Naszej wdzięczności wystarczy na kilka pokoleń

Zaraz minie miesiąc od nieuzasadnionej agresji Rosji na niepodległą Ukrainę. Od tego czasu Polska stara się wesprzeć swoich sąsiadów, organizując im bezpieczne schronienie w naszym kraju oraz pomoc dla tych, którzy pozostali i walczą z rosyjskim okupantem. Praktycznie w każdym zakątku Polski są prowadzone liczne zbiórki i punkty pomocowe. Pod wielkim wrażeniem tego, jak w tym trudnym czasie zachowują się Polacy, są przede wszystkim sami Ukraińcy

MARCIN SULIGA

Pani Kristina przyjechała do Polski ponad 20 lat temu. Tu postanowiła się osiedlić i założyć rodzinę, tu też znalazła pracę. Za pracą nad Wisłę, ale nieco później, przyjechały też jej dwie siostry Olena i Yulia. One również zaczęły układać sobie życie w Polsce. Od kilku lat wszystkie mieszkają na terenie powiatu otwockiego i – jak same przyznają – czują się tu jak u siebie. W sumie to nic dziwnego, bo wszystkie pochodzą z Szumska, czyli miasta bliźniaczego Otwocka na Ukrainie. O Polakach zawsze miały bardzo dobre zdanie, choć czasem zdarzały się jakieś przykre incydenty. – Kiedyś była jedna czy dwie sytuacje, gdy ktoś wypomniał mi moje pochodzenie, ale to były jakieś mało znaczące zdarzenia i szybko o nich zapomniałam. Staram się patrzeć tylko na to, co dobre, a tej dobroci i życzliwości dostałam od Polaków bardzo dużo. Gdy jeździłam do rodziny, zawsze chwaliłam wasz kraj – mówi pani Kristina.

Skala jest ogromna

Od kilku tygodni Polska stała się domem dla wielu Ukraińców. To właśnie nasz kraj jest ich pierwszym wyborem w ucieczce przed trwającą wojną i to właśnie Polacy wzięli na siebie ciężar pomocy milionom uchodźców.

 – Wiedziałam, że wasz kraj nas nie zostawi w tej sytuacji, że będzie starał się pomóc, ale nie sądziłam, że to wszystko będzie prowadzone na tak ogromną skalę – przyznaje pani Olena. – My żyjemy tu od kilku lat i z tej perspektywy nam jest zdecydowanie łatwiej ocenić, jak to wygląda. To nie jest tak, że pomagają tylko ci, którzy mieszkają gdzieś blisko granicy. W pomoc włączył się niemal każdy mieszkaniec waszego kraju. Starsi, młodsi, a nawet dzieci. Każdy robi, co może, i jak tylko potrafi – dodaje.

Nie trzeba prosić

One same na co dzień doświadczają kolejnych aktów życzliwości ze strony znajomych, sąsiadów czy pracodawców. To dla nich ważne, bo – jak mówią – część ich rodzin i znajomych nie zdecydowała się na ucieczkę i wciąż przebywa na terenie Ukrainy.

– Empatia, jedność, jaka płynie od was, jest niesamowita, zwłaszcza że nie jest ona wymuszona – mówi pani Olena. – Syn państwa, u których pracuję, powitał mnie ostatnio ukraińskimi flagami namalowanymi na policzkach, a potem zostawił dla mnie ułożone z klocków Lego serce z przecinającymi się barwami Polski i Ukrainy. Takie gesty są bardzo miłe i podnoszą na duchu – dodaje.

– To wszystko się zaczęło, gdy tylko wybuchła u nas wojna. Ludzie tutaj momentalnie zaczęli nas pytać, co mogą zrobić, jak pomóc. I faktycznie pomagają – przyznaje pani Kristina, która wspólnie z siostrami stara się organizować pomoc czy pośredniczyć w akcjach wspierających jej rodaków. Wszystkie trzy cały czas utrzymują kontakt z władzami Szumska. To stamtąd dostają informacje o tym, co jest najbardziej potrzebne.

– Ostatnio zbierałyśmy wyposażenie dla naszych chłopaków walczących na froncie i jeden znajomy pan, który jest myśliwym, oddał mi wszystkie lornetki, jakie miał. Innym razem szefowa zapytała mnie, czy czegoś nie potrzebuję, czy może nas jakoś wspomóc. Powiedziałam, że zbieramy pieniądze na zakup krótkofalówek. To było we wtorek, a w czwartek miałam już u siebie kilka takich zestawów w domu – opowiada pani Olena.

– Moja znajoma również zareagowała błyskawicznie. Bez zastanowienia wyjęła kilka tysięcy złotych i kupiła specjalny noktowizor – opowiada pani Yulia. – Oni nas znają i wiedzą, że to, co nam przekażą, trafi we właściwe ręce – dodaje.

Pełna mobilizacja

– Ludzie z Polski mobilizują się na każdym kroku. Oni działają tu, lokalnie, ale potrafią zaangażować w tę pomoc swoich znajomych z zagranicy. Niedawno przyjechał tu wyładowany po brzegi tir z Niemiec. Rzeczy zapakowaliśmy do mniejszych aut, a te wyruszyły na Ukrainę – opowiada pani Kristina. – Zaangażowanie jest ogromne, często pomoc odbywa się kosztem wolnego czasu czy pieniędzy. Ludzie, którzy teraz tu trafili, być może nie do końca zdają sobie sprawę z tego, jak dużo dla nas poświęcacie, jak bardzo chcecie nam pomóc, często wyrzekając się pewnych rzeczy dla siebie. Życie w Polsce ostatnio nie jest tanie, a mimo to ludzie nie patrzą, ile kosztuje litr benzyny. Po prostu wsiadają w samochód i jadą po kilkaset kilometrów, by komuś pomóc czy kogoś wesprzeć – przyznaje drżącym głosem. – Znam pana, który pojechał na granicę z paczkami i wracając, miał kogoś zabrać. Nie pamiętam, które to było przejście, ale na jakiś czas zamknięto na nim ruch i nie było wiadomo, kiedy znów zostanie wznowiony. I on, żeby nie wracać do domu na pusto, przejechał kilkadziesiąt kilometrów do kolejnego punktu, by wziąć kilka osób… Takich wyjątkowych gestów jest wiele – dodaje.

– Jesteśmy tym wszystkim zbudowani, ale z drugiej strony też martwimy się o was. Oglądamy obrazki z granicy, widzimy, jak to wszystko działa w wielu miastach, wiemy, co się dzieje choćby na Dworcu Centralnym w Warszawie. W tych wszystkich miejscach pracuje mnóstwo wolontariuszy i widać, jaki to jest dla nich wysiłek – mówi młodsza z sióstr. – Dlatego chcielibyśmy, aby nasi rodacy, którzy są tutaj, jeszcze bardziej zaangażowali się w działania pomocowe, żeby to wszystko usprawnić i odciążyć ludzi, którzy pracują tam czasami po kilkanaście godzin dziennie – dodaje.

Traumy wojny

Wiele rodzin z Ukrainy – głównie matek z dziećmi, bo ojcowie w większości zostali, by walczyć z Rosjanami – znalazło w Polsce dach nad głową. Wielu zwykłych Polaków otworzyło przed niewinnymi ofiarami wojny swoje domy. To pewnie u nich spędzą najbliższe dni, tygodnie, a może nawet miesiące. To będzie dla wielu ciężki czas, ale przede wszystkim będzie on trudny dla uchodźców.

– To nie jest dla nas, dla nich, łatwy moment. Trzeba pamiętać, że dla wielu Ukraińców, którzy uciekli przed wojną, to jest pierwszy pobyt w życiu za granicą. Oni nigdy nie decydowali się na taki krok, a teraz ktoś zdecydował za nich. Mieli do wyboru życie albo niepewną przyszłość pod ostrzałem kul i rakiet. W takiej sytuacji trudno odnaleźć się w nowej rzeczywistości, zwłaszcza że wiele kobiet wciąż myśli o tych, którzy zostali na Ukrainie : ojcach, mężach czy braciach. Wiele z nich wciąż ma przed oczami obrazy okrucieństwa wojny: przelatujących samolotów, strzelających czołgów czy wybuchających granatów – zauważa pani Olena.

– Oni to wciąż przeżywają, zwłaszcza dzieci. Jedno z dzieci, które z rodziną trafiło do moich znajomych, na dźwięk przelatującego helikoptera wskoczyło pod stół i zapytało, czy będą strzelać. Inny znajomy nastolatek do tej pory nie wyszedł poza dom. To są traumy, które pozostaną w nich na długo. Być może nie pozwalają też jeszcze otworzyć się przed tymi, którzy im pomogli, i okazać wdzięczności – mówi pani Olena.

Jej starsza siostra przyznaje jednak, że ona i jej rodacy nigdy nie zapomną tego, co zrobili dla nich Polacy. – Wiem, że nasza wspólna historia nie zawsze była piękna, ale myślę, że teraz udało się stworzyć coś wielkiego. Ukraina i Ukraińcy nigdy nie zapomną wam tego, co dla nas zrobiliście. Myślę, że tej wdzięczności dla was wystarczy na kilka pokoleń. My już wiemy, że w czasie tak ciężkiej próby otworzyliście dla nas nie tylko granice, lecz także swoje domy. Nigdy wam tego nie zapomnimy – przyznaje pani Kristina.

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.