Przemiana przeszła moje oczekiwania

W przerwie zimowej trener ADRIAN KROGUL podjął decyzję o rezygnacji z prowadzenia kobiecego zespołu Vulcanu Wólka Mlądzka. Ostatecznie jednak zmienił zdanie i jak teraz przyznaje, nie żałuje tej decyzji i z dużymi nadziejami czeka na kolejne rozgrywki

Czy miejsce w środku tabeli jest adekwatne do potencjału, jaki drzemie w drużynie?

– Myślę, że nie. Cały czas wierzę w tę ekipę i myślę, że stać nas na dużo więcej. Poprzednia runda nam nie wyszła, była poniżej oczekiwań, a po tej pozostał spory niedosyt, mimo widocznych postępów, które dostrzegamy nie tylko my w sztabie, lecz także nasi rywale. To ma też odbicie w liczbach, bo wiosną straciliśmy o ponad 50 procent mniej bramek niż w pierwszej części sezonu. Większe zaangażowanie w grę obronną sprawiło, że nieco ucierpiała na tym ofensywa. Zdajemy sobie jednak sprawę, że jeśli chcemy walczyć o wyższe miejsca, a może nawet o awans, to musimy grać dobrze nie tylko w obronie, lecz także strzelać więcej bramek.

Przed sezonem zakładałem, że jeśli uda się nam zająć miejsce w przedziale od czwartego do szóstego, to będzie dobry wynik, ale wtedy nie wiedziałem, że ten zespół tak się rozwinie zarówno pod względem liczebności, jak i umiejętności.

Koniec rundy jesiennej nie wskazywał jednak na to, że będziecie walczyć o miejsca w środku stawki.

– Nic na to nie wskazywało i dlatego też pojawiła się moja chwilowa rezygnacja ze stanowiska trenera. Ostatecznie jednak zostałem i teraz nie żałuję, że tak się stało. Wszyscy byliśmy wtedy w trudnym momencie, ale dźwignęliśmy to. Przy okazji muszę oddać, że to, co się wydarzyło zimą oraz w drugiej części sezonu, jest olbrzymią zasługą mojej asystentki Magdy Marzec, która pomogła w kilku transferach, dużo wnosi do zespołu, ale przede wszystkim jest takim kontrapunktem dla mnie. Dzięki temu mogliśmy wymieniać czy konfrontować męskie i damskie spojrzenie na pewne sytuacje i wyciągać z tego bardziej kompletne wnioski. I nie chodzi tu tylko o kwestie czysto piłkarskie, ale również to, co dzieje się w szatni, jak dotrzeć do dziewczyn. To dla mnie pierwsza praca z asystentem, ale widzę w tym niezwykłe bogactwo wiedzy i jestem szczęśliwy, że Magda jest z nami. Myślę, że wielu decyzji, które podjęliśmy po wspólnych przemyśleniach, sam nigdy bym nie podjął.

W tym sezonie zespół był dokładnie taki, jak obie rundy. W pierwszej części jak nieco dołująca jesień, a następnie jak rozkwitająca wiosna. Czy tę przemianę spowodował wstrząs związany z twoją rezygnacją, czy może przyjście do drużyny nowych osób?

– Złożyło się na to chyba kilka czynników. Oprócz tych rzeczy, które wymieniłeś w pytaniu, jest jeszcze praca z psychologiem. Teraz dziewczyny same mówią, że te konsultacje dużo im dały, pozwoliły nieco inaczej spojrzeć na pewne rzeczy.

Wzmocnienie rywalizacji także podziałało mobilizująco. Nagle zaczęły pojawiać się nowe zawodniczki, zaczęły się pojawiać pytania: czy ta u nas zostanie? Czy ta będzie z nami grać? Dziewczyny zaczęły czuć, że teraz muszą być na treningach, muszą jeszcze bardziej się starać, żeby móc grać. Zresztą one też zauważyły, że przy wyższej frekwencji na zajęciach możemy robić zupełnie inne ćwiczenia, bardziej rozwijające grę, a to potem przekłada się na mecze ligowe. Teraz zaczynają dostrzegać moją perspektywę widzenia tego, co się działo na treningach jesienią, gdy spotykaliśmy się w mniejszym gronie, a ja cały czas narzekałem na to, że nie możemy wykonać pewnych ćwiczeń.

Szatnia bardziej się scementowała?

– Walka o miejsce w składzie jest, ale odbywa się na bardzo zdrowych zasadach, bo dziewczyny są coraz bardziej ze sobą zintegrowane, a nawet zżyte, choć część z nich pochodzi z Otwocka, inne są z Garwolina, a kolejne dojeżdżają do nas z Warszawy. Tworzą w szatni małe podgrupy, ale ta granica między nimi coraz bardziej się zaciera.

Gdy rozmawialiśmy pod koniec zimowych przygotowań, już wtedy mówiłeś, że z dużymi nadziejami czekasz na rozpoczęcie rundy wiosennej. Chyba liczyłeś na to, że forma przyjdzie nieco wcześniej.

– Myślę, że tak jak i cały zespół. Zaczęliśmy rundę od dobrego występu przeciwko Legii Warszawa, nie udało się wygrać, ale zostawiliśmy na boisku niezłe wrażenie i miałem nadzieję, że w następnym meczu uda się zagrać na podobnym poziomie i wygrać. Niestety pojedynek z Ostrowią, rozgrywany w dość kuriozalnych warunkach, przy niezwykle silnym wietrze, również nie ułożył się po naszej myśli…

Teraz można gdybać, co by było gdyby, ale z drugiej strony ta runda była dla nas też dobrą nauką na kolejny sezon, bo gdy przyszło przełamanie i wygraliśmy dwa mecze z rzędu, chyba zbyt szybko zachłysnęliśmy się tymi zwycięstwami i ponieśliśmy porażkę w Piasecznie.

Cały czas się uczymy, staramy się wyciągać wnioski i pod tym względem także widać postęp. Jest coraz mniej błędów, widać lepszą organizację gry, dzięki czemu mam nieco mniej „do roboty” w trakcie spotkań.

Rozumiem, że już nie możecie doczekać się najbliższego sezonu i tego, co się wydarzy?

– Gdzieś z tyłu głowy nastawiamy się na walkę o wyższe cele, ale nie chciałbym, żeby to było tylko gadanie dla gadania, tylko by za tym, co się dzieje, przemawiały wyniki. Teraz mamy przerwę i możemy trochę odpocząć, ale liczę na to, że tak jak zimą kilka tygodni wolnego podziałało motywująco na dziewczyny, latem będzie podobnie i głodni sukcesów wrócimy do pracy i gry.

Jest bardzo ciekaw kolejnych rozgrywek, choć jako trener muszę rozważać różne scenariusze, nawet te bardziej pesymistyczne. Na przykład gdy przy takim bojowym nastawieniu jak teraz przyszłyby dwie porażki z rzędu. Wiadomo, że wtedy ciśnienie zdecydowanie rośnie i myślę o tym, czy sobie z tym poradzimy.

Z perspektywy całego sezonu, które zawodniczki poczyniły największy progres w grze. Pokusisz się o taką ocenę?

– Według mnie wyróżniającą się postacią tego sezonu jest Kamila Młynarska, która dała z siebie jeszcze więcej. Doskonale komunikuje się na boisku, nauczyła się i lubi grać bardzo wysoko. Mnie jako byłego bramkarza cieszy taka postawa, bo też lubiłem tak grać.

Poza tym cieszy mnie to, jak rozwinęła się Zuza Spychalska. Przenieśliśmy ją z pozycji defensywnego pomocnika na stopera i tam świetnie sobie daje radę, mimo zmiany pozycji i nowych obowiązków oraz większej odpowiedzialności w grze obronnej.

Kluczową postacią była też Patrycja Turowska, która zawsze mocno pracuje w środku pola. Ona też namawiała mnie zimą do zmiany zdania i pozostania w drużynie. Miała rację, za co jestem jej wdzięczny.

Oczywiście dużo dziewczyn zrobiło progres i nie sposób wymienić wszystkie. Prezentują dość równy poziom, poniżej którego raczej nie schodzą i to też jest ważne. Należy podkreślić, że w zespole wytworzyła się atmosfera ciężkiej pracy i rywalizacji, co też zaliczam do drużynowego progresu.

Do gry pod koniec sezonu wróciła długo wyczekiwana Alicja Bartnicka. Czy jest szansa, by w przyszłym sezonie pojawiała się na boisku regularnie?

– Na tyle, na ile będzie możliwość, będziemy korzystać z jej usług. Ala gra obecnie w teqball, w którym osiąga świetne wyniki i tam się spełnia, dlatego nie chciałbym jej tego zabierać i brzydko mówiąc „jej zawłaszczać”. Dlatego wspólnie ustaliliśmy, że jeśli tylko będzie mogła, będzie do nas przyjeżdżać na treningi i pomagać nam w meczach. Jeżeli uda jej się zagrać w połowie spotkań w sezonie, to też będzie dobrze, ponieważ  bez wątpienia jest to zawodniczka, która potrafi zrobić różnicę na boisku.

Będziecie latem poszerzać kadrę?

– Jest taka szansa, bo kilka dziewczyn z Warszawy dopytywało o możliwość gry u nas. Liczę też na to, że po fuzji Wilanowa, Diamond Academy i Ursusa kilka dziewczyn będzie szukało nowego miejsca do gry. Poza tym mamy już wstępne porozumienie z zawodniczką, która ma za sobą występy w drugiej lidze i byłaby wzmocnieniem środka pola. Biorąc pod uwagę nasze potrzebny, na pewno będziemy chcieli poprawić i wzmocnić rywalizację w ofensywie.

Rozmawiał Marcin Suliga

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.