Siedem tygodni żeglugi

Jakub Deka kilka dni temu skończył 18 lat. Właśnie wrócił z prawie dwumiesięcznego rejsu przez Atlantyk na trasie: Malaga – Gibraltar – Teneryfa – Capo Verde – Barbados – St. Barthelemy – Saint Martin – Gwadelupa – Martynika. Po pokonaniu pięciu tysięcy mil morskich jest spełniony, szczęśliwy i… zakochany!

Młody żeglarz mieszka w Wawrze, ale jego mama pochodzi z Otwocka, a tata z Józefowa. Ojciec wziął go po raz pierwszy na wodę, gdy Kuba był jeszcze mały. Tak zrodziła się pasja, dzięki której w tak młodym wieku wyruszył w oceaniczny rejs żaglowcem STS Fryderyk Chopin. Poznał smak wielkiej przygody i zobaczył miejsca, o których każdy marzy.

O wyprawie z Niebieską Szkołą, wyzwaniach i planach na przyszłość JAKUB DEKA opowiada w rozmowie z Przemkiem Skoczkiem

Za tobą przygoda życia. Jak trafiłeś do załogi STS Fryderyk Chopin?

– W czerwcu ubiegłego roku byłem na tygodniowym rejsie turystycznym tym żaglowcem. Tata zabrał nas całą rodziną, z mamą i młodszym bratem. Od samego początku polubiłem ten statek, to był mój pierwszy rejs na takim żaglowcu i już wtedy wiedziałem, że nie ostatni. Podczas rejsu kolega opowiedział mi o Niebieskiej Szkole. Stwierdziłem, że to jest coś, co bardzo chciałbym przeżyć.

Droga do tego zapewne zaczęła się wcześniej. Żeglarstwo to u was rodzinna pasja?

– Tak, nieraz byliśmy na żaglach na Mazurach czy Morzu Śródziemnym. Zaczęło się od taty, który zabierał naszą rodzinę na jeziora, odkąd tylko pamiętam, a z czasem zaraziłem się od niego pasją do tego sportu. Mama również pokochała żeglarstwo.

Ten rejs miał charakter szkoleniowy? Jak liczna była załoga i ile osób z niej stanowiła młodzież?

– Załoga liczyła 50 osób, z czego młodzież licealna stanowiła 36 osób. Charakter rejsu tak naprawdę zależał od podejścia poszczególnych uczestników. Dla mnie z jednej strony był szkołą życia i zebraniem doświadczenia żeglarskiego, a z drugiej możliwością zwiedzania świata w ciekawy sposób. Przepłynęliśmy Ocean Atlantycki, co jeszcze do niedawna wydawało mi się bardzo abstrakcyjnym marzeniem.

Jakie były twoje obowiązki podczas rejsu?

– Życie na statku toczy się według pewnego schematu. Doba jest podzielona na sześć czterogodzinnych części, a załoga na trzy grupy, czyli wachty. Każda wachta pracuje cztery godziny, a potem ma osiem godzin odpoczynku. I tak przez całą dobę. Czyli w ciągu doby każdy pracuje osiem godzin i 16 godzin odpoczywa. Nauka czy jedzenie odbywają się oczywiście w czasie odpoczynku. Dodatkowo w ciągu dnia i nocy zdarzają się różnego rodzaju alarmy, na przykład „alarm do żagli”. W takiej sytuacji wszyscy, nawet ci, którzy w tym czasie odpoczywają, muszą w kilka minut pojawić się na pokładzie i wykonać polecenia kapitana. Ponadto statek był podzielony na trzy strefy: dziób, śródokręcie i rufę. Każda wachta była odpowiedzialna za obsługę innej części statku. Co dwa tygodnie zmienialiśmy strefy, dzięki czemu każdy uczestnik miał możliwość poznania zasady obsługi wszystkich części statku. Grupy pozostawały te same, więc zmienialiśmy miejsce pracy i obowiązki, ale nie ludzi z wachty.

Do naszych zadań należało sterowanie statkiem, obsługa rei i żagli (brasowanie, trymowanie, klarowanie), sprzątanie pokładu czy obserwacja tego, co działo się wokół statku. Oczywiście wszystko pod kontrolą kapitana lub oficerów. Poza tym co 10 dni wywieszana była 10-dniowa rozpiska dodatkowych zadań dla każdej osoby, np. wachta kambuzowa lub wachta bosmańska. Podczas tych wacht trzeba było zgłosić się do konkretnej osoby z załogi stałej, do której załogant był oddelegowany.

W przypadku wachty kambuzowej należało pójść do kambuza, czyli statkowej kuchni, a następnie cook mówił, co trzeba robić. Przygotowanie posiłków dla 50 osób jest sporym wyzwaniem. Do tego dochodziła nauka, osiem godzin dziennie. Bywało, że brakowało czasu na sen, ale nudy nie było na pewno.

 Czyli nikt szkoły nie zawali mimo długiej nieobecności?

– Nauka na statku nie była łatwa, ale dzięki odpowiedniej motywacji udało mi się zrealizować plan i zdobyć dobre stopnie. Nie zaniedbałem szkoły, dlatego wiem, że mogę polecić taką wyprawę osobom chcącym przeżyć podobną przygodę, nie tracąc przy tym lekcji. Ja jestem teraz w trzeciej klasie liceum ogólnokształcącego i maturę mam dopiero za rok, ale na pokładzie były osoby, które zdają egzamin w tym roku. Dla nich to było największe wyzwanie.

Co wspominasz najlepiej?

– Najlepiej wspominam relacje z ludźmi ze statku, bardzo się zżyliśmy. Czas spędzony na żaglowcu uważam za jedno z najfajniejszych przeżyć w moim życiu. Oczywiście zwiedzanie wysp karaibskich też było fantastyczne, widoki były naprawdę prześliczne. Odwiedziliśmy Barbados, Saint Barthelemy, Saint Martin, Gwadelupę i Martynikę. Na większości ludzie niestety nie mówili po angielsku, więc jeżeli ktoś nie znał francuskiego (tak jak ja), miał pewne problemy z porozumiewaniem się, ale jakoś dawaliśmy radę. Na niektórych wyspach jeździliśmy na zorganizowane wycieczki, dzięki temu mogliśmy zwiedzić najciekawsze miejsca.

 Co było najtrudniejsze?

– Najtrudniejszy był brak kontaktu z rodziną i przyjaciółmi. Młodzież tęskniła za bliskimi, zwłaszcza podczas „przelotu” przez Atlantyk, który trwał 12 dni. Nie mieliśmy wtedy żadnego kontaktu ze światem zewnętrznym.

Jakie twoje cechy okazały się najważniejsze podczas tego wyzwania?

– Myślę, że wytrwałość, samodzielność, ale i umiejętność pracy w grupie były najbardziej pomocne.

Ocean to większe wyzwanie niż jeziora mazurskie. Czy rejs przebiegł spokojnie, bez sztormów i niebezpieczeństw?

– Ocean to zdecydowanie większe wyzwanie, choć woda to żywioł i nie ma znaczenia, czy to jezioro, czy ocean, zawsze trzeba zachować rozsądek i czujność. Nasz rejs przebiegł bez sztormów, chociaż zdarzały się silniejsze wiatry i większe fale, ale byliśmy spokojni. Załoga wiedziała, co robi, i mimo czasem trudnych warunków pogodowych żeglowaliśmy bezpiecznie. Wchodzenie na reje przy silnym wietrze, na wysokość ponad 30 metrów, jest wrażeniem nieporównywalnym z niczym innym. Czysta adrenalina.

Opowiedz o poznanych ludziach. Sądzę, że nawiązałeś inspirujące znajomości?

– Zdecydowanie tak! Uczestnikami była młodzież z całej Polski. Po dwóch miesiącach bardzo się ze sobą zżyliśmy. Rozstanie na lotnisku to była bardzo wzruszająca chwila i niełatwa dla każdego z nas. Niektórzy nadal utrzymują kontakt, czy to telefoniczny, czy nawet się ze sobą spotykają. Poznałem tam zresztą moją obecną dziewczynę.

Jak rozumiem wróciliście samolotem?

– Tak, statek został na Karaibach. Do czerwca odbędzie kilka rejsów komercyjnych i jeden po Karaibach w ramach Niebieskiej Szkoły, a potem powrót do Polski.

Opowiedz trochę o samej jednostce, jej parametrach i możliwościach.

– STS Fryderyk Chopin ma 55,5 metra długości, osiem i pół metra szerokości, a top (szczyt) masztu ma aż 37 metrów wysokości! Podczas rejsu przepłynęliśmy pięć tysięcy mil morskich, co jest świetnym wynikiem, rzadko udaje się tyle przepłynąć na tej trasie podczas podobnego rejsu. Żaglowiec ma dwa maszty, na których znajdują się poprzeczne stalowe belki zwane rejami. Do rei przymocowane są żagle prostokątne. Poza żaglami rejowymi posiada też pięć żagli trójkątnych na dziobie, trzy trójkątne rozciągnięte między masztami i jeden czworokątny na rufie. Cała powierzchnia ożaglowania wynosi 1200 metrów kwadratowych. Dla porównania – średniej wielkości jacht pływający po Mazurach ma około 40 metrów kwadratowych powierzchni ożaglowania. Żeby postawić prostokątne żagle rejowe, trzeba wejść na reje po drabinkach zamocowanych do burt, czyli boków żaglowca i topu masztu. Może się wydawać to niebezpieczne, ponieważ najwyższa reja znajduje się na wysokości 12. piętra, ale wchodząc na górę, zakłada się specjalne szelki z karabińczykami, którymi przypinamy się do stalowych linek, żeby nie spaść.

Jakie dalsze plany żeglarskie? Ponoć nie rozstajesz się z STS Fryderyk Chopin?

– Nie, nie rozstaję się ze statkiem. Dostałem się do załogi szkieletowej, jest to złożony z młodzieży zespół do pomocy podczas rejsów turystycznych. Zamierzam pływać na rejsy, pomagać i angażować się w życie na Chopinie. W najbliższym czasie chciałbym pojechać na remonty statku, które odbywają się co roku w czerwcu.

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.