Zaczynamy nowe życie w Otwocku

Przed wojną na Ukrainie rodzina Yany dobrze sobie radziła, mimo że jedno z dzieci jest niepełnosprawne i wymaga ciągłej opieki. – Gdy w Zaporożu zaczęło się bombardowanie, wzięliśmy dzieci i kilka podręcznych rzeczy w dwa plecaki. Uciekliśmy, nie oglądając się za siebie. Jechaliśmy w nieznane. Trafiliśmy do ośrodka w Otwocku i staramy się tutaj zacząć nowe życie– tłumaczą Yana i jej mąż Andriej

AGNIESZKA JASKULSKA

Rodziny Yany mieszkała w Zaporożu w niedużym mieszkaniu. Byli zwykłą i jednocześnie niezwykłą rodziną, bo od kilku lat opiekują się niepełnosprawnym Bogdanem, u którego niedługo po urodzeniu zdiagnozowano dziecięce porażenie mózgowe i epilepsję.

– Nasz syn nie mówi i nie wiadomo, czy kiedykolwiek będzie, ale bardzo go kochamy. Teraz Bogdan ma „fazę na tatę”, bardzo do niego lgnie i potrzebuje ojcowskiej miłości. To zresztą widać, bo Andriej niemal non stop zajmuje się Bogdanem – mówi w rozmowie z „Linią” Yana. I dodaje, że choć na Ukrainie sami zajmowali się synkiem, obydwoje pracowali. – Ja byłam kosmetyczką i umawiałam się z klientkami, gdy mąż wracał do domu – mówi Yana. – Ja prowadziłem własną działalność gospodarczą i zajmowałem się naprawami różnych rzeczy, byłem kimś w rodzaju „­złotej rączki” – dodaje Andriej.

Niedawno ich rodzina się powiększyła i na świat przyszedł Ivan. – Mieliśmy w życiu wszystko uporządkowane i dobrze zorganizowane jak w szwajcarskim zegarku. Zresztą przy niepełnosprawnym dziecku musi być wszystko na tip top, bo Bogdan jeździł m.in. na rehabilitację – mówią. – Mieliśmy pracę, własny samochód i kwaterunkowe mieszkanie. Wszystko układało się dobrze, ale gdy Rosja zaatakowała Ukrainę, nasze życie zmieniło się w jednej chwili. Na początku myśleliśmy, że za dzień czy dwa to się skończy. Nie sądziliśmy, że będziemy musieli uciekać z kraju – podkreślą Yana i Andriej. Długo nie zwlekali, bo bomby zaczęły spadać coraz bliżej Zaporoża. Jednak nie wiadomo było, czy Andriej będzie mógł wyjechać z kraju. – To wszystko było dla nas trudne, dla mnie jako mężczyzny tym bardziej. Zgłosiłem się do punktu poborowego, ale tam usłyszałem, że jako ojciec ciężko chorego i niepełnosprawnego dziecka powinienem bronić rodziny, a nie ojczyzny. Dlatego mogłem wyjechać z kraju razem z żoną i dziećmi – tłumaczy Andriej.

– Bez męża nigdy bym sobie nie poradziła z dwójką dzieci, zwłaszcza z chorym Bogdanem. Już samo pakowanie w panice było koszmarne. W takiej sytuacji nie wiadomo, co będzie potrzebne, więc wrzuciliśmy do dwóch plecaków tylko kilka najbardziej potrzebnych rzeczy. Dosłownie wzięliśmy dwa plecaki, dwoje dzieci i ruszyliśmy w drogę – wspomina trudne chwile Yana. – Aby nie wzbudzać emocji u najmłodszego synka, Ivana, powiedzieliśmy mu, że jedziemy na wycieczkę. Był bardzo ciekawy i podekscytowany. Podróż do Polski była dla nas bardzo trudna i trwała kilka dni. – Bogdan ciężko zniósł ten wyjazd, wymiotował i ogólnie jego stan zdrowia się pogorszył, bo zabrakło nam leków – mówi Yana.

Dopiero po przekroczeniu granicy rodzina poczuła się bezpiecznie i mogła odetchnąć z ulgą. – Nie wiedzieliśmy, gdzie mamy się podziać i dokąd jechać. Pomagali nam wolontariusze, którzy z uwagi na to, że Bogdan wymaga specjalistycznej opieki, skierowali nas do Otwocka. Zamieszkaliśmy w niedużym pokoju w ośrodku przy ul. Majowej, gdzie wszyscy, zwłaszcza pani dyrektor, zatroszczyli się o naszą rodzinę, za co jesteśmy bardzo wdzięczni – podkreślają rodzice Bogdana i Ivana. I dodają, że z pomocą przyszła im również fundacja „Promyczek”, który podarował m.in. wózek dla Bogdana, dzięki czemu mogą wychodzić z synem na spacer. – Dostaliśmy także leki dla synka, dzięki czemu powoli wraca do zdrowia – mówi Yana.

W Otwocku starają się zacząć nowe życie. – Chcieliśmy wynająć jakieś mieszkanie, ale nie mamy pieniędzy, a czynsze są duże. Zresztą pani dyrektor nalega, żebyśmy zostali w ośrodku ze względu na Bogdana – tłumaczą rodzice chłopca. Yana mówi, że młodszy synek coraz częściej pyta, kiedy wrócą do domu. – Codziennie pakuje swoje zabawki i chce wracać. Pyta, kiedy „zły pan” wyjedzie z Ukrainy, bo on chce do domu, ale zaczął już podejrzewać, że zostaniemy w Otwocku znacznie dłużej – mówi mama chłopców.

– Ivan uczęszcza do przedszkola i coraz częściej śpiewa piosenki po polsku, szybko uczy się języka polskiego. To dobrze, bo niedługo może być naszym tłumaczem, np. podczas zakupów w sklepie – żartują rodzice Ivana. Przez pierwsze kilka tygodni rodzinie było trudno, ale niedawno jej sytuacja trochę się poprawiła. ­– Mój mąż dostał pracę w Karczewie. Dzięki temu będziemy bardziej niezależni. Na razie będę zajmowała się dziećmi, ale może za jakiś czas i ja będę mogła pracować tak jak na Ukrainie… – marzy Yana.

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.