Sami możemy być dla siebie przeciwnikiem

Rozpoczyna się druga część sezonu w klasie A. Jednym z faworytów do awansu jest zajmujący drugie miejsce w tabeli Advit Wiązowna. Drużyna trenera MARCINA KLUKOWSKIEGO przeszła w trakcie przerwy szereg zmian. Czy to pomoże w sięgnięciu po przepustkę do wyższej ligi?

Na ile wynik meczu z liderem w Sulejówku będzie miał znaczenie w kontekście tego, co będzie się działo w dalszej części rundy wiosennej?

– Nie będzie mieć aż tak dużego znaczenia. Jeśli przegramy, Victoria będzie miała nad nami tylko pięć punktów przewagi, a jeśli wygramy, to wyprzedzimy gospodarzy o zaledwie punkt. Co innego, jeśli weźmiemy pod uwagę znaczenie mentalne. Tu, według mnie, stawka jest dużo większa. Zwycięstwo sprawi, że to wszystko powinno, mówiąc kolokwialnie, zaskoczyć i kolejne mecze pociągniemy z automatu do końca. Natomiast jeśli zdarzy się porażka, będziemy musieli się pozbierać. Dodatkowo, choć to tylko pierwsza kolejka rundy wiosennej, zaczniemy odczuwać presję i patrzeć na wyniki innych meczów (już po rozmowie Advit przegrał 3:1 – przyp. red.).

Z perspektywy trenera to dobrze czy źle, że mecz dwóch najlepszych drużyn po pierwszej części sezonu rozpoczyna drugą część rozgrywek?

– Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, ale wydaje mi się, że jednak dobrze, że rozpoczynamy ligę od takiego spotkania. Victoria ma swoje problemy po zimie, my również mamy swoje, głównie z wynikami sparingów. Myślę, że dla obu zespołów to dobry mecz na przełamanie. To jest lider, mistrz jesieni, więc ewentualna wygrana pozwoli nam zbudować morale drużyny, podnieść wiarę i poprawić atmosferę w zespole, co też jest ważne.

Chcemy dobrze zacząć rundę i taki mecz z najlepszą drużyną półmetka jest świetną okazją, by pokazać, że ze wszystkich ekip grających w klasie A to my najbardziej chcemy awansować.

W trakcie przerwy zimowej Advit przeszedł ewolucję czy rewolucję?

– Przeszedł jedno i drugie. Dziesięć transferów, których dokonaliśmy w trakcie tego okresu, to bardzo dużo jak na klasę A. Piłkarze, którzy do nas dołączyli, nie są uzupełnieniem kadry, ale zawodnikami mogącymi od razu grać w pierwszym składzie, i to nie tylko u nas, lecz także w lidze okręgowej czy nawet w czwartej lidze. To tyle, jeśli chodzi o rewolucję. A co do ewolucji, zmieniliśmy ustawienie i zadania poszczególnych piłkarzy, a także cały model gry zespołu. Wiadomo, że dużo zostało z tego, co próbowaliśmy grać już w poprzedniej rundzie, ale teraz, po przyjściu nowych graczy, mogliśmy wprowadzić nowe, czasami bardziej szczegółowe zmiany w naszych założeniach.

Mam nadzieję, że to będzie widoczne już w pierwszych kolejkach, choć wiadomo, że potrzeba czasu, by wszystko zaczęło się zazębiać i funkcjonować tak, jak byśmy chcieli, a zawodnicy rozumieli się na boisku bez słów.

Wierzę, że im dłużej będą trwały obecne rozgrywki, tym lepiej będzie to wyglądać, bo zimą budowaliśmy drużynę nie tylko pod kątem wiosny, lecz także przyszłego sezonu i występów w okręgówce. Może to teraz trochę głupio brzmi, bo jeszcze tego awansu nie wywalczyliśmy, ale myślę, że jeżeli mamy takie plany, to musimy działać już teraz. Letni okres przygotowawczy może być za krótki na budowanie tego wszystkiego, dlatego staraliśmy się działać z wyprzedzeniem.

Uważa pan, że w tej rundzie największym rywalem Advitu paradoksalnie będzie sam Advit?

– Tak myślę. W trakcie rundy dużo będzie zależało od naszej dyspozycji i podejścia. Potrafimy się spiąć na silne zespoły z czołówki, ale zdarza się nam również zaliczyć wtopę z drużynami z dolnych rejonów tabeli – tak było jesienią w meczach z Wisłą Maciejowice czy Vulcanem Wólka Mlądzka. Nasza motywacja i zaangażowanie będą kluczowe.

Tak jak pan mówił, do zespołu dołączyło 10 nowych piłkarzy. Który z nich, według pana, ma szansę, by z marszu stać się liderem drużyny?

– Wydaje mi się, że zawodnicy, którzy będą grać w środku pola, np. Wojciech Biaduń, Kuba Kurek czy Bartek Bakuła, mogą wnieść do zespołu naprawdę dużo potrzebnej jakości. Każdy z nich ma doświadczenie zdobyte w wyższych ligach i może mieć duży wpływ na grę całej drużyny. W środku pola naprawdę mamy teraz prawdziwy kłopot bogactwa, bo są jeszcze inne nowe nabytki,  Marcin Sierota i Szymon Ryk, którzy w poprzedniej rundzie dali się poznać z dobrej strony.

Strata Arkadiusza Zapaśnika będzie dla zespołu dużym osłabieniem?

– Tak, i to na dwóch płaszczyznach. Po pierwsze, to bardzo dobry i doświadczony zawodnik wprowadzający do gry dużo potrzebnego spokoju. A z drugiej strony to dotychczasowy kapitan drużyny, który opaskę nosił nie bez powodu. Zawsze potrafił zadbać o atmosferę w szatni, dać chłopakom pozytywny komunikat. Będzie go nam brakowało i rozstajemy się nie bez bólu. Podjęliśmy jednak decyzję wspólnie. Arek powiedział, że nie jest w stanie trenować częściej niż kilka razy w miesiącu i nie chce zabierać miejsca młodszym kolegom, którzy trenują regularnie. Umówiliśmy się, że wróci do nas latem, mam nadzieję, że już do zespołu, który będzie przygotowywał się do gry w lidze okręgowej, i tam jeszcze pokaże, że potrafi grać w piłkę.

Osierocony Piotr Bąk sobie poradzi?

– Piotrek jest takim zawodnikiem, że zawsze sobie poradzi. Piłka zawsze jakoś go znajdzie, spadnie mu pod nogi i on zrobi swoje.

Rozmawiał Marcin Suliga

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.