Widziałem tę iskrę

Jeszcze kilka tygodni temu sytuacja Mazura Karczew w tabeli była mało komfortowa. Zespół balansował między między 9. a 10. miejscem w tabeli, co przy reformie planowanej po zakończeniu sezonu rozgrywek czwartej ligi nie gwarantowało utrzymania. Ostatnie kolejki ułożyły się jednak po myśli podopiecznych trenera MATEUSZA TERESZCZYŃSKIEGO i na dwa mecze przed końcem zespół zapewnił sobie miejsce w czwartej lidze na przyszły sezon.

Dużo ważył kamień, który spadł ci z serca po wygranym meczu z Zamłyniem Radom, który gwarantował utrzymanie w czwartej lidze?

– Sporo, bo jego waga rosła z każdą kolejną kolejką. Ciągle gdzieś tam z boku słyszeliśmy, że trzeba walczyć o utrzymanie, że to jest ważne, że czeka nas trudne zadanie. Presja środowiska cały czas rosła, a dodatkowo potęgowały ją wyniki innych zespołów, które także nie odpuszczały walki. Próbowałem odciąć się od tego, nie patrzeć w tabelę, ale trudno było przejść obok tego wszystkiego bez emocji.

Wyobrażałeś sobie taki scenariusz, że walczycie o pozostanie w ostatniej kolejce?

– Nie tyle sobie wyobrażałem, co marzyłem, aby taki scenariusz się nie spełnił. Nie chciałem takiej sytuacji, gdy musielibyśmy koncentrować się nie tylko na tym, co mamy zrobić, lecz także patrzeć z uwagą, i pewnie ze sporymi obawami, na to, co robią inni. Tego chciałem za wszelką cenę uniknąć i taki był nasz cel. Zespół wiedział, że musimy jak najszybciej awansować na bezpieczne ósme miejsce i potem kontrolować sytuację, by nic nie zależało od innych. To był priorytet w szatni.

Sytuacja, o której mówimy, miała miejsce równo 10 lat temu, gdy Mazur w ostatniej kolejce, w doliczonym czasie, w starciu z Zawiszą Rzgów zapewnił sobie utrzymanie. To był rok 70-lecia Mazura. W tym roku klub z Karczewa obchodzi kolejny jubileusz…

– Pamiętam tamten mecz i bramkę Mariusza Jesiotra. „Buli” przez tamto trafienie chyba na zawsze pozostanie w pamięci kibiców. To była wyjątkowa chwila, ale mimo wszystko wolałem uniknąć takich rozstrzygnięć.

Nie obawiałeś się tej jubileuszowej klątwy ciągnącej się za Mazurem od kilku lat?

– Nie przywiązywałem do tego wagi, bo o całej sytuacji dowiedziałem się po analizie materiałów na oficjalnej stronie klubu po meczu z Zamłyniem Radom. Nie patrzyliśmy wstecz, w ostatnich kolejkach, od kiedy objąłem zespół, chcieliśmy zrobić swoje i cel osiągnęliśmy. Dzięki temu teraz nie muszę już skupiać się na tym, co będzie w dwóch ostatnich kolejkach, tylko mogę być myślami w innym miejscu i innym czasie. Teraz układam kadrę nie na najbliższy mecz, tylko na spotkania, które rozpoczną się w sierpniu.

Cofnijmy się kilka tygodni wstecz do momentu, gdy obejmowałeś zespół po trenerze Tomaszu Sokołowskim. Biłeś się z myślami, podejmując decyzję o przyjęciu propozycji?

– Jakieś rozważania się pojawiły, ale kluczową sprawą było to, że byłem przy tej drużynie od blisko dwóch i pół roku. Wiedziałem, że znam tych chłopaków, wiem, na co ich stać i co mogą osiągnąć. Byłem przekonany, że ich słabsze wyniki to przede wszystkim kwestia mentalna, a nie brak umiejętności piłkarskich. Czasu na ratowanie miejsca w czwartej lidze było mało, ale podjąłem się tego zadania, bo wierzyłem, że wspólnie damy radę.

Trzeba było odblokować kilku kluczowych graczy, innym dać szansę, bo wcześniej już wiele razy udowodnili, że jak się na nich stawia, oni potem to zaufanie oddadzą na boisku. Być może dlatego w pierwszych meczach były pewne zaskoczenia, jeśli chodzi o skład i sposób grania, ale to wszystko miało swój cel i zdało egzamin. Niemal od początku było widać, że zawodnicy wierzą w to, co robimy.

Mecz z Oskarem Przysucha prowadziłeś jeszcze nie jako formalny trener, tylko tymczasowy szkoleniowiec. Czy wynik tego spotkania miał wpływ na decyzję? Czy nawet jeśli przegralibyście ten mecz, i tak podjąłbyś się zadania?

– Porażka niczego by nie zmieniła. Jednak wygrana utwierdziła mnie w tym, że zadanie, które mamy przed sobą, jest do udźwignięcia. Widziałem iskrę i to coś w zespole, na co zawodnicy sami bardzo czekali. Po tym meczu w szatni nie trzeba było nic mówić, bo ta pasja i frajda z futbolu wychodziła sama od zawodników.

A czułeś, że drużyna jest za tobą? Nieoficjalnie mówiło się, że twoja kandydatura ma duże poparcie wśród zawodników.

– Nie patrzyłem na to. Gdy obejmowałem posadę trenera pierwszej drużyny, przede wszystkim zależało mi na tym, by zespół funkcjonował na jasnych i sprawiedliwych zasadach. To, co było wcześniej, nie liczyło się, każdy dostawał czystą kartę. Ja tylko pokazałem, jaki widzę model gry, czego oczekuję od zawodników. Jeśli ktoś chce w to wejść, musi zmienić swoje wcześniejsze przyzwyczajenia czy nawyki, bo oczekuję konkretów.

Może nie wszyscy od razu to zaakceptowali, może potrzebowali czasu, by to sobie poukładać, ale od samego początku mówiłem, że futbol to sport drużynowy. Jeśli chcą osiągnąć sukces, muszą odpowiednio działać wszystkie elementy, a jeśli komuś to nie odpowiada, musi zastanowić się nad zmianą dyscypliny.

Oni w to weszli – z czego bardzo się cieszę – a potwierdzeniem tego była dla mnie gra zmienników. Gdy dochodziło do zmian, nie musiałem się martwić, co się wydarzy, bo każdy, kto wchodził, bez względu na moment spotkania dawał potrzebną wtedy jakość. Nie było obrażania się, kalkulowania.

Teraz ze względnym spokojem obserwujesz finisz ligowych rozgrywek, choć pewnie też patrzysz, jak potoczy się walka o utrzymanie zespołu rezerw.

– Tak, i dlatego tak bardzo zależało mi na tym, by kwestię utrzymania w czwartej lidze rozstrzygnąć jak najwcześniej. Teraz, nawet kosztem wyników pierwszej drużyny, rzucimy wszystkie ręce na pokład, udostępnimy wszystkich graczy, którzy mogą jeszcze grać w rezerwach, by zapewnić im utrzymanie.

A co do pierwszej drużyny, te dwa ostatnie mecze będą okazją dla rezerwowych, by zagrać trochę więcej i pokazać się przed kolejnym sezonem. To będą też cenne informacje dla mnie przed otwarciem okienka transferowego.

Po 10 kolejkach i informacjach, które zebrałeś przez ten czas, czego twoim zdaniem potrzeba Mazurowi, by utrzymać równy poziom i nie obawiać się walki o utrzymanie w kolejnym sezonie?

– Obecnie potrzeba nam przede wszystkim rywalizacji, – bo nic tak nie buduje motywacji – na niemal wszystkich pozycjach, zwłaszcza że klub może nie utrzymać wszystkich zawodników obecnej kadry.

Dużo ruchów kadrowych przewidujesz latem?

– Coś na pewno musi się zmienić. Część zawodników pewnie z nami nie zostanie, z innymi wciąż rozmawiamy. Ważne też będzie, kto do nas dołączy. Chciałbym, aby do kadry weszła młodzież z drugiego zespołu, bo po co szukać takich graczy po Polsce, skoro mamy ich w swojej akademii.

Rozmawiał Marcin Suliga

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.