnawału i rozpoczęcia czasu duchowego przygotowania się na najważniejsze chrześcijańskie święto, tj. Wielkanoc, oraz symbolicznego pożegnania zimy, by rozpocząć oczekiwanie na wiosnę.

Ten „tłusty dzień” świętowano, spożywając ogromne ilości… mięsa! To właśnie ono stanowiło podstawę ostatniej zimowej uczty. Na wsiach w co bogatszych gospodarstwach bito świnie i goszczono się nawzajem, aż skończyły się wszystkie przygotowane z tego mięsa potrawy, a wykorzystywano dosłownie każdą jadalną część zwierzyny – także kości, podroby (gotowano na nich wywar) i słoninę, którą dodawano do kapusty, pierogów, kaszy czy pieczywa. Dużą popularnością cieszyły się też faszerowane wieprzowe żołądki, tzw. maćki. Podczas biesiady piło się nieprzyzwoite wręcz ilości alkoholu – wina, piwa i wódki. Brak umiaru tłumaczono sobie w ten sposób, że miał on niejako zaklinać rzeczywistość i zapewniać ucztującym dobrobyt (w tym obfitość pożywienia) na resztę roku. Pierwsze zapustowe pieczywo – suche i twarde pszenne ciasto – w roli zagryzki również smażono w głębokim, rozpuszczonym smalcu, którym musiało solidnie nasiąknąć. Czasami pieczone buły czy pampuchy faszerowano słoniną lub boczkiem. Słodkie nadzienie pojawiło się w Polsce dopiero na przełomie XVI i XVII w., prawdopodobnie pod wpływem tureckich najeźdźców.

Słodki ideał

Jak go znaleźć? Otóż naprawdę dobry pączek powinien przede wszystkim pięknie pachnieć (tzn. świeżym tłuszczem i ciastem drożdżowym) i mieć złocisty kolor z jasną, lekko wklęsłą obwódką pośrodku. Jeśli niepokoi nas zapach czy to samych wypieków, czy miejsca ich wyrobu, lepiej poszukać ich gdzie indziej. Stary tłuszcz czy przepalone ciasto, nawet jeśli nie wyczujemy znaczącej różnicy w smaku, mogą poważnie zaszkodzić naszemu zdrowiu, zawierają bowiem rakotwórcze wolne rodniki. Jaśniejszy pasek na brzegu pączka i równomiernie puchate boki po obu jego stronach oznaczają, że ciasto miało czas, by dobrze wyrosnąć, i jest odpowiednio puszyste. Unikajmy zbyt płaskich pączków, które zrobiono w pośpiechu (lub – co gorsza – z nieświeżych drożdży), oraz tych całych brązowych, zarówno zbyt ciemnych, jak i bez obwódki, bo to z kolei sygnał, że smażono je w zbyt wysokiej temperaturze, tj. wyższej niż 180ºC, lub trzymano w tłuszczu za długo, czyli dłużej niż pięć minut. Zbyt podgrzany tłuszcz to źródło niebezpiecznych wolnych rodników, a ponadto przesmażone ciasto wchłania go po prostu za dużo i staje się znacznie bardziej ciężkostrawne.

Poza wyglądem samego pączka warto też zwrócić uwagę, jak prezentują się jego dodatki. Oczywiście w większości piekarni czy cukierni nie można próbować smakołyków przed zakupem, więc jakość wypełnienia – konfitur, budyniu czy kremu – będziemy mogli ocenić dopiero w domu, ale już lukier, polewa czy posypka, np. z suszonej skórki pomarańczy, są dostępne do podejrzenia, a po ich wyglądzie bez trudu możemy stwierdzić, czy produkt jest świeży. Lukier czy polewa powinny być gładkie i jednolite – bez grudek, pęknięć lub pokruszonych fragmentów. Poza tym dobra polewa czekoladowa musi pachnieć czekoladą (a nie tłuszczem) i mieć naturalny kolor bez przebarwień czy wyblakłych miejsc świadczących o wątpliwej jakości produktu.

Co jeszcze decyduje o wartości pączka?

Naturalnie ważne jest miejsce, w którym kupujemy wypieki. Statystycznie siły rozkładają się po równo: ok. 40 proc. Polaków decyduje się na zakup wypieków w marketach i tyle samo wybiera sprawdzoną piekarnię lub cukiernię. Reszta stawia na samodzielne pieczenie tłustoczwartkowych słodkości lub w ogóle rezygnuje z tego typu przysmaków.

Podstawową zaletą supermarketowych pączków jest ich cena, szeroki wybór smaków i całodzienna dostępność, która niestety zazwyczaj wynika z faktu, że są to produkty dużo wcześniej zamrożone, a tego dnia jedynie podgrzewane na bieżąco, w zależności od popytu. Co więcej, w ich składzie bardzo często znajdują się sztuczne dodatki, konserwanty czy spulchniacze, co dotyczy nie tylko ciasta, lecz także nadzienia. Pączki z lokalnych piekarni czy cukierni zdecydowanie wyprzedzają konkurencję pod względem jakości i świeżości. Powstają na bazie tradycyjnych receptur i mają prosty skład. Bardzo często trafiają do klientów niemalże prosto z pieca czy patelni, jeszcze ciepłe i naprawdę apetycznie pachnące. Bywa, że odstraszają ceną, ale z drugiej strony można przecież kupić ich mniej, a tym samym mniej zjeść, co z pewnością jest korzystniejsze dla zdrowia.

Ratujemy resztki

Pączków nie należy chować do lodówki – zimno źle wpływa na jakość ciasta, więc nawet gdy nie stwardnieją, staną się po prostu niesmaczne. Najlepiej owinąć je papierową serwetką lub ręcznikiem kuchennym, włożyć do papierowej torby i zamknąć jej brzeg – powinny wówczas przetrwać nawet kilka dodatkowych dni. Jeśli mimo wszystko sczerstwieją, można je podgrzać – przez ok. 10-15 sekund w mikrofalówce. Powinny stać się miękkie i puszyste jak przedtem. Inne sposoby na wykorzystanie suchych pączków to np. pokrojenie ich w grube plastry i podsmażenie na maśle lub zrobienie z nich przekąsek na wzór tostów francuskich, tj. obtoczonych uprzednio w jajku z mlekiem i podsmażonych na maśle.

Nie tylko czwartek

Wielki Post rozpoczyna Środa Popielcowa, a ostatni dzień karnawału przypada na poprzedzający ją wtorek i to właśnie tego dnia przez wiele wieków hucznie żegnano czas zabaw i biesiad. Zwyczaj ten przetrwał do dziś m.in. we Francji, Szwecji, Danii, Wielkiej Brytanii, Australii czy USA, gdzie jest obchodzony Mardi Gras – tłusty wtorek. Odbywają się wówczas festiwale, festyny i parady uliczne, którym towarzyszy objadanie się słodkościami. W Polsce ostatni wtorek karnawału bywa nazywany śledzikiem (na powitanie postnego śledzia).

Domowe minipączki z serka homogenizowanego

Od kilku lat są hitem nie tylko w Tłusty Czwartek, lecz także jako słodka przekąska na dowolne przyjęcie. Są uwielbiane przez dzieci, szybkie i banalnie łatwe do wykonania.

Potrzebne będą:

  • 2 opakowania serka homogenizowanego naturalnego lub – jeśli lubisz – waniliowego (możesz też użyć np. mielonego białego sera lub ricotty) – ok. 300 g,
  • 1,5 szklanki mąki pszennej (sprawdzi się również mieszanka różnych mąk),
  • 2 jajka,
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia,
  • 2 łyżeczki rumu/koniaku/wódki (dodatek alkoholu zapobiega nadmiernemu wchłanianiu tłuszczu przez ciasto, a w tej ilości w smaku jest praktycznie niewyczuwalny),
  • szczypta soli,
  • do smażenia: ok. 400-500 ml oleju roślinnego – najlepiej mieszanki olejów, np. słonecznikowego, rzepakowego i z pestek dyni (ich wspólna temperatura dymienia jest wyższa, a proces smażenia na głębokim tłuszczu staje się choć trochę bezpieczniejszy dla zdrowia);
  • do obtoczenia: cukier puder lub zmiksowany w młynku do kawy cukier trzcinowy i cynamon.

Serek i jajka powinny mieć temperaturę pokojową, więc warto wyjąć je z lodówki na godzinę przed rozpoczęciem smażenia. Najpierw mieszamy w misce suche składniki i odstawiamy na mniej więcej pięć minut. Składniki mokre miksujemy na średnich obrotach, następnie dodajemy suchą mieszankę i miksujemy jeszcze przez chwilę, aż utworzy się dość gęsta, jednolita masa. Pączki możemy smażyć na głębokiej patelni lub w rondelku. Rozgrzewamy w nim tłuszcz do temperatury 180°C (można zmierzyć specjalnym termometrem lub użyć drewnianej pałeczki do sushi – gdy jej końcówka zacznie się pienić, to znak, że olej jest odpowiednio podgrzany). Ciasto możemy wrzucać łyżką (przyda się kubek z ciepłą wodą do jej maczania), nie musi mieć regularnych kształtów, ale jeden pączek nie powinien być większy niż piłka do ping-ponga – wtedy dobrze się dopiecze w środku. Po ok. pięciu minutach powinny być już zarumienione i gotowe do wyjęcia na kratkę i ręcznik papierowy (wchłonie nadmiar tłuszczu). Po lekkim ostudzeniu można je obtoczyć w cynamonowo-cukrowej posypce. Smacznego!

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.