Chcą ratować młyn z 1838 roku

Drewniany wiatrak typu koźlak to unikatowy zabytek, który w 1838 roku zbudował Stefan Bochański. Młyn wiatrowy powstał na sztucznym usypisku w Sobieniach Kiełczewskich Drugich, niedaleko obecnej trasy nr 801. Jeszcze kilka dekad temu okoliczni mieszkańcy przynosili młynarzowi zboże, które ten mielił na mąkę czy śrutę dla zwierząt hodowlanych. W przeszłości wiatrak „zagrał” w teledysku do utworu „Gdybyś kochał, hej!” zespołu Breakout. Mieszkańcy chcą ratować zabytkową budowlę, o której krąży miejscowa legenda

Na masywnej belce mącznicy do dzisiaj przetrwał oryginalny napis informujący o tym, że wiatrak wzniósł w styczniu 1838 roku cieśla Stefan Bochański. Fundatorem budowli był hrabia Seweryn Łubieński, który ożenił się z córką kasztelana łukowskiego i właściciela ziemi sobieńskiej. Hrabia zarządzał m.in. Sobieniami Kiełczewskimi, gdzie na usypanym wzgórzu postanowił zbudować wiatrak. Na belce widnieje napis: „Błogosław, Boże, Jaśnie Panu, który młyn funduje. Niech Jego Pan Bóg w zdrowiu, szczęściu szanuje”. Jest też podpis: „Budowniczy Bocheński dnia 1.01.1838 r. Fundator Jaśnie Wielmożny Pan Seweryn hrabia Łubieński”. W tamtych czasach młyn był wykorzystywany wyłącznie na potrzeby dworu Łubieńskich i Jezierskich.

W 1864 roku Sobienie Kiełczewskie Drugie zostały rozparcelowane i sprzedane włościanom. Wiatrak i zabudowania wraz z ziemią zakupili Wojciech i Anna Żołądkowie. W 1870 roku obiekt z przyległymi terenami został przekazany pani Mariannie i jest w posiadaniu rodziny do dziś.

Konstrukcja drewnianego wiatraka ma wysokość około ośmiu metrów, czterospadowy dach był pokryty gontem. Młyn stoi na sztucznym kopcu. Legenda głosi, że pochowano w nim szwedzkiego dowódcę w czasie potopu, a usypali go czapkami jego żołnierze. Nie wiadomo ile w tym prawdy, ale pewne jest, że we wnętrzu kopca znajduje się piwnica, a przed nią studnia.

Wiatrak przez wiele dekad pracował wyłącznie dzięki wiatrowi, który napędzał cztery drewniane skrzydła młyna. W połowie lat 70. XX wieku został przekształcony na wiatrak motorowy – pracował do końca lat 90. Solidna ręczna praca cieśli pozwoliła obiektowi przetrwać do teraz, choć nie wiadomo, jak długo jeszcze popracuje, bo czas nie oszczędza starego młyna. Mieszkańcy gminy Sobienie-Jeziory z sentymentem spoglądają na wzgórze, gdzie budowla znajduje się „od zawsze”. Obecnie wiatrak nie ma skrzydeł, stoi już tylko drewniany korpus z połamanymi deskami i dziurawym gontowym dachem. Aż wstyd, że  jeden z najstarszych drewnianych zabytków na Mazowszu jest w takim stanie .

Kilka dni temu na lokalnym forum w mediach społecznościowych Adam Krawczyk wspominał czasy, gdy stary młyn jeszcze pracował. – Mając siedem lat, towarzyszyłem mojemu tacie Antoniemu w wyprawach w celu zmielenia żyta i owsa na śrutę dla świniaków. Podjeżdżaliśmy blisko wiatraka, gdzie młynarz opuszczał z góry linę, przywiązywało się do niej worki, które później były wciągane na górę – opisuje pan Adam. I tłumaczy, że potem zboże przesypywało się do kosza, a po zmieleniu gotową śrutę odbierało się na dole młyna i ręcznie przenosiło na wóz konny.

– 70 lat temu osobiście chodziłem po schodach tego wiatraka i podziwiałem znajdujące się w nim urządzenia służące do mielenia zboża. Wiatrak miał wtedy wielkie, drewniane skrzydła, które obracały się od wiatru – wspomina pan Adam. I dodaje, że niewiele osób pamięta o tym, że wiatrak mógł zostać obrócony względem swojej osi tak, aby ustawić go w kierunku wiatru. – Co należy uczynić z tym pięknym wiatrakiem? – zastanawia się Adam Krawczyk. Nie jest to łatwe, bo jak podkreślają sami mieszkańcy, wiatrak stoi na prywatnej nieruchomości.

O to, jaki los czeka zabytkowy młyn, zapytaliśmy Kamila Choima, wójta gminy Sobienie-Jeziory. – Postaramy się uratować wiatrak, bo to nie jest tylko relikt przeszłości, ale niezwykle ważny dla mieszkańców pomnik historii, który wpisał się w nasz krajobraz – tłumaczy wójt. I dodaje, że jako dziecko sam chodził po wnętrzu wiatraka, co często wspomina. – Niestety wiatrak jest obecnie w fatalnym stanie. Będziemy musieli przeprowadzić ekspertyzę techniczną i sprawdzić, czy uda się uratować młyn. Jest na to szansa, bo prawdopodobnie uda mi się spotkać z właścicielami obiektu, którzy raczej nie byli zainteresowani sprzedażą tej nieruchomości osobom prywatnym. Dlatego jest szansa, że znajdziemy jakiś kompromis lub rozwiązanie, które doprowadzi do tego, że uratujemy tę budowlę. Jeśli właścicielem wiatraka byłaby gmina, z pewnością samorząd postarałby się o dofinansowanie z unijnych funduszy na odbudowę zabytkowego obiektu – zaznacza wójt Choim.

AJka

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.