Matka trójki dzieci potrzebuje pomocy

Niewłaściwa diagnoza medyczna zmieniła życie nie tylko pani Sylwii, lecz także całej jej rodziny. – Gdy mama wybudziła się ze śpiączki, byliśmy szczęśliwi, że żyje, że do nas wróciła. Tylko że to już nie ta sama mama… Choć jest obok mnie, brakuje mi jej takiej, jaka była kiedyś: wesołej, energicznej i rozgadanej. Dziś to ja razem z tatą opiekujemy się nią i moim młodszym rodzeństwem. A przecież mam tylko 14 lat – mówi Amelia, najstarsza córka Sylwii Król z Józefowa. Trzy lata temu kobieta trafiła na izbę przyjęć do szpitala przy ul. Batorego w Otwocku. Ze szpitala nie wyszła już o własnych siłach… Trwa zbiórka na leczenie i rehabilitację pani Sylwii

AGNIESZKA JASKULSKA

Tragedia Sylwii Król i jej rodziny, męża Jacka oraz dzieci 14-letniej Amelii, pięcioletniej Natalii i sześcioletniego Antka, trwa od trzech lat. „Linia” pierwsza nagłośniła sprawę 28-letniej wówczas matki, która w sobotę, 23 marca 2019 r. z silnymi bólami głowy i szyi trafiła na izbę przyjęć do szpitala przy ul. Batorego w Otwocku. Dopiero później okazało się, że miała rozległy wylew. – Przez złą diagnozę lekarza oraz brak odpowiedniej pomocy Sylwia trwale utraciła zdrowie fizyczne i psychiczne. Jest z nią bardzo ograniczony kontakt, wymaga stałej opieki. Przez to, co stało się w szpitalu, w pewnym sensie straciłem żonę, a nasze dzieci ukochaną mamę. Jest nam bardzo trudno, choć nasz dom jest pełen gwaru i dziecięcego śmiechu – mówi Jacek Król, mąż niepełnosprawnej Sylwii.

Ich najstarsza córka, obecnie 14-letnia Amelia, wspomina dawne czasy. – Kiedyś mama zabierała mnie na spacery, na lody, jeździłyśmy rowerami na wycieczki. Mama zawsze była energiczna, wesoła i rozgadana. Brakuje mi jej takiej… Wszystko zmieniło się trzy lata temu, gdy trafiła do szpitala. Nie wróciła stamtąd taka jak kiedyś. Niewiele brakowało, aby w ogóle nie wróciła… Bardzo przeżywałam to, że mama była w śpiączce. Płakałam i nie byłam w stanie chodzić do szkoły, do dziś mam sporo zaległości – tłumaczy Amelia. – Gdy mama wróciła do domu, już nic nie było takie samo. Mama jest, ale jest trudniej. Czasami, gdy ma dobry humor, udaje mi się z nią trochę porozmawiać, ale czasami nic nie mówi, zupełnie jakby jej tu nie było. To dla mnie trudne, brakuje mi mamy w codziennych sprawach, takich babskich. Często opowiadam jej, jak minął mój dzień, co mnie martwi lub cieszy, ale z mamą jest ograniczony kontakt. Przez to bywa mi smutno… Na szczęście jest mama mojej przyjaciółki, która czasami, w tych trudnych momentach, zastępuje mi mamę – wzrusza się 14-latka.

– Tragedia, która spotkała Sylwię i naszą rodzinę, odebrała dzieciństwo zwłaszcza Amelce, która nagle chciała dorosnąć i pomóc mi znosić trudy, a problemów jest sporo, bo życie się toczy. Trzeba zadbać o dzieci, szkołę, kolacje, zakupy, rachunki i jeszcze zająć się Sylwią – przyznaje pan Jacek. A Amelia dodaje: – Mam tylko 14 lat, ale opiekuję się rodzeństwem i mamą na tyle, na ile potrafię. Czasami, gdy chcę wyjść ze znajomymi na miasto, staram się nie odchodzić daleko, bo zdarza się, że tata nagle musi gdzieś jechać i dzwoni, żebym szybko wracała. Dobrze, że są autobusy i SKM-ka – mówi nastolatka.

Pan Jacek dodaje, że młodsze dzieci, Natalia i Antek, nie odczuwają rodzinnego dramatu tak jak Amelia. – Przedszkolaki szybko zaakceptowały to, że ich mama potrzebuje pomocy, że jeździ na wózku i nie może być dla nich jak inne mamy – mówi smutno. – Jestem ojcem, ale próbuję dzieciom trochę zastąpić też mamę, choć nie zawsze mi to wychodzi, bo nadmiar problemów i obowiązków coraz częściej mnie przerasta, zwłaszcza problemy finansowe. Sylwia potrzebuje rehabilitacji i opieki, dzieciaki wyrastają z ubrań, chcą iść na lody, a przecież rachunki same się nie zapłacą, tym bardziej że właściciel mieszkania podniósł nam czynsz o tysiąc złotych. Zupełnie nas na to nie stać i musimy znaleźć jakiś inny dach nad głową. Jestem przerażony. Nie jest łatwo znaleźć mieszkanie lub mały domek dla trójki dzieci, niepełnosprawnej żony i jeszcze psa – mówi pan Jacek.

Na razie rodzina żyje z dnia na dzień, ale nie wiadomo, jak będzie dalej. – Zmagamy się z wieloma przeciwnościami, bo stała opieka nad Sylwią i jej rehabilitacja są kosztowne. Nie stać nas na to – przyznaje ojciec trójki dzieci. – Wydaliśmy wszystkie pieniądze na leczenie. Mam nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych długu wobec ośrodka, w którym przebywała Sylwia. Nie wiem, jak moja rodzina poradzi sobie bez pomocy ludzi dobrej woli – podkreśla.

Trzy lata od rozległego wylewu, który przeszła pani Sylwia, sytuacja jej i jej rodziny nadal jest dramatyczna. – Po latach interwencji chirurgicznych, zabiegów medycznych i rehabilitacji Sylwia pozostaje w złym stanie fizycznym. Rokowania nie są dobre. Moja żona raczej pozostanie w takim stanie. To łamie mi serce – mówi przez łzy pan Jacek. I dodaje, że operacja całkowitego usunięcia naczyniaka, która dawała dużą nadzieję na poprawę i powrót do zdrowia, niestety niewiele zmieniła. – Obecnie stan żony pogorszył się, jest leżąca, bez własnej aktywności, niewiele się porusza, wymaga karmienia i całodobowej opieki oraz rehabilitacji. Na razie stać mnie tylko na zapewnienie jej rehabilitacji trzy razy w tygodniu – mówi smutno pan Jacek.

Rodzina założyła internetową zbiórkę pieniędzy na stronie zrzutka.pl (rehabilitacja Sylwii Król). Będą wdzięczni za każdą pomoc.

Jak pomóc matce i jej rodzinie?

Wystarczy wpłacić dowolną kwotę na stronie :https://zrzutka.pl/6wd6jc

Wpłat można także dokonać na konto Fundacji #Drużyna Błażeja: 40 1090 1753 0000 0001 4194 3450. W tytule: „Sylwia Król – darowizna na poprawę i ochronę zdrowia”.

 

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.