Milena Budrewicz: Iron Woman

Otwocczanka Milena Budrewicz jest przykładem kobiety, dla której nie ma rzeczy niemożliwych, a jej życiowe motto brzmi: „Im ciężej, tym lepiej”. Odnosi sukcesy zawodowe – jest właścicielką kliniki dentystycznej, uprawia sport – przede wszystkim triathlon – nurkuje, podróżuje po świecie, zajmuje się amatorsko modelingiem i aktorstwem, maluje. Niedawno została mamą. Lista wyzwań wciąż się wydłuża

fot. Anna Radomska

O tym, jak się spełniać, nie rezygnując z niczego, co ważne, MILENA BUDREWICZ opowiada w rozmowie z Przemkiem Skoczkiem

Masz chyba wielki apetyt na życie?

– Mam ogromny apetyt na życie! Odkąd tylko pamiętam, zawsze stawiałam sobie jakieś cele, mniejsze, większe, zawsze do czegoś dążyłam. Z natury jestem osobą bardzo aktywną, zarówno sportowo, jak i artystycznie, zawodowo czy naukowo. Ciągle coś robię, trenuję, tworzę, niektórzy mi mówią, że mam tyle energii, że nie sposób mnie zatrzymać. Wiesz, niemożliwe staje się możliwe tylko wtedy, gdy bardzo czegoś pragniesz i w to wierzysz. Marzenia spełniają się w momencie, gdy przestajesz o nich marzyć, muszą przestać być tylko marzeniami. Muszą stać się prawdą, faktem, a potem historią. Chyba każdy z nas ma jakieś marzenia, czasami tylko brakuje siły i energii do ich spełniania. Uwielbiam pomagać ludziom w realizowaniu ich marzeń.

Co daje ci sport?

– Od dziecka pasjonuję się sportem. Trenowałam wiele dyscyplin, od akrobatyki, przez taniec, pływanie, nurkowanie, po bieganie. Jako młodzik trenowałam bieganie w Otwockim Klubie Sportowym Start Otwock. Moimi trenerami byli Janek Wiśniewski i Bożena Dziubińska. Jestem im bardzo wdzięczna za to, co mi dali, bo dzięki temu jestem tu, gdzie jestem. To był piękny czas. Nie żałuję żadnej godziny potu wylanego na treningach.

Obecnie trenuję triathlon i biegi wytrzymałościowe. Kiedyś nawet nie przyszłoby mi do głowy, że mogłabym przebiec maraton w kenijskich warunkach, przepłynąć kraulem pięć kilometrów w oceanie, zejść pod wodę ponad 20 metrów na jednym wdechu czy przejechać na rowerze 180 kilometrów. Wszystko to było dla mnie niemożliwe, nieosiągalne, nie sądziłam, że mogę coś takiego zrobić, kompletnie nie wierzyłam w siebie. Ale to sport nauczył mnie dyscypliny i sumienności. Życie ze sportem za pan brat wydaje się bardziej logiczne i prostsze w obsłudze. Gdy jestem na treningu, czuję się wolna, spełniona, to moja medytacja, odprężenie, mimo że często wylewam na treningach siódme poty.

Dlaczego triathlon? I w której z trzech dyscyplin czujesz się najlepiej?

– Szczerze? Znudziło mi się samo bieganie, pływanie, nurkowanie i freediving (nurkowanie na wstrzymanym oddechu – przyp. red.). Poczułam, że potrzebuję czegoś więcej, silniejszego bodźca. Moja przygoda z triathlonem rozpoczęła się trzy lata temu. Po raz pierwszy wystartowałam w Strykowie, bez żadnego przygotowania, na dziko i udało mi się wtedy nawet wygrać wśród debiutujących zawodniczek i zająć drugie miejsce w kategorii wiekowej. Sprawiło mi to wielką radość i tak zaczęła się moja przygoda z triathlonem.

Obecnie najlepiej czuję się w pływaniu i bieganiu, ponieważ te dwie dyscypliny znam od dziecka. Rower na początku stanowił dla mnie trudność, chyba dlatego, że moim pierwszym rowerem w triathlonie była czasówka, a nie rower szosowy, mój organizm nie mógł przyzwyczaić się do leżenia na lemondce podczas jazdy. Obecnie na rowerze osiągam coraz lepsze wyniki i robię duże postępy. Wszystko to kwestia chciejstwa i treningu.

Ponieważ jesteś aktywna w sieci, czasem obserwuję twoje poczynania i przyznaję, że są imponujące. Jak znajdujesz na to wszystko czas?

– Od zawsze byłam osobą dość dobrze zorganizowaną, uwielbiam wyzwania, rozwój i dążenie do celu. Cenię sobie też życiową niezależność, co oczywiście jest związane z rozwojem naszej kliniki dentystycznej. Nie jest to łatwy biznes, zwłaszcza gdy łączy się go z trenowaniem tak bardzo wymagającej dyscypliny sportu, jaką jest triathlon, a właściwie trzech dyscyplin naraz. Jednak dla chcącego nic trudnego. Na pewno potrzebna jest dobra organizacja całego dnia i wczesne wstawanie, często nawet o godz. 5 czy 6 rano.

Podobno nie zrezygnowałaś z treningów nawet podczas ciąży.

– W jej trakcie cały czas byłam bardzo aktywna. Dziękuję Bogu za zdrową ciążę. Codziennie trenowałam, wiadomo, że to nie były ćwiczenia przesuwające granicę mojej wytrzymałości fizycznej, tylko mniej wymagające treningi w tlenie, podtrzymujące zdobywaną przez całe życie formę. Ostatni trening zrobiłam dzień przed porodem. Następna aktywność była już dzień po urodzeniu dziecka – to były proste ćwiczenia rehabilitacyjne. Do treningów triathlonowych wróciłam miesiąc po porodzie. Obecnie bardzo na siebie uważam, ponieważ mój organizm potrzebuje więcej energii do regeneracji, mniej oddaje, a więcej zabiera. Teraz łatwiej o kontuzję. Ostatnio miałam problem ze ścięgnem Achillesa, moją starą kontuzją, która raz na jakiś czas się odnawia.

Ponoć spełniasz się też artystycznie?

– Uwielbiam malować obrazy z elementami płaskorzeźby. Spełniam się artystycznie, również projektując i indywidualnie charakteryzując uśmiechy pacjentów w naszej klinice. Ostatnio zabrałam się też za montaż i reżyserię filmów, jak na razie są to głównie produkcje na potrzeby naszej firmy i projektu Iron Woman. Niedawno byłam na kolejnym kursie montażu i reżyserii filmowej. Jeszcze daleka droga przede mną, ale niewątpliwie to piękna droga.

Piękne są też twoje podróże.

– Podróże uszczęśliwiają i rozwijają, pozwalają poznać ciekawych ludzi, dają wolność i poczucie niezależności. Pozwalają wyrwać się z codziennej rutyny. Dzięki nim możemy pokonywać swoje słabości, udowodnić sobie, że damy radę. Często po wymagającej wyprawie nic już nie jest nam straszne. Podróże otwierają nowe horyzonty. Dla mnie są spełnieniem najskrytszych marzeń.

Jakiś czas temu zostałaś mamą, jest trudniej o znalezienie czasu na swoje pasje?

– Absolutnie nie jest trudniej, wręcz przeciwnie – jest ciekawiej i barwniej. Nasza córeczka Gaja jest najradośniejszym promyczkiem naszego szczęścia. Moje życiowe motto brzmi: „Im ciężej, tym lepiej”. Zawsze powtarzam: nie pozwólmy nikomu, aby pozbawił nas naturalnego instynktu, aby próbował zmienić nasz charakter i abyśmy zatracili determinację w dążeniu do odkrywania siebie i dążeniu do celu. Życie samo w sobie nie jest trudne, nie rzuca nam kłód pod nogi. Żyjemy w świecie konsumpcji i to my sami sobie je utrudniamy, rozpieszczając się codziennie tym, co lubimy najbardziej. Wchodzimy wówczas w stan nieustannego pożądania czegoś i uzależniamy się od tego stylu życia. Nie ma drogi na skróty. Jedyna droga, jaką znam, to ciężka praca. Nigdy nie doceniamy czegoś, co jest ot tak, bez wysiłku, podane nam na tacy.

Chętnie dzielisz się w sieci swoimi przemyśleniami i dobrą energią. Jest jakiś impuls zwrotny? Czujesz, że potrafisz zarażać aktywnością innych, zwłaszcza kobiety?

– Jak najbardziej. To piękne, gdy ludzie, których spotykasz na swojej drodze, mówią, że to dzięki tobie udało się im zmienić swoje życie na lepsze. Niedawno wystartowaliśmy z nowym, inspirującym projektem Female Iron Woman. Naszą misją jest uwolnienie prawdziwej kobiecej energii w ówczesnym świecie, który niewątpliwie się pogubił, pomoc kobietom i ich rodzinom oraz przeciwdziałanie wszelkim formom dyskryminacji czy przemocy w życiu prywatnym, społecznym i zawodowym, a także przekazywanie wiedzy naukowej, sportowej, biznesowej. Pomagamy kobietom zrozumieć, jakie mają prawa, jak mogą stać się silniejsze, niezależne, spełnione i szczęśliwe. Pomagamy kobietom w ciężkich sytuacjach życiowych poprzez edukację sportową i zdrowy, higieniczny tryb życia, pomoc medyczną. Edukujemy, jak znaleźć dobrą pracę, jak założyć własną działalność gospodarczą.

Stoimy na straży kobiecego bezpieczeństwa, do którego przepustką jest rozwój i wiedza. Iron Woman to kobieta, która nigdy nie zapomina o energii płynącej ze swojej kobiecości, dzielnie stawia czoła przeciwnościom losu, dba o siebie i swoją rodzinę, nie poddaje się, tylko działa i idzie do przodu. Wie, że może osiągnąć wszystko. Odważnie dąży do wyznaczonych celów, zarówno tych sportowych, edukacyjnych, jak i zawodowych, nie zapominając przy tym, że miłość i rodzina są bardzo ważne w równowadze i spełnieniu życiowym. Szczegóły można znaleźć na naszej platformie i kanale na YouTube. Już niebawem pojawią się na niej treningi online, filmy i podcasty z cyklu „Osobowości Iron Woman”.

Jakie kolejne wyzwania przed tobą?

– Nadal mam bardzo dużo pomysłów do zrealizowania i piękną drogę przed sobą, mam ogromne rezerwy i pokłady energii. Wierzę, że to droga, którą wybieramy, jest najważniejsza, a nie cele. Świat szybko zapomina, ale to my będziemy mieć w sercu te wszystkie chwile i momenty, które zbudowały nas i nasze szczęście. Maratony, triathlony, freediving i nurkowanie z rekinami to nagrody i wisienki na torcie życia, dlatego delektujmy się życiem!

5 komentarzy do “Milena Budrewicz: Iron Woman

  • 3 kwietnia 2022 o 22:40
    Permalink

    Ten artykuł jest bardziej sztuczny niż zdjęcie tej pani.

    Odpowiedz
  • 17 kwietnia 2022 o 16:53
    Permalink

    Z całym szacunkiem anonimowy internauto, ale artykuł nie został kupiony.
    Nie kreuje się na ideał, po prostu jestem sobą i żyje z wielka pasja ,ale bardzo dziękuję za komplement o mnie jako ideale.
    Nikogo nigdy nie oszukałam, nie wykorzystałam wręcz przeciwnie codziennie daje ludziom prace i możliwości rozwoju.
    Proponuje ujawnić się i rozmowę w 4 oczy.
    Z wyrazami szacunku.
    Milena Budrewicz

    Odpowiedz
  • 17 kwietnia 2022 o 17:16
    Permalink

    Czuć tyle ciepła w tym artykule i Milenie

    Odpowiedz
  • 17 kwietnia 2022 o 17:23
    Permalink

    A czy nie lepiej być serdecznym dla innych i doceniać to co najlepsze u danej osoby? W Polsce jest taki słaby zwyczaj, że zamiast dać uznanie za np. zbudowanie firmy, za osiągnięcia sportowe, osobiste, naukowe… itd to Ci ludzie oczerniają innych, są podejrzliwi i nie wierzą… w te święta życzę Panu oczyszczenia i oświecenia

    Odpowiedz

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.