Na tropie historii

Paweł Ajdacki jest postacią znaną na linii otwockiej. Jest krajoznawcą, autorem wielu przewodników, spacerowników, artykułów i książek poświęconych historii, militariom, turystyce, kolei, dziedzictwu architektonicznemu. Ten regionalista i znawca lokalnych dziejów podjął się poprowadzenia Wirtualnego Muzeum Ziemi Otwockiej, które w tym roku zamierza uruchomić Miejski Ośrodek Kultury, Turystyki i Sportu. Ta inicjatywa ma pomóc w odrodzeniu się placówki zgodnie z duchem czasów i trendami.  O przygotowaniach do tego zadania, historycznej pasji i tropieniu śladów przeszłości PAWEŁ AJDACKI opowiada w rozmowie z Przemkiem Skoczkiem

Twój pomysł założenia Wirtualnego Muzeum Ziemi Otwockiej to szansa na ożywienie martwej od dwóch lat placówki.

– Nie tylko mnie boli, że nasze muzeum stoi zamknięte, a jego zbiory są niedostępne dla zwiedzających. Pomyślałem, że jest mu potrzebna reanimacja, ale wiadomo, że ze względu na stan techniczny budynku muzeum nie może na razie funkcjonować w normalnej formie. Alternatywą jest przeniesienie zbiorów do internetu. Oczywiście nie chodzi o to, by wirtualna placówka była substytutem muzeum, lecz uzupełnieniem i rozszerzeniem normalnej działalności, zresztą zgodnym ze współczesnymi trendami. Nawet Luwr jest dostępny wirtualnie. W takiej formie Muzeum Ziemi Otwockiej powinno działać także po przywróceniu działalności stacjonarnej. To stwarza wiele nowych możliwości.

Po pierwsze, muzeum zwiększa zasięg, bo staje się dostępne dla każdego na świecie. Po drugie, pozwala na ekspozycję w zasadzie nieograniczonej ilości eksponatów. Po trzecie, zachęca prywatnych kolekcjonerów do dzielenia się swoimi zbiorami. Dotąd wielu nie było gotowych, by przekazać coś muzeum. W formie wirtualnej nie będzie z tym problemu. Wreszcie po czwarte, można w ten sposób znacznie poszerzyć zakres materiałów dostępnych dla „zwiedzających”.

Nie chodzi zatem tylko o sfotografowanie tego, co jest obecnie w zbiorach muzeum?

– To oczywiście także będzie zrobione. Ba! Wiele materiałów mamy gotowych. Na szczęście zbiory muzealne są dobrze skatalogowane i w dużej mierze zdigitalizowane. O ile dokumenty albo fotografie w formie elektronicznej są gotowe do użycia, o tyle eksponaty trzeba będzie jeszcze raz obfotografować, bo ich zdjęcia były robione w celach archiwalnych, katalogowych i nie bardzo nadają się do publicznej prezentacji. Trzeba to zrobić profesjonalnie.

Moja idea jest więc taka, że opieramy się przede wszystkim na tym, co przez te lata w muzeum zgromadzono, bo listy katalogowe liczą tysiące pozycji. Warto jednak te zbiory uzupełniać o nowe rzeczy i tematy. Takie wirtualne muzeum to nie jest coś, co robimy raz a dobrze i jest gotowe. Ono cały czas będzie się rozwijać i powiększać. Jesteśmy przy tym otwarci na sugestie i pomysły mieszkańców.

Na jakim etapie są obecnie prace?

– Trwa przygotowanie strony internetowej. A raczej stron, bo będzie to duży portal Miejskiego Ośrodka Kultury, Turystyki i Sportu, pod który zostaną podpięte podległe mu instytucje, w tym Wirtualne Muzeum Ziemi Otwockiej. To potężne przedsięwzięcie i nie jestem w stanie wskazać terminu. Ja ze swojej strony podpowiedziałem, co na stronie muzealnej powinno się znaleźć, jak powinna ona działać. Zaproponowałem, by sięgnąć po sprawdzone rozwiązania. Świetnie funkcjonują na przykład wirtualne muzea Konstancina oraz Warmii i Mazur. Ich strony są przejrzyste i łatwe w nawigacji. Warto się nimi zainspirować.

Zbiory będą prezentowane w bardzo różnych formach elektronicznego zapisu. Będą to fotografie, filmiki, wywiady, pliki PDF z całymi dokumentami. Oczywiście opisane i posegregowane na odpowiednie zakładki, kategorie. Na przykład historie poszczególnych ulic od a do z albo informacje o ważnych osobach związanych z Otwockiem, mniej lub bardziej nam znanych. Chciałbym, aby została rozbudowana zakładka dotycząca otwockich rodów, a mamy kilka bardzo ciekawych. Niektóre już kiedyś były opisane na łamach „Gazety Otwockiej” i te teksty włączę do zbiorów, ale sporo czeka jeszcze na swoje monografie.

Proszę o przykłady.

– Mamy w Otwocku potomków ludzi, którzy trafili tu z Harbina. To duże miasto w Mandżurii, będącej teraz na terenie Chin, ale przed I wojną światową należało ono do Rosji. Trwały tam wielkie inwestycje przemysłowe, budowano Kolej Wschodniochińską, potrzeba było inżynierów i carska administracja stosowała różne zachęty. Polacy z przeludnionego wówczas Królestwa Polskiego chętnie korzystali z tego zaproszenia i osiedlali się w Harbinie, często robiąc tam piękne kariery i zbijając spore majątki. Jednak wraz z przejęciem władzy przez bolszewików przestało być tam bezpiecznie i wielu Polaków wyjechało. Jedna z takich rodzin trafiła do Otwocka. Mamy też rodziny o pochodzeniu rosyjskim, ponieważ osiedlali się tu uchodźcy z carskich, tak zwanych białych środowisk – wysocy oficerowie, urzędnicy. Dla nich po rewolucji pozostanie w kraju oznaczałoby pewną śmierć. Uciekali, gdzie mogli, wielu do Polski. Przed wojną w Świdrze była spora diaspora rosyjska.

Ciekawa jest rodzina doktora Kazimierza Dłuskiego i jego żony Bronisławy, także lekarki, która była starszą siostrą Marii Skłodowskiej-Curie. Noblistka kilka razy odwiedzała ją tutaj. Doktor Dłuski był członkiem delegacji polskiej na konferencję pokojową w Wersalu w 1919 roku, przyjaźnił się z Józefem Piłsudskim. Mieszkali w Świdrze i prowadzili tam sanatorium. Ten budynek istnieje do dziś i znajduje się na terenie Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego nr 1 przy ulicy Majowej 19. W tym roku ma być ufundowana tablica upamiętniająca Kazimierza i Bronisławę Dłuskich.

Mało kto wie też o innej rodzinie lekarzy, państwu Dobrskich, którzy trafili do Otwocka pod koniec XIX wieku, a ich dom stał dokładnie w miejscu obecnego „Jaracza”. Pani Anna Tomaszewicz-Dobrska była pierwszą kobietą w Cesarstwie Rosyjskim (a wtedy byliśmy jego częścią), która dostała dyplom lekarski! Ukończyła studia bodajże w Zurychu, była znakomitym fachowcem ze świetnymi referencjami, ale po powrocie nie mogła uzyskać nostryfikacji, czyli uznania dyplomu, i tym samym nie miała prawa do wykonywania zawodu. Przepisy rosyjskie nie przewidywały, że kobieta może być lekarzem. Pomógł jej przypadek. Gdy pojechała upominać się o swoje prawa do Petersburga, przebywał tam akurat sułtan ze swoim haremem. Jedna z żon zachorowała, nie wypadało, by leczył ją mężczyzna, i wtedy ktoś przypomniał sobie o zdolnej lekarce z Polski. Formalnie nie była jednak lekarzem, więc błyskawicznie przeprowadzono formalności, łącznie ze zmianą prawa, i otrzymała upragnioną nostryfikację. W ten sposób otworzyła furtkę do zawodu lekarza innym kobietom. Żonę sułtana oczywiście wyleczyła (śmiech).

Świetna historia. Znasz ich zapewne bez liku. Domyślam się, że twój dom to także takie małe prywatne muzeum.

– Mam całe spektrum zainteresowań, ale Otwock i jego historia są na pierwszym miejscu. Moja rodzina mieszka tu od jakichś 120 lat, ja jestem czwartym pokoleniem. Ojciec często oprowadzał mnie po mieście, szczególnie po Śródborowie i Meranie, opowiadał różne historie i chłonąłem to. Dzięki niemu od małego miałem ciągoty do badania historii, nie tylko lokalnej. Pierwszą książką, którą kupiłem za kieszonkowe, była „Flota Białego Orła” Edmunda Kosiarza, opisująca dzieje polskiej floty wojennej w czasie II wojny światowej. Od wielu lat zbieram najróżniejsze przedmioty związane z miastem, jest tego bardzo dużo, co najmniej półtora tysiąca przedmiotów, dokumentów, zdjęć, map. Odczuwam w domu coraz większe problemy lokalowe (śmiech).

Gdzie się szuka takich rzeczy?

– To wygląda bardzo różnie. Podczas swoich wędrówek wielokrotnie spotykałem ludzi, którzy chcieli podzielić się różnymi pamiątkami. Dobrym źródłem są pchle targi, kiermasze staroci, garażowe wyprzedaże. Można tam znaleźć prawdziwe skarby. Trzeba też szperać po aukcjach internetowych.

Zdarza się, że ktoś sam się do mnie zgłasza i oddaje coś do kolekcji, bo wie, że mam takie hobby. Niedawno była to pewna pani, córka jednego z komendantów sanatorium wojskowego przy ul. Borowej. Dostałem od niej całą teczkę zdjęć i materiałów dotyczących tego sanatorium wraz z roboczą wersją spisanej przez niego historii tego miejsca. Tworzył tę monografię na emeryturze, niestety nie zdołał dokończyć jej przed śmiercią, ale to ciekawe rzeczy i świetna baza do większej pracy na ten temat. Może kiedyś pokuszę się o opisanie tego sanatorium?

Czy prace nad Wirtualnym Muzeum Ziemi Otwockiej oznaczają, że byłbyś też gotów poprowadzić placówkę stacjonarne, gdy zostanie już otwarta? Bo wierzę, że tego doczekamy.

– Jeśli pojawi się w przyszłości taka propozycja, na pewno ją rozważę, ale na razie nie chciałbym spekulować. Też wierzę w pozytywne zakończenie sprawy. Miasto musi skończyć te najważniejsze inwestycje infrastrukturalne, a wtedy będzie mogło zająć się takimi zadaniami jak muzeum. Nie oszukujmy się, tam trzeba nie tylko wyremontować dach, lecz także przeprowadzić gruntowną modernizację, a to potrwa i będzie sporo kosztować. Inna sprawa, że obecny gmach ma skromne możliwości lokalowe i niezbyt dogodne położenie. Teren w lesie jest oczywiście piękny i ma wiele zalet, ale znajduje się na peryferiach miasta, mało kto tam zagląda. Jest takie miejsce w centrum, w bardzo historycznym otoczeniu, które moim zdaniem świetnie nadawałoby się w przyszłości na nową siedzibę muzeum. To trzy położone obok siebie świdermajery będące własnością miasta, które po rewitalizacji mogłyby stać się kolejną wizytówką Otwocka. To jednak tylko moja wizja, zresztą raczej odległa, bo budynki mają lokatorów, ale może kiedyś?

2 komentarze do “Na tropie historii

  • 7 marca 2022 o 11:39
    Permalink

    W Harbinie bywałem często w czasach, kiedy Chiny były ubogie i zacofane. Z racji posiadania legitymacji dziennikarskiej ( … w języku angielskim) zwiedzałem ich przestarzałe zakłady pracy oraz ubogą prowincję i pisałem jakieś artykuliki. W Żyrardowie i w Warszawie mieszkało wtedy jeszcze wiele osób, które urodziły się w Harbinie. Zbierałem i zbieram po nich pamiątki rodzinne. Harbin jest obecnie miastem zaprzyjaźnionym dla Warszawy, a dobrze skomunikowany z nim TangShan – dla Żyrardowa. Korzystałem z tej statusu Miasta Przyjaciela i jestem tam dalej mile widziany. Zarząd Mazowiecki Ligi Morskiej i Rzecznej, któremu prezesuję oraz chińsko – polskie przedsiębiorstwo ChiPolBrok z siedzibą w Gdyni i w Szanghaju (morski transport towarowy) patronują temu przedsięwzięciu. Uruchomiłem kilka przedsięwzięć gospodarczych polsko – chińskich dla młodych kreatywnych ludzi otwartych na współpracę z fabryką świata sprzętu elektronicznego i informatycznego oraz urządzeń AI (sztucznej inteligencji).

    Odpowiedz
  • 8 marca 2022 o 16:42
    Permalink

    „krajoznawcą”, „regionalista i znawca lokalnych”

    Sorry: co to jest krajoznawca ??

    Odpowiedz

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.