To nasze wspólne święto

Powrócił w wielkim stylu i znów wszystkie elementy były na swoim miejscu. Tegoroczny Festiwal Świdermajer wypłynął na szerokie wody linii otwockiej, ciesząc się dużym zainteresowaniem odbiorców od Wawra po Otwock, a jego finał na terenie Nowego Gurewicza był wprost magiczny

PRZEMEK SKOCZEK

Kolejne spełnione marzenie? Dla sporej części osób z pewnością tak, ponieważ wielu uczestników ma do tego wydarzenia ogromny sentyment. W tym roku dodatkowo minęło 10 lat od pierwszej edycji festiwalu i we wszystkich znów wstąpiła siła, wiara, chęć działania albo po prostu uczestniczenia w tej imprezie. Program był bardzo bogaty, liczył ponad 30 wydarzeń i wszystkie miały dobrą frekwencję. 10-dniowy festiwal wypełniły wystawy, koncerty, spektakle, pikniki rodzinne, wykłady i wycieczki. Uczestnicy spacerowali, jeździli rowerami, uczestniczyli w grach miejskich i zawodach na orientację. Dyskutowali o przeszłości, teraźniejszości i przyszłości naszej drewnianej architektury.

    Finał na terenie Nowego Gurewicza był idealną puentą, choć zaczął się bardzo nerwowo od przykrej wiadomości. Okazało się, że z powodów zdrowotnych swój koncert odwołała gwiazda wieczoru – zespół Pablo Pavo i Ludziki. O ile wiem, wszystko jest już pod kontrolą, ale na niedzielnym finale Paweł Sołtys nie mógł zagrać. I wtedy, trochę jak w powiedzeniu, że „nie ma tego złego…”, w sukurs przyszła Ewelina Flinta, która kocha Festiwal Świdermajer z wzajemnością. Jakimś cudownym zrządzeniem losu w kilka godzin zebrała cały, dziewięcioosobowy skład zespołu Voice Band, z którym od pewnego czasu współpracuje, i ta wystrzałowa formacja rewelersów, wykonująca przedwojenne przeboje na cztery głosy, pojawiła się w Otwocku. Zrobili prawdziwą furorę.

    – Mam sporą satysfakcję z tego, jak przebiegł tegoroczny festiwal, choć nie byłbym sobą, gdybym nie skupił się bardziej na minusach niż plusach. Nie mam chyba dystansu i widzę, co jest do poprawienia. Z drugiej strony jak na czas, którym dysponowaliśmy, wyszło naprawdę nieźle. Zaczęliśmy działać od lutego, gdy pandemia nieco puściła, ale tak naprawdę z kopyta ruszyliśmy w kwietniu, gdy dostaliśmy dofinansowanie od marszałka – podsumowuje festiwal Sebastian Rakowski, prezes Towarzystwa Przyjaciół Otwocka. – Najbardziej cieszy, że to było tak pospolite ruszenie. Obdzwoniłem wiele osób i nikt nie odmawiał pomocy, włączenia się. Każdy reagował pozytywnie i w sumie ta edycja miała prawie 50 różnego rodzaju partnerów: firmy, instytucje, urzędy, ale i grupy nieformalne. To dowodzi, że mamy już uznaną markę i zaufanie ludzi, a to jest dla mnie najcenniejsze – dodaje.

 

One thought on “To nasze wspólne święto

  • 3 czerwca 2022 o 17:05
    Permalink

    Nazwijmy to po imieniu, bo ktos w koncu musi: to bardzo prosty i bardzo ruski styl. Nic szczególnego – to samo az do Wladywostoku. Brzózki, brzózki, brzózki, plaski terren az do horyzontu (w kazda strone), no i od czasu do czasu wlasnie takie tanie deski z „ornamentami”.

    I takie cos porównywac do Tyrolu, D.Slaska, Szwajcarii czy chocby Górnych Luzyc itp. ??

    Odpowiedz

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.